Tacx Neo

W 1999 roku na ekrany kin wszedł film Matrix, który wraz ze swoim głównym bohaterem Neo zrewolucjonizował ówczesne kino. Szesnaście lat później firma Tacx wprowadziła na rynek trenażer Neo. Czy to wybraniec, jak jego imiennik z filmu? Tacx na pewno chciałby abyśmy tak myśleli, a jaka jest rzeczywistość?

Holenderska firma Tacx jest jednym z najbardziej doświadczonych producentów kolarskich trenażerów, ponieważ zajmują się tym nieprzerwanie od 1972 roku. W 2000 roku Tacx umożliwił podłączenie niektórych swoich trenażerów do komputerów. Pierwszy raz styczność z trenażerem firmy Tacx współpracującym z komputerem miałem w 2008 roku na jednym ze statków, na których przyszło mi pracować. W 2009 roku stałem się posiadaczem trenażera Tacx Satori, który dzielnie mi służył przez kolejne cztery lata. Odkąd w 2013 roku w mojej jaskini treningowej zagościł Wahoo Kickr, żaden z trenażerów produkowanych przez Holendrów nie mógł się z nim równać. Nawet świetny wówczas Tacx Genius. Najwidoczniej Holendrzy wyczuli, że czołówka producentów trenażerów kasy premium zaczyna im odjeżdżać i rzucili się do pracy nad własną wersją trenażera nad trenażerami. Tako oto do sprzedaży trafił pod koniec 2015 roku model Neo.

Zastanówmy się w takim razie, czym musi charakteryzować się trenażer, aby można go reklamować jako najlepszy trenażer na rynku? Przede wszystkim musi być drogi, no bo wiadomym jest, że jak jest drogi, to musi być dobry. Oprócz tego musi współpracować ze Zwiftem i innymi tego typu rozpraszaczami, czy aplikacjami treningowymi nie tylko w wersji na komputery stacjonarne, ale także telefony i tablety, a na dodatek łączyć się z nimi bezprzewodowo, czyli musi komunikować się w standardach ANT+ i Bluetooth Smart. Użytkownik musi mieć także możliwość sterowania pracą trenażera z poziomu licznika, czy zegarka, więc dochodzi tryb ANT+ FE-C. Skoro można sterować jego obciążeniem bezprzewodowo, to wypadałoby, aby miał wbudowany miernik mocy, najlepiej o jak największej dokładności. Do tego dochodzi napęd bezpośredni i związana z tym cicha praca, a jak jeszcze dodamy do tego futurystyczny wygląd, to mamy przepis na niczym niewyróżniający się trenażer z górnej półki. Trzeba więc wymyślić jakieś funkcje, którymi udowodnimy całemu kolarskiemu światu, że nasz trenażer jest najlepszy, a wszystkie inne nawet do pięt, tzn. do nóżek mu nie dorastają. Coś mi się wydaje, że dokładnie tak powstał pomysł na trenażer Tacx Neo.

Mógłbym napisać kilka tysięcy znaków o 32 neodymowych magnesach, które wraz z silnikiem elektrycznym zastępują 125-kilogramowe koło zamachowe, o symulowaniu podjazdów do 25% i zjazdów do -5%, dokładności pomiaru mocy ±1%, maksymalnym generowanym oporze na poziomie 2200 W przez 10 sekund, czy masie własnej 21 kg, ale wszystko to można wyczytać na stronie producenta, dystrybutora, sprzedawców, bądź w dziesiątkach testów i recenzji. Skoro Tacx obwieścił całemu światu, że Neo jest najlepszym trenażerem świata, to sprawdźmy, czy aby faktycznie tak jest. Wydaje mi się, że coś na ten temat wiem, ponieważ topowych trenażerów kilka już “przerobiłem” i wiem, czego można się spodziewać, jak to działa u konkurencji, oraz czego można od Neo, jako „najlepszego dostępnego trenażera na rynku” oczekiwać.

Jak już wspominałem mamy napęd bezpośredni, czyli trenażer Tacx Neo zajmuje miejsce tylnego koła naszego roweru. Wymaga to instalacji kasety na bębenku trenażera. I w tym miejscu następuje pierwsze pozytywne zaskoczenie. Inżynierowie firmy Tacx zdecydowali się na zastosowanie bębenka szwajcarskiej firmy Edco, a dokładniej modelu MultiSys. Na taki bębenek możemy zainstalować 9-, 10- i 11-rzędowe kasety firmy Shimano, 9-, 10- i 11-rzędowe kasety firmy Sram (poza 11-rzędowymi kasetami XD), oraz 9-, 10- i 11-rzędowe kasety firmy Campagnolo z czterema wycięcami. Zastosowanie bębenka Edco MultiSys wymaga użycia załączonych w zestawie nakrętek kompatybilnych z kasetami o najmniejszych zębatkach o 11 lub 12 zębach. Jeśli więc macie kasety Campagnolo z 8 wcięciami, czyli Veloce, 9-rzędowe Centaur, 10-rzędowe Centaur z lat 2009-2011 i 11-rzędowe Centaur, to albo zmieniacie grupę osprzętu w rowerze, a co się z tym wiąże bębenki na tylnym kole, albo wybieracie inny trenażer. Podobnie zresztą jest z właścicielami niektórych rowerów ze sztywnymi osiami. Tacx Neo obsługuje osie o średnicy 5 mm oraz długości 130 i 135 mm, a z opcjonalnymi adapterami także osie 142×12 mm i 135×10 mm. Pewnie można nazwać to czepianiem się, ale w przypadku trenażera Elite Turno kosztującego mniej niż 2000 złotych udało się uniezależnić od określonego standardu tylnej osi. Tak więc plus za uniwersalność i minus za brak uniwersalności. Pokręcone to wszystko…

Jeśli jednak nasza grupa osprzętu i tylna oś w rowerze jest kompatybilna z trenażerem to po jego rozłożeniu i instalacji kasety wypada jeszcze podłączyć go do zasilania i uaktualnić oprogramowanie. Zrobimy to bezprzewodowo za pomocą aplikacji Tacx Utility zainstalowanej na kompatybilnym smartfonie lub tablecie z systemem operacyjnym iOS lub Android. Co prawda do pracy trenażer zasilania zewnętrznego zasilania nie potrzebuje, ale w przypadku aktualizacji oprogramowania jest ono konieczne. Bez zasilania to osoba trenująca jest odpowiedzialna za generowanie energii potrzebnej do pracy urządzenia, choć w trybie zasilania “wewnętrznego” nie działa funkcja „symulacji zjazdu”. Uaktualniwszy oprogramowanie trenażera montujemy do niego rower i możemy zaczynać trening.

Jeśli nie będziemy sterować pracą trenażera za pomocą żadnego urządzenia zewnętrznego, to wraz z rosnącą szybkością będzie zwiększało się obciążenie. Biorąc pod uwagę powyższe, oraz fakt, że trenażer nie wymaga zewnętrznego zasilania, możemy być pewni, że trening skończymy, a jeśli nie rozładuje nam się zegarek, czyli licznik za pomocą którego rejestrowaliśmy jego przebieg, to nie będzie potrzeby powtarzania treningu ;), bo bez zasilania trenażer nadal transmituje dane dotyczące mocy, prędkości i kadencji. Trzeba jednak przyznać, że w takim trybie pracy trening na Tacx Neo jest niczym jazda Lamborghini Gallardo po pomorskich wsiach. Jeżeli chcemy “wycisnąć” z niego 100%, to należy sterować nim zewnętrznie. Jeśli dodatkowo trenażer podłączymy do źródła zasilania, to już mamy pełny wypas (zyskujemy dodatkowo symulację zjazdów). W wersji uproszczonej trenażerem sterujemy z poziomu kompatybilnego licznika za pomocą trybu ANT+ FE-C, lub prostej aplikacji na smartfonie, czy tablecie. Wybieramy poziom obciążenia, nachylenie do symulowania, bądź zadajemy konkretną moc jaką musimy utrzymać (niezależnie od przełożenia i kadencji). Dopiero połączenie trenażera z zaawansowaną aplikacją treningową mogącą sterować jego pracą pozwala na docenienie kilku dodatkowych funkcji. Przykładowo jeśli trenażer połączymy z aplikacją Zwift, to przejeżdżając przez odcinki szutrowe, kostkę brukową, czy drewniane mosty poczujemy wyraźne odwzorowanie terenu. Po prostu silnik trenażera z odpowiednią częstotliwością chwilowo zmienia obciążenie, lub mówiąc inaczej “szarpie” pracą napędu, co odczujemy w pedałach. Może nie tak samo, jak w rzeczywistości, ale całkiem podobnie. Jeżeli trenujemy na wirtualnej trasie, to na zjazdach silnik trenażera nieco będzie nam w jeździe pomagał, co zresztą znane jest z trenażera Tacx Genius. Dzięki wbudowanemu silnikowi odpowiedź trenażera na zmieniające się wirtualne ukształtowanie terenu jest niemal natychmiastowa, co jest odczuwalne w porównaniu z jednostkami z kołem zamachowym. Owo wirtualne koło zamachowe docenimy także podczas każdego wzrostu obciążenia w trybie EGR, czyli kiedy trenażer utrzymuje zadane obciążenie wyrażone w mocy jaką mamy generować. Owe zmiany nie są skokowe i pozwalają na płynniejsze przejście pomiędzy poziomami. Również gdy podczas jazdy w tym trybie zatrzymamy się, to ponowne rozpoczęcie pedałowania nie będzie wiązało się z kilkusekundowym przepychaniem niebotycznego wręcz obciążenia, jak to mam miejsce przykładowo w trenażerach Wahoo Kickr i Kickr Snap. Kultura pracy na bardzo wysokim poziomie.

Wspominając o kulturze pracy nie sposób pominąć poziom głośności. Jest cicho. Czy ciszej niż w przypadku trenażera Wahoo Kickr? Bez przyrządów pomiarowych nie byłem w stanie tego jednoznacznie ocenić, aczkolwiek wiedząc, że Neo powinien być cichszy zgodnie z deklaracjami producenta i mnie cichszy się wydawał. Jednak moja małżonka o tym nie wiedząc nie była w stanie stwierdzić, który z trenażerów jest głośniejszy, a jeździłem na nich przy niej na zmianę. Najważniejsze jest to, że jest po prostu cichy. Niczego innego zresztą bym się po nim nie spodziewał. Na pewno jest cichszy niż napęd roweru, który to podczas treningu jest głównym źródłem dźwięku.

To, co w trenażerze Tacx Neo spodobało mi się najbardziej, to fakt, że jego konstrukcja nie jest tak sztywna, jak w przypadku innych trenażerów z napędem bezpośrednim z jakimi miałem styczność. Podczas jazdy na rowerze występują siły skręcające działające na ramę i jeżeli rama z włókna węglowego jest sztywno umocowana w trenażerze, a wartość siły odpowiednio wysoka, to może dojść do najgorszego, a więc pęknięcia ramy, zazwyczaj górnych widełek tylnego trójkąta. Z tego też powodu część producentów ram z włókna węglowego wprost nie zaleca korzystania z ich produktów na trenażerach. Jednak jak już wspominałem konstrukcja Neo pozwala na delikatną pracę na boki jednocześnie stabilnie trzymając się podłoża. Czuć to najlepiej podczas znacznych przyspieszeń.

Zdecydowanie więcej uwagi w procesie tworzenia tego trenażera poświęcono jego wyglądowi i funkcjom niż mobilności. Trenażery z napędem bezpośrednim ze względu na swoje gabaryty i masę z zasady nie są stworzone do przenoszenia, ale jeśli taka konieczność zajdzie, to wówczas przydaje się jakiś wygodny sposób jego transportu. I tak Wahoo Kickr ma rączkę, Elite Turno otwór w obudowie, a Tacx Neo nie ma nic z tych rzeczy. Co prawda można po złożeniu “nóżek” podnieść za nie trenażer, ale wówczas w palce umieszczone po stronie napędu dość boleśnie wrzyna się kaseta. Owszem, przed przenoszeniem trenażera można zdemontować kasetę, ale chyba nie o to chodzi.

Ze względu na konstrukcję obudowy trenażera istnieje całkiem duże prawdopodobieństwo, że niektóre “wymyślniejsze” ramy czasowe mogą do niego nie pasować ze względu na zbyt mały prześwit widełek tylnego trójkąta. Przed decyzją o zakupie warto przejrzeć listę ram o potwierdzonej kompatybilności. W tym miejscu należy jeszcze wspomnieć o tym, że owa obudowa może w niektórych przypadkach kolidować z wózkiem tylnej przerzutki na najlżejszym przełożeniu. Problem taki zazwyczaj rozwiązuje mikroregulacja tylnej przerzutki, albo niekorzystanie z najlżejszego przełożenia.

Zweryfikowanie deklarowanej przez producenta dokładności pomiaru mocy na poziomie ±1% jest praktycznie niemożliwe, ponieważ większość kolarskich mierników mocy ma dokładność na poziomie ±2%. Po co w takim razie tak dokładny pomiar? Marketing? W końcu jakoś trzeba z tłumu się wyróżnić. Nie mamy co jednak liczyć na to, żeby wskazania miernika mocy wbudowanego w trenażer Tacx Neo były identyczne jak innych kolarskich mierników mocy. Jeszcze nigdy nie spotkałem się z identycznie mierzącymi dwoma miernikami, zawsze będzie między nimi jakaś różnica w granicy dokładności pomiaru, a więc przy 200 W może to być nawet 4 W. Poza tym należy wziąć pod uwagę fakt, że mierzona moc w okolicy pedałów, korby, czy suportu, powinna być wyższa niż na tylnym kole ze względu na straty mocy wynikające ze sprawności układu napędowego. Podczas mojej przygody z Tacx Neo zauważyłem, że moc rejestrowana przez mierniki mocy power2max i PowerTap P1 była o około 8 watów wyższa niż moc rejestrowana przez Neo. Neo posiada opcję sterowania obciążeniem na podstawie mocy rejestrowanej przez miernik zewnętrzny, czyli taki zainstalowany w korbie, czy pedałach, więc nie ma obawy o różnicę wskazań. Warto jeszcze wspomnieć o fakcie, że pomiar mocy trenażera Tacx Neo nie wymaga jakiejkolwiek kalibracji.

W zeszłym miesiącu programiści Tacx umożliwili użytkownikom trenażera Neo na korzystanie z dwóch nowych trybów jazdy, a mianowicie Isokinetic i Isotonic. Uruchomić je można z poziomu aplikacji Tacx Utility na smartfona lub tablecie. Pierwszy z nich polega na ustawieniu prędkości granicznej, której przekroczyć nie będzie można niezależnie od generowanej mocy. Drugi natomiast ma na celu wymuszenie generowania przez cały cykl obrotu korby jednakowej mocy, co może być świetnym sposobem na pracę nad techniką pedałowania. Po prostu inny wariant treningów polegających na płynnym pedałowaniu jedną nogą. Kwestią dyskusyjną jest powszechna przydatność owych trybów.

Osoba, która przeczytała ten tekst może odnieść wrażenie, że nieco zbyt krytycznie podszedłem do oceny trenażera Tacx Neo. Uważam że Neo jest świetnym trenażerem, jednym z lepszych, jakie można kupić. Nie uważam jednak, aby był bezapelacyjnie najlepszym trenażerem na rynku. Konkurencja w tym segmencie jest niesłychanie trudna. Owszem, producenci mogą ścigać się w wymyślaniu kolejnych “ulepszeń”, dzięki którym nagle staniemy się lepszymi kolarzami, a nasz trening w czterech ścianach przestanie być monotonny i męczący. Nic z tych rzeczy. Świetne trenażery już wcześniej były dostępne na rynku. Tym samym według mnie Tacx Neo po prostu dołączył do grona tych najlepszych i stara się wyróżnić na ich tle kilkoma dodatkowymi funkcjami. Jednak czy mają one jakikolwiek wpływ na TRENING kolarski? Podkreślam znaczenie słowa trening. Otóż nie mają. Są to fajne bajery, które docenimy podczas pierwszych dwóch, może trzech jazd na trenażerze, a później kompletnie o nich zapomnimy. Czy Tacx Neo faktycznie jest najcichszym trenażerem? Zapewne tak, ale jaka jest różnica pomiędzy 70, a 75 dB? Dla trenującego żadna. Zresztą dla nadwrażliwej małżonki, czy sąsiada również. Jaka jest różnica z punktu widzenia trenującej osoby pomiędzy dokładnością pomiaru mocy rzędu ±1%, a ±2%? Niewielka. Rzekłbym nawet pomijalna. A generowany opór? Powiedzmy sobie szczerze, że z większości osób amatorsko trenujących kolarstwo raptem kilka utrzyma więcej niż 1200 watów przez 10-15 sekund. Jak już wcześniej pisałem, Tacx Neo jest świetnym trenażerem, a jego cena w chwili obecnej nie odbiega od innych topowych trenażerów (pomimo sugerowanej ceny detalicznej 6399 złotych), więc zdecydowanie warto go wziąć pod uwagę jeśli chcemy mieć sprzęt z najwyższej półki. Koniec końców i tak zdecydujemy na podstawie tego jak trenażer wygląda i potencjalnie lepszej specyfikacji.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

2 komentarzy

  1. Drewniacki

    Chcialem tylko geekowo zauwazyc, ze miedzy 70 a 75dB jest trzykrotna roznica glosnosci dzwieku 🙂 Taki zarcik.

    Test swietny, chetnie bym sobie kupil taki trenazer, ale chyba jednak najgorsza pogoda lepsza, niz najlepszy trenazer.

  2. Leszek

    „Isokinetic i Isotonic. Uruchomić je można z poziomu aplikacji Tacx Utility na smartfona lub tablecie. Pierwszy z nich
    polega na ustawieniu prędkości granicznej, której przekroczyć nie będzie można niezależnie od generowanej mocy.
    Drugi natomiast ma na celu wymuszenie generowania przez cały cykl obrotu korby jednakowej mocy, co może być
    świetnym sposobem na pracę nad techniką pedałowania. Po prostu inny wariant treningów polegających na płynnym
    pedałowaniu jedną nogą. Kwestią dyskusyjną jest powszechna przydatność owych trybów.”

    To nie tak. Pierwszy nie tyle polega na ustawieniu prędkości granicznej, co prędkości „docelowej” powyżej której opór
    będzie mocno się zwiększał, a poniżej której stopniowo zmniejszał, tak żeby umożliwić utrzymanie tej prędkości. Ma
    to duży sens, bo normalnie w trybie ERG z docelową mocą wraz ze zmęczeniem nóg i zmniejszeniem kadencji opór
    rośnie (bo moc = siła obrotu * kadencja, zmniejszenie kadencji = zwiększenie siły do utrzymania zadanej mocy) co
    powoduje jeszcze szybsze zmęczenie i w ostateczności wpadnięcie w „spiralę śmierci” czyli zejście do tak niskiej
    kadencji, że jedyną możliwością będzie przerwanie treningu. W przypadku trybu izokinetycznego trening mógłby
    polegać na określeniu prędkości na odpowiednich przełożeniach (ważne!) i nawet przy zmniejszaniu kadencji siła
    obrotu powinna pozostać stała. Progres treningowy liczony byłby mocą kolejnych treningów dla danego
    przełożenia/prędkości. Aczkolwiek tylko teoretycznie, bo najlepszą opcją byłoby mierzenie siły w punkcie
    generowania (pedały?) i takie dopasowywanie obciążenia trenażera, żeby siła obrotu (uwzględniając zmiany siły
    podczas pełnego obrotu) była stała dla całego treningu/interwału.

    Tryb drugi czyli izotoniczny – jak sama nazwa wskazuje to wymuszenie nie tyle stałej mocy przez pełny cykl obrotu
    korbą (bo wymagało by to uwzględnienia zmian w kadencji!) ale właśnie stałej siły obrotu. Można w ten sposób
    wyzerować inercję trenażera co jest oczywiście bezsensowne i lepiej nie ustawiać zbyt wysokich parametrów tego
    trybu, bo po prostu nie da się kręcić korbą w ten sposób. Przynajmniej nie przy średnich/większych mocach i dłuższy
    czas. Ale do treningów przełamywania „martwej strefy” obrotu dlaczego nie? Oczywiście z rozsądkiem i umiarem.
    Póki co w/w tryby są raczej trybami eksperymentalnymi, ale dobrze, że tacx dla swojego „flagowego” trenażera robi
    coś, co odróżnia go od konkurencji. Przy podobnych cenach potencjalny użytkownik chyba wybierze trenażer, który
    daje mu więcej możliwości (dokręcanie przy zjazdach, symulacja kostki brukowej itp. – to ma póki co tylko Neo), niż w
    miarę standardowe modele konkurencji. Pozostaje tylko teraz czekać na wprowadzenie windy przedniego koła by Tacx
    😉

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *