Trenażer, najlepszy przyjaciel kolarza i triathlonisty

Pomimo kalendarzowego lata wielkimi krokami nadciąga słota, zimno i egipskie ciemności. Co prawda stare kolarskie przysłowie mówi, że na rower nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania, ale jazda na zewnątrz przy temperaturze minus trzydziestu stopni w śniegu po pachy, czy przy poziomo padającym deszczu w temperaturze kilku stopni Celsjusza nie jest najprzyjemniejsza. Owszem, są kolarze pokroju Michała Bogdziewicza, który trenażera unika niczym diabeł święconej wody, a jego wieloletnia średnia użycia trenażera oscyluje w okolicy jednego razu w roku. Dla większości z nas trenażer jest synonimem treningu zimowego. Dla jednych zło konieczne, dla innych środek treningowy jak każdy inny. Dla mnie jednak trenażer to coś więcej i pomimo trenowania w przysłowiowych czterech ścianach przez ponad sześć miesięcy w roku podczas pobytu na statku, będąc w domu nawet w środku lata wykonuję 1-2 treningi tygodniowo właśnie na trenażerze. Czysta głupota? Wprost przeciwnie. Trenażer ma mnóstwo zalet, w szczególności dla amatorów. Ma też swoje wady, ale parafrazując klasyka „rozchodzi się o to, żeby te minusy nie przysłoniły wam plusów”!

Kolarski trening stacjonarny to przede wszystkim oszczędność czasu. Nie zastanawiasz się jak się ubrać, gdzie pojechać, jak dobrać trasę, nie tracisz czasu na wyjazd z miasta (o ile mieszkasz w mieście), stanie na światłach, nie musisz myć roweru po treningu… po prostu siadasz i jedziesz. W moim przypadku można na tym wszystkim oszczędzić około pół godziny.

Wydawać by się mogło, że wraz z „postępem cywilizacyjnym” stosunek rodzimych kierowców do rowerzystów będzie stawał się coraz bardziej pozytywny, ale odnoszę wrażenie, że jest wręcz przeciwnie. Poza tym na przestrzeni ostatniej dekady samochodów jest po prostu coraz więcej na ulicach. Po kilku „przygodach” komunikacyjnych zaczynam doceniać bezpieczeństwo jakie mi daje jazda na trenażerze. Zresztą podobnego zdania jest moja małżonka, która najzwyczajniej w świecie się o mnie martwi, bo przecież „jeździsz jak wariat”. Znam ludzi, którzy z powodu troski o własne bezpieczeństwo trenują tylko na trenażerze, nawet po kilkanaście godzin tygodniowo, jednak ja się do nich nie zaliczam. Uwielbiam jeździć na szosie, jednak gdy czas na trening mam tylko w czasie szczytu komunikacyjnego, to albo trenuję w lesie, czy na szutrach, albo siadam na trenażer. Nie znaczy to jednak, że podczas jazdy na trenażerze jesteśmy w 100% bezpieczni…

Kolejną zaletą treningu stacjonarnego jest uniezależnienie treningu od pory dnia. Masz czas na trening pomiędzy 4 i 6 rano? Albo możesz kręcić w miejscu tylko, gdy położysz dzieci spać? Nie ma najmniejszego problemu. Oczywiście pod warunkiem wyboru trenażera, który nie zbudzi wszystkich domowników i sąsiadów.

Podobnie jest z uniezależnieniem od wspomnianych na samym początku warunków atmosferycznych. Za oknem może być minus trzydzieści stopni, plus czterdzieści stopni, bądź wiać wiatr o prędkości huraganu. Ciebie to nie interesuje. Wystarczy zadbać o odpowiednią temperaturę w pomieszczeniu (w mojej ocenie w przedziale pomiędzy 15 i 20 stopni Celsjusza) i postawić przed sobą wiatrak.

Jazda na trenażerze pozwala na precyzyjne egzekwowanie zaplanowanego treningu, w szczególności jakościowego. Przykładowo jeśli zadaniem są dwudziestominutowe odcinki z intensywnością okołoprogową, minutowe sprinty, czy pięciominutowe odcinki ponadprogowe, to jedynym elementem jaki może zawieść podczas takiego treningu jesteśmy my sami. Tutaj nie będzie można zrzucić winy na długi zjazd, światła, czy inne „przeszkadzacze”. Mając zadany przedział powiedzmy od 270 do 280 watów jedynym co zaprząta naszą uwagę jest utrzymywanie zadanej mocy.

Podczas jazdy w terenie nie sposób się nudzić. Skupiamy swoją uwagę na otaczającej nas naturze i drodze którą pokonujemy. Jazda w miejscu potrafi z kolei być niesamowicie nudna. Szczególnie jeśli nie odwrócimy uwagi od faktu, że kręcimy się bez celu niczym chomik w kołowrotku. Czas spędzony na trenażerze jest świetną okazją do nadrobienia zaległości filmowych, serialowych, czy książkowych. Marcin Konieczny cały rok zbiera filmy i seriale, żeby je później wszystkie pochłaniać w ilościach hurtowych właśnie podczas treningów w czterech ścianach. Ja z kolei preferuję książki na czytniku, ale na niektórych treningach istnieje spora szansa, że będę miał problemy ze składaniem liter i wówczas wybieram lekkie kino. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby z odpowiednim sprzętem podczas luźnych jednostek treningowych pracować na komputerze.

Do tego wszystkiego dochodzą mniejsze korzyści i możliwości, jakie dają nowoczesne trenażery, jak choćby odtworzenie i przejechanie trasy wyścigu bez wychodzenia z domu, czy wirtualna rywalizacja w czasie rzeczywistym. Na trenażerze można też pracować nad techniką pedałowania, czy korzystać z nich do rozgrzewania się przed wyścigiem bez troski o ewentualnych defekt na rozgrzewce, lub schłodzenia się po wyścigu, ale do tego przydałby się jak najmniejszy i najlżejszy trenażer.

To tylko niektóre z zalet kolarskiego treningu stacjonarnego. Jeżeli słyszę, że ktoś mówi o niemożliwości wysiedzenia na trenażerze dłużej niż 30 minut, to jest tak bodaj tylko i wyłącznie z powodu złego nastawienia. Wystarczy przeprowadzić prostą analizę potencjalnych zysków wynikających z treningu w czterech ścianach i umiejętnego odwrócenia od tego faktu uwagi, jak chociażby treningiem interwałowym, czy „rozpraszaczami” audiowizualnymi i wówczas nawet cztery godziny kręcenia w miejscu niestraszne. Trenażer jest dla ludzi. Przez cały rok. Wystarczy się do niego tylko przekonać.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

13 komentarzy

  1. Michał

    Super wpis! Właśnie przymierzam się do zakupu trenażera na zimę. Przyznam szczerze, że jazda na szosie mnie
    stresuje. Zanim człowiek wyjedzie za miasto już jest umęczony tymi wszystkimi samochodami, chodnikami, pieszymi.
    Poza miastem też momentami lekko nie jest. A na trenażerze pełen luz. Ja uzbierałem sobie wszystkie 7 sezonów Gry o
    tron także nudzić się nie będę! Pozdrawiam!

  2. Artur Pupka

    Fajne. Jak zwykle od Ciebie.
    Kiedyś mieliśmy wspólną
    dyskusję na temat przy okazji
    RPA..:)) Ale generalnie zgadzam
    się z Toba:)

  3. Arek

    Przeczytalem po lebkach..|Uwazam ze
    ten wpis jest plytki i skierowany do
    czlowieka – gomuly miesa, ktory nie
    mysli albo po prostu do czlowieka
    ktory pierwszy raz zobaczyl trenzer:)
    Nie wiem jaki wogle cel jest takiego
    artukulu? Co konkretnie autor chcial
    przekazac ? Brakuje mi w pl tri
    blogach -smaku, ciekawostek,
    nietuzinkowego podejscia jakbym
    czytal i: wow tego nie wiedzialem,
    ale gosc jest webski:) A tu..ABC.
    Sorry taki mamy klimat.

  4. el Kapitano
    el Kapitano

    Drogi Arku. Życzę powodzenia w
    poszukiwaniu głębszych treści, na
    pewno można takie znaleźć. Szkoda, że
    nie u mnie, ale jak już wspomniałeś
    taki mamy klimat… Jak widać nie
    jestem w stanie trafić do każdego z
    treściami, jakie tworzę, ale wiesz
    co? Wcale mi to nie przeszkadza. Na
    szczęście mogę sobie na to pozwolić,
    bo to mój blog. A cel? Co chciałem
    przekazać? Wystarczy przeczytać wstęp
    i zakończenie, nawet po łebkach.

  5. mct77

    Hej,
    bardzo Cię szanuję i podziwiam, ale w
    większości się zgodzę z Arkiem i
    Twoje wytłumaczenie jest… słabe.
    Poprzednimi wpisami postawiłeś sobie
    poprzeczkę, która w gąszczu blogerów
    była nad wyraz wysoka. Zawsze z
    wypiekami czytałem co napisałeś i
    zawsze sprawiało mi to przyjemność
    choćby ostatnio test stroju, czy
    Twoja walka na ISL już nie
    wspominając RPA, zwłaszcza że Michała
    znam osobiście. To na prawdę działało
    na wyobraźnię, a teraz Arek
    napisał… że się zawiódł, i ja też
    się zawiodłem zwłaszcza po tytułowym
    zdjęciu (Feedback teraz chyba
    Omnium???) i kolejnych, które
    zapowiadały…. no i tu się
    zawiodłem… sam rozumiesz w jednym
    miejscu Wahoo, Zwift i CycloOps….
    ale trzymam za Ciebie kciuki i czekam
    na kolejny wpis, ale napisz coś jak
    to napisał Arek – smacznego…
    ciekawego….
    Pozdrawiam!

  6. Łukasz Kolasa

    Ok, przekonałeś 😉 mam dosyć jazdy zimą na dworze. Picie wody a’la Mohito bądź lizanie Snickersa w którego nie
    można ugryźć bo zdążył mi zamarznąć po godzinnej jeździe. Przejechałem około 7 tys km w tym roku i mam prawo
    być zły bo przez większość treningów musiałem odpowiednią ilość czasu poświecić na odpowiedni ubiór. Realnie
    piszesz, bo również przeznaczam ok 30 min. pod rowerową jednostkę treningową. Skromnie podsumowując 300
    treningów kolarskich razy 30 min?! Ooo fak! A ile nerwów, ile razy musiałem mój środkowy palec angażować w celu
    wyjaśnienia porządku w ruchu drogowym i nie tylko paluchem..
    Dobra moje pytanie. Dotychczas miałem tacxa flow ale sprzedałem w zamian na rower ,,zimowy”. Teraz planuje
    zainwestować w lepszy trenażer. Budżet ok. 3000 zł ( mam nadzieje, ze żona nie znajdzie tego opisu )
    Jaki trenażer byś mógł mi polecić ? Dodam, ze mam również na moim rowerze szosowym pomiar mocy w
    korbie ,,SRM” i generalnie zwykła rolka mi wystarczała ale pragnę sobie urozmaici sezon zimowy o programy jak
    zwift, odzwierciedlenie intensywności, pomiaru mocy i innych dodatków na trenażerze. Podróżować z tym
    urządzeniem nie będę ale praktyczność w tym urządzeniu byłoby fajne.
    Dzięki z góry i czekam na następny wpis

  7. Piotr

    Świetny artykuł. Bardzo interesuje
    mnie to czy zauważyłeś jakieś większe
    różnice w faktycznie mierzonej mocy
    między klasycznymi miernikami mocy
    np. w korbie, pedałach a pomiarem
    dokonywanym przez trenażer Turbo Muin
    Smart B+?

  8. bobiko

    Czy trenażer jest najlepszym przyjacielem kolarza? No kurde, po sobie wiem, śmiem wątpić w to bo 3 lata tamu taki
    nabyłem w deca i po 4-5 jazdach odpuściłem. Nie z powodu złego nastawienia ale bardziej braku czasu i miejsca
    gdzie mógłbym na tym pojezdzić. MOże jak bede miał swój dom to poszaleję i też sobie klimacik z zwiftem stworzę.
    Niemniej pozostaje mi ogólnorozwojowa siłka (np. tabata / crossfit) by rozwinąć inne mięśnie, zaniedbane przez 3/4
    roku.

    co do reszty komentarzy, to nie mogę z nimi zgodzić. Ten wpis, jak wiele innych jest warty uwagi i co najwazniejsze,
    prezentuje stanowisko autora – praktyka rozwiązań. Można z nim się nie zgodzić ale jak najbardziej polemizować
    poprzez dobra argumentację. i tutaj widzę, ze w komentarzu GOści tego brakuje.

    Pozdrower i udanego okresu trenażerowego!

  9. el Kapitano
    el Kapitano

    @Łukasz Kolasa – od bodaj 4 lat
    korzystam z Wahoo Kickr i uwielbiam
    go, choć ostatnio nabyłem Feedback
    Omnium i jestem nim zachwycony, ale
    to zupełnie inna zabawka.

    @Piotr – odpowiem na przykładzie
    Wahoo Kickr. Początkowo, zaraz po
    zakupie, w przypadku mojej jednostki
    obserwowałem różnice rzędu 30-40
    watów. Napisałem do Wahoo i pokazali
    mi jak zmienić naciąg pasa. Przyznali
    się do błędu, to były ich początki,
    zaproponowali wymianę, ale ja nie
    chciałem odsyłać go do Stanów
    (wówczas nie mieli centrum
    dystrybucyjnego w Holandii) i
    zrobiłem to samemu, bo miałem punkt
    odniesienia. Teraz mam „na
    warsztacie” do końca września Elite
    Turno, który jest takim nowym Turbo
    Muinem, ale z wbudowanym czujnikiem
    Misuro. Niewielkie różnice wskazań
    pomiędzy nim i miernikiem power2max
    są, ale nic drastycznego biorąc pod
    uwagę, że Misuro nie mierzy mocy,
    tylko na podstawie prędkości i
    kadencji odczytuje moc z krzywej
    obciążenia i wartość tą transmituje
    jako moc.

  10. Tomasz

    Emil,
    Kupiłem trenazer Elite Turbo Muin bazując m.in. Na Twoich rekomendacjach. Jestem bardzo
    zadowolony – wielkie dzieki. Niemniej mam problem – sprawdzałem już wszystkie ustawienia, ale
    ciagle wydaje mi sie, ze podawana prędkość jest za niska (np. około 23 km/h przy średnio 220
    watach). Czy miałeś takie doświadczenia lub słyszałeś o takich problemach.
    Z góry dziekuje za pomoc.
    Tomasz

  11. el Kapitano
    el Kapitano

    @tomasz sprawdź ustawienia w
    aplikacji, a dokładniej obwód koła,
    bo prędkość jest jego pochodną, z
    czujnika Misuro korzystałem tylko w
    nowym Turno i tam mniej więcej się to
    zgadzało

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *