Wahoo KICKR Headwind

Historia firmy Wahoo jest idealnym przykładem drogi „od zera do bohatera”, czy realizacji „american dream” jak kto woli. Wszystko zaczęło się w 2010 roku od przystawki do telefonu iPhone pozwalającej na odbieranie na telefonie danych transmitowanych w trybie ANT+, jak i bezprzewodową synchronizację aktywności z kompatybilnych zegarków treningowych firmy Garmin (w moim przypadku był to Forerunner 910XT) do aplikacji, a następnie eksport tych danych do platformy Garmin Connect. Następnie były czujniki prędkości, kadencji i tętna, trenażery, które rozpoczęły rewolucję wirtualnego treningu kolarskiego, oraz liczniki. Żeby jednak wybić się ponad innych producentów Wahoo skupiło się na rozwijaniu całego ekosystemu mającego ułatwić kolarski trening w czterech ścianach i jak najlepiej odwzorować jazdę w terenie. Do trenażerów dołączyła przystawka umożliwiająca zmianę nachylenia roweru, aby odwzorować jazdę pod górę, biurko pozwalające na prace podczas treningu, czy po prostu na wygodniejsze umiejscowienie laptopa, a ostatnio także wentylator. I to nie byle jaki, ponieważ zgodnie z panującymi trendami jest to wentylator „inteligentny” i idealnie wpisuje się w ekosystem Wahoo. Zobaczmy więc cóż jest wart Wahoo Kickr Headwind.

O tym jak ważny jest wentylator podczas treningu kolarskiego i biegowego w czterech ścianach chyba nie muszę za dużo pisać. Bez niego po prostu przegrzewamy się, tętno rośnie, a zrealizowana jednostka treningowa zazwyczaj odbierana jest przez organizm jako znacznie cięższy bodziec niż zaplanowano. Wystarczy zwykły wiatrak kierujący strumień powietrza na nasze ciało, a już jedzie się lżej i pocimy się mniej. Jeśli jeszcze do tego otworzymy okno, to nie musimy się przejmować zmniejszającą się wraz z postępem czasu ilością tlenu w pomieszczeniu. Zdarzyło mi się jednak niejednokrotnie, że po rozpoczęciu treningu zauważyłem, że zapomniałem włączy wentylatora, albo musiałem zejść z roweru celem zmiany jego mocy. Wówczas myślałem sobie, że fajnie byłoby mieć wentylator sterowany pilotem, ale jakoś nigdy nie poszedłem dalej za tą myślą. Do czasu aż trafiłem na Headwinda umożliwiającego kilka trybów zdalnej kontroli strumieniem powietrza pomyślałem „raz się żyje” i rozbiłem świnkę-skarbonkę.

Wahoo Kickr Headwind jest wentylatorem umożliwiającym kontrolę strumieniem powietrza manualnie, tj. za pomocą przycisków umieszonych na jego panelu, oraz trzy tryby zdalnej kontroli z wykorzystaniem komunikacji ANT+ i Bluetooth Smart. Kontrola manualna pozwala na skokową regulację przepływu powietrza za pomocą przycisków od zera, przez 25, 50 i 75 do 100%. Nic wyszukanego. Magia jednak się zaczyna, gdy skorzystamy z trybów kontroli zewnętrznej. Pierwszy z nich to „zwykła” kontrola za pomocą kompatybilnego smartfona i aplikacji Wahoo Fitness z wykorzystaniem trybu Bluetooth Smart. W aplikacji w zakładce sparowanych czujników wybieramy Headwind i za pomocą suwaka płynnie regulujemy przepływ powietrza w zakresie od zera do 100%. Nacisnąwszy przycisk HR na panelu wentylatora sparowany zostanie najbliższy czujnik tętna pracujący w trybie ANT+ i przepływ będzie regulowany na podstawie zmieniającego się tętna, tj. wraz ze wzrostem tętna rosnąć będzie przepływ powietrza. Nacisnąwszy przycisk SPD na panelu wentylatora sparowany zostanie najbliższy czujnik prędkości pracujący w trybie ANT+, lub najbliższy trenażer który można kontrolować w trybie ANT+ FE-C i przepływ będzie regulowany na podstawie zmieniającej się prędkości, tj. wraz ze wzrostem prędkości rosnąć będzie przepływ powietrza. Jeżeli czujniki tętna, prędkości, lub kompatybilny trenażer dodatkowo sparujemy z aplikacją Wahoo Fitness, to w aplikacji możemy ustawić minimalne i maksymalne wartości tętna / prędkości, którym przypisane zostanie zero i 100% przepływu powietrza.

Z wentylatorem może połączonych być więcej niż jeden czujnik zewnętrzny i wcale nie musza być to czujniki produkowane przez Wahoo. Przykładowo z trenażerem CycleOps H2 wentylator Headwind współpracował bez problemów. Jednak sterować pracą wentylatora może tylko jeden czujnik, a więc nie ma możliwości takiej konfiguracji, aby jednocześnie sterowany był na podstawie tętna i prędkości. Wykorzystując aplikację do ustawienia minimalnej i maksymalnej wartości tętna jakim odpowiadać będzie 0 i 100% przepływu nie warto korzystać z tętna maksymalnego, ponieważ o wiele wcześniej zanim jej osiągniemy chcielibyśmy aby Headwind pracował „na pełnych obrotach”. W trybie Bluetooth Smart trenażer kontaktuje się jedynie z kompatybilnymi smartfonami (a nie czujnikami zewnętrznymi) i oprócz sterowania pracą wentylatora wykorzystywany jest do uaktualniania jego oprogramowania.

Po dwóch miesiącach korzystania z Headwinda brakuje mi w nim tylko jednej rzeczy, a mianowicie sterowania na podstawie wskazań miernika mocy. O ile sterowanie manualne, zdalne za pomocą aplikacji, czy na podstawie wskazań czujnika tętna są jak najbardziej oczywiste, to ze startowaniem na podstawie wskazań czujnika prędkości mam pewien problem. Idea za tym stojąca jest prosta – im szybciej jadę, tym czuję większy „wiatr we włosach”, jednak są sytuacje gdy jest to bez sensu, na przykład podczas wspinaczki na Alpe du Zwift. Prędkość spada do raptem kilku kilometrów na godzinę, moc jest wysoka, męczę się niemiłosiernie, chciałoby się maksymalnej wydajności wentylatora, ale jest odwrotnie. Owszem, wówczas można przełączyć się na sterowanie przepływem za pomocą suwaka, czy na podstawie tętna, ale kolejnym oczywistym trybem byłoby sterowanie na podstawie wskazań miernika mocy.

Jeśli chodzi o fizyczne parametry, to ten 6-kilogramowy wentylator o szerokości 30 cm, długości 40 cm i wysokości 58 cm zalewnia maksymalny przepływ powietrza z prędkością 48 km/h. Wloty powietrza umieszono w bocznych ściankach wentylatora, a przedni panel został zaprojektowany w taki sposób, aby strumień powietrza był stosunkowo wąski i skierowany był dokładnie w miejsce, w jakim znajduje się człowiek na rowerze. W przedniej części obudowy wentylatora znajdują się wycięcia, dzięki którym można go „połączyć” z biurkiem Wahoo. Pozwala to na jednoczesne przesuwanie zarówno biurka, jak i wentylatora. Jednak jeśli blat biurka ustawiony jest nisko, to cześć strumienia powietrza blokowana jest przez blat i dopiero podniesienie pozwala na cieszenie się pełnym strumieniem. Jedyną formą regulacji kąta padania strumienia powietrza są nóżki umieszone w tylnej części wentylatora. Standardowo są one złożone, a po ich rozłożeniu strumień zamiast być skierowanym lekko do góry przyjmuje kierunek bardziej horyzontalny. Jeśli chodzi o głośność wentylatora, to jestem pozytywnie zaskoczony. Na pewno jest o wiele cichszy niż mój poprzedni wentylator z marketu, choć od wentylatora firmy Dyson wydaje się być odrobinę głośniejszy. Niemniej jednak nie stwarza problemu przy oglądaniu telewizji podczas treningu.

Wentylator Wahoo Kickr Headwind ma w zasadzie tylko jedną wadę, a jest nią cena. 999 złotych to nie jest mało, podczas gdy w markecie budowlanym podstawowy wentylator możemy kupić za kilkadziesiąt złotych. Za wentylator sterowany pilotem zapłacimy co najmniej trzysta złotych. Niejedna osoba pompują się w głowę i powie, ze zakup takiego wentylatora nie ma najmniejszego sensu i zapewne będą mieli rację. Na pewno znajdzie się jakiś naśladowca Adama Słodowego, który będzie w stanie na tyle elektronicznie zmodyfikować wentylator sterowany pilotem, że i on mógłby być sterowany za pomocą sygnałów z czujnika tętna i zamknie się w koszcie całkowitym powiedzmy 400 złotych nie licząc własnej pracy. I ja to szanuję. Tak samo każdy z nas mógłby spróbować zbudować swój własny do zamiast zlecać to specjalistom, czy kupować gotowy dom. Jest jednak grono odbiorców, które nie zwraca uwagi na koszty, a chce mieć sprzęt najwyższej klasy, najbardziej zaawansowany, czy po prostu najlepszy na jaki ich stać. Takie osoby kupując Headwinda na pewno się nie zawiodą, ponieważ działa po prostu bezbłędnie. Podobnie zresztą jest w przypadku Wahoo Desk. Jest to jedne z droższych biurek świata, a jednak kupujących nie brakuje. Zapewne podobnie będzie w przypadku Wahoo Kickr Headwind. A że jest drogi? Zawsze znajdą się droższe.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *