Tacx Flux

Po nieco ponad roku od rynkowego debiutów flagowego modelu Tacx Neo na sklepowe półki trafił jego „biedniejszy” krewny, czyli trenażer Tacx Flux. Na półkuli północnej dla wielkości kolarzy i triathlonistów okres jazdy na trenażerze trwa od listopada do marca. Nie można się więc dziwić, że jesienią 2016 roku firmie Tacx zależało, aby Flux trafił do sprzedaży przed tym okienkiem. Zapewne wynikiem owego pośpiechu były początkowe problemy z niewielka ilością Fluxów (wg producenta mniej niż 2%), jednak w świat poszła fama, że Tacx Flux jest trenażerem wadliwym. Minął nieco ponad rok, Tacx zdążył rozwiązać swoje problemy z Fluxem, a mnie trafiła się okazja przetestowania tego modelu. Zobaczmy wiec, cóż jest wart pozbawiony bajerów Neo, czyli Tacx Flux.

Tacx Flux jest interaktywnym trenażerem z napędem bezpośrednim. Oznacza to, że zajmuje on miejsce tylnego koła w rowerze. Wyższością takiego rozwiązania nad modelami rolkowymi jest realniejsze odwzorowanie odczuć z jazdy, pozbycie się problemów ze zużyciem opony, jej uślizgami, oraz wykluczeniem wpływu ciśnienia na opór. Co więcej, rozwiązanie takie jest z reguły cichsze. W takim razie czy ma jakieś wady? Masa (choć na tym polu Flux rekordzistą nie jest ze swoimi 16 kilogramami) i cena (pomimo sugerowanej ceny detalicznej na poziomie 3599 złotych, Flux jest jednym z najtańszych interaktywnych trenażerów z napędem bezpośrednim, a jego cena stanowi 56% ceny Tacx Neo). Od swoich rolkowych odpowiedników trenażery z napędem bezpośrednim są zazwyczaj znacznie cięższe i droższe. Co oznacza „interaktywność” trenażera? Możliwość zewnętrznego sterowania obciążeniem, a wiec z poziomu aplikacji w telefonie, programu komputerowego, czy w końcu licznika.

Sercem mechanizmu oporowego Fluxa jest 7-kilogramowe koło zamachowe oraz układ ośmiu stałych magnesów i ośmiu elektromagnesem odpowiadających za zmianę obciążenia. Napęd bezpośredni oznacza, że mechanizm oporowy połączony jest za pomocą pasa z kasetą, na którą z kolei jest założony łańcuch roweru. Owa kaseta montowana jest już nie jak w przypadku trenażera Tacx Neo na bębenku wielosystemowym Edco Multisys, a na standardowym bębenku kompatybilnym z kasetami 8-, 9-, 10- i 11-rzędowymi firm Shimano i Sram (poza 11-rzędowymi kasetami XD). Gdzieś trzeba było szukać oszczędności chcąc zaoferować najtańszy z możliwych interaktywny trenażer z napędem bezpośrednim. Właścicielom rowerów z 9-, 10- i 11-rzędowym napędami firmy Campagnolo pozostaje zakup i wymiana odpowiedniego bębenka. W przeciwieństwie do trenażerów firmy Wahoo wraz z Fluxem kasety nie otrzymamy, co nie dziwi biorąc pod uwagę ilość ich wariantów. Trenażer kompatybilny jest z rowerami szosowymi z tylnymi widełkami o rozstawie 130 mm, oraz rowerami MTB z tylnymi widełkami o rozstawie 130 mm (czyli wyposażonymi w szybkozamykacze), a po zakupie odpowiedniej przejściówki (za 189 złotych) także z rowerami z osiami sztywnymi o rozmiarze 142×12 mm (z hamulcami tarczowymi). Jedynym ograniczeniem w przypadku niektórych rowerów szosowych i większości rowerów górskich jest długość wózka tylnej przerzutki, ponieważ na długi wózek w skrajnym położeniu brakuje miejsca pomiędzy kasetą, a podstawą trenażera. Wszystko dlatego, że odległość od środka osi do podstawy trenażera przy samej obudowie wynosi raptem 20 centymetrów. Nie oznacza to, że trenować na rowerze z przerzutka ą z długim wózkiem na Fluxie nie będziemy mogli. Po prostu nie będziemy mogli korzystać z części najlżejszych przełożeń, ale podczas jazdy w trybie ERG nie będzie to żadnym problemem. W przypadku trenażera Tacx Neo osobiście nie miałem problemów z ilością miejsca pomiędzy widełkami tylnego trójkąta, jednak dla posiadaczy niektórych ram okazał się on być za „gruby”. W przypadku Fluxa problem ten powinien być marginalny, jako że jest „chudszy” od Neo, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże, dlatego warto przed zakupem to sprawdzić. Trenażer skonstruowano tak, aby nie trzeba było korzystać z podstawki pod przednie koło.

Chcąc szukać różnic pomiędzy Fluxem i Neo, a co się z tym wiąże oszczędnościami przedkładającym się na niższa cenę produktu należy oprócz wspomnianego braku bębenka Edco Multisys wskazać na brak składach nóg, brak miernika mocy (który zastąpiono aproksymacją mocy na podstawie krzywej oporu, oraz co się z tym wiąże niższa dokładnością transmitowanej mocy), brak silnika (niepozwalający na symulowanie zjazdów, oraz jazdy po nierównym terenie), opór maksymalny do 1500 W i maksymalne nachylenie do 10% (zamiast odpowiednio 2200 W i 25% ze względu na mniejszą ilość magnesów oraz mniejsze „wirtualne” koło zamachowe), oraz w końcu brak kolorowego podświetlenia informującego o generowanej mocy, oraz o nieco głośniejszej pracy. O ile brak podświetlenia, bębenka Edco, symulacji zjazdów i jazdy po nierównej nawierzchni dla zdecydowanej większości osób nie powinien być jakimkolwiek problemem, to już brak miernika mocy, głośniejsza praca i mniejsze obciążenie mogą być kłopotliwe. Czy aby na pewno? Przekonajmy się?

Pomimo braku miernika mocy producent deklaruje dokładność wskazań mocy określanej na podstawie krzywej oporu trenażera na poziomie 3%. Aby jednak wynik taki osiągnąć należy na początku każdego treningu trenażer kalibrować, a dokładnie po upływie około 10 minut od jego rozpoczęcia. Producent zaleca co prawda kalibrowaniem trenażera raz na tydzień, jednak zauważyłem że przy kalibracji na początku każdego treningu wyniki określanej mocy sa najbardziej zbliżone do wyników mierzonych przez posiadane przeze mnie mierniki. Dla porównania trenażer Tacx Neo kalibracji nie wymagał. Kalibrację przeprowadza się z poziomu jednej z dwóch aplikacji Tacx w smartfonie, lub z innych aplikacji i programów treningowych posiadających funkcję kalibracji trenażera (np. Zwift), czy w końcu z poziomu licznika. Owa kalibracja polega na rozpędzeniu trenażera do prędkości co najmniej 30 km/h i zaprzestania pedałowania. W momencie kiedy nie pedałujemy mierzony jest czas, a dokładniej opóźnienie koła zamachowego. Najlepiej przeprowadzać kalibrację na „rozgrzanym” trenażerze, a wiec po wspomnianych około 10 minutach jazdy. W moim przypadku zazwyczaj w połowie lub pod koniec mojej rozgrzewki.

Za pomocą łączności ANT+ trenażer wysyła do kompatybilnych smartfonów, tabletów, komputerów i liczników dane dotyczące mocy, kadencji (określana na podstawie zmienności mocy podczas cyklu obrotu korby) i prędkości, a dzięki standardowi ANT+ FE-C możliwa jest kontrola obciążenia. Identycznie jest w przypadku łączności Bluetooth Smart, z tym że w tym przypadku dochodzi jeszcze możliwość uaktualnienia oprogramowania trenażera za pomocą aplikacji Tacx Ultility. Podobnie jak w przypadku Tacx Neo model Flux do prawidłowej pracy wymaga zasilania, co nie oznacza jednak, że bez prądu nie możemy z niego korzystać. W takim przypadku elektromagnesy nie działają i obciążenie (a właściwie jego namiastka) jest stałe. Porządnego treningu, czy rozgrzewki na przykład przed czasówka na takim obciążeniu nie zrealizujemy, ale w razie potrzeby i braku zasilania coś jednak pokręcić można. Jeśli jednak mamy zasilanie, to po kalibracji trenażera można się zabierać do konkretnej roboty. Obciążeniem trenażera możemy z zasady na dwa sposoby, tj. zadając poziom, któremu będzie odpowiadała określona moc (tryb ERG) lub ustalając nachylenie (tryb symulacji), a wiec stały poziom obciążenia. W pierwszym przypadku niezależnie od wybranych przełożeń i kadencji generowana przez nas moc będzie stała. Przydatne w szczególności w realizacji treningów interwałowych, kiedy to zamiast skupiać się na dobieraniu przełożeń, czy kadencji musimy skupić się tylko i aż na generowaniu odpowiedniej mocy. W drugim przypadku mamy do czynienia albo z ręcznym ustawieniem poziomu nachylenia, bądź poziomu obciążenia (w zależności od aplikacji), bądź pozostawiamy to w gestii oprogramowania treningowego (np. Zwift). W trybie tym dopóki sami nie zmienimy obciążenia/nachylenia w aplikacji, lub nie zmieni się ukształtowanie terenu na Zwifcie, czy podczas jazdy po zapisanej przez nas wcześniej trasie, to jedynym sposobem na lżejszą, czy cięższą jazdę będzie zmiana przełożenia. Niezależnie od wybranego trybu odczucia z jazdy są w mojej ocenie bardzo dobre. Może nie ta’ dobre jak w przypadku droższych trenażerów, ale na pewno o wiele lepsze niż na trenażerach „rolkowych”. Co prawda można czuć pewien niedosyt wynikający z lekkiego opóźnienia odpowiedzi na zmianę obciążenia (czy to w trybie ERG, czy symulacji) wynoszący około 3-4 sekundy, ale sama jazda jest płynna i po zaprzestaniu pedałowania koło zamachowe jeszcze się kręci, świec zanim się zatrzyma do ponownego rozpoczęcia pedałowania nie potrzeba dużej mocy, choć obracające się koło zamachowe powoduje „generowanie” mocy wg. trenażera jeszcze przez kilka sekund po zaprzestaniu pedałowania. Wspomniawszy o „mocy” wypada stwierdzić, że pod warunkiem przeprowadzenia kalibracji po „rozgrzaniu” trenażera wskazania mocy transmitowanej przez trenażer zgadzały się z danymi mocą transmitowaną przez pozostałe mierniki (power2max Type S i PowerTap P1). Co prawda nie były one identyczne, ale były silnie skorelowane, a różnica pomiędzy wskazaniami pozostałych mierników i trenażera wynosiła średnio 10 watów niezależnie od wartości mocy (Flux pokazywał większą mocy). W przypadku braku kalibracji wskazania mierników brzydko mówiąc rozjeżdżały się, a efekt ten był tym większy, im więcej czasu minęło od ostatniej kalibracji trenażera.

Czy 1500 W zamiast 2200 W maksymalnego obciążenia to wielki problem? Co prawda wspomniane 1500 W to wartość obciążenia chwilowego. Dla 4 minut obciążenie maksymalne wynosi 850 W, a dla 20 minut 450 W. Jeśli kręcisz więcej niż 450 W przez 20 minut i ważysz więcej niż 115 kg (limit wagi sumarycznej masy roweru i zawodnika dla Fluxa to 125 kg), to trenażer ten nie jest dla Ciebie. W przeciwnym przypadku szanse, że zabraknie obciążenia są znikome. Co innego symulowane nachylenie. Trenując ze Zwiftem nie jest problemem znalezienie nachyleń większych niż 10%. Jak się w takim przypadku zachowuje Flux? Nadal symuluje nachylenie 10%. Czy to będzie dla Ciebie problemem? Zapewne nie na tyle, aby zapłacić prawie dwa razy więcej za wyższy model trenażera. Co więcej, na tle innych trenażerów ze swoimi maksymalnymi 10% nachylenia Flux wyglada bardzo dobrze. Wróćmy na chwilę do mocy maksymalnej, która osiągniecie możliwe jest tylko na sprintach. Przez ostatnie dwa lata 10-sekundowe sprinty na stałe wpisały się do większości moich kolarskich sesji treningowych. O ile na testowanych przeze mnie wcześniej trenażerach nie miałem problemów z ich realizacją, to w przypadku Fluxa dwukrotnie zdarzyło mi się podczas sprintu stracić na nim równowagę. Na szczęście nie przewróciłem się, ale gdy za mocno pracowałem, to trenażer stracił stabilność, a upadku uniknąłem tylko dzięki szybkiemu przerzuceniu ciężaru ciała na drugą stronę. Jednak podczas „normalnego” użytkowania problemów ze stabilnością (szczególnie podczas wsiadania na rower) nie zaobserwowałem. Podczas sprintów moc transmitowana przez trenażer jest znacznie niższa niż rejestrowana przez mierniki mocy. Różnice w tym wypadku dochodzą nawet do ponad 100 W w zależności od częstotliwości pomiarów miernika. O ile nie jesteś psychofanem maksymalnych wartości, to w ogóle nie będzie miało to dla Ciebie znaczenia, ale jeśli ścigasz się „na kreskę” na Zwifcie, to już może to być pewien problem. Z tego też względu robienie sprintów powinno być wykonywane w trybie symulacji, a nie ERG.

Co prawda Flux jest głośniejszy niż Neo, jednak w mojej ocenie nadal jest to cichy trenażer. Ustawionym go na równi z trenażerem Wahoo Kickr w tej kwestii. Głośniejsza niż trenażer zapewne będzie praca napędu, a jeśli używasz wentylatora (czy są w ogóle osoby, którego go nie używają?), to w ogóle nie ma o czym dywagować. Nie ma najmniejszego problemu z oglądaniem telewizji, czy słuchaniem muzyki i nie potrzeba do tego słuchawek.

Rozwój oprogramowania i aplikacji treningowych stał się katalizatorem postępu w dziedzinie trenażerów z napędem bezpośrednim z zewnętrznie kontrolowanym obciążeniem, lub trenażerów „inteligentnych, jak kto woli. Wiadomo jednak, że jeżeli jakieś urządzenie elektryczne jest inteligentne, to z definicji jest drogie. Niestety pomimo swoich niezaprzeczalnych walorów trenażery te nie są „koniami pociągowymi” sprzedaży. Dlatego też Flux idealnie wypełnia przestrzeń pomiędzy tanimi trenażerami na tylne koło, czy zwykłymi trenażerami z napędem bezpośrednim, a modelami flagowymi. Dla przykładu trenażer Tacx Neo jest świetny, ale dla przeciętnego zjadacza chleba jest najzwyczajniej w świecie za drogi, czego nie zmienią żadne z bajerów. Flux z kolei jest przemyślanym i bardzo dobrym produktem, który kosztem mniejszej ilości funkcji daje użytkownikowi dokładnie to, czego może potrzebować do czerpania pełnej przyjemności z większości dostępnych na rynku aplikacji treningowych. Trenażera Tacx Flux nie nazwałbym zabójcą modelu Neo, ponieważ krol jest tylko jeden, a dla takiej marki jak Tacx bardzo przydatne z marketingowego punktu widzenia jest dzierżenie palmy pierwszeństwa. Niemniej jednak Tacx Flux predestynowany jest do tego, aby stać się liderem sprzedaży nie tylko wśród trenażerów holenderskiego producenta.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *