Second hand

Zastanawiając się nad kwestią zdroworozsądkowego podejścia do wydatków triathlonowych, nie sposób skierować swych myśli ku drugiemu końcowi tego kija. Rozmyślania nad brakiem ograniczeń w wydatkach związanych z triathlonem doprowadziły mnie do zagadnienia odsprzedaży używanych sprzętów z najwyższej półki. Czy warto w taki sprzęt inwestować? Jaka jest jego wartość odsprzedaży po latach? Czy jest sens kupować topowe gadżety z „drugiej ręki”?

Zacznijmy od rzeczy najdroższych, czyli od rowerów. O ile o rowerze za kilkanaście tysięcy złotych można powiedzieć, że jest drogi, to co można powiedzieć o tych za ponad 60 tysięcy? A kilka takich w nadchodzącym sezonie na krajowych imprezach amatorskich się pojawi. Na przestrzeni ostatnich lat widać wzrost górnej ceny rowerów triathlonowych. Gdy w 2012 roku na wyspie Kona firma Specialized zaprezentowała odświeżony model Shiv, jego najwyższa wersja kosztowała 12 700 dolarów. Dzisiaj za Cervelo P5X na osprzęcie Sram eTap trzeba zapłacić 15 000 dolarów. Ciężko porównywać sprzęt technologicznie „starszy” o 5 lat, ale jeśli weźmiemy pod uwagę zmianę siły nabywczej dolara oraz inflację w Stanach Zjednoczonych, to w przeliczeniu na dzień dzisiejszy cena Shiva z 2012 roku wyniosłaby nieco ponad 13 200 dolarów. Na podstawie własnych obserwacji doszedłem do wniosku, że żywot drogich rowerów u pierwszych użytkowników to zazwyczaj 2–3 sezony. W tym czasie na rynku pojawia się jakiś nowy, lepszy i zazwyczaj droższy model, co wywołuje „konieczność” posiadania, a w efekcie pozbycia się starego roweru. Ze sprzedażą takiego roweru nie ma problemu, pod warunkiem rozsądku w zakresie oczekiwanej zapłaty. Rowery tracą na wartości niemal tak szybko, jak samochody. Rower triathlonowy po 3 sezonach jazdy można sprzedać za około połowę jego początkowej wartości. Podobnych relacji należy się spodziewać w kwestii kół, czy kasków, o ile są w dobrym stanie. Sprzedaż kolarskich i triathlonowych butów, czy odzieży jest niesamowicie trudna, a jeśli już uda nam się je sprzedać, to za ułamek pierwotnej wartości.

Wydawać by się mogło, że w przypadku elektroniki sportowej spadek wartości sprzętu wraz z upływem czasu będzie większy niż w przypadku rowerów, ale rzeczywistość jest zgoła odmienna. Weźmy dla przykładu najpopularniejszy zegarek triathlonowy – Garmin Forerunner 920XT. Debiutując na rynku w październiku 2014 roku kosztował 449 dolarów. Dzisiaj jego sugerowana cena detaliczna nadal wynosi 449 dolarów, aczkolwiek przy odrobinie wysiłku nowy można nabyć za 300 dolarów. Spójrzmy jednak na zmianę cen topowych triathlonowych zegarków amerykańskiej firmy na przestrzeni lat. Forerunner 310XT w 2009 roku debiutował na rynku z ceną 349 dolarów. Dwa lata później model Forerunner 910XT wyceniony został na 399 dolarów. Wspomniany 920XT kosztował 449 dolarów, tyle samo co ubiegłoroczny debiutant – 735XT. W ciągu 7 lat mamy wzrost ceny o blisko 1/3. Pierwsza i druga generacja modeli Fenix kosztowała 399 dolarów, ale trzecia w momencie wprowadzenia na rynek już 499 dolarów. Chcąc kupić najtańszy zegarek Fenix 5 lub Fenix 5S, musimy liczyć się z wydatkiem 599 dolarów. Patrząc na ceny topowych modeli komputerów czy telewizorów w momencie wprowadzenia do sprzedaży, nie widać aż tak dużych różnic. Dlaczego? Ponieważ rynek triathlonowy cały czas się rozwija, a producenci wydają się sondować, jak daleko mogą jeszcze się posunąć z cenami. Wszystko wskazuje na to, że Fenix 5 okaże się kolejnym sukcesem firmy Garmin. Rzesza klientów z niecierpliwością czekała na wprowadzenie go na rynek, a sprzedawcy codziennie odpowiadali na dziesiątki pytań dotyczących momentu owego debiutu. Tak jak w przypadku pojawienia się w sprzedaży wcześniejszych modeli, po raz kolejny można zaobserwować sporą liczbę używanych zegarków na rynku wtórnym. Jednak w odróżnieniu od komputerów, telefonów, czy telewizorów ich ceny nie spadają tak szybko. Jeżeli sprzęt jeszcze jest na gwarancji (która może wynosić od 2 do 3 lat), to zazwyczaj jego cena oscyluje w przedziale od 60 do 70 procent ceny zakupu. Nie inaczej jest w przypadku liczników kolarskich. Najbardziej „wypasiony” licznik na rynku, to niezmiennie od 2014 roku Garmin Edge 1000, a jego cena nie uległa większym zmianom, nawet pomimo wprowadzenia do sprzedaży nowszych i zgrabniejszych modeli Edge 520 i Edge 820. Co ciekawe, używane modele Edge 1000 sprzedawane są także za około 60 do 70 procent ceny zakupu. W przypadku kolarskich mierników mocy ich spadek wartości z czasem jest większy. Kiedyś rynkiem niepodzielnie rządził niemiecki SRM i po dziś dzień ceny owych mierników są, delikatnie mówiąc, wygórowane. Jeszcze 3 lata temu za korbę Campagnolo Super Record z miernikiem SRM trzeba było zapłacić ponad 15 tysięcy złotych, a teraz nowa kosztuje raptem 8 tysięcy (poza polskim dystrybutorem, u którego cena nadal wynosi 14 499 złotych). Wszystko przez rozwój tego sektora. Coraz większa jest liczba producentów i modeli, więc spadek cen był tylko kwestią czasu. W dniu dzisiejszym bez problemu możemy nabyć nowy miernik za nieco ponad 2 tysiące. Używanych watomierzy na rynku nie ma zbyt wiele, a jak już się pojawiają, to ich ceny oscylują w granicy 50 procent ceny zakupu.

Jeszcze inaczej wygląda sytuacja pianek triathlonowych. Ceny topowych modeli na przestrzeni ostatnich 7 lat rosły znacznie wolniej i pomiędzy większością producentów utrzymywały się na zbliżonym poziomie. Przykładowo, w 2010 roku pianka Blueseventy Helix kosztowała 700 dolarów, a teraz kosztuje 100 dolarów więcej. Wyjątkiem jest pianka Freak of Nature amerykańskiej firmy TYR, która od momentu wprowadzenia do sprzedaży w 2012 roku wciąż kosztuje 1200 dolarów, ale prawdopodobnie dzieje się to z powodu trudnej do przekroczenia granicy bólu klientów. Po 2–3 sezonach startów jakbyśmy o piankę triathlonową nie dbali, to bez większego wysiłku znajdziemy na niej ślady użytkowania w postaci zadrapań, dziurek, czy pęknięć. Sprzedaż używanej topowej pianki za 1/3 ceny zakupu można będzie uznać za sukces, ponieważ za te same pieniądze kupujący będzie mógł bez problemu nabyć nowy egzemplarz z niższej półki.

Artykuł ukazał się w magazynie „Triathlon” będącego częścią miesięcznika „Bieganie” w kwietniu 2017 roku.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *