Huub Anemoi

Jednym z atrybutów kolarzy podczas jazdy na czas obok rowerów czasowych, pełnych kół i specjalnych kombinezonów są aerodynamiczne nakładki na buty. Mają one za zadanie zmniejszenie oporu aerodynamicznego butów kolarskich. Wyniki badań przeprowadzonych zarówno za pomocą oprogramowania CFD, jak i w tunelach aerodynamicznych pokazują, że zastosowanie dobrych nakładek na buty pozwala na zaoszczędzenie nawet do 7 watów w porównaniu z brakiem nakładek. Jednak nakładki nakładkom nierówne. Kluczową kwestią podczas jazdy na czas jest minimalizacja powierzchni czołowej zestawu kolarz-rower. Tutaj przydatne okazują się buty wiązane na sznurówki, ponieważ pozwalają one na takie „ściśnięcie” stopy, że zmniejsza się jej powierzchnia czołowa. Dopiero na to zakłada się nakładki. Aby jak najwięcej z nich „wyciągnąć” muszą one być wykonane z odpowiednich materiałów, być idealnie dopasowane do obuwia, oraz spełniać wymogi Międzynarodowej Unii Kolarskiej dotyczące ich wysokości. Tylko materiał nieprzepuszczający powietrza w połączeniu z idealnym dopasowaniem do buta, kostki i łydki, oraz oczywiście odpowiednio wysoką prędkością jest w stanie zagwarantować zyski aerodynamiczne na poziomie wspomnianych wcześniej 7 watów.

Użycie typowo kolarskich nakładek aerodynamicznych w trathlonie mija się z celem, ponieważ samo ich założenie zajmnie więcej niż wyniósłby zysk czasowy wynikający z ich zastosowania. Zdarzały się jednak wyjątki od tej reguły, jak chociażby fenomenalnie pływająca Lucy Charles. Brytyjka w zawodach Ironman South Africa w 2018 roku mając ogromną przewagę nad konkurencją po etapie pływackim poświęciła nieco czasu i założyła typowo kolarskie nakładki na buty. Zresztą na powyższym zdjęciu na uwagę zasługują nie tylko nakładki na buty, ale także nogawki na łydkach, których nie założyła w celach kompresyjnych, jak mogłoby się wydawać, a z myślą o aerodynamice. O ile założenie nogawek pod piankę jest absolutnie bezproblemowe, to już nakładki kolarskie w triathlonie nie są pożądane. Jednak potrzeba jest matką wynalazku.

Gdy temperatura jest niska, to na butach kolarskich triathloniści często mają założone ochraniacze palców, czyli tzw. toe covers. Kompromisem pomiędzy nimi, a nakładkami kolarskimi, biorąc pod uwagę specyfikę triathlonu są aerodynamiczne ochraniacze triathlonowe, jak na przykład Huub Anemoi. Nie są to pierwsze nakładki tego typu, ponieważ przed Huubem podobne rozwiązanie opracowała nowozelandzka firma Orca. Ja ze względu na sentyment do marki wybrałem nakładki Huuba i od lutego miałem okazję nie tylko w nich trenować, ale co moim zdaniem najważniejsze, także startować. Wybierając nakładki Huub Anemoi musimy zdecydować się na jeden z trzech rozmiarów uzależniony od rozmiaru buta triathlonowego. W związku z tym, że nakładka musi idealnie opinać but, to w przypadku gdy znajdujemy się pomiędzy rozmiarami, to warto wybrać ten mniejszy. Nakładki wykonane są z materiału będącego mieszanką neoprenu i nylonu, więc można je bez problemu dopasować do nieco większego rozmiaru buta. Kluczową kwestią dla triathlonistów jest możliwość bezproblemowego założenia nakładki po umieszczeniu nogi w bucie już podczas jazdy na rowerze. Wymaga to odpowiedniego przygotowania, ponieważ należy tak naciągnąć nakładkę, aby możliwe było zapięcie rzepu. Absolutnie do wykonania. Jednak najłatwiej nakładki zakładało mi się gdy korzystałem z triathlonowych butów z odchylaną piętą. Wówczas po dokręceniu pokrętła BOA wystarczyło tylko naciągnąć nakładkę na piętę za pomocą pętelki. Bajecznie proste, a na ich poprawne umiejscowienie nie traciłem więcej jak 2 sekundy.

Fot. Andrzej Gucwa

Nakładki Huub Anemoi wykonane są z materiału nieprzepuszczającego wodę, a tym samym i powietrze. Gdy jest zimno, to jest to jak najbardziej pożądana cecha, jednak gdy było gorąco (jak na przykład w lutym w Monte Gordo, gdzie temperatura dochodziła do 30 stopni Celsjusza), to już niekoniecznie, bo zwyczajnie stopa się w nich „gotuje”. Podczas etapów jazdy na czas nie ma to znaczenia, bo wysiłek zazwyczaj trwa kilkadziesiąt minut, jednak podczas upalnego Ironmana mówimy o czasie 5-6 godzin spędzonych w tych nakładkach. Dlatego gdy tylko warunki atmosferyczne do tego zachęcają, czyli w mojej ocenie do około 25 stopni Celsjusza, to warto je założyć. Co prawda nie ma uniwersalnych danych, ale różne badania laboratoryjne i symulacje komputerowe pokazują średnio od 3 do 4 watów oszczędności uzyskanych w efekcie korzystania z tych nakładek, co na dystansie Ironman, czyli 180 kilometrów, przekłada się na około 3 minuty zakładając prędkość jazdy 36 km/h. A wszystko dzięki laminaryzacji przepływu powietrza wokół buta.

Obok takich oszczędności nie można przejść obojętnie, dlatego też coraz częściej nakładki tego typu można zaobserwować na butach czołowych światowych triathlonistów, jak chociażby Sebastian Kienle we Frnakfurice w 2017 roku. Jednak na Hawajach raczej nikt nie ośmieliłby się ich założyć ze względu na wszechobecny tam upał. Nakładki aerodynamiczne Huub Anemoi kosztują 189 złotych i trzeba przyznać, że są to jedne z najtanśzych watów, jakie można zaoszczędzić sprzętowo. Wystarczy tylko trochę potrenować ich zakładanie po wyjechaniu ze strefy zmian. Startując na początku kwietnia w zawodach Challenge Salou co prawda zbytnio mi nie pomogły w osiągnięciu fenomenalnego czasu roweru, gdyż zawody na tym etapie zakończyłem DNF-em, jednak potwierdziły się moje wcześniejsze obserwacje dotyczące łatwości ich zakładania w warunkach bojowych. Trzeba to po prostu przećwiczyć. W ten sposób nakładki Huub Anemoi stały się moim podstawowym wyposażeniem na starty triathlonowe, z których rezygnował będę tylko w upalne dni.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

2 komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *