Zwift Run

Trening w czterech ścianach, czy to kolarski, czy biegowy, potrafi być nudny. Ile osób, tył sposobów walki z tą nudą, choć bywają i tacy, którzy po prostu w czterech ścianach trenować nie będą. Nie i już. Do najpopularniejszych „rozpraszaczy” tej treningowej nudy należą filmy i seriale, książki na czytnikach, audiobooki, podcasty, muzyka, sesje interwałowe (choć gdy jest za ciężko to czasem sekundy takich sesji zdają się wydłużać do minut), czy w końcu oprogramowanie treningowe. Gdybym jeszcze 3-4 lata temu spytał kolarzy z jakiego oprogramowania korzystają celem przeniesienia swojej stacjonarnej jazdy w cyfrowy świat, to zaledwie kilka osób wspomniałoby o oprogramowaniu Tacx. Moje pierwsze spotkanie z oprogramowaniem do wirtualnego treningu kolarskiego miało miejsce w 2008 roku, kiedy to pracowałem jako drugi oficer na statku badawczym Fugro Meridian. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem podpięty do trenażera komputer. Bez chwili namysłu odpaliłem sprzęt i cieszyłem się jak dziecko programem grafiką przypominającym grę Wolfenstein 3D. W 2015 roku udało mi się zostać beta testerem programu Zwift. Wówczas nie miałem pojęcia, że na moich oczach dziać się będzie rewolucja nie tylko kolarskiego treningu stacjonarnego, ale i rewolucja sprzętowa.

Dzieło życia Erica Mina, jednego z założycieli Zwift, wykorzystywane jest zarówno przez amatorów, jak i zawodowców. Podczas gdy jedni traktują to jako formę rozrywki podczas zimowych treningów na trenażerze, dla innych Zwift stał się głównym z ważniejszych powodów do uprawiania kolarstwa. Jednak to są ekstrema. Pomiędzy nimi znajdziemy blisko milion aktywnych użytkowników! Jeśli weźmiemy pod uwagę, że koszt miesięcznej subskrypcji to 15 dolarów amerykańskich, to widać gołym okiem, że nie mówimy o groszowym interesie. Przez tych kilka lat Zwift rozrósł się nie tylko jeśli chodzi o ilość użytkowników, ale także funkcji i tras. Co więcej, osiągnięcia w tym wirtualnym świecie przekładają się na rzeczywistość! Osoby, które poprzez rywalizację na Zwifcie otrzymały kontrakty w zawodowych grupach kolarskich to nic nowego. Ostatnio można nawet walczyć o prawo startu w legendarnym Norsemanie za pomocą tej platformy. To jednak nie wszystko, bowiem na początku 2018 roku trenować i rywalizować na Zwifcie mogą biegacze. Nie było to wielkie zaskoczenie, ponieważ już wcześniej użytkownicy mogli zaobserwować awatary beta testerów biegające wzdłuż tras kolarskich. Zresztą rozszerzenie oprogramowania o wirtualizację treningu biegowego jest naturalnym krokiem. Po sukcesie wśród kolarzy grzechem byłoby nie wyciągnięcie ręki w stronę biegaczy. Jako że zima w pełni i cześć z was zamiast po śniegu i lodzie biegać będzie na bieżni mechanicznej, to być może warto spróbować jak to jest z bieganiem w wirtualnym świecie.

Zacznijmy od tego, co jest potrzebne, aby zacząć. Generalnie potrzeba trzech rzeczy, to znaczy bieżni, źródła tempa i sprzętu, na którym działać będzie aplikacja Zwift. O ile w ostatnich latach sprzedaż trenażerów rosła lawinowo, tak w przypadku bieżni niemal na palcach jednej ręki można by policzyć osoby, które takową w domu posiadają. Rozwiązaniem tego „problemu” jest wizyta na siłowni, gdzie nie powinno ich zabraknąć. Źródłem tempa dla aplikacji w zdecydowanej większości przypadków będzie footpod, choć w nielicznych przypadkach bieżnie mogą mieć możliwość transmisji tempa. Jeśli chodzi o sprzęt na którym będzie działać aplikacja, to do wyboru mamy komputery osobiste z systemami operacyjnymi Windows i MacOS, tablety i smartfony z systemem operacyjnym iOS, oraz Apple TV (czwartej lub piątej generacji). Od tego gdzie będziemy biegać (w siłowni, czy w domu, choć tak naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, żeby jednocześnie biegać na zewnątrz ze Zwiftem, o czym później) zależeć będzie wybór sprzętu na którym uruchomimy aplikację, co z kolei będzie miało wpływ na wybór źródła tempa. Wybierając się na siłownię ograniczeni jesteśmy do uruchomienia aplikacji na tablecie lub smartfonie z systemem operacyjnym iOS. Ze względu na rozmiar wyświetlacza lepszym wyborem będzie tablet, jednak smartfon tez wystarczy. Ze względu na brak możliwości komunikacji urządzeń tego typu z czujnikami ANT+ musimy korzystać z footpodów komunikujących się w trybie Bluetooth Smart, lub skorzystać z rozwiązania alternatywnego. Chyba że bieżnie na których będziemy trenować mogą transmitować tempo, ale to raczej mało prawdopodobne. Jeżeli możemy trenować na bieżni w domu, to Zwifta możemy uruchomić na komputerze lub Apple TV. W tym pierwszym przypadku jeśli posiadamy odbiornik ANT+ podłączony do portu USB, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby źródłem tempa był footpod ANT+ (na przykład firmy Garmin). W drugim przypadku pozostaje nam tylko footpod komunikujący się w trybie Bluetooth Smart.

Jeżeli już rozwiązaliśmy problemy sprzętowe, to nie pozostaje nic innego, jak założenie konta na platformie Zwift i jego konfiguracja, ściągnięcie aplikacji, uruchomienie jej w trybie biegowym, sparowanie źródła tempa ze sprzętem, na którym uruchomiliśmy aplikację i możemy zaczynać zabawę. Co prawda Zwift przed rozpoczęciem treningu umożliwia skalibrowanie footpoda tak aby jego wskazania pokrywały się ze wskazaniami bieżni, jednak podejście to jest sprzeczne z dobrą praktyką dlatego celowo je pominąłem. Poprawnie skalibrowany footpod jest dokładniejszy niż bieżnia. Nawet w przypadku bieżni renomowanych producentów dwa identyczne modele mogą pokazywać tą samą prędkość, podczas gdy ich prędkość rzeczywista będzie rożna. Niejedna osoba w tym miejscu może się zastanawiać dlaczego ich zegarek, który posiada wbudowany przyspieszeniomierz, oraz opcję określania tempa biegu na bieżni mechanicznej bez wykorzystania czujników zewnętrznych nie może być źródłem tempa. Otóż zegarki nie retransmitującego tej wartości wyliczanej na wewnętrzne potrzeby urządzenia. Jedynym zegarkiem transmitującym określone na podstawie własnych pomiarów tempo jest Apple Watch. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby Zwift prezentował nasze tętno, oczywiście dostosowując czujnik tętna do wymogów komunikacyjnych urządzenia na jakim działa oprogramowanie.

Przed rozpoczęciem treningu określamy czy chcemy po prostu biegać, skorzystać z treningu interwałowego, czy dołączyć do biegowej „ustawki”. Jeśli chcemy po prostu biegać, to wybieramy trasę, po jakiej chcemy to robić. Obecnie dla biegaczy udostępnione jest pięć „światów”. Są to wyspa Watopia, kanadyjskie Richmond, Londyn, Nowy Jork i Innsbruck. Podobnie jak w przypadku kolarstwa trenować i rywalizować w Richmond, Londynie, NOwym Jorku i Innsbrucku możemy w określone dni miesiąca, a Watopia dostępna jest przez cały czas. Wybierając trasę możemy kierować się jej długością, oraz profilem, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby podczas biegu z niej zboczyć. Wystarczy przed skrzyżowaniem lub rozdrożem nacisnąć przycisk odpowiadający zmianie drogi w określonym kierunku. Jeśli tego nie zrobimy, to oprogramowanie samo wybierze za nas drogę zgodnie z zaplanowaną trasą. Jeśli interesuje nas trening interwałowy, to możemy go wybrać z bazy treningów, a jeśli połączymy konto na Zwifcie z kontem TrainingPeaks, to ustrukturyzowany trening zostanie przesłany do Zwifta. W trybie tym oprogramowanie prowadzi nas po kolejnych krokach, a momenty kiedy powinnismy zmienić tempo oznaczone są na trasie wyraźnymi liniami. Jeśli natomiast chcemy dołączyć do wydarzenia, jakim może być bieg grupowy mogę filtrować wydarzenia po dystansie, a następnie po tempie w jakim są planowane.

Jeżeli już zdecydowaliśmy się na tryb w jakim będziemy biegać, to skonfigurowany przez nas awatar umieszczany jest na skraju wybranej trasy i w momencie rozpoczęcia biegu zaczyna się on przesuwać po trasie. O ile w przypadku kolarstwa wartością sterująca prędkością awatara jest generowana moc (mierzona, bądź określona na podstawie krzywej oporu trenażera) i nachylenie na trasie, to w przypadku biegania prędkość poruszania się awatara zależy tylko od tempa transmitowanego przez footpod, bieżnię, czy Apple Watch. Zmiana nachylenia trasy nie ma na nią najmniejszego wpływu. Podobnie jest zresztą z prędkością i nachyleniem bieżni. Zwift nie posiada możliwości zdalnego sterowania prędkością i nachyleniem bieżni, tak jak w przypadku sterowania oporem niektórych trenażerów. Jeśli chcemy replikować warunki panujące na trasie, to sami musimy zmieniać nachylenie bieżni korzystając ze wskazówek oprogramowania. Poza tym dość istotnym szczegółem wpływającym na obniżenie poziomu realizmu wszystko wygląda i odbywa się identycznie jak w kolarskiej wersji Zwifta. Na trasie spotkamy setki innych kolarzy i biegaczy trenujących w swoich domowych jaskiniach treningowych, czy na siłowniach.

Na ekranie oprócz sylwetki naszego biegającego awatara i otaczającej nas wirtualnej rzeczywistości (o ile Watopia jest zmyślona, to trasy w Richmond, Londynie, Nowym Jorku, czy Innsbrucku są cyfrowym odwzorowaniem rzeczywistości) prezentowana jest cała masa danych. Nad biegaczem oprócz aktualnego tempa, dystansu i czasu prezentowany jest pasek doświadczenia. Z każdym przebiegnięciu kilometrem zdobywać będziemy punkty doświadczenia odblokowujące kolejne poziomy. Przy przejściu na wyższy poziom otrzymywać będziemy różne wirtualne gadżety, jak na przykład nowe modele butów, czy odzieży biegowej, ale także odblokowywać kolejne odznaki. W prawym górnym roku prezentowany jest wycinek mapy wraz z profilem wysokości i aktualnym nachyleniem trasy, a pod nimi lista osób znajdujących się przed i za nami. W lewym górnym rogu prezentowane są aktualne wartości kadencji, tętna i strefa tętna w jakiej się znajdujemy (jeśli podłączyliśmy do oprogramowania czujniki tętna i footpod), a pod nimi czasy ostatnich kilometrów, oraz ilość spalonych kalorii, średnie tempo, czas najlepszego kilometra, oraz najlepszych pięciu kilometrów. Podczas biegu możemy wybrać cel jaki chcemy osiągnąć podczas danej aktywności. Może to być czas (30 lub 60 minut), ilość spalonych kalorii (300 lub 800), czas w strefie tętna (20 minut w 4 strefie, lub 5 minut w 5 strefie), dystans (5 lub 10 km), czy inny dowolnie ustalony cel.

Identycznie jak w przypadku kolarskiego Zwifta użytkownik ma możliwość pobrania aplikacji Zwift Mobile Link na urządzenie z systemem operacyjnym iOS i o ile Zwift uruchomiony został na innym urządzeniu, a obydwa urządzenia podłączone są do tej samej sieci WiFi, to aplikacja Zwift Mobile Link umożliwia zdalną obsługę programu Zwift. Osoby biegające z miernikami mocy zapewne zasmuci fakt, że na chwile obecną oprogramowanie nie obsługuje biegowych mierników mocy. Twórcy oprogramowania wyszli z poprawnego założenia, że skoro brak jest zgody co do tego co i jak aproksymują obecne „biegowe mierniki mocy”, a wyniki podawane przez urządzenia różnych producentów znacznie się od siebie różnią, to nie ma sensu zagłębiać się w ten temat. Wspomniałem wcześniej o teoretycznym braku potrzeby korzystania z bieżni mechanicznej. Otóż w teorii nic nie stoi na przeszkodzie, aby biegając na zewnątrz z footpodem i telefonem uruchomić na telefonie aplikację Zwift. Po co? Chociażby po to, aby również kilometry „tłuczone” na zewnątrz liczyły się do wirtualnych statystyk jeżeli komuś na tym zależy. Jeśli połączyliśmy nasze konto na Zwifcie z kontami na innych platformach (np. Strava, czy TrainingPeaks), to po zakończeniu treningu zostanie on automatycznie wysłany do tych platform. Co więcej, w serwisie Strava zostanie nawet odwzorowany na mapie nasz trening.

Chcąc szukać niedociągnięć oprogramowania i miejsc do poprawy, to chyba największym ograniczeniem jest brak możliwości kontroli pracą bieżni, ale tego się chyba szybko nie doczekamy. Kolejne na liście są kalibracji footpoda względem wskazań bieżni, a nie na odwrót, czy brak wpływu nachylenia na zmianę prędkości. Podobnie jak w wirtualnym kolarstwie, również i tutaj można oszukiwać. Wystarczy pokombinować przy kalibracji footpoda i na ustawkach biec szybciej niż reszta, ale trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie jaki jest sens w oszukiwaniu samego siebie? Pomimo że korzystając z oprogramowania podczas treningu stacjonarnego czas leci zdecydowanie szybciej, to jednak ze względu na znacznie niższą prędkość niż w przypadku kolarstwa na długich prostych może się nieco dłużyć. Rozwiązaniem tego stanu rzeczy jest wybieranie pętli z jak najmniejszą ilością długich prostych. Pewnym jest, że z czasem tryb biegowy będzie ewoluował i stanie się jeszcze atrakcyjniejszy, ale na to musimy jeszcze chwilę poczekać.

Twórcy Zwifta deklarowali wprowadzenie opłat za korzystanie z trybu biegania na wzór jazdy w swoim wirtualnym świecie wraz z końcem 2018 roku, jednak do dzisiaj oprogramowanie w trybie biegowym jest darmowe. Być może spowodowane jest to nieco gorszym niż zakładane zainteresowaniem ze strony biegaczy. W końcu opłaty za kolarską wersję wprowadzone zostały dopiero w momencie, gdy liczba użytkowników oprogramowania była wystarczająco duża. Zresztą z punktu widzenia konsumenta należy z takiej decyzji się tylko cieszyć i póki można korzystać z braku opłat. Największym problemem na drodze rozwoju i popularności trybu biegowego w Zwifcie moim zdaniem jest koszt zakupu sprzętu, oraz ilość miejsca potrzebna do jego przechowywania. To już nie jest mały trenażer, który nie dość że kupimy za kilkaset złotych, to po treningu schowamy do szafy. Tutaj wypada dysponować oddzielnym pomieszczeniem, chyba że naszym współlokatorom nie przeszkadza bieżnia w salonie. Drugim problemem może być nieco większy techniczny sceptycyzm biegaczy. Obawiam się, że dla sporej liczby osób wirtualne bieganie może być przerostem formy nad treścią. Jednak skoro twórcom oprogramowania udało się przyciągnąć blisko milion kolarskich użytkowników, to biorąc pod uwagę ilość osób biegających przyciągniecie tej samej liczby biegaczy wydaje się jak najbardziej osiągalne. W końcu nie każdy lubi biegać gdy jest ciemno, zimno, ślisko i mokro, a bieżnia mechaniczna pozwala wyeliminować te niedogodności. Jej niewątpliwym minusem jest nudność treningu w czterech ścianach, ale Zwift pozwala ją wyeliminować, a setki osób które trenują razem z nami w połączeniu z dziennymi wyzwaniami i odznaczeniami mogą być dodatkowym źródłem motywacji. Zresztą nie ma co więcej rozwodzić się na ten temat. Spróbujcie sami! Ja natomiast czekam na Zwift Duathlon!

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *