Sfinansuj pan cegłę

Jeszcze kilka lat temu rynek sportowych akcesoriów był hermetyczny i zdominowany przez wielkich graczy. Nawet jeśli znalazł się świetny pomysł, to zazwyczaj przez brak funduszy na doprowadzenie go do wersji rynkowej skazywany był na przejęcie przez korporacje. Tę sytuację odmieniło zjawisko crowdfundingu, czyli finansowania społecznościowego.

Crowdfunding to sposób finansowania opierający się na wpłatach dokonywanych przez społeczność zebraną wokół danego projektu. Jego historia sięga 1997 roku, kiedy to brytyjski zespół Marillion w ten sposób zapewnił sobie środki na swoją trasę koncertową w Stanach Zjednoczonych. W dziedzinie sportowych nowych technologii najpopularniejszy jest nieudziałowy model finansowania społecznościowego, czyli działający na zasadzie przedsprzedaży. Osoby finansujące dany projekt w zamian za określone wsparcie otrzymują konkretne produkty. Aby kampania finansowania została pomyślnie zakończona, tj. zebrane pieniądze od kupujących zostały przelane na konto sprzedającego, musi zostać zebrana założona kwota w określonym czasie. No i bodaj najważniejsze, to kupujący muszą być świadomi, że finansują wizję sprzedającego, która wcale nie musi ujrzeć światła dziennego i zamiast innowacyjnego gadżetu otrzymamy smutny list z przeprosinami, ale bez zwrotu wpłaconej kwoty.

Dzięki finansowaniu społecznościowemu na rynek trafił niejeden innowacyjny produkt. Wystarczy wspomnieć chociażby biegowy miernik mocy Stryd, kamery sportowe zintegrowane z oświetleniem Cycliq Fly 12, kaski Hövding, Coros, czy Lumos, dwupozycyjną sztycę, lemondkę szybkiego montażu i amortyzujący mostek firmy RedShift, licznik kolarski Wahoo RFLKT+, czy rower SpeedX Leopard. To wszystko projekty, które nie tylko zakończyły swoje kampanie sukcesem, ale udało im się stworzyć produkty, które na stałe zadomowiły się na rynku. Co więcej, przykłady firm takich jak chociażby Wahoo pokazują, że dobry produkt potrafi ze startupa zrobić światowego gracza. Na swoje gadżety czekają osoby wspierające powstanie m.in. licznika Omata, abonamentowych mierników mocy Zwatt, czy okularów z wyświetlaczem Solos.

CC InvestmentZen

W tym samym czasie nie brakowało spektakularnych wpadek sportowych wizjonerów, a w niektórych przypadkach cwanych oszustów. Bodaj najgłośniejszą sportową wpadką crowdfundingową ostatnich miesięcy jest miernik mocy Zone DPMX irlandzkiej firmy Brim Brothers. Idea pomiaru mocy pomiędzy butem a pedałem oraz miernika mocy, który przytwierdzony jest do kolarskiego obuwia, przemawiała do niejednego kolarza. Irlandczycy rzetelnie budowali swoją markę i mozolnie pracowali nad finalnym produktem. Środki zebrano, ale bracia Brim w bolesny sposób przekonali się, że od prototypu do wersji finalnej jest bardzo daleka droga, której nie byli w stanie przebyć mimo zebranych środków i ogłosili bankructwo. A co z wszystkimi osobami finansującymi? Nic. Pozostaje im jedynie negocjowanie za pośrednictwem platformy crowdfundingowej lub złożenie pozwu do sądu, ale szanse na odzyskanie pieniędzy są niewielkie.

Jak widać nie wszystko złoto, co się świeci i do finansowania społecznościowego trzeba podchodzić z rozwagą. To jest trochę jak z losem na loterii. Można wygrać, a właściwie cieszyć się faktem pomocy w rozwijaniu nowych technologii, tylko że nie zawsze musi się udać. Ciężkie jest życie mecenasa…

Artykuł ukazał się w magazynie „Triathlon” będącego częścią miesięcznika „Bieganie” w marcu 2017 roku.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *