Był triathlon, nie ma triathlonu

Duże imprezy sportowe wchodzą do kalendarza z wielką pompą, w otoczeniu marketingowych fanfar. Czasem jednak coś pójdzie nie tak i trzeba się po cichu wycofać. To wyjście bywa tak ciche, że często ginie w natłoku bieżących wydarzeń. Triathlon z jednej strony jest starszy niż większość osób go trenujących, jednocześnie jest wciąż stosunkowo młodą dyscypliną. Na dobrą sprawę w Polsce raptem od kilku lat przeżywa gwałtowny rozwój i z dyscypliny niszowej przebija się do masowej świadomości. Jeszcze dziesięć lat temu krajowych imprez triathlonowych było kilkanaście. Dzisiaj kalendarz pęka w szwach. Są jeszcze co prawda regiony, gdzie jest ich tyle, co kot napłakał, ale imprez nie dość, że cały czas przybywa, to są one organizowane coraz lepiej i naprawdę nie mamy się czego wstydzić, bo często poziom organizacyjny przewyższa zachodnie imprezy.

Fot. Andrzej Kopacki

Mogłoby się wydawać, że w takiej sytuacji trzeba naprawdę bardzo się postarać, aby impreza triathlonowa zniknęła z kalendarza. W końcu przy tak dynamicznym rozwoju i wzroście popularności dyscypliny jest to równoważne z ukręcaniem łba kurze znoszącej złote jaja. Okazuje się jednak, że nie brakuje nawet wielkich imprez, które nie wytrzymują próby czasu. A dzieje się tak niemalże na całym świecie. Nie mówię tutaj o zmienianiu organizacji, pod patronatem której zawody się odbywają, ale o tym, że niemalże z dnia na dzień ubywa nam świetnych okazji do startów w genialnych lokalizacjach. Patrząc na nasze krajowe podwórko pierwszym przykładem, jaki przychodzi mi na myśl, jest Puchar Europy w Kędzierzynie Koźlu, gdzie przez lata startowali najlepsi triathloniści. W Polsce, dawno przed czasami Ironmana w Gdyni, Challenge w Poznaniu, czy 5150 w Warszawie. W pewnym momencie w samorządowej kasie zaczęło brakować środków na jednoczesne organizowanie tak prestiżowego triathlonu i wspieranie drużyny siatkarskiej z wielkimi aspiracjami. Dlatego też nie dziwi fakt, że w pierwszej kolejności zrezygnowano z triathlonu. Zanim nastały czasy „mistrzostw Polski” na wszelkich możliwych dystansach i w najróżniejszych kategoriach, wśród amatorów liczyła się tylko jedna impreza, którą były Mistrzostwa Polski Weteranów organizowane w Środzie Wielkopolskiej. Niestety, również i ta impreza nie wytrzymała próby czasu, pomimo bycia żelaznym punktem w kalendarzu większości triathlonistów. No i jest jeszcze Challenge Poznań. Po wpadce z deklaracjami o bliskości otrzymania licencji WTC (Ironman) poznańscy organizatorzy szybko dogadali się z serią Challenge i natychmiast okrzyknęli się największą impreza triathlonową w kraju. Po przyznaniu prawa do organizacji Mistrzostw Europy na długim dystansie wszystko wydawało się być na najlepszej drodze do ugruntowania swojej pozycji i zapewnienia sobie rzeszy uczestników na kolejne lata. Jednak wpadki organizacyjne skutecznie nadszarpywały opinię o tej imprezie. Po raptem trzech latach seria Challenge znika z Polski i na jej miejsce pojawia się Super League. Zapewne nigdy nie dowiemy się, czy jest to wynikiem niechęci Challenge do organizatora, zbyt wygórowanych oczekiwań finansowych organizacji Zibiego Szlufcika, korzystniejszej oferty Super League, czy może każdego z powyższych w pewnym stopniu.

Fot. ironman.com

Z europejskiej mapy triathlonowej także znikają imprezy i to nie tylko z wielkich miast, ale i z wielkimi nazwami w tle. Weźmy na przykład taki Ironman 70.3 Budapest. Co prawda trzecia i zarazem ostatnia edycja tego triathlonu w 2016 roku nie była najszczęśliwsza, 200 metrów przed metą zmarł jeden z jego uczestników, ale co roku zawody te cieszyły się ogromną popularnością i były bardzo dobrze zorganizowane. Co więcej, w kwietniu tego samego roku WTC brało pod uwagę Budapeszt jako jedno z trzech miast gospodarzy mistrzostw świata na dystansie 70.3 mili w 2018 roku. Koniec końców czwartej edycji nikt się nie doczekał, a na temat powodów takiej decyzji – cisza. Jednak nie tylko Budapeszt zniknął z europejskiego portfolio WTC w 2016 roku. Podobny los spotkał Mistrzostwa Europy Ironman 70.3 w Wiesbaden i Ironman Mallorca. Z kolei organizatorzy Challenge Iceland otwarcie przyznali się do powodu zaniechania dalszej organizacji tego triathlonu począwszy od 2018 roku. Powodem tym oczywiście był brak sponsora. Wyścig na Islandii był dość specyficzny, ponieważ pomimo niewielkiej liczby uczestników nagrody zawodowcom trzeba było wypłacić, franczyzę opłacić, koszty organizacji niskie nie były, przeciwnie do wpływów z wpisowego, więc bez wsparcia finansowego budżet najzwyczajniej się nie spinał.

Swego czasu w Stanach Zjednoczonych, a dokładniej w latach 2007-2016, w Des Moines w stanie Iowa, organizowany był Hy-Vee Triathlon na dystansie olimpijskim. Bardzo szybko, ponieważ już w drugiej edycji w roku 2008 otrzymał status Pucharu Świata ITU. W latach 2011-2014 wyścig ten miał rangę krajowych mistrzostw serii 5150. Jednak nie ranga, a pula nagród corocznie przyciągała na start najlepszych triathlonistów z całego świata. To właśnie w Des Moines w 2009 roku miał miejsce jeden z najbardziej emocjonujących finiszów w historii triathlonu, kiedy to Simon Whitfield pokonał Brada Kahlfeldta, Jana Frodeno i Krisa Gemmella, a Emma Moffatt zakończyła swój sezon życia. Od 2008 roku zwycięzcy w rywalizacji kobiet i mężczyzn inkasowali niebagatelne 200 tysięcy dolarów każdy. Co prawda w 2011 roku kwota ta zmalała do 151,5 tysiąca dolarów, ale jednocześnie pula nagród wzrosła aż do miliona dolarów. Żaden inny triathlon nie mógł się nawet zbliżyć do takich sum. Kłopoty imprezy zaczęły się w 2013 roku, kiedy to sponsor tytularny zmniejszył swoje wsparcie i budżet na nagrody spadł z 1,1 do 0,5 miliona dolarów. Po imprezie w 2014 roku Hy-Vee w ogóle wycofało się ze wspierania imprezy, a organizująca ją firma Premier Event Management niemal cudem „uciągnęła” go do 2016 roku, aby na początku 2017 roku sprzedać prawa do jego organizacji serii Escape. I tak jeden z najważniejszych triathlonowych wyścigów na świecie stał się wyścigiem kwalifikacyjnym do Escape From Alcatraz Triathlon. Mistrzostwa Stanów Zjednoczonych Ironman w 2012 roku odbyły się w Nowym Jorku. Start w tym mieście był dla wielu Amerykanów marzeniem, ale organizacja imprezy tej rangi i na takim dystansie w nowojorskiej metropolii była koszmarem logistycznym. Pomimo pozytywnego odbioru chcąc kontynuować organizację Ironmana w „wielkim jabłku” trzeba było zwiększyć wysokość wpisowego do 1200 dolarów. I owa kwota okazała się nie tylko być powyżej progu bólu statystycznego amerykańskiego triathlonisty, ale także gwoździem do trumny tej imprezy. Po fali krytyki organizatorzy szybko zdecydowali się na wstrzymanie zapisów, zwrot wpłaconych pieniędzy i odwołanie kolejnej imprezy. Wyliczać moglibyśmy dalej kolejne odwołane triathlony serii Ironman w Stanach Zjednoczonych, Japonii, Korei Południowej, Australii i tak dalej.

Fot. Larry Rosa/Endurapix

Kończąc ten wywód nie sposób oprzeć się sparafrazowaniu słów księdza Jana Twardowskiego „spieszmy się startować w triathlonach, tak szybko odchodzą”. Każdy z nas ma jakaś triathlonową listę życzeń, tj. listę zawodów, w których chcielibyśmy wystartować. Przypadek zawodów na Islandii pokazał mi, że nie ma co czekać z odhaczaniem kolejnych punktów z mojej listy. Gdybym nie poleciał na Islandię w lipcu 2017 roku, to co prawda mógłbym z owej listy skreślić pozycję Challenge Iceland, ale nie z powodu „zaliczenia” tej imprezy. Być może także z tego powodu w nadchodzącym sezonie planuję aż cztery starty z listy życzeń. Nie ma co czekać. A pieniądze? Jakoś się odrobi…

Artykuł ukazał się w magazynie „Triathlon” będącego częścią miesięcznika „Bieganie” w marcu 2018 roku.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

4 komentarzy

  1. Bronek

    Mi Pełny Challange w Poznaniu tak uciekł.

    Liczyłem na start w imprezie o dużej randze w rodzinnej okolicy, płacąc te ~1tys za start. Nie byłem gotowy na
    pełnego, po czym po roku okazało się że pełnego już nie ma.
    Nie stać mnie (szkoda mi ;)) na start za granicą w pełnym dystansie, droższy pakiet + dojazd + nocleg.
    Więc pełny ciągle czeka a ja szlifuję 70.3.

  2. Jodyna

    Taa.. ten „pełny” w
    Poznaniu miał pływanie
    krótsze o pół kilometra…
    więc ja żałowałem, że
    tam wystartowałem. A
    szkoda mi jest np. IM
    70.3 Pula.. to było super
    miejsce na triathlon,
    fajna trasa rowerowa i
    finisz w rzymskim
    amfiteatrze.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *