Trenażer CycleOps Hammer

Trenażer kolarski. Dla jednych narzędzie tortur, a dla innych sprzęt równie istotny jak sam rower. Jak już pewnie wiecie z racji wykonywanego zawodu jestem niewolnikiem trenażera i nie ukrywam, że nawet będąc „na lądzie” w środku sezonu zdarza mi się na nim trenować, co w sumie daje około 8 miesięcy treningu „w czterech ścianach” rocznie. Koniec kwietnia nie wydaje się być może idealnym momentem na publikację testu trenażera, ale biorąc pod uwagę ostatnie zawirowania pogodowe, nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać…

Podczas swojej kolarskiej przygody przerobiłem już wiele trenażerów. Były to wersje rolkowe, z oporem pośrednim, oraz bezpośrednim, przy czym te ostatnie są najbardziej zaawasowane. Jeśli dodamy do tego funkcje „inteligentne”, tj. możliwość zdalnego sterowania obciążeniem trenażera oraz pomiar mocy, to mamy sprzęt bliski ideału. Segment trenażerów z oporem bezpośrednim jest stosunkowo młody i ciągle się rozwija. W maju 2016 roku firma CycleOps zapowiedziała dołączenie do grona producentów posiadających w swojej ofercie inteligentne trenażery z oporem bezpośrednim, jadnak od deklaracji do realizacji droga była całkiem długa i aż do zimy trzeba było czekać na trenażery Hammer i Magnus. W Polsce owe trenażery trafiły do sprzedaży w lutym 2017 roku i przez miesiąc miałem okazję trenować na modelu Hammer, czyli najbardziej zaawansowanym trenażerze w ofercie firmy CycleOps.

Trenażer z oporem bezpośrednim, czyli taki, który zamiast dociskać tylne koło do mechanizmu oporowego sam zastępuje tylne koło. Dzięki temu nie trzeba zakładać na koło opony przystosowanej do jazdy na trenażerze, eliminujemy zjawisko uślizgu tylnego koła, a praca samego trenażera jest znacznie cichsza (z pewnymi wyjątkami). Patrząc na trenażer CycleOps Hammer pierwsze co przykuwa uwagę, to wzornictwo i jakość wykonania. Cóż, dołączając do grona producentów inteligentnych trenażerów z oporem bezpośrednim jako jeden z ostatnich jakoś trzeba było wyróżnić swoje produkty i amerykanom to się udało. Sam wygląd to jednak nie koniec zalet, gdyż cała konstrukcja jest świetnie przemyślana. Tu wszystko ma swoje miejsce i zastosowanie. Rozkładane nóżki trenażera idealnie chowają się wewnątrz jego „bryły”, a pod nimi dodatkowo umieszczona jest podkładka pod przednie koło. Co prawda nie jest ona potrzebna, jako że trenażer jest tak skonstruowany, aby umieszczony na nim rower znajdował się w poziomie, jednak jest ona na tyle niska, że może być całkiem przydatna do stabilizacji przedniego koła, a co się z tym wiąże także kierownicy. Pod podkładką pod przednie koło przymocowany jest jeszcze jeden gadżet, tj. blokada hamulca tarczowego. Po co? Zaciśnijcie hamulec tarczowy bez tarczy, to się przekonacie ;). Skoro mowa o hamulcach tarczowych, to warto wspomnieć o kompatybilności trenażera CycleOps Hammer z różnymi standardami osi. Hammer’owi niestraszne zarówno rowery z zaciskami, jak i osiami sztywnymi. Co więcej, jako jedyny trenażer na rynku pozwala na współpracę z osiami o szerokościach 130, 135, 142 i 148 mm, a w zestawie z trenażerem otrzymujemy komplet adapterów do wszystkich tych rozmiarów. Trenażer wyposażony jest w bębenek kompatybilny z szosowymi kasetami firm Shimano i Sram liczącymi od 8 do 11 zębatek, jednakże samej kasety w zestawie z trenażerem nie otrzymamy. Jest to całkiem zrozumiałe biorąc pod uwagę fakt, że w sprzedaży i użyciu znajdują się kasety 9-, 10- i 11-rzędowe. Fanów marki Campagnolo na pewno zasmuci fakt, że CycleOps nie przewidział możliwości wymiany bębenka na kompatybilny z kasetami włoskiego producenta. Jedynym sposobem obejścia wymiany bębenka jest zakup kasety firmy Edco. Trenażery z oporem bezpośrednim cechują się wysoką masą i nie inaczej jest w przypadku Hammera. Trenażer waży 21 kg, koło zmachowe 9 kg (najcięższe w tej klasie trenażerów), a maksymalna dopuszczalna sumaryczna masa kolarza i roweru to 136 kg. Nisko umieszczony środek ciężkości trenażera w połączeniu z bardzo szeroko rozkładanymi nóżkami (71 cm) powodują, że jest on niesamowicie stabilny. Docenicie to z pewnością podczas sprinterskich popisów na Zwifcie, czy treningów zawierających 10-sekundowe bloki po 1000 watów.

Przymocowawszy rower do trenażera pozostaje podłączyć go do źródła zasilania (od 110 do 230 V) i możemy kręcić. Aby jednak kontrolować obciążenie musimy połączyć trenażer z aplikacją, bądź urządzeniem na to pozwalającym. Obecnie standardem jest, że producenci „inteligentnych” trenażerów umożliwiają użytkownikowi dowolność w wyborze owej aplikacji. Komunikacja z zewnętrznymi aplikacjami sterującymi może się odbywać zarówno w trybie ANT+ FE-C, jak i Bluetooth 4.0. Trenażer CycleOps Hammer odbiera w trybach tych między innymi sygnały sterujące oraz transmituje wartości generowanej mocy i prędkości. Dzięki temu możemy kontrolować trenażer z telefonu z zainstalowaną aplikacją CycleOps Virtual Training (CVT), z każdej innej aplikacji umożliwiającej kontrolę pracy trenażera, z komputera, czy w końcu z licznika obsługującego protokół ANT+ FE-C. Wolna amerykanka. Chcąc jednak liczyć na poprawność wskazań generowanej mocy należy trenażer skalibrować, a to na chwilę obecną możemy zrobić tylko za pomocą aplikacji CVT. Po wybraniu odpowiedniej opcji rozpędzamy się do prędkości z przedziału od 29 do 36 km/h i utrzymujemy ją w tym przedziale przez 20 sekund, a po uzyskaniu odpowiedniej komendy przestajemy pedałować i czekamy na wynik kalibracji. Po przeprowadzeniu kalibracji wartość generowanej mocy powinna być określana z dokładnością do 3% wartości rzeczywistej. Po skalibrowaniu trenażera możemy zmienić aplikację, jako że trenażer zapamięta współczynniki kalibracji. Jednak przed kolejnym treningiem proces kalibracji powinniśmy powtórzyć. Warto zaznaczyć, że generowana moc nie jest mierzona za pomocą tensometrów, a przez cewkę elektromagnetyczną odpowiednio w tym celu skalibrowaną przez producenta. Podczas okresu testowego nie zaobserwowałem żadnych problemów z mierzonymi wartościami generowanej mocy, które były zgodne z wartościami z innych mierników (power2max, PowerTap P1, oraz Rotor inPower).

Aplikacja CycleOps Virtual Training dostępna jest w wersji zarówno na tablety i telefony (z systemami operacyjnymi iOS, oraz Android), jak i komputery stacjonarne. Co ciekawe, to sama aplikacja obsługuje niemal wszystkie trenażery na rynku, nie tylko firmy CycleOps, czy „inteligentne”. Do kalibracji trenażera CycleOps czy dowolnego treningu („freeride”) o długości do 1 godziny nie jest potrzebne wykupienie opcji premium. Jeżeli jednak chcemy w pełni korzystać z jej „dobrodziejstw”, to musimy się liczyć z opłatą na poziomie 60 złotych (licencja 30-dniowa), lub 500 złotych (licencja roczna). A jakie to dobrodziejstwa? Przede wszystkim mamy dostęp do bazy treningów usystematyzowanych, planów treningowych, możemy tworzyć własne treningi, odwzorowywać trasy za pomocą plików z zapisem ich przebiegu, jak również tworzyć je na mapie. Zyskujemy także dostęp do bogatej biblioteki materiałów filmów zarejestrowanych podczas jazdy, dzięki czemu możemy poczuć się, jakbyśmy to my sami pokonywali daną trasę, a prędkość odtwarzania filmu dostosowana zostanie do prędkości z jaką „poruszamy się” na trenażerze. To, co mnie spodobało się najbardziej, to możliwość odtwarzania przez aplikację własnych plików video, czyli na przykład wybieramy z biblioteki jakiś trening interwałowy i własny film, czy serial jaki chcemy w tym czasie oglądać, a po rozpoczęciu treningu ekran zostanie podzielony i obok naszego filmu, czy serialu prezentowane będą dane z trenażera i czujników zewnętrznych wraz z „profilem” przebiegu treningu. Jeżeli to nie wystarczy, to mamy możliwość uczestniczenia w wirtualnych wyścigach, ale trzeba przyznać, że w kwestii wyścigów aplikacja CVT do pięt nie dorasta Zwiftowi. Na uwagę zasługuje fakt, że aplikacja może jednocześnie „obsłużyć” do 4 trenażerów, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zrobić sobie ze znajomymi imprezę na trenażerach „face to face”. Wybór aplikacji treningowej jest kwestią bardzo indywidualną i nie ma możliwości, żeby jednoznacznie okreslić, czy dana aplikacja jest idealna dla wszystkich, bądź wskazać tą najlepszą. Najprościej jest samemu ją ocenić korzystając z bezpłatnego 14-dniowego okresu próbnego.

Zgodnie z oczekiwaniami trenażer CycleOps Hammer jest trenażerem cichym. Co prawda nie jest tak cichy, jak trenażer Elite Turbo Muin, ale nie udało mi się wyłapać różnicy w głośności pracy pomiędzy nim, a trenażerem Wahoo Kickr. Jazda na Hammerze jest bajeczna. Trenażer świetnie odwzorowuje odczucie jazdy w terenie, odpowiedź na zmiany obciążenia jest zaskakująco szybka i nie zaobserwowałem problemów z bezwładnością, co jest zapewne zaletą dużego koła zamachowego. Osoby korzystające z trenażera Wahoo Kickr na pewno zauważyły, że po zatrzymaniu się choć na chwilę potrzeba dużej mocy do ponownego „rozkręcenia” trenażera. W przypadku Hammera po zatrzymaniu się wznowienie jazdy wydaje się naturalne, dokładnie jak na szosie. Producent deklaruje, że trenażer jest w stanie odwzorować nachylenia do 20% oraz umożliwi utrzymanie obciążenia na poziomie 2000 W. Tych 2000 W sprawdzić mi się nie udało, jeszcze nie ta noga ;).

No i teraz gorzka pigułka. Cena. Podobnie jak inne trenażery z grupy inteligentnych trenażerów z oporem bezpośrednim jest drogi. Cena na poziomie 5699 złotych w wielu przypadkach może przekraczać wartość roweru, co znacznie zawęża grupę potencjalnych kupców. Prawda jest jednak taka, że za te pieniądze kupujemy trenażer z najwyższej półki. Cichy, stabilny, o zbliżonych do naturalnych odczuciach z jazdy, świetnie odpowiadający na zmiany obciążenia, oraz kompatybilny z niemal wszystkimi aplikacjami sterującymi pracą trenażerów. Jeżeli więc szukasz trenażera z najwyższej półki, to CycleOps Hammer będzie bardzo dobrym wyborem.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *