NU Complements Lapa Shirt

Pod koniec lata 2017 roku miałem okazję zasmakować zawodów swimrunowych. Co prawda na starcie w Wiórach nie stanąłem nieprzygotowany, jednak moich treningów nie można było nazwać stricte swimrunowymi. Owszem, coś tam pobiegałem w piance i popływałem w butach, a nawet kilkukrotnie przeplatałem pływanie bieganiem, jednak był to start bardziej z treningu triathlonowego traktowany jako przygoda. Przygoda zakończona sukcesem, bo Swimrun Wióry udało się ukończyć wspólnie z Maćkiem Żywkiem na drugim miejscu w klasyfikacji generalnej i jako pierwsza drużyna męska. Doświadczenie to nie spowodowało we mnie potrzeby odmiany i zawieszenia roweru czasowego na przysłowiowym kołku, jednak w głowie zrodziło się kilka pomysłów na ciekawe wyjazdy połączone z zawodami swimrunowymi, jak chociażby wypad na wyspy Scilly, czy słynny Rockman.

Dzięki dynamicznemu rozwojowi tej dyscypliny multisportowej widać gwałtowny wzrostu ilości sprzętu jej dedykowanego oferowanego zarówno przez firmy obecne już na rynku, jak chociażby większość producentów pianek triathlonowych, czy niektórzy producenci obuwia, jak i nowych graczy na rynku, specjalizujących się wyłącznie w sprzęcie swimrunowym. Jedną z tych nowych firm jest hiszpańska NU Complements. W jej ofercie znajdziemy między innymi pianki swimrunowe, elementy wypornościowe, czy w końcu swimrunową „bieliznę”. Tak się składa, że w moje ręce, a może odpowiednim byłoby powiedzenie „na mój tors”, trafiła koszulka Lapa i poproszono mnie o wyrażenie swojej opinii na jej temat.

Lapa występuje zarówno w wersji męskiej, jak i damskiej, choć w tej drugiej już nie jako koszulka, a stanik. Łączy je jednak nie tylko kolorystyka i przeznaczenie do noszenia pod pianką swimrunową, ale przede wszystkim wyposażenie ich w niebagatelną ilość kieszeni. W męskiej wersji koszulka jest bezrękawniki wykonanym z oddychającej, szybkoschnącej, elastycznej i lekkiej tkaniny. Dostępna jest w trzech kolorach (czarno-żółty, czarno-niebieski i czarno-różowy) i pięciu rozmiarach uzależnionych od obwodu klatki piersiowej. W moim przypadku obwód ten wynosi 102 cm i wybór koszulki w rozmiarze M przeznaczonej dla obwodów od 93 do 101 cm był strzałem w przysłowiową dziesiątkę. Wspominałem już, że dla kobiet przygotowano specjalną wersję pełniąca jednocześnie rolę stanika, jednak nie tylko w mojej ocenie, ale i kilku zawodniczek, koszulka może być z powodzeniem używana przez kobiety.

Tym co wyróżnia koszulkę Łapa na tle konkurencji są kieszonki. Jest ich sześć i rozmieszczone są na klatce piersiowej (dwie), na brzuchu (dwie) i na plecach (dwie). Z jednej strony pomysł stary niczym koszulki kolarskie, ale jednak dotąd niespotykany w swimrunie i bieganiu. Pomimo że koszulka stworzona jest z myślą o swimrunnerach i noszeniu ją pod pianką przeznaczoną do tego sportu, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby stosowali ją biegacze i nie tylko. Swimrun na długich dystansach często wymaga od zawodników żywienia się we własnym zakresie przez dłuższy czas, a więc oprócz sprzętu wymaganego regulaminem imprezy wypada mieć przy sobie choć mały softflask i jakieś żele lub batony. Pianki swimrunowe w większości posiadają kieszenie, ale ich objętość zazwyczaj nie jest wystarczająca, a o użyciu plecaka nikt na poważnie nie pomyśli. I tu wkracza koszulka Lapa. Kieszonki na klatce piersiowej idealnie nadają się na dwa miękkie „bidony” o pojemności do 300 ml każdy, kieszonki na brzuchu na żele i batony, a na plecach na inny sprzęt. Płaskie szwy, brak rękawów i fakt, że nawet przy idealnym wręcz dopasowaniu nic nie obciera powoduje, że jest ona idealna wręcz pod swimrunową piankę. Nawet jak jest gorąco. Nic dziwnego, w końcu powstała we współpracy z topowymi swimrunnerami.

A poza swimrunem? Jak najbardziej. Jednym z atrybutów biegacza specjalizującego się w biegach na dystansach dłuższych od maratonu jest plecak, czyli takie mniejsze zło. Dlaczego śmiem tak twierdzić? Ponieważ gdzieś trzeba poupychać bukłak, żarcie i tysiąc innych rzeczy, ale jak dobry by ten plecak, czy kamizelka nie były, to i tak strasznie gotują się pod nim plecy. Im cieplej, tym bardziej. Lepiej byłoby bez niego, ale jednak gdzieś trzeba ten cały towar nosić. I tutaj po raz kolejny wkracza Lapa. Co prawda może zastąpić ją biegowa „nerka”, ale na pewno nie będzie tak pojemna jak kieszenie tek koszulki. Choć napakowane tylne kieszenie podczas biegu musza siłą rzeczy podskakiwać, to wystarczy koszulkę umieścić w spodenkach (razem z zawartością tylnich kieszeni) i problem zostaje rozwiązany niczym za dotknięciem magicznej różdżki. Problemu takiego nie ma w przypadku wypełnionych kieszeni na klatce piersiowej i brzuchu. Wyposażenie górnych krawędzi kieszeni w gumki powoduje, że nic z nich nie wypada, a dopasowanie do sylwetki powoduje, że przednie kieszenie nawet wypełnione pozostają na swoim miejscu. Pomimo posiadania plecaka biegowego i pasa nerkowego przeznaczonego do biegania na dłuższe treningi biegowe podczas przygotowań do ubiegłorocznego Norsemana moim wyborem była właśnie Lapa. Jak było cieplej, to zakładana bezpośrednio na ciało, a przy niższych temperaturach na potówkę z długim rękawem. I muszę przyznać, że nie zawiodłem się na niej ani razu.

Przechodzimy do najbardziej gorzkiego fragmentu tego wywodu, a wiec ceny. Na stronie producenta koszulka Lapa kosztuje 80 euro, czyli blisko 350 złotych. Jednak u krajowego dystrybutora dostępna jest w cenie 299 złotych. Jak za koszulkę, to niemało, jednak biorąc pod uwagę, że w określonych sytuacjach może zastąpić plecak biegowy, czy pas nerkowy, to jednak nie jest tak dużo. Jeśli jednak komuś wydaje się to dużo, to niech zobaczy ile kosztują plecaki biegowe renomowanych producentów. Mnie koszulka bardzo przypadła do gustu i nie wyobrażam sobie, aby jej nie użyć podczas moich następnych zawodów swimrunowych. Co więcej, mam zamiar z niej często korzystać na długich treningach biegowych.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *