Stryd reaktywacja!

Pomiar mocy w bieganiu obecny jest już od ponad czterech lat, jednak technologia ta cały czas jest w powijakach. Do szerszego grona odbiorców idea ta trafiła w 2015 roku wraz z rynkowym debiutem miernika firmy Stryd. Idea treningu biegowego z wykorzystaniem pomiaru mocy jest młoda, ale po tym jak wielką rewolucję pomiar mocy wprowadził w treningu kolarskim, można mieć spore oczekiwania co od biegowych mierników mocy. O ile za tworzenie pierwszych biegowych mierników mocy zabierały się nikomu nieznane podmioty, to obecnie wielcy gracze dostrzegli potencjał drzemiący w tym segmencie i zabrali się do roboty. Przykładem niech będzie chociażby Garmin i jego aplikacja Connect IQ wykorzystująca dane z czujników RD-Pod, HRM-Tri, lub HRM-Run. Choć może powinniśmy nazywać rzeczy po imieniu i zamiast pomiaru mocy mówić o aproksymacji mocy, ponieważ na chwilę obecną żadne z dostępnych na rynku tego typu urządzeń biegowej mocy nie mierzy, a jedynie ją oszacowuje. Nie inaczej jest z drugą wersją miernika firmy Stryd, który z opaski na klatkę piersiową przeniósł się do poda mocowanego na bucie.

Zanim przejdziemy do opisu i oceny drugiej generacji miernika Stryd zastanówmy się po co w ogóle biegaczom pomiar mocy. Przecież przez dziesiątki lat do efektywnego treningu biegowego wystarczał pomiar czasu, a od lat 80. ubiegłego stulecia wspomagano się w tym procesie pomiarem tętna, aczkolwiek jak spojrzy się na czołowych biegaczy etiopskich, czy kenijskich, to na ich nadgarstkach nie znajdziecie żadnych urządzeń pomiarowych. Są jednak przypadki, w których zarówno tętno, jak i tempo mogą być zawodne. Dla przykładu niech to będzie trening z krótkimi interwałami, kiedy tętno reaguje z opóźnieniem, czy podczas biegania pod górę, gdy tempo nie jest wiarygodnym wyznacznikiem obciążenia. Gdybyśmy w takich przypadkach mieli dostęp do mocy generowanej podczas biegu, to moglibyśmy lepiej monitorować obciążenie i tym samym trening mógłby być efektywniejszy. Trening biegowy z mocą mógłby także służyć zwiększeniu wydajności, czyli stosunku tempa do generowanej mocy, ponieważ możliwe byłoby mierzenie wydatku energii mechanicznej podczas biegu, będącego sumą wszystkich sił wytwarzanych przez ciało biegacza w każdej fazie biegu (lądowanie, przetoczenie i odbicie) pomnożonej przez przebyty dystans i podzielonej przez czas.

Powrót do poda, to tak de facto powrót do korzeni, bo prototypowy miernik firmy Stryd miał właśnie formę poda, ale mocowanego na odzieży. Teraz mocowanie przeniesiono na but, a wiec aby do czynienia z footpodem. Dlaczego biegowy „pomiar” mocy przeniesiony został z opaski na klatkę piersiową do poda mocowanego na bucie? Ponieważ producenci zegarków biegowych powoli odchodzą od klasycznych czujników tętna zastępując je czujnikami optycznymi, oraz rzekomo z powodu wyższej dokładności pomiaru danych wykorzystywanych do aproksymacji mocy bliżej jej źródła, to jest w okolicy stóp. Stryd Pioneer mierzył ruch środka ciała biegacza w trzech płaszczyznach i następnie na podstawie tego określał moc, podczas gdy w przypadku nowszej wersji mierzony jest ruch stopy.

O tym, że pomimo nazywania Stryda biegowym miernikiem mocy jest to urządzenie, które mocy nie mierzy już wspominałem. Tak do końca nie mamy pewności czym jest wartość liczbowa nam prezentowana. Producent nazywa to mocą i swoje twierdzenie popiera wynikami badań porównawczych uzyskanymi na specjalnych bieżniach mogących ową moc mierzyć, a jej wartość ma odpowiadać kosztowi metabolicznemu biegania. W szerszej perspektywie i po dłuższej analizie wydaje się, że jest w tym rozumowaniu logika, a prezentowane wartości są powtarzalne, co jest ważne.

Najnowsza inkarnacja Stryda jest footpodem, a więc umieszczamy go na bucie, do czego służy specjalny klips. Pod swoim rozmiarem przypomina produkty konkurencji (poza footpodem firmy Polar), a wiec jest stosunkowo niewielki i waży raptem 8 gramów. Sama pozycja poda na bucie według producenta nie ma znaczenia, tak samo jak budowa buta, ale przy przekładaniu poda pomiędzy butami warto trzymać się tej samej stopy, jako że nie jesteśmy zbudowani symetrycznie. Stryd komunikuje się z kompatybilnymi zegarkami i telefonami za pomocą trybów Bluetooth Smart i ANT+. Do poprawnego korzystania ze Stryda potrzebna będzie aplikacja Stryd zainstalowana na kompatybilnym smartfonie. Wykorzystywać ją będziemy do konfiguracji poda, ewentualnego uaktualnienia jego oprogramowania, synchronizacji danych zapisanych w pamięci wewnętrznej poda, oraz do ewentualnego rejestrowania przebiegu treningu. Przy kompatybilnych zegarkach warto się chwile zatrzymać. Ponieważ moc w bieganiu jest nowym, to nie wszystkie zegarki będą w stanie owa wartość prezentować. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat sytuacja ta uległa drastycznej zmianie, ale przed inwestycją w zakup Stryda warto sprawdzić, czy nasz zegarek będzie z nim współpracował. Z listy współpracujących ze Strydem zegarków możemy wybrać większość modeli Garmina obsługujących Connect IQ, zegarki Suunto z rodzin Ambit i Spartan, Polara V800, oraz Apple Watch.

Urządzenia pomiarowe znajdujące się wewnątrz poda to przyspieszeniomierz mierzący ruch w trzech płaszczyznach, żyroskop odpowiadający za pomiar kierunku ruchu, a właściwie obrót, oraz wysokościomierz barometryczny, z którego dane wykorzystywane są do pomiaru zmiany wysokości. W aplikacji Stryd użytkownik podaje swoją płeć, wiek i masę, co w połączeniu z mierzonym wartościami pozwala na określenie mocy, kadencji, czasu kontaktu z podłożem, tempa, oscylacji pionowej, a także takich danych jak leg spring stiffness (wartość mierzona w kN/m opisująca siłę z jaką nogi odbijają się od podłoża) i form power (ilość mocy potrzebna do utrzymania „formy” nie uwzględniając kosztu metabolicznego). Za zasilanie poda odpowiada wbudowana bateria, która ładowana jest bezprzewodowo. W pełni naładowana bateria pozwala na niemal 30 godzin pracy, a jej ładowanie trwa mniej niż trzy godziny. W moim przypadku ładowałem Stryda raz na 5-6 tygodni, a poziom naładowania baterii sprawdzałem za pomocą aplikacji w telefonie. Pod posiada wbudowaną pamięć, na której można zapisać do 10 godzin treningu. Stryd posiada klasę wodoszczelności IPX7, czyli wytrzyma zanurzenie w wodzie na głębokość do 1 metra na czas 30 minut, a więc nie powinno być problemów z jego używaniem podczas większości imprez swimrunowych.

Przed pierwszym biegiem musimy sparować pod ze smartfonem, uaktualnić jego oprogramowanie za pomocą aplikacji Stryd, oraz wprowadzić swoje dane, takie jak płeć, wiek i aktualna masa. Po takim wstępnym przygotowaniu poda możemy udać się na trening biegowy i zacząć zbierać dane do analizy. Rozpoczynając swoją przygodę z biegowym „pomiarem mocy” właśnie od tego będziemy musieli zacząć, tj. od zbierania i analizy danych. Chcąc spróbować treningu w oparciu o dane ze Stryda nie obędzie się bez wykonania testów mających na celu określenie stref treningowych, ale w tym celu należy zagłębić się w dwie dostępne obecnie pozycje traktujące o treningu biegowym opartym na mocy, czyli „Run with power” autorstwa Jima Vance’a i „The secret of running” autorstwa Hansa Van Dijka i Rona Van Megena, lub skorzystać z wytycznych aplikacji Stryd na smartfonie. Biegowe strefy mocy są o wiele węższe niż w przypadku ich kolarskich odpowiedników, przez co utrzymywanie się w nich jest bardziej skomplikowane, ponieważ większość zegarków nie posiada możliwości alarmowania o ich opuszczeniu.

Trenując z dwoma zegarkami i dwoma wersjami Stryda, tj. opaską na klatkę piersiową i footpodem, zauważyłem że wartości „mocy” przez nie prezentowane są inne, przy czym nowsza wersja Stryda daje wyższe wartości. Jest to zrozumiałe biorąc pod uwagę inne umiejscowienie czujników, ale dla osób, które „przesiadły” się z wcześniejszej wersji czujnika oznacza uczenie się od nowa. Jak już wspominałem aproksymowana moc zależy w dużej mierze od masy biegacza, dlatego tak ważne jest aktualizowanie jej w aplikacji Stryd. Na płaskich odcinkach przy bezwietrznej pogodzie zaobserwowałem dużą powtarzalność prezentowanych wartości „mocy” w odniesieniu do aktualnego tempa. Na pofałdowanych trasach Stryd radzi sobie w miarę poprawnie dzięki zastosowaniu wysokościomierza barometrycznego. Przykładowo ważąc 76 kilogramów na płaskiej trasie przy bezwietrznej pogodzie utrzymanie tempa około 4:30/km wymaga ode mnie generowania niecałych 300 W. Jednak na podbiegu o średnim nachyleniu 6% ta sama moc odpowiada tempu 6:00/km. Początkowo nie byłem zadowolony ze wskazań miernika na zbiegach, jednak od wersji oprogramowania 1.1.2 wydaje się być ona lepiej odwzorowana. Biegnąc pod górę „generowane” są najwyższe wartości mocy, które ciężko osiągnąć biegnąc po płaskim. Niestety czujnik nie uwzględnia oddziaływania wiatru, wiec biegnąc pod wiatr z tą samą intensywnością automatycznie biegnę wolniej, co z kolei wpływa na zmniejszenie wartości mocy, sugerując mniejszy wydatek energetyczny. I to jest chyba największym problemem tego urządzenia. Wydawać by się mogło, że podczas biegania „w czterech ścianach” problemów takich nie ma, jednak na bieżni mechanicznej urządzenie nie jest w stanie określić nachylenia pasa. Można to obejść korzystając z aplikacji Stryd na smartfonie do rejestrowania przebiegu aktywności i ręcznie zmieniać nachylenie w aplikacji wraz ze zmianą nachylenia bieżni. Jeszcze jedną kwestią, którą warto poruszać jest masa, a dokładniej jej zmiana wraz z postępem sesji treningowej. Załóżmy, że biegniemy przez dwie godziny w upalny dzień. Jak by się nie starać, to nie uda nam się uzupełnić w 100% ubytku masy spowodowanego odwodnieniem, czego Stryd także nie jest w stanie uwzględnić w swoich obliczeniach.

Jednym z potencjalnych zastosowań biegowego miernika mocy jest praca nad ekonomią biegu, czyli utrzymaniem stałego tempa przy jak najmniejszym wydatku energetycznym. Po raz kolejny mamy piękną ideę wspomaganą danymi liczbowymi określanymi przez miernik, jednak konia z rzędem temu, kto będzie w stanie na tyle świadomie pracować nad techniką biegu, aby osiągnąć zamierzony cel.

Miejscem pozwalającym na najdokładniejszą analizę danych zbieranych przez czujnik Stryd jest platforma Stryd Power Center. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dane analizować na innych platformach, jak chociażby Garmin Connect, Suunto Movescount, TrainingPeaks, czy SportTracks, ale Stryd Power Center jest najbardziej rozbudowaną z nich. Zapisawszy przebieg sesji treningowej za pomocą zegarka firmy Garmin lub Suunto mamy możliwość automatycznej synchronizacji danych z sesji treningowych. Podobnie ma się sytuacja w przypadku rejestracji przebiegu aktywności za pomocą aplikacji Stryd w smartfonie, lub w pamięci wewnętrznej urządzenia. Korzystając z Polara V800 lub zegarka Apple Watch musimy ręcznie skopiować plik z zapisanymi danymi do platformy Stryd Power Center. Z poziomu platformy możemy automatycznie przesyłać każdą nową sesję treningową do innych platform, m. in. TrainingPeaks, czy Strava. Tylko na platformie Stryd Power Center możemy analizować dane takie jak Form Power i Leg Spring Stiffness, korzystać z planów treningowych opartych o pomiar mocy, wzrost formy biegowej na podstawie narastającego zmęczenia (odwzorowanego za pomocą akumulacji punktów RSS, będącego odpowiednikiem kolarskich TSSów), czy wykresy pokazujące intensywności z jakimi trenujemy i czas ich trwania. Jeśli ktoś na serio myśli o treningu biegowym w oparciu o pomiar mocy, to Power Center powinien być jego podstawowym narzędziem pracy, ponieważ samo bieganie z mocą nie wystarczy.

Wraz z upływem czasu coraz mniej uwagi zwracałem na aktualną wartość mocy, ale nie oznacza to, że z urządzenia zrezygnowałem. To, czym Stryd mnie zachwycił jest dokładność pomiaru tempa. Przyznam szczerze, że na tym polu Stryd jest po prostu doskonały. Przede wszystkim dlatego, że nie wymaga kalibracji. Od razu po wyciągnięciu z pudełka i sparowaniu z zegarkiem mamy footpod o najwyższej dokładności z jaką się spotkałem, a wszystko dzięki świetnemu przyspieszeniomierzowi i algorytmowi obliczającemu tempo. Niezależnie od tego, czy biegałem na bieżni lekkoatletycznej, na asfalcie, w terenie, czy na bieżni mechanicznej, we wszystkich zakresach prędkości prezentowane tempo zgadzało się z rzeczywistym. Footpod jest kalibrowany automatycznie co każde 5 kroków, co nie oznacza, że nie można go kalibrować ręcznie, bo prędzej czy później może zajść taka potrzeba, ale przez blisko półtora roku takowej nie miałem. Kalibrując ręcznie Stryda wpływamy tylko na wskazania tempa, a nie mocy. Zawsze biegałem z footpodem, a teraz zastąpiłem go Strydem i oprócz dokładnej wartości aktualnego tempa mogę rejestrować „moc” i zbierać dane do późniejszej analizy. Niestety nie w każdym zegarku możliwe jest korzystanie jednocześnie z zapisu pozycji satelitarnej i pomiar przebytego dystansu z footpoda, ale w przypadku zegarków z rodziny Garmin Fenix 5 i Forerunner 935 jest taka opcja i ostatnio tylko z niej korzystam. Jest to idealny sposób, aby posiadać jednoczesny zapis pozycji, jak i bardzo dokładny pomiar odległości, szczególnie w terenie gdzie satelitarny pomiar odległości obarczony jest większym błędem (gęsty las, wśród wysokich budynków, bądź w przypadku zwiększonej aktywności jonosferycznej).

Czy trening biegowy w oparciu o moc jest komukolwiek potrzebny? Szczerze mówiąc chyba jeszcze nie. Przez dziesiątki lat trenowano w oparciu o tempo, a później także tętno i pozwalało to uzyskiwać fantastyczne wyniki. Być może z czasem moc w bieganiu pomoże w treningu, ale na pewno go nie zastąpi. Na chwilę obecną jest to chodzenie po omacku i obserwowanie. Trzeba poczekać przede wszystkim na urządzenia, które będą faktycznie mierzyły moc biegową, potrafiły uwzględniać oddziaływanie wiatru i rodzaj podłoża, oraz na sprawdzoną metodykę treningu biegowego w oparciu o pomiar mocy, ponieważ skopiowanie wzorców z kolarstwa nie wystarczy. Stryd w szczególnych przypadkach, a wiec podczas biegu na asfaltowej trasie w bezwietrzny dzień jest urządzeniem, które pozwala na w miarę dokładne dobieranie wysiłku w zależności od długości jego trwania niezależnie od ukształtowania terenu. Problemy zaczynają się jednak gdy do równania dołożymy wiatr i różne rodzaje podłoża, bo przecież bieganie po piasku, szutrze, czy asfalcie wymaga innego wydatku energetycznego. Na papierze można świetnie „sprzedawać” to urządzenie osobom, które mają naturalne „ciągotki” do nowinek technicznych (a takimi ewidentne są triathlonisci), jest im znana koncepcja treningu kolarskiego opartego na pomiarze mocy, oraz szukają składnika X, dzięki któremu niewielkim nakładem pracy uda im się wspiąć na wyżyny swoich możliwości. Rzeczywistość jest jednak zgoła odmienna. Nie ma co liczyć, że biegacze od lat przyzwyczajeni do biegania ze stoperem rzucą się na biegowe mierniki mocy dopóki trening w oparciu o moc nie przełoży się na widoczne postępy w osiąganych wynikach. Osoby zamierzające zaopatrzyć się w miernik Stryd muszą być świadome tego, że sama prezentacja jakiejś wartości szumnie nazywanej „mocą” nic nie znaczy. Jest to kolejna wartość, obok leg spring stiffness, czy form power, z którymi nic oprócz patrzenia się na nie nie zrobimy, jeśli nie zaczniemy analizować, wyciągać wniosków, szukać korelacji i starać się budować wokół nich trening, a to wymaga czasu, którego amatorom najzwyczajniej w świecie brakuje i śmiem twierdzić, że więcej zyskaliby gdyby poświęcili go na trening. Niemniej jednak kibicuję twórcom biegowych mierników mocy i chciałbym, żeby postęp w tej dziedzinie nie tracił rozpędu, bo widać w niej potencjał. Nie oznacza to, że nie ma sensu stosować obecnych biegowych mierników mocy. Należy jednak znać ich ograniczenia i starać się obcować z nimi z rozsądkiem. Biorąc pod uwagę, że druga wersja biegowego „miernika” mocy Stryd kosztuje 199 dolarów śmiem twierdzić, że nie podbije ona serc i kieszeni zarówno triathlonistów, jak i biegaczy dookoła globu. Garmin sprytnie wprowadził do swoich najnowszych zegarków podobną funkcjonalność, pozwalając korzystać z obecnie posiadanych czujników tętna. Tym co wyróżnia Stryd jest dokładność pomiaru tempa, oraz związanego z nim przebytego dystansu. Na tym polu Stryd nie ma sobie równych, ale cały czas jest to za mało, aby uzasadnić wydatek blisko 800 złotych. Być może dlatego producent wprowadził na rynek okrojoną wersję Stryda, czyli footpod Stryd Live, który służy tylko do pomiaru tempa, dystansu i kadencji, a jego cena wynosi 99 dolarów.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

2 komentarzy

  1. slaszLDR

    Był kiedyś taki fajny zegarek „multispotowy” firmy Polar model RS800SD. Miał foodpoda, który wymagał precyzyjnej
    kalibracji, ale odwzajemnial się biegaczowi pokazywaniem prędkości chwilowej z dokładnością do +/- 2s na km.
    A jak wiadomo tego zegarki oparte o GPS nie potrafią. No i dystans mierzył z dokładnością lepsza niż 1% niezależnie
    czy od prędkości biegu nawet jeśli był to skip lub wieloskok. Gubił się jedynie na bardzo miękkim podłożu jak piach lub
    śnieg.

    Rozumiem, że ten Stryj daje to samo przy zachowaniu reszty dobrodziejstw 5X?

  2. el Kapitano
    el Kapitano

    @slaszLDR z dokładnością pomiaru tempa i dystansu jest nawet lepiej niż w przypadku Polara, o którym piszesz. Tylko cena o wiele większa.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *