Kask czasowy – czy warto?

Do ostatniego etapu Tour de France w 1989 roku, jakim była indywidualna jazda na czas na dystansie 24 kilometrów, Greg LeMond przystąpił na rowerze z niespotykaną wówczas kierownicą i kaskiem. W klasyfikacji generalnej Greg LeMond zajmował drugie miejsce i do prowadzącego Laurent’a Fignon’a tracił 50 sekund. LeMond radził sobie fenomenalnie w indywidualnej jeździe na czas, ale jego strata wydawała się być zbyt duża, jak na tak krótki dystans. Nikt jednak nie zdawał sobie sprawy, jak wielką przewagę nad swoim rywalem będzie miał Amerykanin. Przewagę tą dała mu kierownica przypominająca swoim wyglądem obecne kierownice czasowe, kask z długim “ogonem” bez otworów wentylacyjnych, pełne koło tylne, a także pozycja, jakiej nigdy by nie uzyskał na rowerze szosowym. Greg LeMond zyskał 58 sekund przewagi nad Francuzem i wygrał Wielką Pętlę z przewagą 8 sekund, co do chwili obecnej pozostaje najmniejszą przewagą, jaką miał zwycięzca Wielkiej Pętli.

Greg LeMond zapoczątkował swoisty wyścig zbrojeń, a także otworzył oczy producentów sprzętu rowerowego oraz naukowców na aerodynamikę.

Blisko 90% mocy generowanej podczas jazdy na rowerze wykorzystywane jest na przezwyciężenie oporów powietrza, z czego na około 70% tej wartości wpływ ma powierzchnia czołowa kolarza, czyli pozycja kolarza na rowerze. Opytmalizacja pozycji na rowerze daje największy zysk, jednakże najbardziej aerodynamiczna pozycja nie jest równoznaczna z pozycją najbardziej efektywną. Optymalizacja pozycji to sztuka kompromisu pomiędzy jak najmniejszą powierzchnią czołową oraz największą wydajnością kolarza.

Celem lepszego zobrazowania zysków wynikających ze stosowania aerodynamicznych akcesoriów kolarskich posiłkował się będę wynikami badań przeprowadzonych przez zespół James’a Martin’a (1998), zespół Greenwell’a (1995), oraz Stephanie Sidelko (2007).

Na podstawie badań zespołu Martin’a można przyjąć, że profesjonalni kolarze podczas indywidualnej jazdy na czas generują około 450 watów, a ich opór powietrza wynosi około 22 niutonów, natomiast kolarze amatorzy podczas indywidualnej jazdy na czas generują około 225 watów, a ich opór powietrza wynosi około 27 niutonów. Badania przeprowadzone przez zespół Greenwell’a dowiodły, że stosując aerodynamiczne koła opór powietrza może zostać zmniejszony o około 0,48 niutona. Skoro na około 30% oporów powietrza wpływ mają akcesoria rowerowe i sam rower, to w przypadku zarówno profesjonalisty, jak i amatora, aerodynamiczne koła dają spory zysk.

Na podstawie badań przeprowadzonych przez Stephanie Sidelko w 2007 roku można wyciągnąć o wiele bardziej interesujące wnioski dotyczące stosowania kasków czasowych. Profesjonaliści i amatorzy podczas jazdy na czas, bądź triathlonów z zabronionym podciąganiem zazwyczaj trzymają głowę w jednej z trzech pozycji:

Pozycja 1. – patrząc prosto przed siebie, przy czym koniec kasku czasowego niemalże dotyka pleców zawodnika

poz1

Pozycja 2. – patrząc przed siebie, ale nieco w dół, gdzie odległość końca kasku czasowego od pleców zawodnika wynosi około 5 centymetrów

poz2

Pozycja 3. – patrząc pionowo w dół

poz3

W porównaniu z kaskiem szosowym stosowanie kasków czasowych ma sens tylko i wyłącznie, jeżeli głowa zawodnika znajduje się w 1 lub 2 pozycji. Wówczas opór powietrza może zostać zmniejszony o wartość z przedziału pomiędzy 1,0 i 1,5 niutona (w zależności od kształtu kasku, jego powierzchni, ilości otworów wentylacyjnych, oraz kąta wiatru pozornego), czyli od 2 do 3 razy więcej niż w przypadku zastosowania kół czasowych. W pozycji 3 opory powietrza kasku czasowego i szosowego są niemalże identyczne.

Poniższa tabela prezentuje wartości liczbowe oszczędności mocy (wyrażonej w watach, dla różnych kątów wiatru pozornego) dla profesjonalistów oraz amatorów stosujących kaski czasowe testowane przez Sidelko w porównaniu z testowym kaskiem szosowym (punkt odniesienia).

 
Profesjonaliści
Amatorzy
Kąt wiatru pozornego [deg]
0
5
10
15
0
5
10
15
Najlepszy wynik w teście
35,2
29,8
29,1
22,3
14,3
12,0
11,8
9,1
Wartość średnia testowanych kasków
32,2
26,3
25,5
20,1
13,1
10,7
10,4
8,2
Najgorszy wynik w teście
22,8
20,8
21,3
15,7
9,3
8,5
8,7
6,4
 

Biorąc pod uwagę koszt kół czasowych (od 2 do kilkunastu tysięcy złotych) i kasków czasowych (od 300 do 1500 złotych), oraz zyski wynikające z ich stosowania wydawać by się mogło, że kask czasowy powinien znajdować się na pierwszym miejscu na liście życzeń triathlonisty zamierzającego startować w zawodach z zabronionym podciąganiem. Po części jest to prawdziwe, jednakże należy podkreślić kwestię wentylacji.

Kaski czasowe nie posiadają, lub posiadają niewiele otworów wentylacyjnych celem maksymalizacji laminarności przepływu powietrza, co może byc dość problematyczne w upalne dni. Owszem, istnieją kaski z wkładkami wypełnionymi żelem, lub lodem, jednakże ich właściwości chłodzące są znikome. Każdy chyba widział zdjęcia Chrissie Wellington lub Craig’a Alexander’a, którzy podczas Mistrzost Świata Ironman na Hawajach startowali w kaskach szosowych. Należy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy w danych warunkach atmosferycznych zysk wynikający z zastosowania kasku czasowego wart jest ryzykowania odwodnienia, bądź hipertermii (przegrzania organizmu).

Przy wyborze kasku czasowego nie należy zapomnieć o rzeczy najważniejszej, a mianowicie o bezpieczeństwie. Podstawową funkcją kasku czasowego jest ochrona głowy zawodnika! Na dzień dzisiejszy nikt nie zostanie dopuszczony do startu w zawodach triathlonowych bez kasku. Co więcej, przepisy narodowych, kontynentalnych i międzynarodowego związku triathlonu wymagają, aby kaski stosowane przez zawodników spełniały normy bezpieczeństwa stawiane kaskom rowerowym (dla przykładu punkt 5.4.3. Przepisów Polskiego Związku Triathlonu). Na rynku istnieje kilka firm mających w swojej ofercie “aerodynamiczne osłony głowy”, jednakże są one cieniutkie, jak wydmuszka, nie posiadają żadnych certyfikatów, a co najważniejsze nie dają żadnej ochrony. Faktem jest, że nieczęsto zdarza się, aby sędziowie sprawdzali budowę kasków czasowych lub posiadanie przez nie znaku CE (będącego świadectwem spełniania normy zamieszczone w dyrektywach Unii Europejskiej), jednakże stosując nieodpowiednie kaski zawodnicy mogą narazić samych siebie na wielkie niebezpieczeństwo.

Reasumując zaryzykuję stwierdzenie, że w triathlonie można “kupić czas”, jednakże należy te pieniądze wydać mądrze. Właściwa pozycja na rowerze, to zdecydowany priorytet. W połączeniu z kierownicą czasową, bądź przystawką (popularnie nazywaną lemondką) pozwoli nam uzyskać najlepsze efekty. Kolejną inwestycją powinien być kask czasowy. Dopiero w następnej kolejności możemy zacząć odkładać pieniądze na rower czasowy i koła z wysokim stożkiem.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *