Trenażer Revbox Erg

Znajomy, który kilka lat temu wyemigrował to Nowej Zelandii opowiadał mi o niechęci Nowozelandczyków do towarów importowanych i ich staraniach produkowania wszystkiego w kraju kiwi, rugby, owiec i hobbitów. Pralka, lodówka, czy telewizor – wszystko powinno być produkcji krajowej. Podzespoły i owszem, mogą być importowane, wzornictwo stać na dalszym planie, byle o produkcie końcowym można powiedzieć New Zealand Made. Kilka miesięcy później zadzwonił do mnie Marcin Konieczny i poprosił, abym przetestował dla niego trenażer z Antypodów właśnie. Jak tylko o tym usłyszałem, to przed oczami miałem toporną nowozelandzką pralkę, ale pomyślałem raz kozie śmierć i rzuciłem „Marcin wysyłaj”.

box

Tak oto pewnego mroźnego dnia zapukał do moich drzwi kurier z niemałą paczką. Na szczęście zadziwiająco lekką. Jako, że w planie był rower, a dzieci były w szkole/przedszkolu, to z miejsca zabrałem się do „testowania”. Montaż trenażera był bajecznie prosty – do jednostki oporowej wystarczyło zakłożyć nóżkę i zabezpieczyć ją zaciskiem mimośrodowym, czyli tzw. szybkozamykaczem – identycznie jak w przypadku montażu kół w rowerze. Revbox Erg – bo to o nim mowa – jest trenażerem z bezpośrednim przeniesieniem napędu, tj. instalujemy go w miejsce tylnego koła. Najpierw jednak musimy na bębenek trenażera założyć kasetę kompatybilną z napędem w rowerze (10 lub 11-rzędowe kasety firm Shimano, Sram lub Campagnolo). Trenażer zaprojektowany był głównie z myślą o rowerach z kołami o rozmiarze 700C, czyli pod klasyczny rower szosowy. W takim wypadku nie ma potrzeby stosowania żadnej podstawki pod przednie koło. Gdybyśmy jednak chcieli z niego korzystać z rowerami o mniejszym rozmiarze kół, to oczywiście takową należy podłożyć.

Szybka lektura czterostronicowej instrukcji odesłała mnie do informacji dotyczących treningu na owym trenażerze, które umieszczono na stronie internetowej producenta. Wszystko dlatego, że Revbox Erg jest trenażerem, w którym opór generowany jest przez wiatrak o średnicy 58 centymetrów. Rozwiązanie to pozwala po pierwsze na uzyskanie bardzo szerokiego zakresu obciążeń rosnących nieliniowo (od 130 watów przy przełożeniu 39/28 i kadencji 90 obrotów na minutę , przez 500 watów przy przełożeniu 53/11 i kadencji 50 obrotów na minutę, do 1800 watów przy przełożeniu 53/11 i kadencji 90 obrotów na minutę), oraz po drugie powoduje, że w trakcie pedałowania nic nam nie będzie pomagało w tak zwanych martwych punktach i usłyszymy zmianę odgłosu pracy wiatraka. To jest największy atut tego trenażera. Dzięki świadomej pracy nad każdym obrotem korby możemy poprawić efektywność pedałowania i zacząć angażować partie mięśniowe, których dotąd nie używaliśmy pedałując, co z kolei poprawi nasze osiągi kolarskie.

napęd

Zastosowanie wiatraka jako jednostki oporowej ma jednak jedną bardzo ważną wadę. Revbox Erg jest po prostu bardzo głośny. To na nim właśnie kończy się przychylność sąsiadów, rodziny i współlokatorów, lub nocne, czy późnowieczorne treningi. Garaż, piwnica, balkon, lub inne wytłumione, bądź odizolowane pomieszczenie to miejsce dla tego potwora. Nie mamy także co liczyć na oglądanie telewizji, lub słuchanie muzyki w trakcie treningu bez słuchawek. Co prawda korzystając z niego powinniśmy słuchać pracy wiatraka i doskonalić efektywność pedałowania, ale nawet ze słuchawkami na uszach czuć kiedy nasz helikopter pracuje efektywnie, a kiedy nie. Rozczarowało mnie, że producent, ani recenzenci opisujący ten produkt w ogóle o jego głośności nie wspominali. Co więcej, w filmach na stronie internetowej producenta odgłosy pracy trenażera specjalnie wytłumiono (nawet podczas braku monologu spikera), a na targach Eurobike 2015 na stanowisku Revbox’a nie było dostępnego roweru do testów. „Przypadek? Nie sądzę!” Cóż, jaki trenażer, każdy widzi. A raczej słyszy. Jeżeli jest tak dobry, jak twierdzi producent, to nie powinien mu przeszkadzać fakt, że jest głośny i nie ma sensu tego ukrywać. To nie są wyniki emisji spalin samochodów pewnej niemieckiej marki, choć z drugiej strony, fakt ten zupełnie podobnie może nie pomagać w sprzedaży.

Jeśli chodzi o wrażenia z jazdy, to już pierwsze obroty korby spowodują uczucie przyjemnego chłodu na plecach. To powietrze wprawiane w ruch przez wiatrak zapewni Wam dodatkowe chłodzenie. Jednakże coś, co początkowo może się wydawać błogosławieństwem po kilkudziesięciu minutach może okazać się problematyczne i to szczególnie dla osób z problemami z dolnym odcinkiem kręgosłupa. Podczas treningów na trenażerze nawet najlepsza wentylacja pomieszczenia nie uchroni nas przed poceniem się, a spocone plecy w połączeniu z chłodnym strumieniem powietrza nie zawsze mają zbawienne skutki. Sam ani razu nie miałem z tym problemu, ale nie raz zastanawiałem się, czy aby nie będzie z tego powodu żadnych problemów w przyszłości. Być może lepiej byłoby, gdyby w kolejnej wersji trenażera lepiej zabudować górną stronę osłony wiatraka, lub samemu ją jakoś nakryć. Podczas treningu wyraźnie czuć kiedy nogi spowalniają w martwych punktach i automatycznie zaczynamy nad tym pracować, aby ruch stał się płynny. Jak najbardziej wskazane i porządane.

W sierpniu 2015 roku do sprzedaży trafił czujnik kadencji i prędkości komunikujący się w standardzie Bluetooth Smart z telefonami i tabletami z systemem operacyjnym Google Android i aplikacją Revbox Power App. Na podstawie danych z czujnika aplikacja wyliczy aktualnie generowaną moc, oraz pozwoli na monitorowanie również mocy, kadencji i prędkości, a także tętna (pod warunkiem użycia czujnika tętna). Po treningu dane można wyeksportować do serwisu TrainingPeaks. Na chwilę obecną nie ma wersji owej aplikacji na system operacyjny iOS pomimo zapowiedzi, że wersja taka miała być dostępna będzie jesienią 2015 roku. Niestety brak telefonu, czy tabletu z systemem operacyjnym Adroid spowodował, że nie mogłem przetestować samej aplikacji.

O ile na Antypodach Revbox Erg zyskał całkiem sporą liczbę użytkowników, to w Europie jest nadal mało znany. Być może zmieni to w tym roku, gdyż na naszym kontynencie dystrybutorem trenażerów Revbox Erg został producent rowerów marki Ridley, a zawodowa grupa kolarska Lotto Soudal (w wyścigu Paryż – Nicea startująca jako Lotto Fix ALL), z szosowym mistrzem Polski Tomaszem Marczyńskim w składzie, podpisała 5-letni kontrakt na korzystanie z nowozelandzkich trenażerów.

Możliwe, że o tym wyborze zarządu drużyny Lotto Soudal zdecydowała wyjątkowo niska waga trenażera (raptem 9,5 kg, co w porównaniu z innymi trenażerami z napędem bezpośrednim stanowi ich 1/3 masy), brak potrzeby zasilania, łatwość montażu, oraz szeroki zakres obciążeń. Opisywana głośność w wypadku grup zawodowych już nie gra roli, gdyż kolarze i tak rozgrzewają się i schładzają na świeżym powietrzu.

profil

Trenażer Revbox Erg kosztuje 3900 złotych, wraz z czujnikiem kadencji i prędkości, czyli na tle konkurencji wypada już nie tak dobrze jak na przykład w przypadku masy. Za jego sprzedaż w Polsce odpowiedzialny jest Michał Szerling, właściciel sklepu internetowego TriFit.

Trzeba przyznać, że Revbox Erg jest bardzo przydatnym narzędziem treningowym. Już pierwsza jazda spowoduje, że zaczniemy inaczej pedałować i automatycznie będziemy dążyć do tego, aby robić to jeszcze efektywniej. Oporu nam nigdy nie zabraknie, to pewne. Z przechowywaniem i transportem też nie powinno być problemów, a przeszkadzać nam mogą jedynie głośność i cena. Mam szczerą nadzieję, że ten produkt nie podzieli losów trenażera LeMond Revolution. Szkoda by było, bo to dobry, ale niestety wybitnie głośny sprzęt.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *