Garmin Edge 1030

Przygotowując się do napisania tej recenzji i przeglądając swoje notatki pierwszym, co przyszło mi na myśl było podobieństwo pomiędzy Gaminem i Polarem, a dokładniej pomiędzy ich flagowymi produktami. Zegarek Polar V800 i licznik Garmin Edge 1000 obecne są na rynku już tak długo, że spojrzawszy na datę ich rynkowego debiutu i dynamikę rozwoju tego sektora można by je nazwać elektrozłomem, choć byłoby to dla nich stwierdzenie krzywdzące. Dzięki regularnym uaktualnieniom oprogramowania pomimo upływu czasu (który w przypadku elektroniki płynie co najmniej dwa razy szybciej) dzielnie stawiały czoła nie tylko produktom konkurencji, ale też i swoim „młodszym braciom”. Od czasu rynkowego debiutu, tj. od 2014 roku, Garmin wprowadził do sprzedaży m. in. liczniki Edge 520, Edge 1000 Explore (oba w 2015 roku) i Edge 820 (w 2016 roku), ale to Edge 1000 niezmiennie znajdował się na szczycie piramidy liczników amerykańskiego producenta. Do czasu, gdy na wrześniowych targach Eurobike w 2017 roku całemu kolarskiemu światu zaprezentowany został licznik Garmin Edge 1030 i przejął palmę pierwszeństwa od „starego i wysłużonego” Edge 1000. Minął blisko rok zanim ów licznik trafił na moją kierownicę, ale „lepiej późno, niż wcale” i oto przed Wami jego recenzja.

Z licznikami kolarskim jest tak, że im wyższy model, czyli w założeniu im lepszy, tym większy. W dobie mierzenia i monitorowania niemal wszystkich możliwych parametrów ilość prezentowanych danych ma niebagatelne znaczenie. Podobnie jest z prezentacją map, im większy ekran, tym lepiej. Złośliwi żartowali, że jedną z zalet licznika Edge 1000 była możliwość skorzystania z niego w razie potrzeby jako deski do krojenia. Jeśli Edge 1000 był duży, to Edge 1030 jest jeszcze większy. Niewiele, bo raptem 2 mm wyższy, ale jednak większy. Owo niewielkie zwiększenie rozmiaru (58 mm szerokości, 114 mm wysokości i 19 mm grubości), oraz przeniesienie przycisków na zewnętrzną cześć obudowy pozwoliły na zwiększenie wyświetlacza, którego przekątna wynosi 89 mm (w przypadku Edge 1000 wynosi 76 mm), a rozdzielczość 282 x 479 pikseli (240 x 400 px w Edge 1000). Zwiększeniu rozmiaru towarzyszy wzrost masy o 10 gramów stosunku do poprzednika, który wynosi 123 gramy (sam licznik, bez uchwytu). Czy to dużo? Dla osób walczących o odchudzenie roweru powinna wystarczyć informacja, że jest dwukrotnie cięższy niż licznik Edge 520. Triathloniści zanim zdecydują się na zakup tego licznika z chęcią umieszczenia go pomiędzy lemondką powinni sprawdzić, czy się tam zmieści. Jeśli natomiast chcieliby go umieścić na uchwycie znajdującym się na bidonie typu BTA, to niech mają na uwadze, że jego stosunkowo wysoka waga może się przyczynić do pęknięcia uchwytu z tworzywa podczas jazdy na nierównościach.

Licznik obsługujemy za pomocą trzech przycisków i dotykowego ekranu. Umieszone po bokach i na dole licznika przyciski przeznaczone są do włączania, wyłączania i usypiania licznika (przycisk po lewej stronie), oraz do zaznaczania okrążeń i startowania / zatrzymywania zapisu (na dolnej krawędzi). Przeniesienie przycisków LAP i START/STOP na dolną krawędź obudowy pozwoliło na zwiększenie przekątnej wyświetlacza, ale przy okazji utrudniło dostęp do tych przycisków w przypadku gdy korzysta się z uchwytu umieszczającego licznik przed kierownicą. Pozostała obsługa odbywa się za pomocą wyświetlacza dotykowego. Po nienajlepszych doświadczeniach z obsługą licznika Edge 820 podchodziłem do nowego modelu Edge nieco sceptycznie, ale pozytywnie się rozczarowałem. Do tego stopnia, że jestem w stanie stwierdzi, iż jest to najlepszy wyświetlacz dotykowy z jakiego korzystałem w liczniku kolarskim. Co prawda nie tak dobry, jak w obecnych smartfonach, ale jak na licznik, to znakomity. Zresztą nie tylko pod względem obsługi dotykowej, ale i prezentacji danych w każdych warunkach. Użytkownik ma możliwość wyboru jednego z trzech poziomów czułości wyświetlacza, dzięki czemu obsługa nawet w cienkich rękawiczkach z długimi palcami nie powinna być problemem, przy jednoczesnym braku wpływu opadów deszczu na wyświetlacz. Niestety w warunkach zimowych, a wiec mając na dłoniach grube rękawice o skutecznej obsłudze można zapomnieć (chyba że są pokryte specjalną warstwą). W praktyce włączamy licznik przyciskiem, wybieramy tryb sportowy dotykowo, rozpoczynamy zapis przyciskiem, ekrany danych zmieniamy przesuwając palec w bok, a menu otwieramy przesuwając palec w dół. Jednak jak już pisałem nie należy oceniać tego wyświetlacza, jak wyświetlacza w smartfonie, bo rozwiązanie tu zastosowane ma być kompromisem pomiędzy precyzja działania, a możliwością obsługi w rękawiczkach i w deszczu. To, co podoba mi się najbardziej w obsłudze dotykowej Edge 1030 to edycja pól danych, która polega na przytrzymaniu pola jakie chcemy zmienić i następnie wyboru z menu interesującej nas nowej danej. Wracając jeszcze do wyświetlacza, to należy wspomnieć o czujniku światła, który steruje jasnością wyświetlacza (o ile zechcemy skorzystać z jej automatycznej regulacji), oraz o braku trybu horyzontalnego znanego z Edge 1000 (choć za nim raczej nikt płakał nie będzie).

Co prawda nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Edge 1030 używać bez sparowanego telefonu i czujników, ale byłoby to niczym jazda samochodem Formuły 1 na pierwszym biegu. Do komunikacji z telefonem wykorzystywany jest tryb Bluetooth Smart, a do komunikacji z czujnikami zewnętrznymi tryby ANT+ i Bluetooth Smart. Co prawda w trym drugim przypadku mowa tylko o czujnikach mocy, tętna, kadencji i prędkości, ale to i tak postęp w stosunku do poprzednich liczników Garmina. Oprócz natywnej obsługi standardowych czujników i urządzeń zewnętrznych ANT+ (kamery, światła, radary, wyświetlacze zewnętrzne, a za pomocą trybu ANT FE-C także trenażery) istnieje możliwość korzystania z czujników niestandardowych, jak na przykład najnowszych czujników aerodynamicznych z wykorzystaniem trybu ANT+ i dedykowanych im aplikacji Connect IQ pozwalających na rejestrację danych. Po połączeniu z telefonem licznik może oprócz tak oczywistej rzeczy jak prezentowanie powiadomień z telefonu i odpowiadanie na nie gotowymi szablonami, wykorzystywać transmisję danych m. in. do komunikacji z aplikacją Garmin Connect Mobile, śledzenia przebiegu aktywności, śledzenia grupowego i w jej ramach do komunikowania się pomiędzy użytkownikami, czy na potrzeby aplikacji Connect IQ, jak na przykład Strava Routes (do pobierania tras), Strava Live Segments (śledzenie postępów na segmentach na żywo), Strava Segment Explore (wyszukiwanie segmentów w poblizu), TrainingPeaks (treningi strukturyzowane), czy BestBikeSplit (plany wyścigowe). Dodatkowo licznik wyposażony jest z moduł łączności bezprzewodowej WiFi, który może być wykorzystywany do przesyłania danych treningowych do platformy Garmin Connect.

Użytkownikom wcześniejszych modeli liczników amerykańskiego producenta rzuci się w oczy nieco przeprojektowany „pulpit” i nowe menu, ale w mojej ocenie zmiana jest tylko na lepsze i sprawia, że obsługa jest bardziej intuicyjna. Na wstępie dostajemy zaprogramowane trzy profile aktywności, tj. kolarstwo szosowe, kolarstwo górskie i trening w pomieszczeniu, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby zarówno ich ilość, jak i szczegóły ich dotyczące dowolnie edytować. Każdemu profilowi poza indywidualnymi ustawieniami, jak na przykład wykorzystanie sygnałów z nawigacyjnych systemów satelitarnych, automatyczna pauza, czy automatyczne znaczenie okrążeń, można przypisać do 10 stron z danymi, a każdej stronie od 1 do 10 pól danych. Dane mogą być prezentowane numerycznie, bądź graficznie, a jeśli komukolwiek tych danych na jednym ekranie brakuje, czy nie podoba mu się sposób ich prezentacji, to na platformie Connect IQ znajdzie dokładnie to, czego mu potrzeba. Jednej opcji, jakiej mi brakuje nie tylko w przypadku tego licznika, ale większości urządzeń firmy Garmin jest możliwość automatycznego transferu uprzednio skonfigurowanych profili sportowych pomiędzy urządzeniami jednego typu. Wówczas na przykład przy wymianie licznika na nowy model nie traciłoby się czasu na konfigurację profili od zera, a konfigurowanie tego licznika nie jest tak proste jak urządzeń firmy Wahoo, bo wszystko robimy nie z poziomu smartfona, a licznika.

Zdecydowanie najmocniejszą stroną topowego licznika firmy Garmin jest prezentacja map i funkcje nawigacyjne. Licznik Edge 1030 wyposażony jest w mapy Garmin Cycle Maps stworzone w oparciu o OpenStreetMap. Za określanie pozycji odpowiedzialny jest odbiornik nawigacyjnych systemów satelitarnych GPS i GLONASS. Tym, co wyróżnia mapy jest fakt, że w oparciu o nie możemy tworzyć trasy z poziomu urządzenia, po których dodatkowo będziemy prowadzeni w identyczny sposób jak w nawigacji samochodowej. Jednak największą zaletą takich map jest możliwość przeliczania tras i prowadzenie z powrotem na trasę, podczas gdy inne urządzenia mogą co najwyżej wskazywać kierunek w jakim powinniśmy się poruszać aby wrócić na trasę. Trasy możemy planować na kilka różnych sposobów. Najprostszym jest wybranie punktu do którego chcemy dotrzeć z bazy danych znajdującej się w liczniku, lub pozycji wcześniej zapisanej i pozostawienie licznikowi stworzenia dla nas trasy wg zadanych kryteriów. Odbędzie się to w oparciu o warstwę Trendline Popularity Routing, czyli bazę danych popularności tras wykorzystywanych przez użytkowników platformy Garmin Connect. Stworzenie trasy o długości około 100 km zajmuje minutę, a kilkunastokilometrowej trasy raptem kilka sekund. Niemały wpływ na przyspieszenie tego procesu ma zastosowanie nowego i bardziej wydajnego procesora w stosunku do Edge 1000. Warto jednak sprawdzić co nam zaplanował licznik, ponieważ nie zawsze jest to najkrótsza z możliwych opcji i kilkukrotnie zdarzyło mi się, że zaplanowana trasa prowadziła drogami, których normalnie bym nie wybrał ze względu na ruch na nich panujący. Niemniej jednak jest całkiem dobrze. Możemy także poprosić licznik o automatyczne zaplanowanie trasy okrężnej na podstawie zadanych parametrów. Jeśli wolisz planować trasy we własnym zakresie, to odsyłam do platformy Garmin Connect, lub na Stravę. Z pierwszej platformy trasy przesyła się do licznika za pomocą aplikacji Garmin Connect Mobile na smartfonie, a z drugiej za pomocą aplikacji Strava Routes zainstalowanej w liczniku. W tym drugim przypadku licznik za pośrednictwem telefonu i jego połączenia 3G pobierze wybraną trasę z twojego konta Strava i będziesz mógł z niej korzystać jak z trasy stworzonej na platformie Garmin Connect. Jeśli zaś posiadasz plik trasy, to możesz przekopiować go do licznika po podłączeniu do komputera. Pełna dowolność. Podczas prowadzenia po trasie informowani jesteśmy o czasie i dystansie do jej końca, po zboczeniu z niej o sposobie powrotu na nią (także w przypadku tras pochodzących z platform zewnętrznych), oraz o zbliżających się ostrych zakrętach. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby do licznika skopiować inne mapy, w tym także topograficzne. Do dyspozycji mamy 16 GB wbudowanej pamięci, a gdyby to okazało się za mało, to z tyłu licznika znajduje się port na karty MicroSD. Widok mapy możemy nie tylko przybliżać i oddalać, ale także przesuwać w dowolnym kierunku, co znacznie ułatwia analizowanie trasy przed nami. Przy wyświetlaczu dotykowym aż prosi się o możliwość przybliżania i oddalania widoku mapy niczym w smartfonach, ale niestety takiej opcji nie mamy.

Dobrze znana z poprzednich liczników amerykańskiego producenta funkcja śledzenia grupowego została rozbudowana o możliwość wysyłania wiadomości pomiędzy użytkownikami. Aby jednak z tej funkcji skorzystać z każdą osobą w „grupie” musimy być połączeni na platformie Garmin Connect, a licznik musi być połączony z telefonem i mieć dostęp do internetu. W takiej sytuacji na ekranie licznika na widoku mapy zobaczę inne osoby korzystające ze śledzenia grupowego (ale tylko te, z którymi jestem połączony na Garmin Connect) i mogę do wybranej osoby wysłać wiadomość. Niestety nie ma możliwości edytowania treści wiadomości, ani odpowiedzi na nie i zmuszeni jesteśmy do posługiwania się stosunkowo skromnym zbiorem szablonów (np. „spóźnię się”, „czekajcie na mnie”, czy „potrzebuję pomocy mechanicznej”). Z jednej strony dobry pomysł, ale skoro każdy z użytkowników z definicji poprawnego działania funkcji musi mieć przy sobie telefon, to w mojej ocenie prościej będzie zadzwonić. Licznik posiada funkcję wykrywania wypadków i jeśli ją aktywujemy i odpowiednio skonfigurujemy w aplikacji Garmin Connect Mobile, a licznik będzie połączony z telefonem, to w przypadku wykrycia upadku na ekranie licznika pojawi się ekran proszący o potwierdzenie, że nic się nie stało. Jeśli tego nie zrobimy, to wysłana zostanie wiadomość alarmowa do osoby zdefiniowanej w aplikacji.

Treningi interwałowe możemy tworzyć z poziomu urządzenia, na platformie Garmin Connect i w aplikacji Garmin Connect Mobile,a następnie transferować je do licznika, czy w końcu pobierać je za pomocą aplikacji TrainingPeaks. Jeśli licznik sparujemy z trenażerem umożliwiającym zewnętrzne sterowanie obciążeniem, to Edge 1030 może takim trenażerem sterować zarówno poprzez ręczna zmianę obciążenia na liczniku, czy też automatycznie na podstawie stworzonych/pobranych treningów interwałowych. Po zakończeniu aktywności jej zapis eksportowany jest do platformy Garmin Connect, skąd automatycznie może być przesyłany do innych platform, jak na przykład TrainingPeaks, czy Strava. Jeśli podczas aktywności korzystaliśmy z czujnika tętna i mocy, to oprogramowanie firmy FirstBeat określi nasz poziom wytrenowania (maksymalny pułap terenowy), w razie potrzeby uaktualniona zostanie wartość funkcjonalnej mocy progowej, oraz poinformowani zostaniemy o obciążeniu treningowym i zalecanym czasie regeneracji. Co więcej, jeśli posiadamy kompatybilny zegarek (np. Fenix 5X Plus), to dane te będą przesyłane pomiędzy urządzeniami i na ich podstawie dostaniemy kompletny obraz naszego wypoczęcia i wytrenowania biorąc pod uwagę także inne aktywności (np. treningi biegowe, oraz dane z monitora aktywności).

Od wybranej wersji licznika zależeć będzie, co razem z nim otrzymamy. W wersji standardowej będzie to licznik, przewód do ładowania, trzy uchwyty, podkładki dla kierownic o średnicach 25,4 i 31,8 mm, oraz smycz zabezpieczającą licznik przed upadkiem. W wersji „bundle” dodatkowo otrzymamy czujnik tętna, czujnik prędkości i czujnik kadencji. Wspomniane uchwyty to jeden uchwyt pozwalający na umieszczenie licznika przed kierownicą, oraz dwa uchwyty mocowane za pomocą gumek na kierownicy lub mostka. Uchwyt pozwalający na umieszczenie licznika przed kierownicą (którego masa wraz z podkładką dla kierownicy o średnicy 31,8 mm wynosi 47 mm) charakteryzuje się tym, że oprócz bardziej aerodynamicznego kształtu umożliwia nie tylko montaż kompatybilnych świateł, ale także nowego dodatkowego źródła zasilania. Zarówno uchwyt, jak i licznik, oraz dedykowany akumulator wyposażone są w elektrody, dzięki czemu zyskujemy dodatkowy zapas energii bez zbędnych przewodów.

Pojemność baterii licznika Edge 1030 wzrosła w stosunku do Edge 1000 z 1100 mAh do 1900 mAh. Przekłada się to na zwiększenie deklarowanego maksymalnego czasu pracy na baterii z 15 godzin (Edge 1000) do 20 godzin (Edge 1030). Tyle teoria. Bez korzystania z czujników zewnętrznych, bez łączności z telefonem, nie korzystając z map i funkcji nawigacyjnych, z przyciemnionym ekranem, ale korzystając z sygnałów z nawigacyjnych systemów satelitarnych udało mi się z licznika „wycisnąć” blisko 19 godzin. Jeśli do sygnałów z nawigacyjnych systemów satelitarnych doszły czujniki zewnętrzne i łączność z telefonem, to wynik ten spadał do około 14 godzin, a przy korzystaniu z map i nawigacji z wysoką jasnością ekranu do nieco ponad 10 godzin. Jak na tak duży wyświetlacz, to w mojej ocenie dobry wynik. Gdybyśmy wyposażyli się w dedykowany dodatkowy akumulator Garmina o pojemności 3300 mAh, to wg producenta dostalibyśmy dodatkowe 24 godziny zasilania, choć nie miałem możliwości sprawdzenia tych deklaracji. Zarówno licznik Edge 1030, jak i akumulator zewnętrzny wyposażone są w porty micro USB do ładowania. Dodatkowo akumulator może zostać wykorzystany do ładowania innych urządzeń, ale w tym przypadku konieczne jest już użycie przewodu micro USB. Cena na poziomie 549 złotych za dodatkowy akumulator może się wydawać nieco przesadzona, ale należy wziąć pod uwagę, że płacimy nie tylko za dodatkowy czas pracy, ale także za idealną integrację z uchwytem licznika, brak przewodów, wodoodporność i możliwość ładowania innych urządzeń.

Rozpocząwszy już rozmowę o pieniądzach możemy przejść do rzeczy kluczowej, tj. ceny licznika Edge 1030. Chyba nikogo nie zaskoczy, jeśli napiszę, że jest to jeden z najdroższych liczników na rynku. I wcale nie jest to najdroższy ze sportowych produktów Garmina. Owszem, 2069 złotych w wersji podstawowej to niemało (choć i tak jest lepiej niż w momencie rynkowego debiutu, kiedy to licznik kosztował 2549 złotych), ale prawda jest taka, że nie ma na rynku drugiego tak bardzo zaawansowanego licznika. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że za tą cenę można kupić bardzo dobrego smartfona i jemu powierzyć większość funkcji Edge 1030. Owszem, planowanie trasy w liczniku nie jest tak proste jak na przykład w aplikacji Google Maps na smartfonie, wyświetlacz smartfona jeśli nie pada i nie mamy rękawiczek będzie działał lepiej (choć niekoniecznie lepiej sprawował się będzie w słoneczny dzień), a zasilania wystarczy na mniej więcej taki sam czas. Jednak należy sobie uświadomić, że to nie jest smartfon i do miana takowego nawet nie aspiruje. To jest licznik. Topowe modele smartfonów też są droższe niż tablety, czy komputery, a nikt się za bardzo nie zdaje tym przejmować i sprzedają się niczym świeże bułeczki. Podobnie jest tutaj. Jeśli chcesz absolutnie najlepszego licznika dostępnego obecnie na rynku i nie liczysz się z kosztami, to Edge 1030 jest właśnie dla Ciebie. Jeśli masz Edge 1000 i nie potrzebujesz tak zaawansowanych funkcji nawigacyjnych, to większość nowych funkcji otrzymałeś już zapewne wraz z uaktualnieniem oprogramowania i możesz spać spokojnie. Jeśli Edge 1030 jest poza Twoim zasięgiem cenowym, to za mniej niż pół jego ceny możesz kupić inne świetne liczniki. Gdybyś jednak zdecydował się na Edge 1030, to się nie zawiedziesz.

Jakiego licznika używa Casper Stornes, trzeci zawodnik „rekordowych” zawodów Ironman 70.3 Bahrain, który 90-kilometrowy etap kolarski pokonał najszybciej z całej stawki (średnia prędkość 46,3 km/h, czas 1:56:32)?

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

8 komentarzy

  1. bobiko

    JEdyna rzecz, której brakuje mi w e1000 to opcja sterowania muzyką z poziomu IQ.

    Nie zrozum mnie źle ale czesto słucham muzyki / podcastu i za każdym razem musze wyciągać tel zeby wyłączyć.
    Skoro ta opcja jest w zegarku, to czemu nie ma jej w e1000 / e1030? 😉

  2. el Kapitano
    el Kapitano

    @bobiko być może dlatego, że firma nie chce propagować słuchania czegokolwiek w trakcie jazdy? Nie wiem i nie mnie to oceniać. Jest natomiast rozwiązanie – Oakley Radar Pace.

  3. bobiko

    @Emil: zgodziłbym się gdyby nie to, ze w feniksach taki kontroller muzyki np. spotify jest ustawiony. 😉

  4. el Kapitano
    el Kapitano

    @bobiko wiesz, dla Garmina Fenix nie do końca jest urządzeniem dedykowanym kolarstwu… ale nic nie zaszkodzi zalogować się na forums.garmin.com i założyć post na ten temat, do którego na pewno ktoś z Garmina się ustosunkuje

  5. el Kapitano
    el Kapitano

    @Krzysztof w teorii tak, ale w praktyce umiejscowienie portu jest takie, że musisz ściągnąć licznik z uchwytu (zarówno out front, jak i na mostek).

  6. Arturo

    MI do perfekcji 1030 brakuje możliwość dodawania ilość pół danych podczas ekranu nawigacji. Lubię mieć i dane i
    nawigację. Dwa pola to dla mnie zbyt uboga wersja. Minimum powinno być obranie 4 pól. Tym bardziej że ekran jest
    bardzo długi i miejsce jest. Taka opcja zajęła by parę linijek kodu a dałaby duże możliwości. Plusem jest dodanie opcji
    przełączenia się automatycznie ekranu mapy gdy zbliżamy się do manewru. Tego nie było w Edge 1000. Rozumiem że
    zwiększenie ilości pól przy nawigacji może doczekam się przy 1040.

  7. el Kapitano
    el Kapitano

    @Arturo wątpię, żeby Garmin sam z siebie dodał kolejny pasek z polami na ekranie mapy. Trzebaby zacząć od napisania tego postulatu na forums.garmin.com bo stamtad programiści Garmina często czerpią wiedzę na temat potrzeb użytkowników.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *