Garmin Edge 530

Nie powinno być dla nikogo zdziwieniem, jeśli powiem że wraz z premierą ELEMNTa zostałem „fanboyem” Wahoo. Wraz z przesiadką na Bolta mój zachwyt nad licznikami tego producenta wzrósł, o ile było to w ogóle możliwe. W międzyczasie miałem możliwość korzystania z wszystkich nowych liczników firmy Garmin i dzieliłem się z Wami moimi opiniami na ich temat, jednak po zakończeniu testów zawsze na moją kierownicę wracał najpierw ELEMTN, a później Bolt. W oczekiwaniu na najnowszy licznik Wahoo, tj. model Roam, w moje ręce trafił Garmin Edge 530.

Licznik Garmin Edge 530 zaprezentowany został równolegle z modelem Edge 830 i w zamyśle producenta ma zastąpić model Edge 520 Plus. Gdy w 2017 roku Garmin zaprezentował licznik Edge 1030 kwestią czasu wydawało się wprowadzenie do sprzedaży 530, jednak zamiast tego doczekaliśmy się modelu 520 Plus. O ile jednak inne modele wprowadzały wiele nowych funkcji, tak licznik Edge 520 Plus za wiele nie różnił się od swojego poprzednika. Ciągle rosnąca popularność liczników Wahoo zmuszała jednak inżynierów Garmina do wytężonej pracy i zatrzymania tego trendu. No i w końcu doczekaliśmy się. Czy Edge 530 był w stanie podbić moje serce i zastąpić na dłużej na mojej kierownicy Bolta?

Liczniki serii Edge 5xx zawsze były końmi pociągowymi sprzedaży amerykańskiego producenta. Wszystko wynikało ze stosunku ceny do jakości, a właściwie do ilości oferowanych funkcji. Co prawda najwięcej „wodotrysków” miały flagowce z serii Edge 10xx, jednak zwyczajnie były albo za drogie, albo za duże, aby stać się obiektem masowego pożądania, łącznie z czołowymi kolarzami zawodowymi.

Od swoich poprzedników licznik Garmin Edge 530 różni się przede wszystkim rozmiarem. Chodzi zarówno o gabaryty, jak i wyświetlacz. Z zewnątrz licznik jest nieznacznie szerszy (52 mm zamiast 49 mm) i dłuższy (82 mm zamiast 73 mm), oraz posiada nieco większy wyświetlacz 40 mm szerokości i 48 mm wysokości z rozdzielczością 246 x 322 pikseli zamiast 35 mm szerokości i 47 mm wysokości z rozdzielczością 200 x 265 pikseli). Ten wzrost wymiarów nie odbył się bez wzrostu masy, która teraz wynosi 77 gramów bez uchwytu (w przypadku licznika Edge 520 Plus było to 63 gramy). W zestawie z licznikiem otrzymamy trzy uchwyty – dwa na mostek lub kierownicę mocowane za pomocą gumek, oraz jeden uchwyt pozwalający na umieszczenie licznika przed kierownicą. Jest on identyczny z tym, z jakim sprzedawany jest licznik Edge 1030, a więc posiada elektrody umożliwiające ładowanie licznika z dedykowanego akumulatora.

Licznik Garmin Edge 530 w przeciwieństwie do modelu Edge 830 nie posiada wyświetlacza dotykowego. Do jego obsługi przeznaczonych jest 7 przycisków umieszczonych po bokach licznika. Na prawej stronie znajdują się przyciski zatwierdzania wyboru, oraz powrotu, na dole znacznik okrążeń, oraz rozpoczynania/zatrzymywania zapisu, a po lewej stronie przyciski do poruszania się w górę i w dół menu, oraz służący do uruchamiania/usypiania/podświetlania licznika. Po kilku dniach potrzebnych na przyzwyczajenie się do funkcji przycisków obsługa licznika jest absolutnie bezproblemowa i w mojej ocenie posiadanie dotykowego wyświetlacza jest zbędne. Jedyne, co mnie nadal irytuje w obsłudze przyciskami, to mozół z jakim konfiguruje się licznik. Szczególnie jeśli chodzi o edycję profilów i prezentowanych danych. Blisko godzina wyjęta z życiorysu tylko na konfigurację pól danych w trzech profilach. W przypadku liczników firmy Wahoo, czy Edge 1030 zajmuje to raptem kilka minut. Aż chciałoby się, aby można było transferować profile pomiędzy licznikami, choć z drugiej strony zazwyczaj jest to jednorazowy proces (o ile nie musimy przywrócić licznika do ustawień fabrycznych). Jeśli chodzi o sam wyświetlacz, to kolory są „soczyste” i choć w mocnym świetle widać lekkie refleksy, to nie ma problemów z jego czytelnością.

Do komunikacji z telefonem wykorzystywany jest tryb Bluetooth Smart, a do komunikacji z czujnikami zewnętrznymi tryby ANT+ i Bluetooth Smart. Co prawda w tym drugim przypadku mowa tylko o czujnikach mocy, tętna, kadencji i prędkości, ale to i tak postęp w stosunku do poprzednich liczników Garmina serii Edge 5xx. Oprócz natywnej obsługi standardowych czujników i urządzeń zewnętrznych ANT+ (rowery elektryczne, piloty, kamery, światła, radary, wyświetlacze zewnętrzne, elektroniczne grupy osprzętu, a za pomocą trybu ANT FE-C także trenażery) istnieje możliwość korzystania z czujników niestandardowych, jak na przykład najnowszych czujników aerodynamicznych z wykorzystaniem trybu ANT+ i dedykowanych im aplikacji Connect IQ pozwalających na rejestrację danych. Bardzo ciekawą funkcją, którą w szczególności docenią triathloniści, jest możliwość prezentacji na liczniku danych z zegarków Forerunner 935 i 945 oraz rodziny zegarków Fenix 5 i 5 Plus. Chodzi o dane takie jak całkowity dystans, czy całkowity czas. Ponadto licznik wyposażony jest w czujnik temperatury, wysokościomierz barometryczny, oraz odbiornik nawigacyjnych systemów satelitarnych GPS, GLONASS i Galileo. Po połączeniu z telefonem licznik może oprócz tak oczywistej rzeczy jak prezentowanie powiadomień z telefonu i odpowiadanie na nie gotowymi szablonami, wykorzystywać transmisję danych m. in. do komunikacji z aplikacją Garmin Connect Mobile, śledzenia przebiegu aktywności, śledzenia grupowego i w jej ramach do komunikowania się pomiędzy użytkownikami, czy na potrzeby aplikacji Connect IQ, jak na przykład Strava Routes (do pobierania tras), Strava Live Segments (śledzenie postępów na segmentach na żywo), Strava Segment Explore (wyszukiwanie segmentów w poblizu), TrainingPeaks (treningi strukturyzowane), czy BestBikeSplit (plany wyścigowe). Dodatkowo licznik wyposażony jest w moduł łączności bezprzewodowej WiFi, który może być wykorzystywany do przesyłania danych treningowych do i z platformy Garmin Connect.

Użytkownikom wcześniejszych modeli liczników amerykańskiego producenta rzuci się w oczy nieco przeprojektowany „pulpit” i nowe menu, ale w mojej ocenie zmiana jest tylko na lepsze i sprawia, że obsługa jest bardziej intuicyjna. Na wstępie dostajemy zaprogramowane trzy profile aktywności, tj. kolarstwo szosowe, kolarstwo górskie i trening w pomieszczeniu, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby zarówno ich ilość, jak i dane ich dotyczące dowolnie edytować. Każdemu profilowi poza indywidualnymi ustawieniami, jak na przykład wykorzystanie sygnałów z nawigacyjnych systemów satelitarnych (wyłączone, tylko GPS, GPS+GLONASS, lub GPS+Galileo), automatyczna pauza, czy automatyczne zaznaczanie okrążeń, można przypisać do 10 stron z danymi, a każdej stronie od 1 do 10 pól danych w przeróżnych konfiguracjach. Dane mogą być prezentowane numerycznie, bądź graficznie, a jeśli komukolwiek tych danych na jednym ekranie brakuje, czy nie podoba mu się sposób ich prezentacji, to na platformie Connect IQ znajdzie dokładnie to, czego mu potrzeba. Niestety nadal brakuje mi możliwość automatycznego transferu uprzednio skonfigurowanych profili sportowych pomiędzy urządzeniami jednego typu. Wówczas na przykład przy wymianie licznika na nowy model nie traciłoby się czasu na konfigurację profili od zera, a konfigurowanie tego licznika nie jest tak proste jak urządzeń firmy Wahoo, bo wszystko robimy nie z poziomu smartfona, a licznika.

Licznik Garmin Edge 530 bije na głowę konkurencję z Wahoo mapami i funkcjami nawigacyjnymi. Co prawda Wahoo też ma dobrze rozbudowane funkcje nawigacyjne i prezentuje mapy, ale jednak na tym polu w ogólnym rozrachunku Edge 530 radzi sobie lepiej. Choć nie ze wszystkim jest tak różowo. Ale po kolei. Zacznijmy od tego, że Edge 530 wyposażony jest w mapy Garmin Cycle Maps stworzone w oparciu o OpenStreetMap. Za określanie pozycji odpowiedzialny jest odbiornik nawigacyjnych systemów satelitarnych GPS, GLONASS i Galileo. Tym, co wyróżnia tego typu mapy jest fakt, że w oparciu o nie możemy tworzyć trasy z poziomu urządzenia, po których dodatkowo będziemy prowadzeni w identyczny sposób jak w nawigacji samochodowej. Jednak największą zaletą owych map jest możliwość przeliczania tras i prowadzenia z powrotem na trasę (choć z tendencją do powrotem na trasę niejako „po drodze”, a nie dokładnie do punktu, w którym z niej zjechaliśmy), podczas gdy inne urządzenia mogą co najwyżej wskazywać kierunek w jakim powinniśmy się poruszać, aby wrócić na trasę. Trasy możemy planować na kilka różnych sposobów. Najprostszym jest wybranie wcześniej zapisanej pozycji i pozostawienie licznikowi stworzenia dla nas trasy wg zadanych kryteriów. Odbędzie się to w oparciu o warstwę Trendline Popularity Routing, czyli bazę danych popularności tras wykorzystywanych przez użytkowników platformy Garmin Connect. Stworzenie trasy o długości około 100 km zajmuje około pół minuty, a kilkunastokilometrowej trasy raptem kilka sekund, a więc jeszcze szybciej niż w przypadku licznika Edge 1030. Warto jednak sprawdzić co nam zaplanował licznik, ponieważ nie zawsze jest to najkrótsza z możliwych opcji i kilkukrotnie zdarzyło mi się, że zaplanowana trasa prowadziła drogami, których normalnie bym nie wybrał ze względu na ruch na nich panujący. Niemniej jednak jest całkiem dobrze. Możemy także poprosić licznik o automatyczne zaplanowanie trasy okrężnej na podstawie zadanych parametrów. Widok mapy możemy nie tylko przybliżać i oddalać, ale także przesuwać w dowolnym kierunku, co znacznie ułatwia analizowanie trasy przed nami. Jeśli wolisz planować trasy we własnym zakresie, to odsyłam do platformy Garmin Connect, lub na Stravę. Z pierwszej platformy trasy przesyła się do licznika za pomocą aplikacji Garmin Connect Mobile na smartfonie, a z drugiej za pomocą aplikacji Strava Routes zainstalowanej w liczniku. W tym drugim przypadku licznik za pośrednictwem telefonu i jego połączenia 3G pobierze wybraną trasę z twojego konta Strava i będziesz mógł z niej korzystać jak z trasy stworzonej na platformie Garmin Connect. Jeśli zaś posiadasz plik trasy, to możesz przekopiować go do licznika po podłączeniu do komputera. Pełna dowolność. Chcąc stworzyć trasę do określonego adresu, lub punktu POI musimy rozważyć zakup innego licznika (na przykład model Edge 830). Podczas prowadzenia po trasie informowani jesteśmy o czasie i dystansie do jej końca, po zboczeniu z niej o sposobie powrotu na nią (także w przypadku tras pochodzących z platform zewnętrznych), oraz o zbliżających się ostrych zakrętach. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby do licznika skopiować inne mapy, w tym także topograficzne. Do dyspozycji mamy 16 GB wbudowanej pamięci. Wspominam o tym dlatego, że kupując licznik w Europie znajdziemy zainstalowane na nim mapy pokrywające swoim zasięgiem Europę. Kupując licznik w Azji dostaniemy mapy azjatyckie. Wspominam o tym dlatego, że w licznikach Wahoo pobranie map odbywa się bezprzewodowo i dokonuje się tego z poziomu smartfona, a w przypadku Garmina jest to nieco bardziej kosztowna, lub problematyczna procedura.

Funkcją którą jestem najbardziej zauroczony i przyznam szczerze, że dopiero teraz odkryłem jej przydatność jest funkcja ClimbPro. Coś, czemu wcześniej nie poświęciłem zbyt wiele uwagi ze względu na mieszkanie i trenowanie w rejonie, gdzie podjazdy faktycznie są strome, ale niezbyt długie. Piękno i przydatność tej funkcji trafiły do mnie dopiero podczas obozu w Tatrach, a bez nich moja jazda w Sportful Dolomiti Race byłaby o wiele trudniejsza. Podstawą działania tej funkcji jest nawigowanie po wyznaczonej trasie. Nie ma znaczenia na jakiej platformie trasa zostanie wyznaczona, czy zrobi to za nas licznik, ani czy skopiujemy ją do licznika po podłączeniu go do komputera. Należy po prostu rozpocząć nawigowanie po trasie. Wówczas licznik wydzieli w zaplanowanej trasie każdy podjazd, który się do tego kwalifikuje, a my możemy oprócz przejrzenia listy podjazdów i dystansu do rozpoczęcia każdego z nich przeglądnąć ich charakterystykę (średnie i maksymalne nachylenie, długość, oraz różnicę wzniesień). Po rozpoczęciu podjazdu dostępny jest dodatkowy ekran danych, na którym prezentowana jest nasza pozycja na podjeździe, jego nachylenie, dystans i pozostały wznios do końca, oraz w razie potrzeby do dwóch pól dowolnie konfigurowanych. Nachylenie wyrażone jest liczbowo, oraz graficznie za pomocą kolorów (zielony od 0 do 3%, żółty od 3 do 6%, pomarańczowy od 6 do 9%, czerwony od 9 do 12% i czarny powyżej 12%). Aby podjazd został wyróżniony przez funkcję ClimbPro, to wynik przemnożenia jego długości w metrach i średniego nachylenia w % musi wynosić 3500 lub więcej, przy czym długość podjazdu nie może być mniejsza niż 500 metrów, a średnie nachylenie nie mniejsze niż 3%. Dla przykładu podjazd o długości 3000 metrów i 2% nie zostanie wyróżniony pomimo wyniku powyżej 3500, jednak nie jest spełnione kryterium nachylenia. Przy kilkunastokilometrowych podjazdach jest to naprawdę przydatna funkcja, jeśli można dokładnie wiedzieć ile męczarni nam zostało.

Tym, co w mojej ocenie najbardziej wyróżnia licznik Edge 530 (a także Edge 830) na tle konkurencji jest gama funkcji dedykowanych miłośnikom kolarstwa górskiego, oraz pełna integracja z platformą Trailforks. Jeśli jeszcze nie korzystaliście z tej platformy, to zdecydowanie Wam to polecam. Tak jak sercem Stravy są segmenty, tak w przypadku Trailforks jej sercem są „ścieżki” MTB. Co prawda wcześniej w licznikach obsługujących aplikacje Connect IQ można było znaleźć aplikację Trailforks, ale dopiero w modelach Edge 530 i 830 obsługa tej platformy została zintegrowana z oprogramowaniem licznika. Zamiast standardowych map Garmina możemy aktywować mapy platformy Trailforks, na których naniesione są wszystkie ścieżki MTB z tej właśnie platformy wraz z odpowiednimi danymi. Jako że ich zastosowanie może być problematyczne dla kolarstwa szosowego, to najlepszym sposobem korzystania z nich jest ustawienie ich jako źródła mapy w profilu kolarstwa górskiego. W miejscach gdzie nie ma pokrycia szlakami Trailforks, tam wyświetlane będą komórki Garmin Cycle Maps. No dobra, ale o co tyle rabanu? Przecież to zwykłe mapy. I tak, i nie. Dla osób, którym Tailforks jest obce może się tak wydawać, ale jeśli kręci Cię MTB to prędzej, czy później trafisz na tą platformę. To jest naprawdę wielki zbiór ścieżek MTB z całego świata. Wystarczy popatrzeć na mapę gdańskiej części Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego, żeby zobaczyć, ile singli się tam znajduje. Owszem, można szukać ich samemu, ale czasem warto poszperać w internecie w poszukiwaniu tej idealnej ścieżki. Albo trasy, ale do jej pobrania z serwisu Trailforks potrzeba będzie komunikacja ze smartfonem. Jak w przypadku tras z serwisu Garmin Connect. Zatrzymując się na rozjeździe dwóch ścieżek pojawi nam się informacja z charakterystyką obu ścieżek pozwalająca na wybranie jednej z nich na podstawie takich danych, jak na przykład jej długość, czy typ (funkcja ForkSight). Możemy w końcu poprosić licznik, aby wytyczył nam trasę do ścieżki określonego typu. Jednak integracją z Trailforks to nie wszystko, ponieważ do tego dochodzą nowe dane dedykowane kolarstwu górskiemu, czyli współczynniki grit i flow, oraz ilość skoków wraz z długością i wysokością każdego z nich. Współczynnik grit określa trudność pokonanej trasy na podstawie danych z odbiornika nawigacyjnych systemów satelitarnych i wysokościomierza, a więc na podstawie pokonanego dystansu i sumarycznego wzniosu. Wyższa wartość oznacza większą trudność trasy. Współczynnik flow określa płynność z jaką pokonaliśmy daną trasę na podstawie danych z przyspieszeniomierza. Im mniejsze zmiany przyspieszeń, spowodowane na przykład gwałtownymi zrywami, czy hamowaniem, tym nasza jazda była płynniejsza, a współczynnik flow ma niższą wartość. Być może dla większości zjadaczy chleba są to zupełnie niepotrzebne dane, ale uwierzcie mi, że jest trochę osób, dla których dane o skokach będą szczególnie interesujące.

Podobnie jak w przypadku licznika Edge 1030 nowy model Edge 530 posiada funkcję śledzenia grupowego rozbudowanę o możliwość wysyłania wiadomości pomiędzy użytkownikami. Aby jednak z tej funkcji skorzystać z każdą osobą w „grupie” musimy być połączeni na platformie Garmin Connect, a licznik musi być połączony z telefonem i mieć dostęp do internetu. W takiej sytuacji na ekranie licznika na widoku mapy zobaczę inne osoby korzystające ze śledzenia grupowego (ale tylko te, z którymi jestem połączony na Garmin Connect) i mogę do wybranej osoby wysłać wiadomość. Niestety nie ma możliwości edytowania treści wiadomości, ani odpowiedzi na nie i zmuszeni jesteśmy do posługiwania się stosunkowo skromnym zbiorem szablonów (np. „spóźnię się”, „czekajcie na mnie”, czy „potrzebuję pomocy mechanicznej”). Z jednej strony dobry pomysł, ale skoro każdy z użytkowników z definicji poprawnego działania funkcji musi mieć przy sobie telefon, to w mojej ocenie prościej będzie zadzwonić. Obok tego znajdziemy standardową funkcję zdalnego śledzenia aktywności, funkcję wykrywania wypadków, oraz kilka nowości, jak na przykład funkcję odnajdywania licznika, czy zabezpieczenia antykradzieżowe. Jeśli aktywujemy funkcję wykrywania wypadków i odpowiednio skonfigurujemy w aplikacji Garmin Connect Mobile, a licznik będzie połączony z telefonem, to w przypadku wykrycia upadku (dane z przyspieszeniomierza) na ekranie licznika pojawi się ekran proszący o potwierdzenie, że nic się nie stało. Jeśli tego nie zrobimy, to wysłana zostanie wiadomość alarmowa do osoby zdefiniowanej w aplikacji. Funkcja Find my Edge pozwala na odnalezienie licznika w przypadku jego zgubienia podczas jazdy, pod warunkiem, że licznik sparowany był ze smartfonem, a aplikacja Garmin Connect Mobile działa w tle na smartfonie podczas jazdy. W momencie utraty połączenia pomiędzy licznikiem i telefonem, w telefonie zostanie zapisana pozycja, a na jego wyświetlaczu pojawi się odpowiednia informacja, po czym możemy poprosić telefon o prowadzenie nas do zapisanej pozycji. W przypadku ponownego nawiązania połączenia pomiędzy licznikiem i smartfonem licznik zacznie wydawać przerywane dźwięki, aby ułatwić nam jego lokalizację. Zabezpieczenie antykradzieżowe jest z kolei niczym innym jak alarmem dźwiękowym nadawanym w przypadku wykrycia ruchu licznika/roweru podczas postoju, np. na kawę. Początkowo należy ustawić kod liczbowy dla tej funkcji w ustawieniach licznika (Settings -> Safety & tracking -> Bike alarm -> Set passcode), a następnie podczas przerwy w jeździe aktywować tą funkcję przytrzymując przycisk OFF i po ukazaniu się menu wybranie opcji Set bike alarm. Wówczas licznik odlicza w dół od 5 do zera i aktywuje zabezpieczenie antykradzieżowe. W przypadku wykrycia przez wbudowany w liczniku przyspieszeniomierz ruchu następuje aktywacja alarmu dźwiękowego, oraz w przypadku połączenia z telefonem na jego ekranie pojawi się odpowiednia informacja. Chcąc wyłączyć ów alarm wpisuję zdefiniowany wcześniej kod liczbowy.

Treningi interwałowe możemy tworzyć z poziomu urządzenia, na platformie Garmin Connect i w aplikacji Garmin Connect Mobile, a następnie transferować je do licznika, czy w końcu pobierać je z platformy TrainingPeaks. Jeśli licznik sparujemy z trenażerem umożliwiającym zewnętrzne sterowanie obciążeniem, to Edge 1030 może takim trenażerem sterować zarówno poprzez ręczną zmianę obciążenia na liczniku, czy też automatycznie na podstawie stworzonych/pobranych treningów interwałowych. Po zakończeniu aktywności jej zapis eksportowany jest do platformy Garmin Connect, skąd automatycznie może być przesyłany do innych platform, jak na przykład TrainingPeaks, czy Strava. Jeśli podczas aktywności korzystaliśmy z czujnika tętna i mocy, to oprogramowanie firmy FirstBeat określi nasz poziom wytrenowania (maksymalny pułap terenowy), w razie potrzeby uaktualniona zostanie wartość funkcjonalnej mocy progowej, oraz poinformowani zostaniemy o obciążeniu treningowym i zalecanym czasie regeneracji. Co więcej, jeśli posiadamy kompatybilny zegarek (np. Fenix 5X, Fenix 5X Plus, Forerunner 935, czy Forerunner 945), to dane te będą przesyłane pomiędzy urządzeniami i na ich podstawie dostaniemy kompletny obraz naszego wypoczęcia i wytrenowania biorąc pod uwagę także inne aktywności (np. treningi biegowe, oraz dane z monitora aktywności). Liczniki Edge 530, oraz Edge 830 posiadają także funkcje aklimatyzacji wysokościowej, oraz temperaturowej. W pierwszym przypadku licznik po każdym treningu zaprezentuje wysokość, do jakiej zaadaptował się organizm (wraz z wartością poprzednią). Realizowane jest to poprzez monitorowanie wysokości na jakiej znajduje się licznik (pomiar codziennie o północy pod warunkiem uśpienia, a nie wyłączenia licznika), oraz wysokości na jakiej realizowane były aktywności, pod warunkiem znajdowania się na wysokości ponad 850 powyżej poziomu morza i przy założeniu całkowitej adaptacji po 21 dniach. Drugi rodzaj aklimatyzacji wykorzystuje połączenie z telefonem i dane ze stacji pogodowych połączone z wynikami badań nad tym zagadnieniem prezentując wynik aklimatyzacji temperaturowej jako procentową wartość całkowitego przystosowania do aktywności w wysokiej temperaturze, pod warunkiem treningu w temperaturze powyżej 22 stopni Celsjusza i przy założeniu całkowitej adaptacji po 4 dniach. Podczas jazdy na zaplanowanej trasie licznik automatycznie informował nas będzie o swoich rekomendacjach dotyczących nawadniania i jedzenia na podstawie długości trasy i czasu trwania jazdy, danych fizjologicznych (płeć, wiek, wzrost, masa), oraz warunków atmosferycznych (temperatura powietrza i wilgotność względna). Jeśli aktywność trwała powyżej 90 minut, to na koniec jazdy poproszeni zostaniemy o wpisanie ilości przyjętych kalorii i wypitych płynów. Największym jednak smaczkiem jest w mojej ocenie informowanie przez licznik na podstawie planu treningowego i danych z serwisów pogodowych o zaleceniach dotyczących realizacji aktywności o określonej porze, oraz o ubiorze na nadchodzący trening i prognozowane warunki atmosferyczne. W teorii zupełnie niepotrzebne, bo każdy jest w stanie sam te rzeczy określić, jednak ciekawym jest to, ile rzeczy chce za nas zrobić licznik. Licznik wyposażono także w krzywą mocy (performance power curve), czyli krzywą średniej mocy maksymalnej do określonych przedziałów czasowych, która jest określana i uaktualniana na podstawie zrealizowanych aktywności (w ciągu ostatniego miesiąca, kwartału i roku), a więc coś co od dawana wykonywały za nas platformy treningowe realizowane jest w liczniku.

Od wybranej wersji licznika zależeć będzie, co razem z nim otrzymamy. W wersji standardowej będzie to licznik, przewód do ładowania, trzy uchwyty, podkładki dla kierownic o średnicach 25,4 i 31,8 mm, oraz smycz zabezpieczającą licznik przed upadkiem. W wersji „bundle” dodatkowo otrzymamy czujnik tętna, czujnik prędkości i czujnik kadencji. Wspomniane uchwyty to jeden uchwyt pozwalający na umieszczenie licznika przed kierownicą, oraz dwa uchwyty mocowane za pomocą gumek na kierownicy lub mostku. Uchwyt pozwalający na umieszczenie licznika przed kierownicą (którego masa wraz z podkładką dla kierownicy o średnicy 31,8 mm wynosi 47 mm) charakteryzuje się tym, że oprócz bardziej aerodynamicznego kształtu umożliwia nie tylko montaż kompatybilnych świateł, ale także nowego dodatkowego źródła zasilania. Zarówno uchwyt, jak i licznik, oraz dedykowany akumulator wyposażone są w elektrody, dzięki czemu zyskujemy dodatkowy zapas energii bez zbędnych przewodów. W wersji do kolarstwa górskiego oprócz licznika otrzymamy przewód do ładowania, trzy uchwyty, podkładki dla kierownic o średnicach 25,4 i 31,8 mm, smycz zabezpieczającą licznik przed upadkiem, czujnik prędkości, silikonowe etui na licznik, oraz pilot Edge. Wspomniane trzy uchwyty to dwa uchwyty mocowane za pomocą gumek na kierownicy lub mostku, oraz uchwyt dedykowany do kolarstwa górskiego (z obrotowym ramieniem, pozwalający na umiejscowienie licznika za kierownicą i chroniący go w czasie upadku).

Deklarowany maksymalny czas pracy licznika Edge 530 na baterii wzrósł w stosunku do Edge 520 Plus z 15 do 20 godzin. Tyle teoria. Bez korzystania z czujników zewnętrznych, bez łączności z telefonem, nie korzystając z map i funkcji nawigacyjnych, ale korzystając z sygnałów z nawigacyjnych systemów satelitarnych udało mi się z licznika „wycisnąć” nieco ponad 20 godzin. Jeśli do sygnałów z nawigacyjnych systemów satelitarnych doszły czujniki zewnętrzne i łączność z telefonem, to wynik ten spadał do około 16 godzin, a przy korzystaniu z map i nawigacji z wysoką jasnością ekranu do nieco ponad 11 godzin. W mojej ocenie to bardzo dobry wynik. Jeśli 20 godzin to za mało, to zawsze można skorzystać z trybu oszczędnego, w którym do dyspozycji mamy aż 40 godzin czasu pracy. W trybie tym wyświetlacz jest wyłączony (włącza się na krótki czas po naciśnięciu przycisku), ale zachowany jest zapis pozycji co sekundę, oraz danych z czujników zewnętrznych. W przypadku spadku naładowania baterii poniżej 10% licznik automatycznie przestawi się w ten tryb, aby zapewnić nam maksymalny czas zapisu aktywności. Gdybyśmy wyposażyli się w dedykowany dodatkowy akumulator Garmina o pojemności 3300 mAh, to wg producenta dostalibyśmy dodatkowe 24 godziny zasilania, choć nie miałem możliwości sprawdzenia tych deklaracji. Zarówno licznik Edge 530, jak i akumulator zewnętrzny wyposażone są w porty micro USB do ładowania. Dodatkowo akumulator może zostać wykorzystany do ładowania innych urządzeń, ale w tym przypadku konieczne jest już użycie przewodu micro USB. Cena na poziomie 549 złotych za dodatkowy akumulator może się wydawać nieco przesadzona, choć należy wziąć pod uwagę, że płacimy nie tylko za dodatkowy czas pracy, ale także za idealną integrację z uchwytem licznika, brak przewodów, wodoodporność i możliwość ładowania innych urządzeń.

I tak dochodzimy do kwestii kluczowej, tj. ceny licznika Edge 530. W wersji podstawowej jest to 1349 złotych. Czy to dużo? Biorąc pod uwagę ceny liczników tej serii w momencie debiutu, to skokowy wzrost w wysokości 50 złotych wraz z każdą nową wersją (Edge 520 kosztował w momencie debiutu 1249 złotych, a Edge 520 Plus 1299 złotych). Na tym polu Garmin Edge 530 przegrywa z Wahoo jeśli porównywalibyśmy go do modelu ELEMNT Bolt. Jednak przy najnowszym liczniku Wahoo ELEMNT Roam kosztującym 1499 złotych role się odwracają. Co prawda mogą pojawić się głosy, że Edge 520 nie jest topowym licznikiem Garmina, jednak testując je równolegle przekonałem się, że są to modele znajdujące się na identycznym poziomie. Jednak o popularności licznika decydują nie tylko cyfry, ale przede wszystkim funkcje jakimi posługujemy się na co dzień. Po tym, gdy „przerzuciłem” się na liczniki firmy Wahoo, a z Garminów korzystałem tylko podczas krótkich, zazwyczaj miesięcznych okresów testowych, nie sądziłem, że ponownie przekonam się do liczników tego producenta. Jednak Edge 530 spodobał mi się tak bardzo, że zajął miejsce Bolta na mojej kierownicy. Co prawda gdy zacząłem go używać równolegle z Wahoo ELEMNT Roam ciężko mi było nie zatęsknić za niektórymi funkcjami liczników Wahoo, to jednak Edge 530 bije je wszystkie na głowę swoimi mapami, ich integracją z platformą Trailforks, funkcjami dedykowanymi kolarstwu górskiemy, funkcjami nawigacyjnymi, uwielbianą przeze mnie funkcją ClimbPro, synchronizacji True Up, a także dziesiątkami innych małych, w większości nieważnych, ale czasami przydanych mniejszych funkcji. Nie oznacza to jednak, że nie tęsknię za Wahoo jak tylko muszę szukać map do Republiki Południowej Afryki, a następnie kopiować je do licznika, gdy chcę zmienić wygląd ekranów treningowych, czy bawiąc się Stravą. Niestety. Nie można mieć wszystkiego. Trzeba jednak przyznać, że licznik Garmin Edge 530 jest najlepszym w mojej ocenie licznikiem firmy Garmin z jakiego korzystałem do tej pory.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Jeden komentarz

  1. Avatar
    Albert Jakubowski

    Nie miałem okazji jeszcze korzystać z tego sprzętu, choć wiele dobrego o nim słyszałem. Mam nadzieję, że w pierwszej
    połowie przyszłego roku uda się go nabyć i zacząć testować 🙂

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *