Garmin Vector 3

Kolarski miernik mocy Garmin Vector 3 nie jest nowością na rynku. Od jego oficjalnego debiutu, tj. Mistrzostw Świata Ironman 2017, minęło już blisko półtora roku, jednak jak pokazuje doświadczenie w przypadku mierników amerykańskiego producenta nie ma się co spieszyć z zakupem i lepiej poczekać. Dlaczego? To już będziecie musieli przeczytać nieco dalej, niż we wstępie. Zanim przejdziemy do konkretów, to pozwólcie, że w skrócie przedstawię historię Vectorów. Po raz pierwszy ich prototyp został zaprezentowany w 2009 roku przez firmę Metrigear. Ówczesna cena w połączeniu z teoretyczną łatwością przenoszenia miernika pomiędzy rowerami szybko zdobyły mu rozgłos, ale jeszcze przed debiutem rynkowym Garmin przejął Metrigear. Jednak musiały minąć kolejne trzy lata zanim na sklepowe półki trafił Garmin Vector. Dwa lata później zadebiutowała jego druga wersja i utrzymawszy dwuletni cykl Garmin wprowadził na rynek trzecią wersję swojego kolarskiego miernika mocy jesienią 2017 roku.

Podobnie, jak we wcześniejszych modelach, pedały Garmin Vector posiadają możliwość między innymi pomiaru mocy generowanej podczas jazdy na rowerze. Odbywa się to dzięki tensometrom umieszczonym w osiach (lub w przypadku wersji jednostronnej tylko w lewej osi) pedałów. Już na pierwszy rzut oka widać jak wielką metamorfozę przeszły owe pedały. Po pierwsze inżynierowie firmy Garmin pozbyli się najsłabszego ogniwa charakterystycznego dla wcześniejszych generacji, a mianowicie podów komunikacyjnych. Oprócz tego nie sposób nie zauważyć, że w końcu miernik mocy umieszczony w pedałach swoim wyglądem i rozmiarami nie odbiega od zwykłych pedałów, podczas gdy produkty konkurencji w niektórych przypadkach mogłyby służyć w celach zaczepno-obronnych. Zmianie uległa także maksymalna masa użytkownika, która w przypadku poprzednich wersji wynosiła 90 kg, a dla trzeciej generacji wzrosła do 105 kg. Pedały są w całości produkcji własnej firmy Garmin (wcześniej produkowała je firma zewnętrzna), a bloki są kompatybilne z systemem Look. Jeśli chodzi o instalację, to w końcu jest ona absolutnie „bezbolesna”. Żadnych adapterów, wymagań co do momentu obrotowego, po prostu przykręć i zapomnij. Z tą jednak różnicą, że nie jak u konkurencji kluczem imbusowym, a kluczem płaskim o rozmiarze 15 mm. Pozbycie się podów spowodowało, że w końcu nie jest ważne jak szerokie jest ramię korby, podczas gdy w poprzednich wersjach mierników Garmina miało to kolosalne znaczenie i wymagało zakupu miernika z odpowiednimi mocowaniami podów. W zestawie z pedałami oprócz bloków znajdziemy podkładki, których należy użyć w przypadku gdyby oś pedałów była za długa i po instalacji obudowa dotykała korby. Po zewnętrznej stronie osi umieszono pokrywy przedziału baterii, a po wewnętrznej znajdziemy diody, które dzięki kolorowi świateł i ilości mrugnięć pozwolą diagnozować ewentualne problemy z pedałami (na przykład trzy zielone mrugnięcia to brak połączenia z drugim pedałem, jedno czerwone mrugnięcie oznacza niski poziom baterii, na przemian świecące czerwone i zielone światło oznacza trwanie procesu uaktualniania oprogramowania, a 20 zielonych mrugnięć udane zakończenie tego procesu, a czerwonych nieudane). Waga dwóch pedałów wraz z bateriami to 323 gramy (wersja dwustronna), a wiec blisko 40 gramów mniej niż poprzednia wersja, 79 gramów mniej niż komplet PowerTap P2 i 119 gramy mniej niż P1, ale nie jest to najlepszy wynik w stawce, bo komplet pedałów Favero Assioma waży raptem 300 gramów. W wersji jednostronnej (Vector 3S) prawy pedał pozbawiony jest elektroniki, a moc mierzona przez lewy pedał mnożona jest dwukrotnie (choć istnieje możliwość ustawienia za pomocą aplikacji Garmin Connect Mobile współczynnika poprawiającego wskazania o znaną dysproporcję pomiędzy stronami/nogami).

Po instalacji konieczne jest ustawienie parametrów i skalibrowanie miernika (tzw. „manual zero”). W przypadku pomiaru mocy w pedałach kolosalne znaczenie ma poprawne wprowadzenie długości korby do licznika. Domyślnie producent zakłada długość 172,5 mm, lecz jeśli w naszym przypadku jest ona inna, to i wyniki pomiarów będą inne. Fizyka. W przypadku, gdy licznik nie pozwala na edycję długości korby, to można to zrobić z poziomu aplikacji Garmin Connect Mobile, a wartość ta zostanie wysłana i zapisana w pamięci miernika (do czasu jej ponownej zmiany). Jeśli chodzi z kolei o kalibrację, to jedyne co musimy zrobić, to po poprawnej instalacji (a więc upewnieniu się, że obudowa miernika nie dotyka korby, a sam miernik jest wkręcony do końca gwintu) ustawić korby w poziomie, a w liczniku z poziomu menu czujnika mocy wybrać opcję „kalibruj” (nie mając butów wpiętych w pedały). Po dosłownie kilku sekundach naszym oczom powinien ukazać się komunikat o poprawności instalacji. Koniec. Producent deklaruje, że nie musimy wykonywać takiej kalibracji przed każdą jazdą, jednak na pewno nie zaszkodzi, ponieważ ustawi między innymi wartość referencyjną dla aktualnej temperatury powietrza. Dodatkowo miernik posiada funkcję automatycznej kalibracji, tzw. „auto zero”, której wartość nie zastępuje wartości kalibracji manualnej, a jedynie ją poprawia w razie potrzeby (pod warunkiem niewielkiej różnicy pomiędzy wartościami). Inicjowana jest ona za każdym razem kiedy miernik jest wybudzany ze stanu uśpienia (ruch korby), oraz przed uśpieniem miernika (cztery minuty po ostatnim ruchu korby) pod warunkiem, że rower jest ustawiony pionowo, a korba/miernik się nie rusza przez czas automatycznej kalibracji. Automatyczną kalibrację domyślnie jest włączona, a można ją wyłączyć i ewentualnie później ponownie włączyć z poziomu kompatybilnych liczników, oraz aplikacji Garmin Connect Mobile. Zaawansowani użytkownicy mogą wykonać test statyczny z wykorzystaniem obciążników i na podstawie jego wyników ewentualnie skorygować wskazania miernika.

Mierniki mocy Garmin Vector 3 i 3S wyposażone są w moduły komunikacyjne Bluetooth Smart i ANT+, przy czym pierwszy z nich jest wykorzystywany nie tylko do komunikacji z aplikacją Garmin Connect Mobile (w celach konfiguracyjnych, diagnostycznych i przesyłania uaktualnień oprogramowania), ale podobnie jak ANT+ również do transmisji wartości mierzonych i obliczonych parametrów. O ile w przypadku trybu Bluetooth Smart transmitowane dane to tylko moc, balans i kadencja, tak w przypadku ANT+ transmitowane są moc, balans, kadencja, równomierność pedałowania, oraz efektywność momentu obrotowego, a za pomocą prywatnego kanału ANT także zaawansowane dane dotyczące dynamiki jazdy (pod warunkiem posiadana dwustronnej wersji miernika), takie jak faza mocy (w którym momencie obrotu noga generuje dodatni moment obrotowy i w którym miejscu występuje najwiecej tego momentu), przesunięcie od środka pedału (gdzie przykładana jest siła w odniesieniu do środka pedału) i czas spędzony w pozycji siedzącej/stojącej. Godzinami można by dyskutować nad zasadnością posiadania takich danych i nie tylko potrzebie, ale przede wszystkim wykorzystaniu ich w treningu kolarskim. Nie to jednak jest celem tego wpisu. Wystarczy, że napiszę, iż aby na żywo widzieć te wartości, to należy posiadać kompatybilny licznik firmy Garmin (od modelu Edge 520 wzwyż), lub oprogramowanie (np. TrainerRoad), a zapisane dane można analizować na platformach Garmin Connect i SportTracks, lub w programach WKO4 i WKO5. Warto jeszcze nadmienić, że oprogramowanie miernika można również uaktualnić za pomocą liczników Garmin Edge 520, 520 Plus, 820, 1000 i 1030.

W stosunku do drugiej wersji miernika poprawie uległa dokładność mierzonej mocy. Obecnie według deklaracji producenta wartość ta wynosi ±1% (wcześniej ±2%). Przez okres testowy porównywałem wskazania miernika Garmin Vector 3 z miernikiem Quarq DZero mierzącym moc w pająku korby, oraz wskazaniami trenażera Wahoo Kickr. Przez cały okres testowy nie zauważyłem jakichkolwiek problemów z dokładnością pomiaru zarówno mocy, jak i kadencji. Co prawda moc mierzona za pomocą miernika firmy Garmin była kilka watów wyższa od tej mierzonej w pająku, ale niezależnie od generowanej mocy różnica ta była stała i powtarzalna.

Nie oznacza to jednak, że było tak „różowo” już od momentu rynkowego debiutu Vectora 3. Po przedłużających się problemach z dostępnością pierwsi klienci lawinowo wręcz narzekali na problemy z zanikającymi sygnałami, dokładnością pomiarów, oraz znacznie krótszym niż deklarowany czas pracy urządzeń. Dopiero w czerwcu 2018 roku Garmin oficjalnie przyznał się do wady konstrukcyjnej, jaką obarczone były przedziały baterii, oraz ich pokrywy w niektórych seriach produkcyjnych mierników. Okazało się, że wszystkiem winny był niedostateczny docisk baterii. Garmin zaproponował każdemu z kupujących wymianę pokryw przedziału baterii za darmo, co pomimo rozwiązania problemów technicznych nie rozwiązało problemów wizerunkowych. Wszystkie egzemplarze dostępne w sklepach od drugiej połowy minionego roku według deklaracji producenta wolne są od tej wady i posiadany przeze mnie miernik zdaje się to potwierdzać, ponieważ przez okres 5 tygodni nie zaobserwowałem żadnych z występujących wcześniej problemów. Powyższe powinno jednak zmusić do co najmniej dwukrotnego zastanowienia się przed zakupem używanego miernika Vector 3, jako że nigdy nie mamy pewności, czy poprzedni właściciel pokrywy baterii wymienił. Jednak w razie potrzeby można je bez problemu nabyć.

Za zasilanie miernika odpowiadają baterie typu LR44 w ilości dwóch sztuk na stronę, a więc w przypadku Vectora 3 cztery sztuki. O ile na zakup tych baterii na każdej stacji benzynowej, czy kiosku nie możemy liczyć, to bez problemu dostaniemy je u każdego zegarmistrza, czy w sklepie z artykułami AGD. W mojej ocenie baterie są wygodniejszym rozwiązaniem niż akumulatory, które trzeba ładować (jak to ma miejsce w przypadku miernika Favero Assioma). Co prawda baterie typu AAA o wiele łatwiej kupić niemal w każdym sklepie, czy na stacji benzynowej, jednak są one stosunkowo duże, na czym cierpi nie tylko estetyka, ale i masa pedałów. Baterie typu LR44 wydają się dobrym kompromisem, a deklarowany przez producenta czas 120 godzin (z uwzględnieniem pomiaru i transmisji zaawansowanych danych dotyczących dynamiki jazdy) jest co najmniej wystarczający. Gdybyśmy z zaawansowanych danych dotyczących dynamiki jazdy zrezygnowali (ich pomiar i transmisję można wyłączyć za pomocą aplikacji Garmin Connect Mobile), to czas ten wydłuża się do 150 godzin. Niestety przez 5 tygodni nie udało mi się zmierzyć czasu potrzebnego na rozładowanie baterii, ponieważ na rowerze „wykręciłem” tylko nieco ponad 70 godzin przez ten okres.

Popularne powiedzenie mówi „do trzech razy sztuka”. Tak też miało być w przypadku miernika mocy Garmina. Trzecia generacja miała być tą „naj”. Wersją, która pozbywszy się wszystkich bolączek poprzednich modeli nie tylko dorówna do konkurencji produkującej mierniki mocy w pedałach, ale i dzięki swoim unikalnym funkcjom pozwoli wysunąć się na czoło stawki. Wszystko ładnie, wszystko pięknie, na papierze sukces murowany, ale wyszło jak zawsze. Problemy z pokrywami przedziału baterii skutecznie zniechęciły potencjalnych klientów do inwestycji w produkt Garmina i mocno nadszarpnęła jego reputację. Co prawda producentowi udało udało się problem ten rozwiązać i co najmniej od połowy minionego roku można powiedzieć, że w końcu otrzymaliśmy dokładnie to, co Garmin deklarował, ale mleko się już rozlało. Ktokolwiek będzie się zastanawiał nad zakupem miernika mocy w pedałach, to wpisując w wyszukiwarkę Garmin Vector 3 nie dość, że natknie się w większości na negatywne testy i komentarze, to jeszcze zobaczy iż jest nieco droższy od konkurencyjnych mierników tego typu. Prawda jednak jest taka, że obecnie trzeciej generacji Vectorów można zarzucić bodaj tylko mało popularny rodzaj baterii, jakimi jest zasilana, oraz cenę wyższą niż w przypadku mierników PowerTapa i Favero (4399 złotych za wersję dwustronną i 2639 złotych za wersję jednostronną). W zamian dostajemy jednak najbardziej estetyczny spośród mierników mocy umieszczonych w pedałach, który prostotą instalacji i dokładnością pomiaru działania nie ustępuje konkurencji, oraz mierzy i transmituje o wiele więcej parametrów niż kiedykolwiek będziemy chcieli analizować.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

3 komentarzy

  1. Avatar
    Marek

    Bardzo ciekawa recenzja. Co do wpadki wizerunkowej to w zasadzie ciężko znaleźć firmę, która by uniknęła takiej
    sytuacji. Przypomina mi się prezentacja Suunto Spartan, nie działające podstawowe funkcje przez ponad pół roku i
    masowe wyprzedawanie tego modelu na allegro 🙂

  2. Avatar
    Leszek

    Ostatnio to niestety dominujący trend. Nowy Wahoo Roam w którym wprowadzono funkcje nawigacyjne (na nowym,
    koloryzowanym ekranie e-ink) ma je tak niedopracowane i mało pocieszające jest, że producent zastrzega się, że w
    ciągu najbliższych miesięcy braki poprawi. Znając Wahoo to jest to (prawie) pewne, ale wyraźnie widać presję
    wprowadzenia na rynek nowego urządzenia w odpowiedzi na wprowadzenie przez Garmina nowych serii Edge
    530/830. Tyle tylko, że prawdopodobnie Garmin w tym przypadku nie popełnił błędu wypuszczając (jak nie raz robił)
    nie do końca dopracowane urządzenia, to Wahoo wprowadza coś co ma solidną bazę (czyli bebechy sprzętu z
    dopracowanymi wszystkimi funkcjami starego komputerka) i prawie ukończone oprogramowanie nawigacyjne.
    Prawie w tym przypadku jest słowem kluczem. Fakt, można było wypuścić w miarę ostateczną wersję licznika za 2 – 3
    miesiące, kiedy większość (bo we wszystko to nie wierzę) będzie działać jak należy, ale straciłoby się sporo
    potencjalnych klientów….

    A w kwestii pedałów garminowskich: „za pomocą prywatnego kanału ANT także zaawansowane dane dotyczące
    dynamiki jazdy”. Garmin od jakiegoś czasu uwolnił i wprowadził do standardu ANT+ między innymi parametry
    dynamiki jazdy czy obsługę radaru. Każdy producent tak pedałów z pomiarem mocy, jak licznika/komputerka
    treningowego może zaimplementować to w swoich urządzeniach. Tylko tyle, że nie jest to wcale takie proste do
    realizacji.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *