Trenażer Elite Turbo Muin

Zbliżająca się zima, to okres gdy co raz większa liczba kolarzy i triathlonistów zwraca swe oczy ku trenażerowi. Niektórzy z powodu warunków atmosferycznych, inni z powodu co raz szybciej zapadających ciemności, a jeszcze inni z powodu wygody, bądź obawy o własne bezpieczeństwo na drodze. Swego czasu kolarze i triathloniści do dyspozycji mieli tylko klasyczne rolki, na których często większym wyzwaniem niż sam trening było utrzymanie się w pionie. Później nastała era trenażerów, które generowały opór na tylne koło roweru. Od ich użytkowników nie wymagano już niemalże cyrkowych umiejętności ekwilibrystycznych, ale na szwank wystawiane były relacje rodzinne i sąsiedzkie z powodu generowanego hałasu. Nie inaczej było z pierwszymi trenażerami z bezpośrednim oporem. Do czasu, aż nastała era ich cichych braci reprezentowana przez trenażery Wahoo Kickr, oraz rodzeństwo Elite Turbo Muin i Elite Real Turbo Muin.

Gdy w 2014 roku przesiadłem się na cichy trenażer z bezpośrednim oporem nie mogłem się nacieszyć brakiem hałasu. Oglądanie filmów, czy słuchanie muzyki podczas jazdy na trenażerze stało się równie proste, jak podczas siedzenia na kanapie. Sytuacja zmusiła mnie jednak do poszukiwania trenażera niewymagającego źródła zasilania i tak trafiłem na Elite Turbo Muin.

Elite Turbo Muin to trenażer z bezpośrednim oporem, czyli połączony bezpośrednio z układem napędowym roweru (łańcuchem). Celem instalacji roweru na trenażerze ściągamy tylne koło z roweru, a jego miejsce zajmuje Elite Turbo Muin. Kupując ów trenażer musimy zaopatrzyć się w kasetę współpracującą z napędem roweru, którego będziemy używać na trenażerze (lub ściągnąć ją z usuniętego tylnego koła), oraz zainstalować ją na bębenku Muina. Trenażer ten kompatybilny jest z kasetami 9-, 10- i 11-rzędowymi firm Shimano i Sram, a użytkownicy 9-, 10- i 11-rzędowych napędów firmy Campagnolo muszą zaopatrzyć się w dedykowany bębenek. Z bębenkiem połączony jest układ oporowy, którego sercem jest blisko 6-kilogramowe koło zamachowe umieszczone w oleju silikonowym. To właśnie temu płynnemu układowi oporowemu zawdzięczamy brak hałasu podczas pracy trenażera, oraz bardzo realistyczne odczucia z jazdy. Trenażer Turbo Muin kompatybilny jest z rowerami szosowymi i górskimi, w których rozstaw tylnych widełek wynosi 130 lub 135 mm, a tylne koło mocowane jest za pomocą szybkozamykacza o średnicy 5 mm (standardowego). Wysokość trenażera jest tak dobrana, aby rower po instalacji znajdował się w poziomie, dlatego nie ma potrzeby stosowania podkładki pod przednie koło.

IMG_0646

W przeciwieństwie do trenażerów rolkowych, czy generujących opór na tylne koło, trenażery z bezpośrednim oporem charakteryzują się wysoką wagą i solidną budową. Turbo Muin waży blisko 17 kg (co sprawia, że nie jest idealnym trenażerem z punktu widzenia mobilności), dzięki czemu stanowi stabilną platformę dla roweru niezależnie od realizowanego treningu.

Turbo Muin nie potrzebuje energii elektrycznej do działania, a układ oporowy jest w stanie wygenerować blisko 2200 watów. Co ciekawe, obciążenie nie jest zewnętrznie regulowane. W czasie jazdy zmienia się dynamicznie wraz z zapotrzebowaniem, tj. ze zmianą przełożeń, bądź kadencji. Przyzwyczajony do zmiany obciążenia manetką, lub zewnętrzną aplikacją dosyć sceptycznie podchodziłem do tego rozwiązania, jednakże już po kilku minutach się do niego przekonałem. Co prawda utrzymanie przykładowo 180 watów z kadencją 92 rpm może być nie do końca możliwe z aptekarską dokładnością, ale zawsze jestem w stanie znaleźć kompromis pomiędzy automatycznie dobranym obciążeniem, a generowaną mocą i kadencją w przedziale zadanym przez trenera (przykładowo 170-180 W z kadencją 92-95 rpm).

Elite Turbo Muin jest najcichszym trenażerem, z jakim spotkałem się do tej pory. Zanim na niego trafiłem palmę pierwszeństwa w tej dziedzinie dzierżył Wahoo Kickr. Jednak Turbo Muin jest o klasę cichszy niż Kickr. Podczas pierwszych obrotów korby słychać wprawianą w ruch ciecz, a później słychać już niemalże sam napęd roweru. Koniec z oglądaniem filmów w słuchawkach, czy niezadowolonymi z powodu hałasu współlokatorami i sąsiadami! Bezpośredni opór w połączeniu z kołem zamachowym zanurzonym w oleju sprawiają, że przy treningu interwałowym nie ma mowy o ślizganiu się opony na rolce (których de facto nie ma), a przyspieszanie i zwalnianie odbywa się płynnie, niemalże jak w warunkach rzeczywistych na drodze.

Istnieje możliwość współpracy trenażera Turbo Muin z zewnętrznymi aplikacjami treningowymi (na chwilę obecną Zwift, Kinomap Trainer, Trainer Road, Bkool, oraz My E-Training) po wyposażeniu go w czujnik Misuro B+ (mierzący szybkość, moc i kadencję). Wspomnieć należy jeszcze o tym, że aplikacja własna Elite darmowa jest tylko przez pierwszy miesiąc i szczerze mówiąc oferuje znacznie mniej niż inne kompatybilne z trenażerem aplikacje. Chcąc cieszyć się pełną kontrolą obciążenia trenażera przez aplikacje zewnętrzne musimy zdecydować się na wyższy model trenażera, tj. Elite Real Turbo Muin (droższy o blisko 3 tysiące złotych).

Przechodzimy do kwestii najistotniejszej, tj. ceny. Sugerowana cena detaliczna trenażera Turbo Muin to 2155 złotych (w zestawie z matą treningową, ale bez kasety), a czujnika Elite Misuro B+ to 279 złotych. W sklepach internetowych cena ta wynosi około 1750 złotych, a jak dobrze poszukamy i potargujemy, to możemy zbliżyć się do 1600 złotych. Niemało, ale nadal jest to najtańszy na rynku trenażer z bezpośrednim oporem. No i najcichszy.

Trenażer Elite Turbo Muin jest idealnym wyborem dla osób ceniących sobie brak hałasu i szanujących swoich współlokatorów, bądź sąsiadów. Jeżeli zależy Wam na trenażerze niewymagającym zasilania, bezpośrednim oporem (czyli cichym i z realistycznym odczuciem jazdy) i nie potrzebujecie zewnętrzej kontroli obciążenia, to jest to produkt zdecydowanie wart rozważenia.

Trenażer Elite Turbo Muin udostępnił do testów Profesjonalny Serwis Rowerowy.

IMG_0342
el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

3 komentarzy

  1. Jaś

    Mam taki sam trenażer. Ale osiąganie na nim odpowiedniego HR, nie wspominając o prędkości, porównywalnych z
    jazdą po szosie, jest w moim przypadku niemożliwe.
    Nie mam możliwości sprawdzenia osiągów pomiarem mocy więc pozostaje jedynie HR, które jest dramatycznie
    niskie, a by wskoczyć na chociażby zakres tlenowy muszę się zdrowo nakręcić, a i jak tak nie utrzymam tego
    poziomu przez dłużej niż kilka minut, mimo że będę naprawdę zmęczony.

    Tylko ja mam takie odczucia ?

  2. Jaś

    I jeszcze taka sytuacja, że odnoszę wrażenie jakby rower na trenażerze był pod innym nieco kontem niż gdy używa się
    go na szosie. Na trenażerze jest bardzo niewygodnie, bolą mnie plecy i odległość do kierownicy wydaje się być większa.

  3. el Kapitano
    el Kapitano

    Tętno na trenażerze zazwyczaj jest niższe niż w terenie. Przykładowo trenując na statku na rowerze spinningowym
    w ogóle nie kieruję się tętnem, które jest o wiele niższe niż w terenie. Trenuję bazując na pomiarze mocy. Od czasu,
    gdy do mnie trafił, tj. od początku października, nie miałem najmniejszego problemu, żeby kręcić na nim z
    obciążeniem w przedziale od 140 do 300 watów.

    Kąt pod jakim ustawisz rower nijak nie wpływa na odległość do kierownicy. O ile nie zmieniasz długości mostka i nie
    bawisz się ustawieniami siodła, to odległość ta pozostaje niezmienna. Jeżeli masz koła o rozmiarze 700C, to rower
    znajudje się w położeniu jak z założonym kołem.

    Na trenażerze początkowo może być „ciężej” i niewygodnie, bo cały czas siedzisz, nie wstajesz z siodełka, nie
    wykonujesz mikroruchów ciałem celem utrzymywania równowagi.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *