Żele energetyczne Spring Energy

W 2017 roku żele energetyczne obchodzą swoje trzydzieste urodziny. Pierwszy żel energetyczny opracował południowoafrykański naukowiec i jednocześnie sportowiec Tim Noakes. Nazwisko brzmi znajomo? Powinno, bo to autor takich książek jak Lore of Running, Running Injuries: How to Prevent and Overcome Them, Waterlogged: The Serious Problem of Overhydration in Endurance Sports, czy w końcu najbardziej kontrowersyjnej The Real Meal Revolution. Wróćmy jednak do żeli. Opracowany przez niego w 1987 roku żel zawierał około 25 gramów węglowodanów i dla wygody użycia umieszczono go w plastikowym woreczku. Co ciekawe, produkt ten był kompletnie nieznany poza Republiką Południowej Afryki aż do 1993 roku, kiedy to w nieco zmienionym składzie zaczęto go produkować w Europie. Jeszcze dwadzieścia lat temu żele energetyczne były całkowitą abstrakcją dla amatorów. Z kolei teraz można je kupić w sklepie spożywczym, w aptece, czy nawet na stacji benzynowej, a do wyboru mamy dziesiątki producentów i smaków w przeróżnej konsystencji. Jak się w tym odnaleźć? Jak znaleźć „swój” skład, smak i konsystencję? Na to nie ma żadnej recepty. Po prostu trzeba próbować, próbować i jeszcze raz próbować. Oczywiście nie podczas startów, a na treningach i to najlepiej tych o intensywności zbliżonej do tej planowanej podczas startu docelowego. Kończę swój dziewiąty triathlonowy sezon i pomimo, że mam zestaw wypróbowanych źródeł energii na określone dystanse i intensywności, to niemniej jednak cały czas szukam. Nawet jeśli jest dobrze, to wcale nie oznacza, że nie może być lepiej. I tak oto trafiłem na żele energetyczne Spring Energy.

Dlaczego warto zwrócić uwagę na żele akurat tego producenta? Przede wszystkim ze względu na skład, który stanowią w 100% naturalne składniki. Do wyboru mamy trzy smaki (mango, masło orzechowe i śliwka), a niebawem dojdzie do tego czwarty – wiśniowy. W zamyśle producenta każdy ze smaków odpowiada określonemu zastosowaniu. Long Haul, czyli żel o wiodącej nucie masła orzechowego, to zbalansowana mieszanka węglowodanów mająca na celu dostarczanie energii podczas długotrwałego wysiłku. Śliwkowy Power Rush zawiera większą ilość cukru, co w teorii ma pomóc przy pokonywaniu intensywniejszych odcinków. Z kolei Hill Aid o przeważającym smaku mango zawiera kofeinę. Bazą każdego smaku jest ryż, banan, miód i/lub melasa, lecytyna, olej lniany, witamina C, sól morska i kwas cytrynowy. Stosunek glukozy do fruktozy wynosi 2:1 i jak pokazują badania naukowe kompozycja taka cechuje się największą przyswajalnością węglowodanów. Producent twierdzi, że odpowiednia kompozycja węglowodanów i innych składników daje lepsze wyniki, ponieważ nie dochodzi wówczas do wysycenia jednego źródła energii, szklaku metabolicznego itd. Metabolizm w trakcie wysiłku nie opiera się na jednym metabolicie, zmieniają się proporcje, ale metabolizujemy jednocześnie tłuszcze, węglowodany i aminokwasy, a wg producenta w żelach Spring Energy mamy wszystkiego pod dostatkiem, poza maltodekstryną. Brak maltodekstryny powoduje brak nagłych skoków i spadków glukozowych/insulinowych, a odpowiednio dobrana kwasowość i osmotyczność powoduje mniejsze problemy gastryczne. Teoria swoje, a praktyka swoje, więc niezależnie od tego, co zakłada i deklaruje producent należy zastosować jedną z najpopularniejszych i najskuteczniejszych strategii militarnych, tj. rozpoznanie bojem i zobaczyć jak nasz organizm będzie reagował na owe żele.

A reakcje mogą być różne. Podstawową kwestią nie jest skład, czy ilość węglowodanów, a smak! Jeżeli żel będzie miał najlepszy możliwy skład i najwyższą przyswajalność jednocześnie nam nie smakując, do tego stopnia, że będzie trzeba się zmusić, aby go przełknąć, to na pewno nie będzie to żel dla nas. Long Haul faktycznie smakuje masłem orzechowym i na pewno nie można go nazwać żelem słodkim. W mojej ocenie był nieco zbyt kwaśny. Podobnie Hill Aid pomimo wiodącego smaku mango także ma nieco kwaskowaty posmak, jednak już kilka minut po jego spożyciu czuć działanie kofeiny, co z racji iż nie piję kawy było dla mnie wyraźnie odczuwalne. Hitem w mojej ocenie jest Power Rush, który w smaku przypomina powidła węgierkowe bez nadmiernego poczucia słodyczy. Żele mają konsystencję przecieru owocowego i bezpośrednio po spożyciu nie czułem potrzeby ich popijania, aczkolwiek nawet jeśli konsystencja tego nie wymaga, to zawsze warto popijać żele, lub przyjmować je rozcieńczone z wodą, co także nie jest problemem. A dlaczego warto popijać żele? Ponieważ w obecności wody są lepiej trawione i szybciej trafiają do krwiobiegu.

W ofercie Spring Energy znajduje się jeszcze jeden produkt wart wspomnienia. Jest to koncentrat napoju z elektrolitami Electroride. W 35-gramowej saszetce znajduje się mieszanka skoncentrowanych soków jabłkowego, cytrynowego, z żeń-szenia i z imbiru, a także miodu, skrobi, soli himalajskiej i mięty. Jego zawartość rozpuszczamy w około 500 mililitrach wody i tym samym otrzymujemy naturalny izotonik z elektrolitami. Tak otrzymany izotonik zawiera 20 gramów węglowodanów, z czego 14 gramów to cukry, 210 mg sodu i 30 mg potasu, a jego wartość energetyczna to 80 kilokalorii (w 500 ml). Jak smakuje? Dominuje jabłko i imbir, co mnie akurat pasuje, aczkolwiek preferuję mieszanki hipotoniczne, więc rozpuszczam jedną saszetkę w około 700 ml wody.

Zauważyłem ostatnio, że producent nieco powiększył opakowania i zrewidował skład żeli, aby w jedna saszetka posiadała wartość energetyczną około 100 kilokalorii (Long Haul 110 kcal w 41 g, Power Rush 90 kcal w 45 g i Hill Aid 100 kcal w 41 g), oraz na rynku amerykańskim wprowadził żel „regeneracyjny” o smaku wiśniowym ze zwiększoną zawartością białka. Według dystrybutora powinny się one pojawić na krajowym rynku w drugiej połowie września.

I tak dochodzimy do kwestii ceny. Jeden żel kosztuje 9 złotych. Dużo? To już pytanie, na które musisz odpowiedzieć sobie sam. Oczywiście, można kupić tańsze, ale można też kupić droższe. Chwila szukania, bądź zadanie pytania dystrybutorowi i dostaniecie 15% kod rabatowy na ich zakup. Warto jeszcze wspomnieć, że data przydatności do spożycia żeli Spring Energy to sześć miesięcy od daty produkcji, więc przed zamówieniem wypadałoby zapytać kiedy mija ich termin ważności.

Na pewno warto spróbować, bo tylko metodą prób i błędów można znaleźć ten jeden jedyny – żel nad żele, który akurat dla nas będzie najsmaczniejszy, najlepiej przyswajalny i powodujący najmniejsze problemy. Obecnie problemem nie jest to, z czego, ale jak i ile energii dostarczać organizmowi podczas sportów wytrzymałościowych, a to jak już wspominałem wymaga czasu. Czy częścią składową Waszej strategii żywieniowej będą żele Spring Energy? O tym musicie przekonać się sami. Nie dajcie się jednak zwariować i nie pochłaniajcie dziesiątków żeli tygodniowo na wszystkich treningach. Nie tędy droga.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

3 komentarzy

  1. Bartek

    Używałem ich. Bardzo
    fajne To jedne z dwóch
    rodzajów które łykałem
    bez obrzydzenia. Co
    więcej, Long Haul nawet
    mi smakował. .

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *