Wahoo ELEMNT Roam

Dziesięć lat. Tyle potrzebowało Wahoo na przeobrażenie się z producenta przystawek umożliwiających bezprzewodową synchronizację aktywności z zegarka Garmin Forerunner 910XT do jednego z najbardziej innowacyjnych firm w segmencie szeroko rozumianej elektroniki kolarskiej/triathlonowej. Z jednej strony mamy genialne trenażery, inteligentne wiatraki, ale także urządzenia, które swoją popularność zawdzięczają uproszczeniu i powrotowi do korzeni. Tak jest chociażby w przypadku kolarskich liczników amerykańskiego producenta. O ile Wahoo ELEMNT niczym pierwsza jaskółka wiosny nie uczynił, to jego następca, a więc Wahoo ELEMNT Bolt mocno nadszarpnął sprzedaż liczników Garmina. Aby temu zapobiec Garmin początkowo obniżył cenę modelu Edge 520, a następnie wypuścił na rynek model Edge 520 Plus. Wahoo z kolei zasypywało użytkowników Bolta kolejnymi uaktualnieniami oprogramowania zwiększającymi jego funkcjonalność, oraz dodało kilka wersji kolorystycznych licznika. Jednak kwestią czasu było starcie nowych modeli. Niemal w tym samym czasie Garmin zaprezentował światu model Edge 530, a Wahoo model ELEMNT Roam. Niestety już na starcie Wahoo ELEMNT Roam zaliczył potknięcie wynikające z upokarzających wręcz problemów z dostępnością liczników. Początkowo miały one trafić do sprzedaży w połowie maja 2019 roku i w Polsce było raptem kilka. Na dobrze sprzedaż ruszyła dopiero w lipcu. Owszem, można mówić „lepiej późno, niż wcale” i „na dobre warto poczekać”, jednak w tym przypadku Garmin ewidentnie skradł przysłowiowe show firmie Wahoo. Po blisko dwóch miesiącach oczekiwania, dziesiątkach maili i telefonów w końcu i ja się doczekałem Roama. Warto było czekać z taką niecierpliwością? Czy ELEMNT Roam na stałe zagościł na mojej kierownicy i zastąpił na niej Edge 530? Zapraszam do lektury.

Od rynkowego debiutu Bolta minęły nieco ponad dwa lata zanim zaprezentowano Roama. O ile Bolt od swojego poprzednia był znacznie mniejszy (75 x 47 x 22 mm), to Roam jest niemal tak samo duży jak pierwszy ELEMNT (89 x 55 x 18 mm), choć kształtem bliżej mu do Bolta. Poza rozmiarami wzrosła też masa licznika do 95 gramów (dla porównania Bolt waży 95 gramów, ELEMNT 102 gramy, a Edge 530 z kolei 77 gramów), oraz wyświetlacz, którego przekątna mierzy 68 mm (a więc 12 mm więcej niż Bolt i tyle samo co ELEMNT) i cechuje się rozdzielczością 240 x 400 pikseli. Jednak ten sam rozmiar wyświetlacza, co w przypadku ELEMNTa wcale nie oznacza, że są one identyczne. O ile Wahoo ELEMNT swoim wzornictwem nawiązywał do cegły, to BOLT był nie tylko dziełem sztuki użytkowej, ale i małym aerodynamicznym cudeńkiem. Roam z kolei jest Boltem na sterydach. Podobnie jak w przypadku Bolta licznik zaprojektowano tak, aby wraz z uchwytem umieszczającym go przed kierownicą stanowił opływową jedność. Nie oznacza to jednak, że nie zamontujemy go na uchwycie dedykowanym na mostek, czy do uchwytów innych producentów trzymających się standardu montażu Wahoo, który jest nieco inny niż Garmina, ale przy odrobinie zabawy można umieścić zarówno ELEMNTa, Bolta, jak i Roama w uchwytach Garmina. Do obsługi Roama służy identycznie, jak w przypadku pozostałych liczników producenta sześć przycisków. Jedną z najbardziej cenionych przeze mnie zalet liczników Wahoo są monochromatyczne wyświetlacze. Najprostsze rozwiązania są najbardziej skuteczne. Natomiast w przypadku Roama zdecydowano się na kolorowy wyświetlacz! Choć stwierdzenie „kolorowany” byłoby chyba bardziej na miejscu. Być może niejedną osobę to rozczaruje, ale wykorzystanie kilku podstawowych kolorów wydaje się być idealnym kompromisem pomiędzy klarownością i czytelnością monochromatycznych wyświetlaczy, a „nowoczesnością” i urokiem wyświetlaczy kolorowych. Selektywny dobór kolorów do czarno-białego wyświetlacza pozwala zachować idealną wręcz czytelność we wszystkich warunkach oświetleniowych, oraz zużywa znacznie mniej energii niż w przypadku kolorowych wyświetlaczy. Umieszczenie wyświetlacza maksymalnie blisko odpornego na zarysowania szkła Gorilla pozwoliło na zmniejszenie refleksów i zapewnienie doskonałej czytelności przy możliwie najszerszym kącie. Wyświetlacz cechuje się bardzo dobrym kontrastem i będącym nowością automatycznym podświetleniem w zależności od natężenia oświetlenia zewnętrznego.

Współpracę z licznikiem rozpoczynamy od sparowania go z kompatybilnym smartfonem. Parowanie ogranicza się do zeskanowania kodu QR przez aplikację ELEMNT zainstalowaną na smartfonie, co jest proste, szybkie, bezproblemowe i niezawodne. To właśnie z poziomu aplikacji będziemy dokonywali większości zmian ustawień naszego licznika. Co prawda licznik do poprawnego rejestrowania treningów nie wymaga współpracy z telefonem, ale na samym liczniku możemy jedynie włączyć/wyłączyć nawigację satelitarną, włączyć/wyłączyć podświetlenie, dodawać, usuwać i kalibrować czujniki, wybrać trasę do nawigowania, sterować pracą kompatybilnego trenażera, oraz przeglądać segmenty, trasy i historię. To wszystko. Wszelkie inne działania realizowane są w aplikacji ELEMNT i przesyłane do licznika. Może się to wydawać kontrowersyjne, ale prawda jest taka, że zdecydowana większość z nas ma smartfony i jesteśmy do nich przywiązani, a zmiana ustawień licznika z poziomu aplikacji w telefonie jest o wiele prostsza i szybsza niż z poziomu licznika. Potwierdzi to każdy, kto chociażby edytował pola danych w swoim ukochanym Garminie.

Zwiększenie wyświetlacza pozwoliło na powrót do wyświetlania maksymalnie jedenastu pól z danymi w sześciu wierszach. Użytkownik ma możliwość wyboru ilości prezentowanych pól za pomocą przycisków umieszczonych po lewej stronie licznika. Niestety głębsza personalizacja prezentowanych danych wymaga skorzystania z aplikacji Wahoo ELEMTN na kompatybilnym smartfonie. W miejscu tym sympatykom Garmina zapewne uśmiechną się z politowaniem, jednak prawda jest taka, że jeszcze ani razu nie miałem potrzeby zmiany prezentowanych pól danych w czasie trwania aktywności, a wykorzystanie smartfona w procesie personalizacji ekranów prezentujących dane pozwala na zaoszczędzenie sporo czasu i nerwów. To kolejna rzecz obok wyświetlacza, za którą cenię liczniki Wahoo. Dane mogą być prezentowane na kilku ekranach, przy czym użytkownikowi pozostawiono niemalże pełną dowolność w zakresie ich konfiguracji. Oprócz strony prezentującej tylko dane liczbowe mamy kilka dedykowanych stron, jak chociażby z przewyższeniami (prezentującą między innymi profil wysokościowy trasy), z mapą, do obsługi trenażera, z podsumowaniem ostatniego okrążenia, z danymi segmentów Stravy, dane z serwisu BestBikeSplit, czy w końcu prezentującą treningi ustrukturyzowane znajdujące się w pamięci urządzenia, czy pobrane z platform treningowych, takich jak Today’s Plan, Training Peaks, czy Trainer Road. Dwa przyciski umieszczone po prawej stronie licznika wykorzystywane są do przybliżania i oddalania widoku na poszczególnych stronach. Jeżeli są to strony z danymi liczbowymi, to przybliżając widok zmniejszamy ilość prezentowanych danych jednocześnie powiększając czcionkę. Odwrotne działanie zwiększa ilość prezentowanych danych i zmniejsza czcionkę. Może się to wydawać zbędne, ale przy braku osobnych profili dla jazdy na zewnątrz i wewnątrz pomieszczenia (bez nawigacji satelitarnej) wystarczy umieścić w dolnej części ekranu pola związane z danymi takimi jak prędkość i dystans i w czasie jazdy w przysłowiowych „czterech ścianach” za pomocą jednego kliknięcia pozbyć się z ekranu pustych pól. Co więcej, licznik wiedząc, że jesteśmy w pomieszczeniu (wyłączona nawigacja satelitarna) automatycznie wyłączy strony z przewyższeniami oraz mapą (o ile nie korzystamy z funkcji odwzorowania zapisanej trasy przez trenażer), a po połączeniu z kompatybilnym trenażerem włączy stronę jego obsługi. Na stronie z mapą użycie wspomnianych wcześniej przycisków powodować będzie zmianę skali mapy. Pól danych do wyboru mamy grubo ponad setkę i tak naprawdę jedynym, którego mi brakuje jest pole wskazujące stan naładowania baterii elektronicznej grupy osprzętu. Zarówno nad, jak i z lewej strony wyświetlacza znajdują się rzędy diod służące do informowania o strefie mocy, tętna, lub prędkości w jakiej się znajdujemy, a także do prezentacji informacji nawigacyjnych (zbliżające się zakręty, zjechanie z trasy, itp.), informowania o powiadomieniach z telefonu, czy wykorzystywane podczas treningów ustrukturyzowanych, oraz rywalizacji na segmentach Stravy. Warto jednak zwrócić uwagę, że wyboru prezentowanej przez nie wartości oraz edytować strefy możemy tylko w aplikacji ELEMNT. Trzeba przyznać, że zastosowanie owych diod i odwzorowanie za ich pomocą strefy treningowych jest genialne, szczególnie jeśli trenujemy z mocą. Doceni to każdy, kto realizować będzie trening interwałowy i zamiast zapamiętywać wartości graniczne pomiędzy kolejnymi strefami kontrolował będzie po kolorach, czy znajduje się w odpowiedniej strefie. Oczywiście o ile odpowiednio je zdefiniował. Jedynym minusem wspomnianych diod jest ich słaba czytelność przy mocnym oświetleniu. Ciekawą opcją jest możliwość wyboru prezentacji aktualnej wartości wybranego parametru oraz jej stosunku do wartości średniej. Po prostu obok liczby umieszczona jest strzałka. Jeśli skierowana jest w dół, to znaczy, że wartość aktualna jest mniejsza od wartości średniej. Niby nic, a jednak czasem przydatne.

Licznik Wahoo ELEMNT Roam współpracuje z zewnętrznymi czujnikami komunikującymi się w trybach ANT+ i Bluetooth Smart, więc zapewnia nam szeroką dowolność w doborze czujników. Korzystając z komunikacji ANT+ możemy łączyć się z czujnikami tętna, prędkości, kadencji, mocy, ciśnienia w oponach, elektronicznych grup osprzętu, radarami, poziomu natlenienia mięśni i trenażerami FE-C. Korzystając z komunikacji Bluetooth Smart możemy łączyć się z czujnikami tętna, prędkości, kadencji i mocy. Zaawansowane dane z mierników mocy prezentowane będą tylko w przypadku mierników mocy firmy Pioneer. Posiadacze watomierzy firmy PowerTap i Garmin Vector (pomimo otwartego standardu transmisji) muszą jeszcze na funkcję tą poczekać. Czujniki zewnętrzne można parować z poziomu zarówno licznika, jak i aplikacji w telefonie, przy czym jeżeli nasz telefon nie posiada odbiornika ANT+, to do sparowania czujnika pracującego w tym trybie musimy wykorzystać licznik. Czujniki można kalibrować, oraz sprawdzać ich stan w liczniku i telefonie, ale ich nazwy zmieniać można tylko w aplikacji w telefonie. Co do czujników wewnętrznych, to licznik wyposażono w odbiornik nawigacyjnych systemów satelitarnych GPS, GLONASS, Beidou, Galileo i QZSS, łączność Bluetooth Smart (do komunikacji ze smartfonem) i WiFi, przyspieszeniomierz, kompas i wysokościomierz barometryczny. Od sierpnia licznik ELEMNT Roam (oraz wcześniejsze liczniki producenta) współpracuje z radarami kolarskimi, jednak nadal nie obsługuje kamer, czy świateł.

Dzięki zgodności z trybem ANT+ FE-C za pomocą licznika ELEMNT Roam można sterować pracą kompatybilnych trenażerów. Należy przyznać, że obsługa trenażerów za pomocą liczników firmy Wahoo jest bajecznie prosta. I znów doceni to każdy, kto próbował tego wyczynu z licznikami Garmina. Sterując pracą trenażera mamy do wyboru jeden z pięciu trybów, tj. poprzez zadanie określonej mocy (utrzymywanej przez trenażer niezależnie od przełożenia i kadencji), wybór % oporu, wybór poziomu oporu, odwzorowanie zapisanej trasy (a w szczególności jej profilu i automatycznie dobieranie pod niego oporu), z aplikacji zewnętrznej (na przykład Zwift), oraz odwzorowanie obciążenia treningu ustrukturyzowanego. Dwie rzeczy, do których można się przyczepić w trybach sterowania trenażerem, to brak obecności przycisku LAP na stronie kontroli trenażera, co znacznie utrudnia oddzielanie odcinków w zapisie danych, oraz konieczność korzystania z pomiaru mocy w trenażerze. Nawet mając sparowany z licznikiem inny miernik mocy będzie on rejestrował wartość mocy z trenażera. Dla jednych wydaje się to logiczne, ale moim zdaniem w przypadku obecności innego miernika to właśnie jego wskazania powinny mieć wyższy priorytet niż wskazania trenażera. Co prawda z poziomu licznika, ani aplikacji ELEMNT nie mamy możliwości tworzenia treningów interwałowych, ani nie mamy dostępu do kalendarza treningowego, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zadanie to oddać platformom zewnętrznym. Użytkownicy platform TrainingPeaks, Today’s Plan i TrainerRoad mogą tworzyć treningi interwałowe (zarówno do jazdy na zewnątrz, jak i wewnątrz pomieszczeń), które później prezentowane są na ekranie licznika Wahoo Roam, a w przypadku połączenia licznika z kompatybilnym trenażerem może on sterować jego pracą zgodnie ze zmieniającymi się obciążeniami podczas zaplanowanego treningu. Podobnie jest w przypadku aplikacji BestBikeSplit, która może być wykorzystana do sterowania pracą kompatybilnego trenażera do wirtualnego treningu na trasie zawodów zgodnie z założonym planem, czy realizacji planu wyścigowego.

Nowością w stosunku do poprzednich liczników Wahoo jest wyposażenie Roama w wektorowe mapy topograficzne (wcześniej bliżej im było do map rastrowych, niż wektorowych). Dzięki temu zabiegowi możliwe jest tworzenie tras z poziomu licznika, wyznaczanie tras alternatywnych po zjechaniu z kursu, czy tworzenie profilów tras, ale do funkcji tych dojdziemy omawiając zdolności nawigacyjne licznika. Użytkownik wybiera mapy, które będą zapisane w pamięci licznika. Mapy pobieramy i usuwamy z poziomu aplikacji w telefonie, jednak tylko przy wykorzystaniu sieci WiFi (może być to WiFi z hotspota utworzonego za pomocą smartfona). Podkreślić należy, że w przeciwieństwie do konkurencji w przypadku firmy Wahoo mapy są darmowe. Dodanie kilku podstawowych kolorów na ekranie mapy pozwoliło na zwiększenie jej czytelności w stosunku do ELEMNTa i Bolta. Co prawda kolory nie są tak soczyste, jak u konkurencji, ale owo „podkolorowanie” map pozwala na łatwiejsze zorientowanie w terenie. Użytkownik ma możliwość wyboru zorientowania mapy względem północy (zorientowanie mapy nieruchome), bądź kierunku ruchu (mapa obraca się, a kierunek ruchu pokrywa się z górną częścią licznika), ale wyboru tego może dokonać tylko w aplikacji na smartfonie. Na stronie mapy można także umieścić dwa dowolne pola danych. Niestety producent nie przewidział możliwości przesuwania mapy.

Jeśli chodzi o funkcje nawigacyjne, to w końcu coś się ruszyło w stosunku do poprzednich liczników producenta. Z poziomu licznika Roam mamy możliwość automatycznego tworzenia tras do punktu startu, punktu zaznaczonego na mapie, oraz zapisanej pozycji. Trasy tworzone są w oparciu o typ roweru wybrany w ustawieniach trasy (szosowy, przełajowy, hybrydowy i górski), a jeśli dostępne są różne warianty trasy, to zaprezentowane zostaną co najwyżej trzy z nich. Dodatkowo w trakcie nawigowania dochodzą nam takie opcje, jak powrót do punktu startu najkrótszą drogą, powrót do punktu startu tą samą drogą, oraz powrót na trasę. Pozostałe funkcje nawigacyjne wymagają połączenia z telefonem (aplikacją Wahoo Elemnt). Wówczas można tworzyć trasy do adresów i punktów POI, odtworzyć trasę z historii, odtworzyć trasę z pliku (fit, gpx i tcx), czy pobierać trasy z wskazówkami z aplikacji Wahoo Elemnt, oraz platform RideWithGPS, Strava i bez wskazówek z platform Komoot, Trailforks, MTB Project i Singletracks. Co ważne połączenie z telefonem wymagane jest tylko do pobrania trasy do pamięci licznika, a w trakcie nawigowania połączenie nie jest wymagane. W momencie, gdy licznik połączy się z siecią WiFi lub z telefonem za pomocą łączności Bluetooth, to automatycznie pobrane zostaną trasy jakie utworzyliśmy w serwisach zewnętrznych. Jeśli trasa posiada wskazówki dotyczące zakrętów, to zbliżając się do nich będziemy o tym fakcie informowani za pomocą diod, tekstu, strzałek i pozostałego dystansu nie tylko na ekranie mapy, ale także na innych stronach z danymi. W przypadku zboczenia z trasy licznik stara się nas prowadzić z powrotem na trasę możliwie blisko miejsca w którym z niej zjechaliśmy, a trasa powrotu zaznaczona jest niebieskim kolorem. O ile do prędkości wyznaczania, czy przeliczania tras nie można się przyczepić, jako że wszystko odbywa się błyskawicznie, to brak analizy popularnych tras (znany z Garmina jako Trendline Popularity Routing) daje się we znaki, ponieważ nie zawsze wyznaczona trasa pokrywa się z tą jaką wybralibyśmy znając teren. Nie mamy także możliwości tworzenia pętli, jak to jest w przypadku nowszych liczników Garmina.

Chcąc korzystać z integracji licznika z segmentami Stravy należy posiadać konto Strava Summit. Po połączeniu aplikacji ELEMNT z kontem Strava mamy na liczniku dostęp do segmentów, które oznaczyliśmy jako ulubione na Stravie. Przy każdym połączeniu z siecią bezprzewodową WiFi segmenty te będą synchronizowane z licznikiem. Podczas jazdy poinformowani zostaniemy o zbliżaniu się do segmentu i odliczany będzie dystans do jego rozpoczęcia. Jeżeli nas to nie interesuje to klikamy Dismiss i kontynuujemy jak gdyby nigdy nic. W przeciwnym razie po przejechaniu wirtualnej kreski rozpoczyna się zabawa. Na stronie segmentu prezentowany jest jego profil oraz nasze położenie na nim, dystans do końca segmentu, czas lidera (lub nasz osobisty rekord), prognozowany czas zakończenia, oraz czas za/przed liderem w danym miejscu. Dodatkowo diody nad wyświetlaczem pokazują jaką część segmentu przejechaliśmy. Dzięki kliknięciu przycisku „VS” zmienia się wynik względem którego się ścigamy z KOM na nasz osobisty rekord na danym segmencie. Działa to po prostu dokładnie tak, jak chciałbym żeby to działało, ale ma niestety jedną wielką wadę. Czasami trudno jest nie iść na całość przy takich powiadomieniach, więc wielce przydatna jest opcja wyłączenia śledzenia segmentów, lub nieprzełączania automatycznie na stronę segmentu po jego rozpoczęciu (pomimo powiadomienia o rozpoczynającym się segmencie). Ustawień tych dokonamy jak łatwo się domyślić w aplikacji ELEMNT. Licznik bez problemu radzi sobie z segmentami, które się na siebie nakładają i na stronie segmentu można przełączać się pomiędzy aktualnymi segmentami. Podczas nawigowania po wyznaczonej trasie nie ma problemu ze śledzeniem segmentów. Segmenty mogą się na siebie nakładać, a my mamy możliwość przełączania się pomiędzy nimi. Warto zaznaczyć, że zdobycie KOMa na liczniku nie musi oznaczać zdobycie KOMa w rzeczywistości. Pomiędzy synchronizacjami licznika ze Stravą ktoś mógł zrobić lepszy czas niż my na przykład przed chwilą, a dane te nie są uaktualniane w czasie rzeczywistym.

Funkcja Live Track pozwala na śledzenie pozycji i danych z licznika poprzez łącze internetowe. W aplikacji ELEMNT tworzymy stały link do śledzenia (bądź zdajemy się na tworzone każdorazowo dla rozpoczętej sesji), definiujemy grono odbiorców (na podstawie adresów mailowych, na naszej tablicy na Facebooku, lub na Twitterze), oraz ewentualną datę wygaśnięcia sesji (do końca dnia, bądź na zawsze) i jeżeli funkcja jest aktywowana, a nasz licznik sparowany ze smartfonem z włączoną transmisją danych, to po rozpoczęciu jazdy odbiorcy zostaną poinformowani, że rozpoczęliśmy jazdę, którą można śledzić pod podanym linkiem. Oprócz pozycji transmitowane są także dane z czujników zewnętrznych podłączonych do licznika. Poza funkcją Live Track dostępna jest funkcja Group Track. Dzięki niej na ekranie mapy na naszym liczniku zobaczymy innych użytkowników (z którymi jesteśmy „znajomymi”) znajdujących się w pobliżu i korzystających z funkcji Live Track na swoich licznikach ELEMNT , Bolt i Roam.

Powiadomienia z telefonu działają bez zarzutów. W przypadku, gdy aktywujemy tą funkcję w aplikacji ELEMNT na wyświetlaczu licznika zostaniemy każdorazowo poinformowani o tym kto do nas dzwoni (z funkcją odrzucenia połączenia), oraz zobaczymy nagłówki otrzymanych SMSów i e-maili. Licznik posiada funkcję „nie przeszkadzać” polegającą na tym, że jeśli po pojawieniu się powiadomienia nacisnę przycisk, któremu przypisano aktywację owej funkcji, to przez zadany okres czasu (ustawiony w aplikacji ELEMNT) żadne powiadomienia nie będą prezentowane. Na listę życzeń można by wpisać możliwość otrzymywania powiadomień z innych aplikacji na telefonie, jak chociażby Messenger i WhatsApp, możliwości automatycznego wysyłania ustawionej wcześniej wiadomości (np. „Trening – nie przeszkadzać!”) w przypadku odrzucenia nadchodzącego połączenia, czy funkcji powiadamiania awaryjnego.

Wspomniałem już o tym, że licznik wyposażono nie tylko w odbiornik nawigacyjnych systemów satelitarnych GPS, ale także GLONASS, geostacjonarnych satelitów systemu nawigacyjnego Beidou (obejmującym swoim zasięgiem obszar Azji), satelitów ogólnoświatowego systemu nawigacyjnego Galileo (planowana data osiągnięcia pełnej wydajności operacyjnej to 2020 rok) i satelitów systemu QZSS (obejmującym swoim zasięgiem obszar Azji i Pacyfiku), przy czym użytkownik nie ma możliwości dezaktywacji poszczególnych systemów nawigacyjnych (jak to jest w przypadku liczników firmy Garmin). Dwa nawigacyjne systemy satelitarne to dwa razy więcej satelitów i realna szansa na zwiększenie liczby linii pozycyjnych wykorzystywanych do określenia pozycji, a co się z tym wiąże wzrost jej dokładności. W umiarkowanych szerokościach geograficznych, a w takiej położona jest Polska, jest to tym bardziej wyraźne. Do pracy odbiornika nawigacyjnych systemów satelitarnych licznika Wahoo ELEMNT Roam nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Po uruchomieniu licznika akwizycja satelitów jest błyskawiczna, a pozycja przez niego określana wystarczająco dokładna jak na potrzeby użytkownika cywilnego. Owszem, czasem się zdarzy, że w gęstym lesie podczas jazdy na zaplanowanej trasie zostaniemy poinformowani o zboczeniu z niej, ponieważ pozycja określona przez odbiornik znajduje się w odległości więcej niż 10 metrów od trasy, ale po 2-3 sekundach będzie informacja, że jesteśmy z powrotem na trasie. Takie „skoki” nie są niczym nadzwyczajnym. Pamiętajmy, że odbiorniki nawigacyjnych systemów satelitarnych to urządzenia radiowe, a wysokie budynki, formacje skalne, czy gęstwina leśna mogą skutecznie stawać na drodze pokonywanej przez fale radiowe pomiędzy satelitami, a odbiornikiem. Dokładność cywilnych odbiorników satelitarnych systemów nawigacyjnych to teoretycznie 22,5 metra (z prawdopodobieństwem 95%), a praktycznie w Polsce około 6-7 metrów. Nie oczekujmy więc do urządzeń sportowych decymetrowej dokładności. Mając to na uwadze, stwierdzam, że Wahoo ELEMNT Roam jest co najmniej tak samo dokładny, jak urządzenia konkurencji.

Licznik Wahoo ELEMTN Roam wyróżnia się brakiem problemów z łącznością. Zarówno połączenie ANT+, Bluetooth Smart, jak i WiFi są stabilne i ani razu przez okres testowy nie miałem z nimi problemów. Transfer danych z i do licznika jest błyskawiczny. Jeżeli w trakcie jazdy licznik był połączony przez Bluetooth Smart z telefonem, to już podczas treningu synchronizowana była część danych z aplikacją i po zakończeniu zapisu trwa to dosłownie sekundy zanim cały trening zostanie zrzucony. Przeglądając zapis treningu w aplikacji możemy go wyeksportować do zewnętrznych platform treningowych (połączonych z aplikacją) i chmur wirtualnych, ale nie do Garmin Connect, ponieważ Garmin zablokował możliwość transferu aktywności z zewnętrznych platform. Zimna woja trwa. Jeśli z jakichkolwiek powodów (na przykład przeciążony serwer) pliku nie udało nam się wyeksportować, to zawsze możemy go wysłać jako załącznik do wiadomości e-mail w postaci pliku fit. Po zakończeniu treningu licznik wyszukuje znane sieci WiFi i w przypadku ich odnalezienia synchronizuje zapisany trening. W przypadku gdy żadna ze znanych sieci nie zostanie odnaleziona, bądź po zakończeniu synchronizacji łączność WiFi zostanie wyłączona, aby zmniejszyć zużycie baterii. Uaktualnienia oprogramowania licznika dokonamy tylko przez sieć WiFi, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby z poziomu telefonu utworzyć HotSpot WiFi i z jego pomocą uaktualnić oprogramowanie licznika.

Producent deklaruje 17-godzinny czas pracy na jednym ładowaniu baterii. Pod koniec sierpnia wybrałem się na całodzienną wycieczkę rowerową (nieco ponad 8 godzin jazdy, przy czym licznik włączony był blisko 11 godzin) wzdłuż wybrzeża z Fromborka do Helu i na jej koniec przy korzystaniu z nawigacji stan naładowania baterii wynosił 33%. W przypadku kręcenia „w 4 ścianach” z wyłączonym odbiornikiem nawigacji satelitarnej, wyłączonym podświetleniem, ale korzystając z komunikacji Bluetooth Smart i ANT+ zużycie baterii wynosi około 3-4% na godzinę. Naładowanie całkowicie wyczerpanej baterii zajmuje około 3 godzin.

Wahoo ELEMNT Roam w wersji podstawowej (bez czujników zewnętrznych) kosztuje 1499 złotych, a w zestawie z czujnikami tętna, prędkości i kadencji 1899 złotych. Dla porównania licznik Garmin Edge 530 w wersji podstawowej kosztuje 1349 złotych, a w zestawie z czujnikami tętna, prędkości i kadencji 1799 złotych. Tak więc już na starcie Roam znajduje się na gorszej pozycji niż produkt Garmina. Niemniej jednak licznik sam w sobie jest świetnym rozwinięciem modelu Bolt i pomimo braku niektórych funkcji znanych z nowych liczników Edge jego najmocniejszą stroną jest stabilność oprogramowania, oraz absolutna bezproblemowość działania. Największym wrogiem produktów Garmina jest oprogramowanie tegoż producenta. Wystarczy wspomnieć ostatnie problemy komunikacyjne z telefonami z systemem operacyjnym iOS. W przypadku Wahoo problemów takich nie ma. Obsługa i konfiguracja Roama jest intuicyjna i bajecznie prosta. Funkcje nawigacyjne stawiają go na równi z Garminem, a „kolorowany” wyświetlacz jest idealnym kompromisem pomiędzy czytelnością i oszczędnością baterii. Gdyby tylko Roam doczekał się funkcji na kształt garminowskiej ClimbPro, to z pewnością zagościłby na dłużej na mojej kierownicy. Niestety to właśnie ta funkcja w moim przypadku przechyliła szalę na korzyść Edge 530. Pomimo tego Wahoo ELEMNT Roam jest fenomenalnym licznikiem. Jeśli cenowo zrówna się z Edge 530, to spokojnie może z nim rywalizować, choć prawda jest taka, że to nadal Wahoo ELEMNT Bolt będzie koniem pociągowym sprzedaży.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

4 komentarzy

  1. Avatar
    Adam

    Miałem kiedyś Garmina Fenixa 3 i choć bardzo lubiałem ten zegarek to co jakiś czas pojawiały się problemy, a to nie
    chciał łączyć się przez BT, a to przestał działać GPS i musiałem na nowo sflashować oprogramowanie, bo nawet
    przywrócenie ustawień fabrycznych nie pomagało. Nie chciałem ryzykować, że kolejne urządzenie Garmina będzie
    działać podobnie i rok temu kupiłem Wahoo Bolt i jestem mega zadowolony. Działa bez zarzutu. Jego prostota jest
    jego największą siłą. Jazda po zaplanowanej trasie, zapis śladu i parametrów jazdy i w zasadzie nic więcej amatorowi
    nie trzeba. Kończę trasę, naciskam Stop i po kilkunastu sekundach mam zapis trasy na Stravie. Trochę jak iPhone –
    nie ma miliarda funkcji jak telefony z Androidem, ale te które ma działają wzorowo.

  2. Avatar
    Sebastian

    Miałem Bolta i bardzo mi brakuje tej prostoty i funkcjonalności. Jednak oprócz wspomnianych atutów E530, ma
    możliwość obsługi platformy XERT z poziomu licznika oraz można w nim dodawać profile np. szosa, mtb.

  3. Avatar
    Leszek

    „Wystarczy wspomnieć ostatnie problemy komunikacyjne z telefonami z systemem operacyjnym iOS. ” – przecież to
    była „zasługa” aktualizacji systemu iOS i Garmin otwarcie informuje przy każdej stronie do pobrania instrukcji
    obsługi: UWAGA: jeśli po aktualizacji systemu iOS 13 w telefonie iPhone masz problemy z połączeniem z zegarkiem
    Garmin, przejdź na stronę pomocy: https://support.garmin.com/pl-PL/?faq=oMQAW20SpY06UD0itn27o7
    Co do ClimbPro: po ostatnich zmianach w oprogramowaniu jest jeszcze bardziej funkcjonalne, działa również z
    nawigacją wyznaczoną bezpośrednio z Edge, wprowadzono 3 poziomy detekcji podjazdu (od 1500, przez
    dotychczasowy 3500, na 4500 kończąc) – dokładny opis na forum garmina, albo z mojego dysku google:
    https://drive.google.com/file/d/1rjVq4F2lvEg7DFq1DdqhNwZNnGhvP7a-/view

  4. el Kapitano
    el Kapitano

    @Leszek powyższe (odnośnie rozwiązania problemów komunikacyjnych) było prawidłowe do 22 października, a od 22 października co najmniej do 4 listopada nie działały żadne powiadomienia i transfer danych pomiędzy urządzeniami Garmina i iOS, a sam Garmin na swoim forum przyznał, że część winy leży po jego stronie.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *