Wahoo KICKR Snap

Moja pierwsza styczność z firmą Wahoo to rok 2011. Trenowałem wówczas z zegarkiem Garmin Forerunner 910XT i podczas pobytu na statku moim jedynym sposobem na transferowanie zapisu treningów do platformy Garmin Connect było wykorzystanie smartfona, komunikacji ANT+ i aplikacji Wahoo, natomiast jedyną opcją na połączenie tego wszystkiego był adapter Wahoo Fitness. W 2013 roku firma Wahoo wkroczyła na głębokie wody i wprowadziła na rynek inteligentny trenażer z napędem bezpośrednim, a mianowicie model KICKR. Zarówno trenażer sam w sobie, jak i otwarcie się firmy Wahoo na współpracę z zewnętrznymi programistami, spowodowały, że stał się on hitem sprzedaży i niekwestionowanym liderem rynku w kategorii topowych trenażerów, a także wyznaczył nowe standardy dla pozostałych producentów. Dwa lata później do sprzedaży trafił model Wahoo KICKR Snap. Na pierwszy rzut oka „biedniejszy krewny” oryginalnego KICKRa. Minęły kolejne dwa lata i światło ujrzały odświeżone modele trenażerów Wahoo KICKR i KICKR Snap. Jeden z egzemplarzy Snapa drugiej generacji trafił do mojej jaskini treningowej, abym po czterech latach przygody z KICKRem pierwszej generacji mógł się przekonać, czy faktycznie tańszy, znaczy „biedniejszy krewny”, a przede wszystkim pozwoliło mi sobie zdać pytanie dla kogo jest przeznaczony ten trenażer i poszukać na nie odpowiedzi. Zapraszam do lektury.

Wahoo KICKR Snap jest trenażerem z oporem przykładanym do tylnego koła, a więc jego zasada działania nie różni się znacznie od tych trenażerów, które dostępne są na rynku od dziesiątków lat. Co więcej, holenderska firma Tacx już od kilkunastu lat w swojej ofercie ma trenażery komunikujące się z komputerami (a także tabletami i smartfonami) celem umożliwienia wirtualnej rywalizacji, czy wizualizacji tras treningowych. Jednak KICKR Snap w momencie swojego rynkowego debiutu oferował swoim użytkownikom coś więcej. Podczas gdy większość producentów „inteligentnych” trenażerów zamykała swoich użytkowników w klatkach własnego oprogramowania, Wahoo otwarte było na współpracę z niemal każdym programistą kolarskiego oprogramowania treningowego. Z każdym dniem liczba aplikacji treningowych wspierających trenażery firmy Wahoo rosła i doszło do tego, że nawet pozostali producenci trenażerów zaczęli otwierać swoje aplikacje na współpracę z trenażerami firmy Wahoo. Jednak prawdziwym krokiem milowym we wzroście sprzedaży trenażerów KICKR i KICKR Snap był wzrost popularności programu treningowego Zwift. KICKR był jednym z pierwszych trenażerów, którego obciążenie było regulowane wraz ze zmieniającym się ukształtowaniem wirtualnego terenu na Watopii. Jednak Wahoo KICKR miał też jedną poważną wadę, którą była cena, niekoniecznie do przełknięcia dla każdego zainteresowanego. I tu pojawiło się miejsce na ekonomiczniejszy model, którym stał się Snap. Blisko o połowę tańszy, z oporem na tylne koło zamiast bezpośrednim, z nieco gorszą specyfikacją, ale zachowujący otwarte podejście do sterowania jego pracą przez zewnętrzne aplikacje treningowe.

Gdy Snap trafił w moje ręce pierwszym co zwróciło moją uwagę była jego masa. Jeszcze nigdy nie spotkałem się z trenażerem z oporem na tylne koło ważącym ponad 17 kg. Wszystko za zasługą pancernej wręcz konstrukcji. Trenażer wykonano ze stalowych profili, a za opór odpowiada elektromagnetyczny silnik w połączeniu z blisko pięciokilogramowym kołem zamachowym. Dzięki owemu kołu zamachowemu Snap także jest rekordzistą w klasie wagowej trenażerów z oporem na tylne koło. Większa masa koła zamachowego przyczynia się do dokładniejszego odwzorowania realizmu jazdy, czyli w prostszych słowach, wrażenia z jazdy na trenażerze są bliskie rzeczywistości. Snap drugiej generacji cechuje się nieco wzmocnioną konstrukcją w stosunku do swojego pierwowzoru dzięki czemu będzie kompatybilny z modułem Wahoo Climb. Ów Wahoo Climb to nic innego jak „podnośnik” zajmujący miejsce przedniego koła odpowiadający za symulowanie nachylenia roweru mającego na celu odwzorowanie pozycji na podjazdach. Oprócz wzmocnionej konstrukcji wizualnie różni się także obecnością dwóch diod umieszczonych w okolicy kola zamachowego i sygnalizujących połączenie ANT+ i Bluetooth Smart.

W przeciwieństwie do trenażera Wahoo KICKR chcąc trenować na Wahoo KICKR Snap nie musimy ściągać tylnego koła z roweru, ponieważ tylne koło wpinamy do trenażera KICKR Snap. Aby to jednak zrobić należy zmienić zacisk w tylnym kole na dołączony w zestawie szybkozamykacz. Dlaczego? Ponieważ w większości przypadków standardowe szybkozamykacze nie są wystarczająco wytrzymałe aby stanowić punkt mocowania, a poza tym nie pasują do uchwytu Snapa. Tak więc zmieniwszy zacisk tylnego koła wstawiamy rower do trenażera, regulując lewą śrubę dobieramy pozycję roweru względem rolki, a następnie zamykamy wajchę z prawej strony. Po tym wszystkim pozostaje dociśnięcie rolki oporowej do tylnego koła, co robimy niebieskim pokrętłem. Po tym jak rolka dotknie koła wykonujemy jeszcze dwa pełne obroty pokrętła. Jeśli tylna opona napompowana jest z ciśnieniem pomiędzy 110 i 120 psi (7,5 – 8,2 atmosfer), to właśnie takie dociśnięci rolki do koła jest optymalne pod względem dokładności „pomiaru mocy” i unikania uślizgów tylnego koła. Zapomniałbym jeszcze o najważniejszym – trenażer należy podłączyć do źródła zasilania. Silnik elektromagnetyczny trenażera KICKR Snap wymaga zasilania, ponieważ w przeciwnym razie jego opór jest zbyt niski do zrealizowania jakiegokolwiek sensownego treningu. KICKR Snap kompatybilny jest z kołami o rozmiarach od 24” do 29” (z zastrzeżeniem, że zaleca się korzystanie tylko z „gładkich” opon, które są cichsze, nie ślizgają się, ani nie zużywają nadmiernie na rolce), oraz z osiami o długości 130 lub 135 mm, a w przypadku skorzystania z zakupionego dodatkowo adaptera także z osiami sztywnymi o rozmiarach 142×12 mm.

Po takim przygotowaniu sprzętowym przechodzimy do oprogramowania. Przygodę ze Snapem powinniśmy rozpocząć od zainstalowania aplikacji Wahoo Fitness na tablecie lub smartfonie z systemem operacyjnym iOS lub Android, ponieważ to właśnie za jego pomocą możemy dokonać zaawansowanej kalibracji naszego trenażera. Powinniśmy od niej zaczynać po każdorazowym umieszczeniu roweru na trenażerze (a co się z tym wiąże zmianie docisku opony do rolki). Po uruchomieniu aplikacji i sparowaniu z nią trenażera przechodzimy do jego ustawień, gdzie znajdziemy dwie opcje kalibracji – podstawową (spindown calibration) i zaawansowaną (advanced calibration). Wybrawszy kalibrację zaawansowaną zaczynamy od trzyminutowej jazdy celem rozgrzania opony i następnie rozpędzenia trenażera do prędkości 36 km/h, po czym zostaniemy poproszeni o zaprzestanie pedałowania. Po otrzymaniu stosownego komunikatu ponownie rozpędzamy trenażer do prędkości 36 km/h i zaprzestajemy pedałowania. Za pierwszym razem mierzony jest czas wytracania prędkości przez koło zamachowe bez hamowania, a w drugim z hamowaniem silnika elektromagnetycznego. Taką kalibrację powinniśmy przeprowadzić po każdorazowej instalacji roweru na trenażerze. Podstawową kalibrację przeprowadzamy natomiast już po rozpoczęciu każdego treningu, a dokładniej jak upłynie około 10 minut od jego rozpoczęcia. Wygląda ona bardzo podobnie do kalibracji zaawansowanej, z tą jednak różnicą, że trenażer rozpędzamy do prędkości 36 km/h i zaprzestajemy pedałowania tylko jeden raz. Od sierpnia 2018 roku trenażery Wahoo możemy kalibrować także z poziomu aplikacji Zwift w menu ustawień miernika mocy (a nie trenażera jak można się spodziewać). Po co tyle zachodu z kalibrowaniem trenażera? A więc KICKR Snap w przeciwieństwie do modelu KICKR nie posiada wbudowanego miernika mocy, a prezentowana wartość mocy obliczana jest na podstawie krzywej oporu. Dokładność wskazań tak obliczonej mocy początkowo wynosiła ±5%, a w drugiej generacji modelu KICKR Snap wynosi ±3%, pod warunkiem poprawnego skalibrowania trenażera i zastosowania się do wytycznych dotyczących ciśnienia w oponie, oraz jej docisku do rolki. Co więcej, jako że ciśnienie rośnie wraz ze wzrostem temperatury, oraz zazwyczaj maleje wraz z upływem czasu, to podczas długich treningów warto w trakcie jazdy po raz kolejny wykonać podstawową kalibrację, co zajmie nam około minutę. Jednak taki „dryf” mocy zaobserwowałem jedynie raz podczas czterogodzinnego treningu. Stosując się do zaleceń producenta i poprawnie przeprowadzając kalibracje wyniki obliczanej mocy przez oprogramowanie trenażera zgadzały się z mocą mierzoną przez mierniki w pająku korby power2max, oraz w pedałach PowerTap P1. Co prawda nie były identyczne, ale na to nawet nie liczyłem, najważniejsze, że pomiędzy wykresami była korelacja. Jedynym mankamentem tak obliczanej mocy, który zaobserwowałem jest niewielkie opóźnienie (około dwusekundowe) w detekcji nagłych przyspieszeń. Dopiero w momencie gdy koło zamachowe się „rozpędzi” to prezentowane są poprawne wartości mocy.

Pracą trenażera Wahoo KICKR Snap możemy sterować z poziomu kompatybilnego licznika kolarskiego, smartfonu, tabletu i komputera. Do komunikacji pomiędzy trenażerem i licznikami, a także oprogramowaniem komputerowym, wykorzystywany jest tryb komunikacyjny ANT+ FE-C. Z telefonami, tabletami i komputerami trenażer może się łączyć za pomocą komunikacji Bluetooth Smart. Do tego musimy doliczyć dziesiątki aplikacji i programów, które mogą sterować pracą trenażera. Wahoo KICKR Snap emituje dane dotyczące generowanej mocy i prędkości, więc jeśli chcemy dodatkowo znać kadencję, to nie obędzie się bez dodatkowego czujnika jej mierzącego. Zauważyłem jednak, że z czasem wracam do tych najprostszych rozwiązań, czyli sterowania z poziomu licznika i aplikacji Wahoo Fitness (regulując poziom obciążenia, nachylenie, czy w końcu moc jaką należy generować). Zwift mi się najzwyczajniej w świecie znudził, a czas spędzany na trenażerze wolę poświęcić na oglądanie telewizji, czytanie książki, czy pracę podczas spokojniejszych jednostek treningowych. W trybie erg ustawiam moc, jaką muszę generować i niezależnie od przełożenia, czy kadencji obciążenie jest tak dobierane, żeby „waty się zgadzały”. Jeśli ktoś dysponuje fizycznym miernikiem mocy, to może skorzystać z opcji „power match” i wówczas obciążenie trenażera w trybie ERG będzie regulowane w oparciu o wskazania miernika, a nie trenażera. Rozwiązanie idealne, bo trenujemy w „czterech ścianach” na tym samym urządzeniu, co w terenie.

Wspomniałem o oglądaniu telewizji, więc warto poruszyć kwestię głośności pracy trenażera Wahoo KICKR Snap. Co prawda jest nieco głośniej niż w przypadku Wahoo KICKR, Elite Turno, czy Tacx Neo, ale jest o wiele lepiej niż we wszystkich innych trenażerach rolkowych, z którymi miałem styczność. Słuchanie muzyki, czy oglądanie telewizji wcale nie wymaga podkręcenia regulatora głośności do maksimum, a sąsiadom, oraz współlokatorom nie powinien przeszkadzać odgłos pracy trenażera. W kwestii wibracji też jest lepiej niż w przypadku konkurencji, ponieważ na obudowie pod rolką zainstalowano gumowy element tłumiący.

Czy trenażer Wahoo KICKR Snap jest pozbawiony wad? Ależ skąd! Jego bodaj największą wadą jest konieczność kontrolowania ciśnienia w oponach oraz każdorazowa kalibracja jeśli zależy nam na poprawności wskazań pomiaru mocy. Niemniej jednak nawet w przypadku poprawnej kalibracji podczas przyspieszeń widać opóźnienie wskazań pomiaru mocy. Podczas gwałtownych przyspieszeń zauważyłem jeszcze jeden problem, jakim było ślizganie się opony na rolce. Nie zdarzało się to za każdym razem, gdy gwałtowanie przyspieszałem, ale jednak w ciągu miesiąca kilka razy odnotowałem taki przypadek. Największym problemem jaki zaobserwowałem w działaniu trenażera Wahoo KICKR Snap związany jest z trybem ERG, czyli trzymania oporu wyrażonego w generowanej mocy. Jeśli z jakiegokolwiek powodu podczas jazdy w trym trybie regulacji oporu zacznie spadać prędkość, a kadencja pozostanie stała, lub będzie malała, to trenażer zwiększy opór i jeśli to użytkownik nie wyłapie tego spadku prędkości i zwiększającego się oporu to zacznie „przepychać” coraz większe obciążenie aż do momentu, aż nie będzie w stanie dalej kręcić korbą. Podobnie będzie, gdy w trybie ERG na chwilę się zatrzymamy, na przykład celem wstania z siodełka i poprawienia spodenek, a ponowne rozkręcenie korby będzie niemal niemożliwe. Rozwiązaniem takiego problemu jest zmniejszenie obciążenia do zera i następnie jego podniesienie do wymaganej wartości, lub przełączenie na inny tryb regulacji obciążenia. Trenując na trenażerze Wahoo KICKR spotkałem się z tym, że ruszanie z miejsca po chwilowym zatrzymaniu w trybie ERG wygląda podobnie (ale nie jest aż tak ciężkie, jak w przypadku Snapa), ale w opisaną wcześniej „spiralę” samoczynnie zwiększającego się obciążenia nie wpadłem. Pozostaje mieć nadzieję, że jest to tylko błąd oprogramowania aplikacji Wahoo Fitness, ponieważ tylko w niej z tym zjawiskiem się spotkałem. Więcej grzechów nie pamiętam…

Trenażer Wahoo KICKR Snap kosztuje w Polsce 2399 złotych. Czy to dużo za tej klasy trenażer? Biorąc pod uwagę, że jego bezpośrednimi konkurentami są takie trenażery, jak Tacx Bushido (2500 złotych), Elite Rampa (1650 złotych), Bkool Smart Pro (2150 złotych), czy CycleOps Magnus (2250 złotych), to na pewno nie jest najtańszym z nich, ale śmiem twierdzić, że jest zarówno najlepszym, jak i najbardziej uniwersalnym z nich wszystkich. Owszem, być może od niektórych konkurentów Snap ma niższą moc maksymalną, maksymalne nachylenie, czy dokładność „pomiaru mocy”, ale dla większości kolarskich śmiertelników będą to różnice niezauważalne.

Pozostaje jeszcze pytanie dla kogo jest taki trenażer? Jeśli ma być on używany z zewnętrznymi aplikacjami sterującymi obciążeniem, a w szczególności do wirtualnej jazdy po Watopii i innych trasach w aplikacji Zwift, to jest wyborem bardzo dobrym. Zwift zrewolucjonizował trening w czterech ścianach, a Wahoo świetnie się do tego zjawiska dostosowało. Na pewno nie jest pierwszą tego typu aplikacją, ale „efekt Zwifta”, a w szczególności jego globalna skala jest niezaprzeczalna. Zresztą dzięki Zwiftowi niejedna osoba w końcu przekonała się do zimowego treningu na trenażerze. Tak więc do Zwifta jako nieco tańsza wersja wypasionych trenażerów typu Wahoo KICKR, Tacx Neo, czy CycleOps Hammer, Snap nadaje się idealnie. Snap pomimo bycia tańszym od KICKRa nie traci żadnej z jego funkcji, po prostu przedstawia inne podejście do kwestii generowania oporu. Jeśli komuś zależy na jednoczesnym posiadaniu trenażera z zewnętrznie regulowanym oporem, a nie chce „parkować” na trenażerze swojego roweru na całą zimę, to dzięki Snapowi może natychmiast przenieść rower z trenażera na szosę. Jednak nie każdy chce oglądać swój awatar na monitorze, czy robić z każdego treningu wyścig, ponieważ ceni aż nad to oglądanie filmów i seriali, czy czytanie książek, bądź treningi ustrukturyzowane i wówczas sterowanie zewnętrzne nie jest już tak ważne. Podsumowując – bardzo dobry trenażer dla osób chcących w pełni zanurzyć się w świat wirtualnego kolarstwa.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

6 komentarzy

  1. Moooorcin

    Z nieba mi spadłeś z tym opisem. Od wczoraj, po kilkunastu dniach czytania opisów, oglądania testów różnych
    trenażerów zdecydowałem się i jestem posiadaczem snapa. Póki co zdążyłem zainstalować na nim rower, załadować na
    androida wahoo fitness i utility. Łączy się idealnie, spindown poszedł. Niestety nie moge się połączyć bluetoothem z
    kompem ale to raczej wina kompa. Dziś będe walczył dalej. Pierwsze wrażenia- solidna konstrukcja i cichy jak
    #makiemzasiał . pzdr!

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *