Kombinezon triathlonowy Ristretto

Praca z Włochami na włoskim statku to w skrócie ciężki kawałek chleba. Przez ostatnie siedem lat jadłem makaron przyrządzony na wszystkie możliwe sposoby. Całej „łaciny” nie poznałem, ale odszczekać mógłbym się tak, że niejednego makaroniarza by zatkało. Cóż, jak wchodzisz pomiędzy wrony, to z czasem zaczniesz krakać jak i one. Przez ten okres rękoma i nogami broniłem się przed piciem z nimi kawy. Pić kawy nie mogę, nie umiem, nie lubię, ciężko to wytłumaczyć. Nie i już. Raz jednak dałem się namówić i spróbować, a pech chciał, że było to ristretto. Ristretto, to takie mniejsze espresso. Przyrządza się je z takiej samej ilości kawy, ale w o połowie mniejszej objętości wody. Jeżeli ktoś nazywa mocną kawę „szatan”, to nie wiem, jak nazwać ristretto. Normalnie jakbyś obuchem w głowę dostał. Wolałbym strzelić 25 ml czystego spirytusu niż tą mniejszą czarną. Swoją inicjację z ristretto zepchnąłem w odmęty świadomości z myślą, że uda mi się kiedyś o niej zapomnieć, aż trafiłem na strój startowy firmy Ron o nazwie… RISTRETTO! Nie sądzę, aby Kuba Brzeziński wiedział o moich kawowych perypetiach, ale zakrawało to na perfidną prowokację. Jako że jednym ze sposobów wyjścia z traumy jest stopniowe doświadczanie, we względnie bezpiecznym otoczeniu i przez świadome odczuwanie reakcji swego ciała, to postanowiłem spróbować przetestować ów strój startowy.

Strój startowy Ristretto dostępny jest tylko w jednej wersji kolorystycznej i w sześciu rozmiarach (S, ST, M, MT, L i XL). Przy wzroście 180 cm, masie 76 kg i obwodzie klatki piersiowej 102 cm rozmiar M jest w moim przypadku niczym szyty na miarę. Co prawda na stronie sklepu znajdziemy tabelę rozmiarów, jednak obejmuje ona tylko 4 rozmiary (S, M, L i XL). Podejrzewam, że rozmiary pośrednie (ST i MT, czyli mały-wysoki i średni-wysoki) mają takie same obwody odpowiednio jak rozmiary S i M, a różnią się tylko długością nogawek i korpusu, jednak stuprocentowej pewności nie mam.

Zgodnie z panującymi trendami Ristretto posiada rękawki dzięki czemu jest bardziej aerodynamiczny. Pozwala to na zaoszczędzenie nieco ponad minuty na dystansie 90 km w porównaniu ze strojem bez rękawków przy założeniu prędkości 36 km/h. Skąd wiadomo, że akurat tyle? Poprzez pomiar zmniejszenia siły oporu aerodynamicznego w testach przeprowadzanych w tunelu aerodynamicznym. Znając zmianę siły oporu można obliczyć zysk czasowy. World Triathlon Corporation, czyli instytucja stojąca za imprezami Ironman, Ironman 70.3 i 5i50 oficjalnie dopuściła stroje startowe z rękawkami do użycia na imprezach pod swoim patronatem w lutym 2016 roku. Na imprezach po patronatem ITU w strojach z rękawkami startować nie wolno. Wróćmy jednak do Ristretto. Kolejnym rozwiązaniem, które ma dodatkowo poprawiać aerodynamikę stroju są rękawy, oraz panel na plecach wykonane w technologii turbo stripes. Wyglądają one jakby były wykonane z pasków układających się w kierunku opływu powietrza, co ponoć czyni przepływ strumienia na powierzchni stroju bardziej laminarnym, ale nie mam jak tego zweryfikować. Biorąc pod uwagę numer startowy powiewający na naszych plecach całą rzeczoną laminarność przepływu szlag trafia, ale nie sposób o tym nie wspomnieć. Przedni panel wykonano w technologii hexaero, czyli zastosowano strukturę plastra miodu z mikrootworami, co z kolei odpowiada za chłodzenie organizmu, a właściwie za poprawienie cyrkulacji powietrza i odprowadzania potu. Podobne panele zastosowano pod pachami i na plecach. Dolną część stroju wykonano z materiału nieabsorbującego wody, nogawki wykończono silikonowymi opaskami, a po ich bokach umieszczono dwie kieszonki. Wkładka to włoskiej produkcji La Fonte 3-warstwowy model SAT o grubości 8 mm. Na koniec zostawiłem coś, jest moim zdaniem hitem tego stroju, a mianowicie sposób w jaki strój się zapina. Nie jest to tradycyjnie wszyty zamek do pępka pomiędzy dwoma częściami materiału. W Ristretto dolna część stroju przypomina krojem spodenki kolarskie, a górna część na nią zachodzi i można ją rozpiąć dokładnie tak, jak koszulkę kolarską. Rozwiązanie takie powoduje, że kombinezon nie ciągnie nas w dół gdy go zapniemy. Jego to szczególnie odczuwalne, gdy jesteśmy w górnej granicy rozmiaru. Tutaj nie ma takiego problemu. Poza tym załatwienie przysłowiowej jedynki w takim stroju również jest łatwiejsze niż w klasycznym stroju jednoczęściowym.

Ristretto w cenie detalicznej kosztuje 489 złotych, jednak z racji kończącego się sezonu można go teraz nabyć w promocji za niecałe 400 złotych. Czy to dużo? Jak za metr kwadratowy materiału to pewnie dużo, ale biorąc pod uwagę jakość stroju i zastosowane w nim rozwiązania, oraz porównując go z podobnymi strojami renomowanych producentów, to jest to cena niska. Szczególnie uwzględniając, że stroje są szyte w Polsce!

Muszę przyznać, że zakochałem się w stroju startowym Ristretto. Przez ostatnie dziewięć lat „przerobiłem” kilknanaście strojów triathlonowych zarówno uznanych marek (2XU, Huub, Craft, Castelli, Tyr), tych mniej renomowanych (Dare2Tri, Rogelli), oraz strojów personalizowanych (Martombike, Vitesse, DMTEX). Większość z nich wisi w szafie po dziś dzień, a na start wybieram jeden z dwóch, tj. personalizowany strój Vitesse, lub Huub. Pierwszy zakładam najczęściej, bo jak promować, to najlepiej siebie, a drugi jak jest bardzo zimno z racji posiadania długich rękawów. Tylko z tego względu Ristretto nie stał się moim wyborem startowym, ale na treningi zakładkowe jest wprost idealny. Przez cztery lipcowe tygodnie trenowałem w nim po kilkanaście godzin w tygodniu, prałem go niemal codziennie, zaliczyłem w nim dwa upadki (jeden na rowerze i jeden podczas biegu) i już nie chcę zakładać niczego innego na treningi. Przyszedł sierpień, pojechałem na statek i na zakładki nadal ubieram Ristretto. Przyzwyczaiłem się do kieszonek na nogawkach (które pomieszczą nawet sporych rozmiarów smartfona), uwielbiam sposób w jaki strój się rozpina (co szczególnie doceniam trenując w czterech ścianach, lub gdy jest po prostu gorąco), a wkładka jest na tyle komfortowa, że wysiedzenie na siodełku 3 godzin, oraz następnie przebiegnięcie 20 km nie jest najmniejszym problemem i to bez obtarć. Pomimo że udało mi się wyleczyć z kawowej traumy, to do picia kawy nadal się nie przekonałem.

Niestety obawiam się, że Ristretto pomimo swoich licznych zalet nie utrzyma się na rynku zbyt długo. Przede wszystkim dlatego, że prędzej, czy później zawodnicy sięgają po stroje personalizowane, lub częściej preferowane stroje dwuczęściowe. Tylko jedna wersja kolorystyczna, brak damskiej rozmiarówki, czy w końcu ze względu na niską rozpoznawalność marki też pewnie nie pomogą. Prawdopodobnie też niejedna osoba mając wydać blisko 500 złotych na strój startowy mało popularnego producenta postanowi dołożyć stówkę do stroju „markowego”. Szkoda, taki jest rynek, ale obym się mylił, bo Ristretto jest naprawdę świetnym strojem. Pytanie czy ten fakt sam w sobie pozwoli mu się obronić.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *