Creative Outlier Air

Na co dzień korzystam z trzech par słuchawek. Trenuję w słuchawkach Creative Sound Blaster Jam (jedną parę mam na statku, a drugą w domu), a w podróży korzystam z słuchawek Bose QuietComfort 35. Dlaczego tak? Jakoś pod koniec 2015 roku po kolejnej infekcji ucha zraziłem się do słuchawek dousznych i trafiwszy na Creative Sound Blaster Jam uznałem, że lepszych słuchawek treningowych nie znajdę. Po czterech latach nadal uważam, że są to słuchawki genialne. Jednak ostatnimi czasy coraz częściej zacząłem się zastanawiać nad posiadaniem całkowicie bezprzewodowych słuchawek dousznych. Małych i poręcznych słuchawek, które można mieć zawsze przy sobie, a w razie potrzeby dyskretnie umieścić w uchu. No i oczywiście dobrze by było, gdyby były to słuchawki sportowe. Po doświadczeniach z Sound Blasterami postanowiłem pójść pod prąd i zamiast Apple AirPods, czy JBL Free X wybrać słuchawki Creative Outlier Air. Dlaczego tak? Czy jestem zadowolony z wyboru? Zapraszam do lektury.

Za odpowiedź na pierwsze pytanie mógłby służyć przysłowiowy rzut oka na ich specyfikację. Podczas gdy douszne i całkowicie bezprzewodowe słuchawki konkurencji mogą się poszczycić maksymalnie 7 i pół godziny ciągłej pracy, a zazwyczaj gdzieś w przedziale pomiędzy 3 i 4 godzinami, to słuchawki Outlier Air zapewniają 10 godzin czasu pracy. Tak więc już na wstępie mamy knock out. Ale to nie wszystko, ponieważ etui pełni także funkcję power banka i stanowi źródło zasilania pozwalające na kolejne 20 godzin pracy. Szach mat. Oczywiście można podważyć zasadność posiadania aż tak długiego czas pracy na jednym zasilaniu, jednak niezaprzeczalnym jest, że lepiej mieć więcej, niż mniej. Jednym wystarczy godzina, innym dwie, a jeszcze inni potrzebować będą dziesięć. Na przykład w podróży. Zasilanie to jednak nie wszystko. Dobrze by było, żeby słuchawki były małe, lekkie, nie wypadały z uszu, posiadały mikrofon, nie przeszkadzała im woda, oraz przede wszystkim, żeby dobrze grały. Na papierze niby wszystko się zgadzało, ale gdyby nie zdjęcia Ewy Komander trenującej z tymi słuchawkami, to zapewne nie poświęciłbym im za dużo uwagi.

Odłożywszy na bok specyfikację przyjrzyjmy się temu, co dostajemy w komplecie. Jak już wspomniałem dwóm dousznym słuchawkom towarzyszy stacją dokująca (etui) pełniące także funkcję dodatkowego zasilania słuchawek, oraz przewód z końcówką USB-C, który służy ładowania stacji dokującej. O ile słuchawki spełniają wymogi wodoszczelności klasy IPX 5, to ich stacja dokująca wodoodporna nie jest. Klasa wodoszczelności IPX 5 oznacza, że w słuchawki Creative Outlier Air odporne są na strumień wody płynącej z różnych kierunków z wydajnością do 12,5 litra na minutę. W praktyce oznacza to, że można z nich bez problemu korzystać podczas treningu, także w deszczu, ale już nie podczas pływania. Innymi słowy można je płukać pod strumieniem wody, ale nie zanurzać w wodzie. Słuchawki komunikują się ze źródłem dźwięku w standardzie Bluetooth 5.0, a więc w stosunku do wcześniejszej wersji standardu komunikacyjnego zwiększeniu uległ zasięg pracy (w optymalnych warunkach wynoszący około 10 metrów) oraz prędkość transferu danych.

Słuchawki pomimo masywnego wyglądu są stosunkowo małe i lekkie. W przeciwieństwie do większości dostępnych modeli całkowicie bezprzewodowych słuchawek dousznych nie wystają poza małżowinę uszną, a jedna słuchawka waży 5 gramów. Po poprawnym osadzeniu słuchawek w uszach nawet podczas bardzo intensywnych treningów biegowych nie zdarzyło mi się ani razu, aby słuchawka wypadła. Wybierając wersję Creative Outlier Air Sports otrzymujemy dodatkowy komplet silikonowych końcówek, będących nieco mniejszymi, przez co ilość dźwięku z zewnątrz dostającego się do przewodu słuchowego jest większa. Stacja dokująca wykonana z tworzywa pokrytego aluminium waży 54 gramy i wymiarem odpowiada połowie paczki papierosów (75 x 40 x 25 mm). Stacja dokująca ma konstrukcję rozsuwaną. Po jej otworzeniu rozpoczyna się proces łączenia. Ta słuchawka która zostanie wyciągnięta pierwsza połączy się jako główna i będzie słuchawką nadrzędną pośredniczącą w łączności drugiej słuchawki. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie aby korzystać tylko z jednej słuchawki. Jeśli korzystając z dwóch słuchawek główna słuchawka zostanie rozłączona ze źródłem dźwięku (na przykład po rozładowaniu baterii, czy odłożeniu do stacji dokującej), to jej rolę przejmie druga słuchawka. Jest to szczególnie przydatne dla osób, które podczas treningów kolarskich muszą prowadzić rozmowy telefoniczne (obie słuchawki wyposażone są w mikrofon), lub nie potrafią zrezygnować z muzyki. Zarówno słuchawki, jak i stacja dokująca posiadają magnesy, dzięki którym słuchawki same „wskakują” na swoje miejsce i nie wypadną ze stacji dokującej. Na obudowie stacji znajdują się cztery diody kontrolne. Skrajna lewa i prawa dioda zapalają się na niebiesko podczas gdy słuchawka jest ładowana. Prawa środkowa dioda zapala się na niebiesko podczas gdy ładowana jest stacja dokująca. Lewa środkowa dioda zapala się na niebiesko podczas rozpoczęcia ładowania słuchawek jeśli stan naładowania baterii stacji dokującej wynosi powyżej 30%, a na czerwono gdy stan naładowania baterii stacji dokującej wynosi poniżej 30%.

Na obudowie słuchawek znajdują się przyciski, oraz otaczający je podświetlany krąg. Przyciski są najsłabszym ogniwem tych słuchawek i w zasadzie jedyną rzeczą, do której można się przyczepić. Wszystko wynika z tego, że trzeba naprawdę mocno nacisnąć ów przycisk, co z kolei powoduje dyskomfort ucha. Za pomocą przycisków możemy zwiększać i zmniejszać głośność, odbierać i kończyć rozmowy telefoniczne, zmieniać utwory, a także uruchomić asystenta głosowego. Każda z tych funkcji inicjowana jest odpowiednią sekwencją naciśnięć, a po szczegóły odsyłam do skróconej instrukcji obsługi. Nad problematycznością obsługi można się rozwodzić, jednak przy głębszym zastanowieniu wychodzi na to, że jedyną alternatywą są przyciski pojemnościowe. Obawiam się jednak, że w przypadku słuchawek sportowych moglibyśmy otrzymać efekt przeciwny do zamierzonego, na przykład podczas korzystania z słuchawek podczas deszczu, kiedy to spływająca po nich woda sterowałaby ich pracą. Jak ja sobie z tym radzę? Bez problemów. Po prostu obsługuję słuchawki zdalnie z poziomu telefonu, lub zegarka. Wspomniany wcześniej podświetlany krąg w zależności od statusu słuchawki będzie podświetlał się na czerwono lub niebiesko.

No dobra. Napisałem się o obsłudze, wyglądzie, rozmiarach, ale jak jest z jakością dźwięku? W końcu to jest podstawowa funkcja słuchawek. Otóż jest bardzo dobrze. Przynajmniej w mojej ocenie. Co prawda do audiofila mi daleko, ale mając porównanie do jakości dźwięku słuchawek firm Bose, czy Sennheiser jest naprawdę bardzo dobrze. Producent twierdzi, że spora w tym zasługa grafenowych membran, jednak mając doświadczenie z poprzednimi słuchawkami firmy Creative nie spodziewałem się niczego innego. Niezależnie od gatunku muzycznego dźwięk był dobrze zbalansowany, oraz w niektórych przypadkach zadziwiła mnie głębia basu, podczas gdy spodziewałem się na tym polu gorszego efektu. Pryz najwyższym poziomie głośności także nie wyłapałem żadnych niepożądanych efektów.

Obydwie słuchawki posiadają wbudowany mikrofon, a jakość rozmów telefonicznych prowadzonych za ich pomocą jest bardzo dobra. Posiadanie mikrofonów przez obydwie słuchawki pozwala na prowadzenie rozmowy telefonicznej także podczas, gdy korzystamy tylko z jednej słuchawki. Każda słuchawka posiada także własną baterię. Według deklaracji producenta zasilania wystarczy na około dziesięć godzin pracy. Co więcej, stacja dokująca pozwala na dwukrotne naładowanie w pełni wyczerpanych baterii słuchawek, czyli w teorii po jednym podłączeniu do zasilania (potrzeba trzech godzin na naładowanie zarówno słuchawek, jak i stacji dokującej) mamy w sumie trzydzieści godzin czasu pracy. Same słuchawki do pełnego naładowania akumulatorów ze stacji dokującej wymagają godziny. Jeśli to jest za mało, to zawsze można wybrać wersję Gold, charakteryzującą się większą pojemnością akumulatorów, ponieważ słuchawki mogą nieprzerwanie działać przez około 14 godzin, a stacja dokująca pozwala na doładowanie wystarczające na kolejne 25 godzin pracy. Jednak to wszystko to są deklaracje producenta. A jak wychodzi w praktyce? Wszystko zależy od głośności odtwarzanej muzyki, oraz od obsługi przyciskami, zakłóceń komunikacji, a także faktu czy korzystamy z jednej czy dwóch słuchawek. Mam to wątpliwe szczęście, że podczas dojazdu na statek jeden z lotów trwa nieco ponad 12 godzin. Przy głośności odtwarzania muzyki na poziomie 70% i braku obsługi przyciskami słuchawki rozładowały się po niecałych 11 godzinach, a więc lepiej niż deklarował producent.

Trzeba przyznać firmie Creative, że po raz kolejny stworzyła świetny produkt. Na pewno nie dostaniemy równie dobrej cenie słuchawek o takiej jakości. Słchawki możemy nabyć w zależności od modelu za 315 złotych (Creative Outlier Air), 389 złotych (Creative Outlier Air Sports), lub 429 złotych (Creative Outlier Gold). Ale cena to nie wszystko. Oprócz tego, że są tanie, to jeszcze biją konkurencję pod względem czasu pracy na baterii. Co prawda nie jest to sprzęt dla audiofila, ani dla osoby poszukującej słuchawek z aktywnym wyciszeniem, ale dla sportowca, czy dla statystycznego Kowalskiego są to w mojej ocenie słuchawki genialne. Za naprawdę rozsądną cenę dostajemy słuchawki z czystym i dobrze zbalansowanym dźwiękiem, bez przesterowania i doskonałym czasem pracy. Owszem, można się przyczepić do obsługi przyciskami, ale moja mama mawiała, że nie można mieć w życiu wszystkiego.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Jeden komentarz

  1. Avatar
    TRIWolfTeam

    Właśnie odesłałem do serwisu trzeci czy czwarty zestaw Creative Outlier Air (już przestałem liczyć). Utrata łączności w jednej ze słuchawek, „odpadnięty” przycisk w jednej ze słuchawek, jedna ze słuchawek zaczeła grać ciszej…. Muszę jednak stwierdzić, że serwis zawsze stawał na wysokości zadania. Szybko i sprawnie nowa para towarzyszyła mi w treningach. Ostatecznie jednak zrezygnowałem z wymiany i otrzymałem zwrot kosztów zakupu. I co zrobiłem? Kupiłem Creative Outlier Gold. Dlaczego? Ponieważ potwierdzam wszystko co powyżej napisał el Kapitano. Najwidoczniej trafiałem na wadliwą serię, pierwsze modele ze wszystkimi przypadłościami wczesnej produkcji. Kolega w pracy ma te słuchawki, Małżonka także i nie mają z nimi najmniejszego problemu.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *