Nowy Targ Road Challenge

W środowisku biegaczy i triathlonistów startowanie dzień po dniu uważane jest co najmniej za głupotę. Kolarze podchodzą do tego tematu nieco bardziej liberalnie, ale jednak niewielu z nich decyduje się na dwa starty w weekend, czy w końcu starty w etapówkach. A szkoda, bo według mnie etapówki są kwintesencją kolarstwa. Stwierdzenie to jest nieco dyskusyjne, bo może sugerować, jakoby wyścigi jednodniowe były „gorsze”, z czym się kompletnie nie zgadzam. Wyścigi etapowe są po prostu inne. O ich niezbyt dużej popularności wśród kolarzy niech świadczy fakt, że krajowe szosowe wyścigi etapowe dla amatorów można policzyć na palcach jednej ręki. Nie znaczy to jednak, że sytuacja się nie zmienia. Tą niszę zaczęli dostrzegać organizatorzy wyścigów jednodniowych i powoli coś się rusza w tym temacie. W ubiegłym roku w kalendarzu pojawił się Nowy Targ Road Challenge i bez chwili zastanowienia się na niego zapisałem. Dlaczego?

Po pierwsze – lokalizacja. Podhale i Tatry to wprost wymarzone tereny do kolarstwa. Są osoby, które Tatr nienawidzą. Dlaczego? Nie wiem. Ja je wprost kocham. Wśród triathlonistów i biegaczy pierwszym skojarzeniem lokalizacji obozu kondycyjnego jest Szklarska Poręba, ale według mnie okolice Zakopanego mają o wiele więcej do zaoferowania. Przede wszystkim pod względem jazdy na rowerze. To jest takie miejsce na ziemi, że momentami zaczniesz się zastanawiać, czy zamiast jechać nie powinieneś się zatrzymać, usiąść na krawędzi asfaltu i z opadniętą szczęką podziwiać krajobraz, a rzucane na podjazdach przekleństwa mieszają się z okrzykami zachwytu. Tego nie da się wyrazić słowami. Po drugie – magia wyścigów etapowych. Trzytygodniowe wielkie toury poruszają wyobraźnię kibiców kolarstwa. Co prawda dla amatorów organizowany jest chyba tylko jeden trzytygodniowy wyścig etapowy (a właściwie trzy tygodniowe wyścigi etapowe następujące bezpośrednio po sobie), ale nawet trzydniowy wyścig da przedsmak tego, co można poczuć na dłuższych etapówkach. To nie są trzy następujące po sobie treningi na szosie. Tu gaz idzie od startu do mety. Każdego dnia. Cytując Petera Sagana „jakbyśmy się jutro nie ścigali”. I to jest właśnie piękne w etapówkach. W realiach amatorskich nie ma co liczyć na zapełnienie list startowych przy wyścigach dłuższych niż trzydniowe ze względu na zobowiązania zawodowe, rodzinne, a także koszty.

Tegoroczna edycja Nowy Targ Road Challenge rozpocznie się w piątkowe popołudnie (19 maja) etapem indywidualnej jazdy na czas na dystansie 7,4 km. Zawodnicy najpierw będą musieli wspiąć się pod Przełęcz Knurowską od strony Knurowa (5 km o średnim nachyleniu 5%), a następnie zjechać z niej w kierunku Ochotnicy Górnej. „Prawdziwe” ściganie rozpocznie się w sobotę w Dursztynie. Uczestników NTRC czeka 118-kilometrowy etap z blisko 2000 metrów przewyższeń na dwóch pętlach poprowadzonych na polsko-słowackim pograniczu. Dwukrotnie trzeba będzie pokonać podjazdy w Spiskich Hanuszowicach (3 km o średnim nachyleniu 7%) i z Ostrunii do Łapszanki (3 km o średnim nachyleniu 7% i maksymalnym nachyleniu 30%), a na zakończenie pozstanie wspinaczka do Dursztyna (3,7 km o średnim nachyleniu 4%). Po takim „ubiciu nogi” trzeba będzie się szybko zregenerować przed całkowicie zmienionym trzecim etapem, którego start i meta zlokalizowane są w Nowym Targu. To nie jest tygodniowa etapówka, gdzie płaski etapy przeplatają się z pofałdowanymi, a wszystko kończy etap przyjaźni. Tu jest krótko i konkretnie. Nowotarski etap liczy 103 km i nieco ponad 1100 metrów przewyższeń, więc niby nic szczególnego, ale jednak do pokonania będzie sześć podjazdów w okolicy Pyzówki i końcówka rodem z kryteriów ulicznych.

Osobami stojącymi za NTRC są Krystian Piróg i Cezary Szafraniec, którzy w swoim portfolio oprócz etapówki mają Tatra Road Race (podobno najcięższy wyścig jednodniowy w Polsce) i Górskie Szosowe Mistrzostwa Polski Masters. Doświadczenie kolarskie w połączeniu ze zdolnościami biznesowymi i orgaznizacyjnymi, świetnym zespołe, oraz dostępnymi terenami są gwarantem wysokiej jakości imprezy. Nie bez przesady mogę stwierdzic, że to był jeden z najlepiej zorganizowanych i zabezpieczonych wyścigów w jakich miałem okazję startować. W ubiegłym roku na starcie stanęły 124 osoby, a wszystkie trzy etapy ukończyło 106 osób. Mam nadzieję, że w tym roku na starcie będzie nas jeszcze więcej, bo jest to genialny wyścig. Ja będę na pewno. Nie mógłbym sobie odpuścić takiej gratki, jaką będzie reaktywacja #SiemaTeam.





el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

3 komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *