Dysk czasowy AERON

Pełne koła czasowe są nieodłącznym atrybutem kolarzy torowych i czasowych. Jednak wokół ich wykorzystania przez triathlonistów wytworzyło się tyle przesądów i mitów, że potrzebny był oddzielny wpis obalający większość z nich. Mając za sobą lekturę wprowadzenia teoretycznego i mam nadzieję, że z rozwianymi wątpliwościami, co do słuszności ich stosowania w triathlonie przyjrzymy się jednej z najtańszych opcji na rynku, tj. dyskom czasowym produkowanym przez firmę Ron Wheels.

Początki produkcji dysków czasowych przez Ron Wheels sięgają 2012 roku, kiedy to do sprzedaży trafił Ron Disc. Konkurencyjna cena (1990 złotych) przyciągała wielu potencjalnych klientów, jednakże wysoka waga (1990 gramów bez kasety, zacisku, dętki i opony) większość z nich odstraszała. Minęły jednak 4 lata i światło dziennie ujrzał AERON, reprezentujący piątą już generację dysków polskiego producenta.

aeron

Zacznijmy od masy, bo w triathlonie liczy się tradycyjnie „najpierw masa, potem reźba”. Wynik na poziomie 1220 gram umieszcza AERONa w jednym szeregu z liderami tego segmentu rynku. Dla porównania kultowy HED Jet Disc (wykonany w tej samej technologii) jest lżejszy o raptem 10 gram. Zatrzymajmy się jednak przy technologii wykonania. AERON jest dyskiem hybrydowym przysotoswanym do użycia z oponami. Oznacza to, że obręcz jest aluminiowa i połączona jest z piastą 24 szprychami. Zupełnie, jak w tradycyjnym kole. W procesie produkcyjnym po zapleceniu koła płyty HMLS wykonane z włókna węglowego umieszczane są po obydwu stronach pomiędzy piastą i obręczą. Rozwiązanie takie ma swoich zwolenników i przeciwników, jednakże w mojej ocenie ma więcej plusów, niż minusów. Do najważniejszych zalet takiego rozwiązania zaliczyłbym możliwość korzystania z opon (co jest tańsze i bardziej przyjazne dla amatora), większe tłumienie nierówności w porównaniu z kołami monoblokowymi, oraz aluminiową powierzchnię hamującą zapewniająca skuteczniejsze hamowanie, gdy jest mokro. Wadą takiego rozwiązania jest jego wyższa masa w stosunku do dysków monoblokowych. Nie ma uniwersalnej odpowiedzi na pytanie o wyższość konstrukcji hybrydowej nad monoblokową, lub odwrotnie. Każdy musi sam zadecydować o tym, co dla niego będzie lepsze.

Pierwsza generacja dysków Ron także wykonana była w wersji hybrydowej. W jaki więc sposób udało się zmniejszyć masę o blisko 40%? Początkowo do produkcji używane były ogólnodostępne na rynku obręcze szosowe i do nich dostosowywano płyty z włókna węglowego. Okazało się jednak, że chcąc zredukować masę należy zaprojektować obręcze specjalnie pod kątem integracji z płytami HMLS wykonanymi z karbonu. Oprócz tego należało dobrać piasty, szprychy i nyple, które dodatkowo pozwolą na zmniejszenie masy koła, jednocześnie nie powodując wzrostu ceny.

frezowanie1

I tak właśnie dochodzimy do tematu ceny. AERON, czyli najbardziej zaawansowanych technicznie dysk firmy Ron jest najlżejszy w całej kolekcji, ale i najdroższy. Jego cena to 2190 złotych. Zdecydowanie najtańszy na rynku i do tego produkowany jest w Polsce (poza piastami Powerway i łożyskami Enduro). A zatem czy topowy polski dysk może równać się z dwa razy droższymi zagranicznymi?

W lipcu i sierpniu miałem możliwość przekonać się o tym osobiście. Wypożyczonych mi na okres testowy przedniego koła Ron Air 6,2 i dysku AERON nie oszczędzałem. Przez cztery tygodnie przejechałem na nich blisko 1000 kilometrów, wybierałem zarówno gładkie nawierzchnie asfaltowe, jak i stare drogi przypominające z grubsza powierzchnię Księżyca. Drogi brukowane, szutrowe i wykonane z płyt też nie są mi straszne i również po takich nawierzchniach jeździłem na rzeczonych kołach. Oprócz tego wystartowałem na nich w Gdyni i w Chodzieży. Okres czterech tygodni to niestety niewiele czasu, aby dowiedzieć się więcej o wytrzymałości kół, ale uważam, że wycisnąłem z nich najwięcej ile się dało i nie oszczędzałem ich. Niemalże po każdej jeździe sprawdzałem, czy aby któreś z kół nie zaczęło „bić na boki”, oglądałem powierzchnię obręczy oraz płyt i ani razu nie zauważyłem czegokolwiek, do czego możnaby się przyczepić z punktu widzenia wytrzymałości. Gdyby nawet zaobserować jakieś „bicie” dysku, to bez problemu możemy je wyeliminować centrując koło, jako że po ściągnięciu opony, dętki i taśmy uzyskujemy dostęp do nypli. Dla dysku AERON, jak i pozostałych kół Ron nie ma zdefiniowanego limitu masy użytkownika, a testy Producenta przeprowadzane były do masy 120 kilogramów.

tyl

Jeżeli chodzi o estetykę wykonania, to są to jedne z piękniejszych kół, jakie widziałem. Czarne obręcze idealnie pasują do płyt z włókna węglowego. Pod względem grafiki również bardzo mi się podobają. Niestety po czasie czarny kolor na powierzchni hamującej zaczyna się wycierać i przebija spod niego kolor aluminium, a matowe naklejki nie są łatwe do utrzymania w czystości. Dla większości osób pewnie nie ma to najmniejszego znaczenia, ale wspomnieć o tym należy. Podkreślić jeszcze należy, że ze względu na małą produkcję istnieje możliwość personalizacji szaty graficznej kół w określonym zakresie.

W kwestii właściwości aerodynamicznych kół ciężko mi się wypowiedzieć, ponieważ brakuje danych z tunelu aerodynamicznego, czy chociażby oprogramowania CFD. Płyty HMLS przypominają kształtem soczewki, czyli są bardziej wypukłe przy piaście niż przy obręczy. Wśród producentów dysków czasowych brak zgody, co do wyższości płaskiej powierzchni dysku nad powierzchnią w kształcie soczewki, bądź odwrotnie, a niektórzy z nich projektują dyski o nieregularnej powierzchni. Problem w tym, że każdy producent przebija innych danymi według których jego produkt jest w określonych warunkach lepszy niż wszystkie inne, ale zapewne różnice w aerodynamice pomiędzy dyskami nie są znaczne jeżeli wyjdziemy poza tunele aerodynamiczne, czy laboratoria. Zakładam więc, że jeśli chodzi o aerodynamikę to dysk AERON nie odbiega znacznie od konkurencji.

Ron Wheels jest małą firmą, w której proces produkcyjny przypomina manufakturę, a koła budowane są na zamówienie. Nie oznacza to jednak wydłużonego czasu oczekiwania, ponieważ od złożenia zamówienia do jego wysyłki nie mija więcej, jak 5 dni.

frezowanie ron

Fakt, iż koła są tanie wcale nie znaczy, że nie mogą być droższe. Producent rozważa wprowadzenie możliwości zamówienia kół z łożyskami ceramicznymi. Niestety na chwilę obecną nie ma takiej opcji, ale biorąc pod uwagę koszt łożysk ceramicznych spodziewałbym się wzrostu ceny dysku w takim przypadku do około 3000 złotych.

Osobny akapit należy się „stożkom” Ron, czyli kołom o wysokim profilu. Wykonane są one w podobnej technologii, jak dyski, tj. zapleciona obęcz łączona jest z aerodynamiczną osłoną wykonaną z włókna węglowego. Wybierać możemy pomiędzy wysokim stożkiem (62 mm) i bardzo wysokim stożkiem (82 mm). Cena na poziomie 1730 złotych nie rzuci na nogi wielbicieli chińskich stożków, ale według mnie konstrukcja kół Ron powoduje, że będą one bardziej wytrzymałe. Aluminiową obręcz jest o wiele ciężej uszkodzić, niż obręcz z włókna węglowego niewiadomego pochodzenia. Koła centrowane są identycznie, jak dysk. Podobnie, jak w przypadku dysku jedynym moim zastrzeżeniem jest trudność utrzymania matowych naklejek w czystości. Przy zakupie kompletu kół, bądź w zestawie z dyskiem należy liczyć się z przyjemną redukcją ceny. Przykładowo sumaryczna cena przedniego i tylnego koła Effect 6,2 to 3540 złotych, jednak przy zakupie w komplecie zapłacimy za nie niecałe 3 tysiące złotych.

W ciągu ostatnich 4 lat jeździłem na dyskach firm Zipp, Corima, HED i Ron. Najbliższym AERONowi dyskiem jest HED Jet. W bezpośrednim porównaniu pomiędzy nimi w kwestii sztywności, wagi, wygody jazdy i stabilności nie zauważyłem różnicy. Dyski Zippa i Corimy różniły się tym, że były przeznaczone do użycia z szytkami i ze względu na swoją budowę powodowały, że jazda na nich była nieco mniej komfortowa (słabsze tłumienie nierówności). Gdybym dzisiaj miał kupić dysk dla siebie, to z pewnością pierwszą opcją, jaką bym rozważył byłby AERON. Według mnie jest to jednen z najbardziej wartych uwagi hybrydowych dysków czasowych dostępnych na rynku, przede wszystkim dzięki niskiej cenie, satysfakcjonującej masie, dwuletniej gwarancji, możliwości personalizacji i przede wszystkim bezproblemowym kontaktem z producentem otwartym na dialog.

art
el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *