Trening w czasie dojazdu do pracy

Niezależnie od tego, jak świetnie zarządzamy swoim czasem oraz godzimy obowiązki rodzinne i zawodowe z treningami triathlonowymi, to doba ma jedynie 24 godziny i czasami po prostu zaczyna kilku dodatkowych brakować.

Z racji tego, że jesteśmy amatorami, logicznym jest, że treningi nie powinny mieć negatywnego wpływu na nasze obowiązki zawodowe i rodzinne, przeciwnym wypadku warto kilka rzeczy porządnie przemyśleć. Jednym ze sposobów na wysupłanie dodatkowego czasu na trening może być dojazd na rowerze lub bieganie do i z pracy. Zastanówmy się jednak, czy trening w czasie dojazdu do pracy ma sens.

Podstawowym ograniczeniem w dojazdach do pracy na rowerze lub bieganiu do pracy jest możliwość odświeżenia się i przebrania przed rozpoczęciem swojej „zmiany” oraz odpowiednie zabezpieczenie sprzętu na jej czas. Na szczęście coraz częściej ten problem jest zauważany, szczególnie wśród pracodawców korporacyjnych, którzy udostępniają swoim pracownikom nie tylko szatnie, ale też prysznice i miejsca do przechowywania sprzętu sportowego. Co więcej, coraz powszechniejszy jest fakt zapewniania przez pracodawcę w ramach pakietu socjalnego darmowego serwisu rowerowego dla pracowników. Nie da się jednak ukryć, że rowerowa wyprawa do pracy nie jest dla każdego. Jest to kwestia bardzo indywidualna.

Fot. kcxd

Przede wszystkim nie łudźmy się, że dojazd do pracy na rowerze będzie pełnoprawnym zastępstwem prawdziwego treningu kolarskiego. Oczywiście, wszystko zależy od odległości, jaką musimy pokonać w drodze do pracy, oraz liczby „przeszkadzaczy” w postaci świateł, przejazdów kolejowych itp., jakie spotkamy na swojej drodze. Bezpiecznie można założyć, że w większości przypadków dojazd do pracy zajmowałby około godziny. Rozsądne wplecenie tego w plan treningowy pozwala na wykorzystanie niektórych porannych jazd jako jednostek jakościowych, na przykład poprzez wplecenie jednego lub dwóch dziesięciominutowych odcinków pokonywanych w strefie „tempo”, czy większej liczby jednominutowych powtórzeń powyżej progu przemian beztlenowych. W pierwszym przypadku będziemy pracować nad zwiększaniem wydolności tlenowej, w drugim beztlenowej. Jazdę powrotną możemy natomiast potraktować jako aktywną regenerację. Jeśli jednak chcemy zrealizować dłuższą jednostkę treningową po pracy, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby do domu wrócić okrężną drogą i przykładowo zamiast wspomnianej wcześniej godziny wracać trzy razy dłużej.

Oczywiście, jeśli istnieje taka możliwość, to w niektóre dni zamieńmy rower na buty biegowe i pobiegnijmy do pracy. Nawet jeśli nie cały dystans, to choć jego część. Jednak bieganie dwa razy dziennie dla większości amatorów nie jest najrozsądniejszym pomysłem i lepiej do domu wrócić środkami komunikacji zbiorowej lub z kimś, z kim pracujemy i kto mieszka w pobliżu nas. Dla chcącego nic trudnego.

Fot. cdelmoral

Popularne przysłowie mówi, że „tak krawiec kraje, jak mu materiału staje”. Jeśli ciągle brakuje ci czasu na trening, to rozważ opcję trenowania podczas dojazdu do pracy, być może okaże się, że dzięki temu uda ci się zyskać kilka godzin w tygodniu. No i pamiętaj, że nie musisz na zawsze rezygnować z samochodu. Wszak każdy jest panem własnego losu.

Artykuł ukazał się w magazynie „Triathlon” będącego częścią miesięcznika „Bieganie” we wrześniu 2017 roku.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

4 komentarzy

  1. bobiko

    Niestety w moje firmie nie ma prysznica, więc pełnoprawny trening, nawet taki krotki intwerwałowy nie wchodzi w grę
    – co innego po pracy, mając średnio 2-3h wolnego można nieźle sobie potrenować. Ale… jeśli nic nie stoi na
    przeszkodzie, to biorę rower i dojeżdżam do pracy. I tak od 2-3 sezonów..

    Co do przechowania roweru i ciuchów, to tutaj fajnie mam ustawione, pod kontrolą 🙂

  2. Michał

    A ja mam w biurze… wannę! 😀 Ale za to za blisko, żeby dojazdy nazywać „treningiem” (10 minut) 😉 Niemniej jednak,
    dla amatora takie kilka(naście) minut ruchu codziennie rano to i tak spory bonus do kondycji.

    PS. Skoro to z magazynu „Triatlon”, to dlaczego pominąłeś opcję popłynięcia do pracy? 😉 A nuż ktoś mieszka po
    drugiej stronie rzeki, kanału czy innego morza…

  3. Tomek

    Na swoim przykładzie mogę
    powiedzieć że wykorzystanie
    dojazdów do pracy jako dodatkowy
    trening jest jak najbardziej opłacalne i
    w moim przypadku wciągnęło mnie to
    w rower czego się nie spodziewałem.
    Zacząłem z końcem marca zeszłego
    roku na starym rowerze trekingowym,
    w sierpniu przesiadłem się na
    używaną szosę. Mam do pracy ok 10-
    12 km w jedną stronę. Jeżdżę do dzisiaj
    ok 3-4 razy w tygodniu. Średnie tętno
    spadło do ok 145-153, średnia
    prędkość wzrosła do 32-35km/h
    średnia kadencja obecnie oscyluje w
    okolicach 95-98, do dzisiaj zrobiłem w
    rok ok 5 tys km. Wcześniej jeździłem
    rowerem jedynie latem i od czasu do
    czasu, a teraz przerodziło się to w
    pasję 🙂

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *