Feedback Sports Omnium

Z zakupem trenażera jest trochę, jak z samochodem. No może nie do końca, bo bodaj ostatnią rzeczą jaką bierzemy pod uwagę wybierając trenażer jest bryła, czy kolor, ale proces decyzyjny w poszukiwaniach tego jedynego jest podobny. Odkąd hamulce tarczowe na dobre zagościły w rowerach górskich i pojawiają się w coraz większej ilości rowerów szosowych, a do sprzedaży trafiły trenażery z oporem bezpośrednim, to znaczy takie, które zajmują miejsce tylnego koła, okazuje się, że często już po zakupie trenażera albo musimy kurczowo trzymać się jednego standardu mocowania koła, lub podobnych grup osprzętu, albo czekamy aż producent trenażera umożliwi nam dokupienie akcesoriów pozwalających na stosowanie różnych standardów. Co prawda niektórzy producenci dostrzegli ten problem i projektują już swoje trenażery tak, aby zapewnić użytkownikowi nieco więcej swobody w wyborze roweru na jakim przyjdzie mu trenować dołączając w zestawie z trenażerem zestaw adapterów, o czym przekonałem się testując trenażer Elite Turno, ale nie jest to jeszcze pełna uniwersalność.

Posłużmy się przykładem trenażera Wahoo Kickr, którego używam już od przeszło czterech lat. Kupując go posiadałem zarówno rower szosowy i czasowy z 10-rzędowym napędem Shimano. Z czasem zmieniłem szosę na taką z 11-rzędowym napędem. Oczywiście nic nie stało na przeszkodzie, aby móc trenować na dowolnym rowerze na trenażerze, ale wówczas ewentualna zmiana roweru wymagała zmiany kasety. Przed udziałem w Cape Epic nabyłem rower górski z pełnym zawieszeniem wyposażony w 12-rzędową kasetę firmy Sram. Jako, że czasem zimą trzeba było wsiąść na trenażer, to nie mogłem trenować na rowerze, na którym miałem startować w Republice Południowej Afryki, bo nawet gdybym kupił odpowiedni adapter umożliwiający mocowanie na Wahoo roweru ze sztywną osią, to na bębenek i tak nie założyłbym kasety 12-rzędowej. W tym momencie możnaby się zastanowić nad sensem posiadania więcej niż jednego roweru, czy potrzeby żonglowania rowerami na trenażerze, ale pierwszą wątpliwość obala zasada n+1 (dla tych z Was w związkach s-1, czyli jeden rower mniej niż separacja), a drugą potrzeba chwili. Ponarzekawszy na problemy życia codziennego „rozpieszczonego bachora” trenowałem dalej jednocześnie szukając trenażera uniwersalnego. Pierwszym rozwiązaniem, jakie przyszło mi do głowy był trenażer rolkowy, choć znając moje zdolności ekwilibrystyczne pewnie musiałbym go kupić razem z uchwytem na przednie koło, co z kolei nadal ograniczało mnie do szybkozamykaczy. Rozmyślając nad rozwiązaniem tej zagwozdki przypomniało mi się zdjęcie Gwen Jorgensen trenującej na trenażerze na balkonie w wiosce olimpijskiej w Rio de Janeiro. Kilka chwil grzebania w internecie i okazało się, że korzystała z trenażera Feedback Sports Omnium, nie dość, że uniwersalnego, to jeszcze dużo bardziej mobilnego niż inne, z którymi wcześniej miałem do czynienia. Okazało się, że jest jeden sklep, który handluje sprzętem Feedback Sports, choć akurat nie mieli trenażerów, ale w końcu się doczekałem.

Pierwowzór trenażera Omnium wyprodukowała firma SportCrafters w 2014 roku, ale już rok później połączyła siły z cenionym producentem stojaków serwisowych i wystawowych Feedback Sports. SportCrafters mieli blisko trzydzieści lat doświadczenia w budowaniu trenażerów rolkowych, ale rama pierwszej wersji Omnium nie była dość stabilna, co udało się rozwiązać dzięki doświadczeniu i rozwiązaniom Feedback Sports. Czy połączenie sił wyszło Omnium na dobre? Sprawdźmy.

Pierwsze wrażenie przy rozpakowywaniu Omnium to zaskoczenie jego mikroskopijnymi wręcz rozmiarami i masą. Tak się złożyło, że tego samego dnia dotarły do mnie dwa trenażery, wspomniany wcześniej Elite Turno i właśnie Omnium. O ile pierwszy waży ponad dwadzieścia kilogramów, a jego opakowanie przypomina rozmiarem przerośniętą mikrofalówkę, to Omnium waży raptem sześć kilogramów, a pudełko jest wielkości dwóch kartonów na buty. Razem z trenażerem dostajemy torbę do jego transportu, której wymiary wynoszą 66 x 20 x 18 cm, a więc na upartego możnaby go zabrać ze sobą do samolotu jako bagaż podręczny.

Po rozłożeniu trenażera jego wymiary rosną do 150 cm długości i 67 cm szerokości, a proces ten nie wymaga użycia narzędzi i jest bardzo prosty. Rower mocujemy do trenażera za przedni widelec, a w komplecie z trenażerem otrzymujemy adaptery do szybkozamykaczy i osi sztywnych o wymiarach 12×100 mm, 15×100 mm i 15×110 mm. Wysokość uchwytu widelca można regulować aby dostosować ją do rozmiaru kół. Omnium przystosowany jest do korzystania z rowerami na kołach od 26 do 29 cali, a więc zarówno górskich, szosowych, jaki i przełajowych. Po zamocowaniu widelca pozostaje nam dostosowanie odstępu pomiędzy rolkami i statywem, przy czym odległość pomiędzy osiami kół przedniego i tylnego powinna się zawierać w przedziale od 84 do 121 cm. Teraz pozostaje tylko się przebrać i jazda, choć przy wsiadaniu na rower należy mieć na uwadze, że stojąc na rolkach znajduje się on kilkanaście centymetrów wyżej niż zazwyczaj.

W dobie postępującego podnoszenia „inteligencji” trenażerów i zwiększania ich możliwości Omnium wydaje się być nieco zacofany. Układ oporowy stanowią dwie niby zwykłe aluminiowe rolki o średnicy 10 cm, jednak w ich wnętrzu ukryto świetny magnetyczny system oporu progresywnego, będący owocem trzydziestoletniego doświadczenia SportCrafters w produkcji trenażerów rolkowych. Wraz ze wzrostem prędkości obrotowej rolek magnesy w nich umieszczone oddalają się od położenia początkowego, przez co rośnie opór. Po kilku sekundach od momentu, gdy przestajemy pedałować rolki zatrzymają się, jednak ponowne ich rozkręcenie nie jest problemem, ponieważ magnesy umieszczone wewnątrz rolek wróciły do swojego położenia początkowego. Co prawda nie można w tym przypadku mówić o tak realistycznym odzwierciedleniu wrażeń z jazdy, jak w przypadku trenażerów Wahoo Kickr, czy Tacx Neo, ale nawet moja „rozpieszczona” noga nie miała z tym problemów. Praca układu oporowego nie jest tak cicha jak w przypadku trenażerów Wahoo Kickr, Elite Turbo Muin, czy Elite Turno, jednak nadal jest o wiele ciszej niż w przypadku innych trenażerów z oporem magnetycznym. Telewizor podczas treningu na nim można bez problemu oglądać bez słuchawek, a nasi współlokatorzy i sąsiedzi nie będą się skarżyli na dochodzące dźwięki z „jaskini bólu”. Producent twierdzi, że trenażer jest kompatybilny z takimi aplikacjami treningowymi jak Zwift, The Sufferfest, TrainierRoad, czy Kinomap, ale chodzi tu tylko i wyłącznie o udostępnienie twórcom owych aplikacji krzywej oporu trenażera, co może zostać wykorzystane przez nie do estymacji mocy na podstawie danych o kadencji i prędkości (oczywiście o ile takowe czujniki posiadamy na rowerze).

Patrząc na ostatnie dziecko firmy Wahoo, tzn. moduł Climb dedykowany do trenażerów Kickr drugiej generacji, aż prosi się, aby w coś podobnego wyposażyć kolejną wersję Omnium, ale wówczas musiałoby być to sprzężone z regulacją odstępu pomiędzy rolkami i statywem, przez co trenażer straciłby na swojej mobilności. Być może czasami warto robić proste, niewyszukane, ale za to bardzo dobrze działające rzeczy?

Rozmiary Omnium mogą powodować u potencjalnego użytkownika wątpliwości co do jego stabilności. Co prawda rolki nie są za duże, ale umieszczono pod nimi sześć gumowych nóżek, przez co tylna część trenażera bez problemu trzyma się podłoża. Moją największą obawą był natomiast statyw pod przednim widelcem i to, czy podczas sprintów tylne koło nie spadnie z rolek. Tutaj pole do popisu mieli inżynierowie Feedback Sports i mogli się wykazać doświadczeniem zdobytym podczas projektowania stojaków serwisowych. Okazuje się, że przedni statyw jest na tyle stabilny, że nawet ośmiusetwatowe sprinty nie są dla niego straszne. Początkowo hamowałem się, ale z czasem moja pewność co do stabilności rosła i po kilku razach kompletnie przestałem na to zwracać uwagę. A tylne koło? Ani razu nie zdarzyło mi się, aby spadło poza rolki i wydaje mi się to mało prawdopodobne. Być może, gdybyśmy posadzili na rowerze Roberta Forstermana i kazali mu mierzyć się z tosterem.

Mechanizm oporowy wykorzystuje ślizgowe łożyska bezobsługowe, a więc nie wymagające obsługi smarowniczej. Nasze obowiązki ograniczają się tylko i wyłącznie do trenowania. Co prawda firma SportCrafters na pierwszą wersję Omnium dawała dożywotnią gwarancję, a Feedback Sports skrócił ten okres do trzech lat, ale wydaje mi się, że skoro układ oporowy pozostał bez zmian, to można być spokojnym o jego bezawaryjne działanie. W tym miejscu warto jednak wspomnieć o stukilogramowym limicie wagi dla układu rower + kolarz jeśli chcemy cieszyć się bezproblemową pracą trenażera.

Pozostaje jeszcze kwestia ceny. Trenażer Feedback Sports Omnium kosztuje 1999 złotych. Stoi więc w jednym szeregu z Wahoo Kickr Snap, Elite Turno, czy Kinetic Rock and Roll. Co prawda jak za niespecjalnie skomplikowany trenażer nie jest to mało. Ba! Jest to trzy razy więcej niż najprostsze trenażery Tacx, Elite, czy B’Twin. Jednak żaden z nich nie oferuje takiej uniwersalności jak Omnium. Niezależnie od tego na jakim rowerze chcemy trenować jego montaż do trenażera zajmie mniej niż minutę. Nie trzeba niczego przykręcać, odkręcać… wystarczy tylko ściągnąć przednie koło. No i nie zapomnijmy o jego mobilności. Tu napewno niejedna osoba popuka się w głowę, bo „po kiego grzyba” mobilność trenażerowi. Przypomnijcie więc sobie zdjęcia zawodników Astany, czy Quick-Step Floors, którzy podczas wiosennych obozów w Calpe kręcili na trenażerach, albo braci Ławickich, czy zawodników Trinergy trenujących w sali konferencyjnej Bornitu w Szklarskiej Porębie. Trenażer jednak czasem się przydaje, nawet jak jedziemy na obóz, a im jest mniejszy i mobilniejszy, tym większa jest szansa, że go ze sobą weźmiemy. Dokładnie taki jest Omnium. Korzystają z niego między innymi zawodnicy grup kolarskich Lotto Soudal i Trek Sagafredo, triathloniści Tyler Butterfield, Helle Fredriksen i Gwen Jorgensen, a także niżej podpisany.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *