Kurtka Compressport Hurricane Wind Storm

Nigdy nie lubiłem biegać w wiatrówce. Zapewne dlatego, że gdy ją zakładałem było zimno, albo mokro, a jak do tego jeszcze wiało, to byłem już całkiem niczym żagiel. Następnie wystarczyło, że zrobiło się trochę cieplej w trakcie biegu, a ja momentalnie zaczynałem się przegrzewać i kurtka trafiała w krzaki (o ile biegałem na pętli), bądź biegałem z kurtką przewiązaną wokół pasa. I tak ze względu na powyższe w dni kiedy pogoda nie rozpieszczała to zazwyczaj trenowałem na bieżni mechanicznej, albo tak wybierałem odzież, aby nie biegać w wiatrówce jako takiej. Sytuacja zmieniła się, gdy na początku maja w moje ręce, a właściwie na mój grzbiet trafiła kurtka Compressport Hurricane Wind Storm. Jak to możliwe?

Compressport Hurricane Wind Storm jest ultralekką biegową kurtką przeciwwiatrową. Na pewno nie jest najlżejszą wiatrówką na świecie, ponieważ przy masie 110 gramów jest o kilkanaście gramów cięższa od tych najlżejszych. Jednak te kilkanaście gramów nie ma najmniejszego znaczenia, ponieważ kurtka waży w zasadzie tyle, co koszulka techniczna, czyli prawie nic, a już na pewno zdecydowanie mniej, niż moja poprzednia wiatrówka.

Już na pierwszy rzut oka widać, że osoba, bądź osoby odpowiedzialne za jej zaprojektowanie dobrze odrobiły zadanie domowe. Kurtka w większości wykonana jest z poliamidu w technologii Stormproof/Coldstopper, czyli materiału chroniącego przed wiatrem i izolującego od chłodu, ale nie znajdziemy go na plecach. Tam zastosowano znany z odzieży termoaktywnej szwajcarskiego producenta materiał z technologią wentylacyjną on/off, który dodatkowo wzbogacił się o właściwości elastyczne. Po co? Przede wszystkim po to, żeby zapewnić odpowiednią termoregulację przy jednoczesnym umożliwieniu założenia kurtki bezpośrednio na plecak, bez jego ściągania. Tak, drodzy czytelnicy, to co dla jednych może wydawać się oczywiste, dla innych może być zaskoczeniem, ale istnieją dyscypliny biegowe, gdzie biega się z plecakiem i wcale nie chodzi tu o dodatkowe kilogramy, których nie udało nam się zgubić po zimie. Z technologią on/off zetknąłem się pierwszy raz w koszulce termoaktywnej firmy Compressport i podobnie jak w jej przypadku muszę przyznać, że również i w kurtce wiatrowej technologia ta się sprawdza. Doceniłem to szczególnie 10 maja, kiedy to przy padającym śniegu (kto to widział, żeby w maju padał śnieg) na treningu biegowym zadaniem głównym było 8 odcinków 400-metrowych bieganych w tempie 3:20/km.

Zaczynając trening o godzinie 9 rano odczuwalna temperatura wynosiła -3 stopnie Celsjusza. Wiedziałem, że będzie mi „ciepło” w zasadniczej części treningu, więc ubrałem koszulkę termiczną z długim rękawem i wiatrówkę Compressport Hurricane Wind Storm. Przez pierwsze dwa kilometry nie było mi za ciepło, ale kurtka w wystarczającym stopniu izolowała mnie od południowo-wschodniego wiatru o prędkości 16 km/h i padającego mokrego śniegu. Najbardziej ciekawiło mnie jednak, czy się w niej nie „zagotuję” na czterysetkach i ku mojemu zdziwieniu nie musiałem nawet jej rozpinać. Po treningu najbardziej zadziwiło mnie to, że kurtka nie była mokra od wewnętrznej strony, czyli kolejny dowód na sprawnie działające mechanizmy wentylacyjne. Dwa tygodnie później miałem okazję pobiegać po Tatrach, ale przy znacznie lepszej pogodzie. Temperatura w okolicy 16 stopni Celsjusza, częściowe zachmurzenie, wschodni wiatr o prędkości 8 km/h. Ponownie założyłem koszulkę termiczną z długim rękawem i wiatrówkę Compressport Hurricane Wind Storm aby sprawdzić, jak sobie poradzi w takich warunkach. No i ponownie mnie nie zawiodła. Na podbiegach nie przegrzewałem się, a po zatrzymaniu się, czy podczas przejścia przez Jaskinię Mroźną kompletnie nie odczuwałem chłodu. Są to raptem dwa przypadki z kilkunastu, kiedy biegałem w tej kurtce i ani razu się na niej nie zawiodłem. Warto jednak w tym miejscu wspomnieć, że nie jest to kurtka wodoodporna. Przy bieganiu w ulewie po kilkudziesięciu minutach woda zaczyna przesiąkać przez materiał, ale nie jest to nic nadzwyczajnego wziąwszy pod uwagę brak nieprzepuszczającej wilgoci membrany. To, co najbardziej mnie niepokoiło, ale na szczęście nie było mi dane przekonać się o podstawności moich obaw, to wytrzymałość materiału na rozdarcia. Kurtka Hurricane Wind Storm nie wydaje mi się być delikatną niczym jajko Fabergé, ale nie jestem pewien, czy przetrwałaby bez rozdarć po spotkaniu z kolczastym krzewem.

Dla fanów biegania po zmroku dobrą wiadomością będą odblaskowe napisy i logotypy, jakie umieszczono na całej długości prawego rękawa i na kieszonce na plecach, oraz na lewej piersi. Wspomniana wcześniej kieszonka nie nadaje się moim zdaniem na przenoszenie w niej telefonu, czy innych ciężkich przedmiotów, ponieważ najzwyczajniej w świecie będzie podczas biegu latała ze strony na stronę, jednak paczka chusteczek higienicznych, czy dwa żele jak najbardziej mogą być w niej przenoszone. Kieszeń ta ma jeszcze jedną funkcję. Otóż może być wykorzystana jako pokrowiec na kurtkę. Po prostu kompresujemy kurtkę „w kulkę” i odwracamy kieszeń na druga stronę. Wewnątrz kieszeni umieszczono elastyczny pasek, który może posłużyć do przytwierdzenia tak spakowanej kurtki do ramienia, nadgarstka, bądź zewnętrznej strony dłoni. Wspomniałem już wcześniej o ergonomii?

Pobieżnie analizując wykonanie kurtki nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mottem towarzyszącym projektantom w jej tworzeniu była ergonomia, co z kolei ich koledzy z działu reklamy powtarzają bez końca. Ergonomiczny zamek, ergonomiczny kołnierz, ergonomiczny kaptur i tak do znudzenia, ale prawdę powiedziawszy nie są to puste slogany. Asymetryczny zamek początkowo wydawał mi się fanaberią projektanta, ale okazuje się, że stała za tym chęć zmniejszenia sztywności kurtki w przedniej części kołnierza i ocierania o podbródek. Pierwsze odczucie – jest inaczej, ale trudno odmówić racji zastosowanemu rozwiązaniu. Ergonomiczny kołnierz ma pozwalać na swobodne obracanie głowy przy jednoczesnej ochronie szyi przed wiatrem i zimnem, niezależnie od tego, czy założymy kaptur na głowę, czy nie. Pod warunkiem poprawnego dobrania rozmiaru po raz kolejny stwierdzenie to nie jest bezpodstawne. No i w końcu kaptur. Chyba nikt nie lubi biegać w kapturze, ale podobno w tym kapturze łatwiej obracać głowę jednocześnie chroniąc ją przed wiatrem i deszczem. O ile ułatwienia w obracaniu głowy nie odczułem, to spodobał mi się system regulacji kaptura.

Poprawnie dobrany rozmiar kurtki powoduje, że nie jest ona zbytnio opinająca, ale przylega do ciała. Dzięki temu na wietrze nie czułem się jak żaglowiec. Genialnym rozwiązaniem są otwory na kciuki znajdujące się w dolnej części rękawów. Będące dopełnieniem ściągaczy na końcach rękawów w idealny sposób zapobiegają podwijaniu się rękawów oraz dostępowi chłodu, ale założywszy je na kciuki możemy zapomnieć o dostępie do wskazań zegarka. Jak nic przydałoby się swego rodzaju okienko, ale jak mawia moja mama – nie można mieć wszystkiego… choć za te pieniądze wypadałoby.

Trzymajcie się mocno. Owa wiatrówka kosztuje niebanalne 549 złotych i jest chyba najdroższą na rynku. Szwajcarski producent przyzwyczaił nas do wysokich cen, ale zawsze podparte są one wysoką jakością, a jak mówi ludowe powiedzenie – dobre rzeczy kosztują. Jak można wytłumaczyć sobie taki wydatek? To już jest Wasza indywidualna sprawa. Ja swojego nie żałuję.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *