On Cloudflow

Z butami biegowymi, a dokładniej z ich rynkiem jest w mojej ocenie bardzo podobnie, jak z rowerami. Kilku wiodących producentów, którzy podzielili między siebie większa cześć tortu, oraz… reszta. Co roku nowy ulepszony model, który od poprzedniego na pierwszy rzut oka różni się tylko kolorystyką, podczas gdy materiały reklamowe trąbią o wyższości nowego modelu nad poprzednim. Wydaje się, że każdy nowy gracz na rynku jest skazany na pożarcie, na egzystencję w cieniu wielkich koncernów, a jedynym sposobem na przebicie się jest albo znalezienie sobie niszy, albo stworzenie produktu nietuzinkowego podpartego świetnym marketingiem, albo modą. Jest w tym sporo generalizacji i uproszczeń, ale właśnie tak to wygląda.

Jednym z takich „nietuzinkowych” producentów obuwia biegowego jest szwajcarska firma On, założona w 2010 roku przez byłego zawodowego triathlonistę Oliviera Bernharda wspólnie z Davidem Allemanem i Casparem Coppettim. Na czym polega owa nietuzinkowość, a właściwie co jest znakiem rozpoznawczym obuwia On? Właśnie to, co jako pierwsze rzuciło Wam się w oczy, czyli konstrukcja podeszwy, a dokładniej „chmury”, pody, czy mówiąc językiem producenta CloudTec. Podeszwa ta cechuje się tym, że amortyzuje lądowanie, po czym twardnieje, aby minimalizować straty energii, oraz poprawić odbicie.

Pierwszym butem firmy On, który wszedł do produkcji seryjnej był model Cloudsurfer. Model On Cloudflow zadebiutował na rynku jesienią 2016 roku, a w moje ręce, a dokładniej na moje stopy trafił latem 2017 roku. W ciągu tych kilku miesięcy udało mi się przetestować je niemal we wszystkich warunkach atmosferycznych, na wielu dystansach, na różnych rodzajach nawierzchni, biegając z różnymi prędkościami, oraz przede wszystkim w różnych sportach. Wszak bieganie, bieganie po rowerze (triathlon i duathlon), czy bieganie przeplatane z pływaniem (swimrun), to zupełnie inne bajki.

Zacznijmy od krótkiego opisu buta. On Cloudflow to według producenta but treningowo-startowy, w którym za amortyzację odpowiada układ 18 podów (CloudTec). Wysokość podeszwy wynosi 22 i 16 mm odpowiednio pod piętą i pod palcami), a więc buty posiadają stosunkowo niewielki 6-milimetrowy spadek, co już może sugerować, że jest to but promujący lądowanie na środkowej części stopy. Producent podaje masę 230 gramów dla rozmiaru 40, a moja para w rozmiarze 44 liczy sobie 257 gramów. Wynik ten plasuje Cloudflow w czołówce jeśli weźmiemy pod uwagę lekkość butów. Wszystkie te dane, oraz wizualnie niewielka ilość materiału amortyzującego spowodowały, iż zanim zacząłem w Cloudflowach biegać, to sklasyfikowałem je jako buty startowe nadające się na dystanse do 10 kilometrów włącznie. Książki jednak nie należy oceniać po okładce, a tym bardziej po spisie treści, ale o tym później.

Mam stosunkowo szerokie stopy i wysokie podbicie więc czasami dobranie butów biegowych jest dla mnie wyzwanie, ale po zdalnej konsultacji ze sprzedawcą i biorąc pod uwagę fakt, że buty zawsze mogę wymienić zdecydowałem się na ten sam rozmiar jak w przypadku butów firm New Balance i Brooks, co okazało się być strzałem w przysłowiową dziesiątkę. Zgodnie z oczekiwaniami buty okazały się być lekkie i elastyczne. Wykonana w bezszwowej technologii cholewka świetnie opasa stopę, jednocześnie nie powodując jakiegokolwiek ucisku. Jako że planowałem używać tych butów do startów triathlonowych, to na pierwszy 15-kilometrowy trening udałem się bez skarpet, co przypłaciłem odciskiem na prawej pięcie, jednak. Poza tym żadnych obtarć. Już od pierwszych kroków nabrałem przekonania, że w tych butach nie da się wolno biegać. To nie są buty do codziennego tłuczenia dziesiątek kilometrów. Niski spadek w połączeniu z konstrukcją tylnej części podeszwy (brak zaokrąglenia podeszwy pod piętą) wymuszają lądowanie na śródstopiu, a środkowa cześć podeszwy wykonana w technologii Speedboard faktycznie usztywnia but w trakcie wybicia. Samo lądowanie jest stosunkowo miękkie. Na tyle, że po kilku treningach musiałem zrewidować swoje początkowe przekonanie o dystansach na jakich mógłbym startować w tych butach. Bieganie po asfalcie, a dokładniej szybkie bieganie po asfalcie nawet pomimo wysokiego tempa było czystą przyjemnością. Na twardych odcinkach leśnych i szutrowych to samo. Ani przez moment nie czułem, aby mi brakowało amortyzacji. Buty jak znalazła do treningów tempowych i interwałowych. Po kilku treningach po odcisku nie było śladu więc wystarczyło jeszcze wymienić sznurowadła na elastyczne i buty były gotowe do swojego triathlonowego debiutu na początek na dystansie olimpijskim.

Cholewka jest wykonana w taki sposób, że odprowadzanie wody z wnętrza buta nie jest najmniejszym problemem. Dodawszy do tego wygodne i bezszwowe wnętrze cholewki, język zintegrowany z cholewką, oraz startowy charakter buta, to mamy gotowy przepis na niemalże idealne buty triathlonowe. Jest jednak jedno ale. Wszystko pod warunkiem, że nawierzchnia po jakiej biegamy jest sucha. Niestety podeszwa butów On Cloudflow nie cechuje się wybitną przyczepnością na mokrym asfalcie, przez co w niektórych sytuacjach, jak na przykład w pokonywanych szybko zakrętach, czy przy nagłej zmianie tempa może dojść do uśliźnięcia się stopy. Co prawda zdarzyło mi się to tylko dwukrotnie, ale do czegoś muszę się przyczepić.

Niestety bardzo dobre odprowadzanie wody z wnętrza buta nie oznacza, że Cloudflow nadaje się do swimrunu. Owszem, buty są bardzo lekkie, jak już wspominałem świetnie odprowadzają wodę, ale podeszwa nie nadaje się do biegania w terenie, co jest nieodłącznym elementem zawodów swimrunowych. Do tego celu zapewne lepiej nadawałyby się buty On Cloudventure Peak.

Popularność marki On w krajowym środowisku triathlonowy rośnie, co było szczególnie zauważalne na przestrzeni ostatniego roku. Co prawda to, czy buty się podobają jest kwestią gustu, ale nie sposób nie przyznać im tego, że ich wygląd chociażby intryguje. Szwajcarom udało się stworzyć świetny but startowy, który zadowoli tych biegaczy, jak i triathlonistów, którzy szukają lekkich butów promujących lądowanie na śródstopiu, oczywiście o ile barierą nie będzie cena. 650 złotych to jak za buty biegowe bardzo dużo. Zapewne niejedna osoba pomyśli, że wszystko dlatego iż tworzona je z myślą o triathlonistach, ale przy biorąc pod uwagę zastosowane materiały, oraz produkcję w Szwajcarii, to wysoka cena nie powinna dziwić. Szukając nowego buta startowego zaryzykowałem i wybrałem On Cloudflow sięgając głębiej do kieszeni i wyboru nie żałuję. Owszem, buty same nie pobiegną, bo przecież z pustego i Salomon nie naleje, ale w Cloudflowach biega mi się nie dość, że jakby szybciej, to i wygodnie nawet na dystansie półmaraton przy moich 76 kilogramach. Jestem z nich do tego stopnia zadowolony, że na start w Norsemanie rozważam zakup butów On Cloudventure Peak, nazywanych terenowymi Clowdflowami.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *