UWAGA! Tester sponsorowany

Jak wiadomo najlepszym czasem na zatracenie się we własnych myślach są długie rozjazdy na trenażerze. Będąc na statku jest to jedyna namiastka kolarstwa jaką jestem w stanie realizować, a że w ostatnich tygodniach nie brakowało 4-godzinnych jazd w przysłowiowym tlenie, to i czasu na przemyślenia było sporo. Kilka dni temu w dyskusji na jednej z triathlonowych grup facebookowych spotkałem się z taką oto opinią dotyczącą przeprowadzonego przeze mnie testu kół czasowych Ron:

elkapitano napisał tylko on dostał na testy więc czy to będzie do końca rzetelna informacja?

I tak zacząłem się zastanawiać na temat tego, jak to jest ze sponsorowaniem „testerów”, a dokładniej, ze sponsorowaniem El Kapitano i czy wypada mu być sponsorowanym? Nie chciałbym, aby tekst ten został odebrany jako próba wybielenia siebie, bo akurat w tej kwestii nie mam sobie nic do zarzucenia, czy jako walka z krytyką, bo do niej mam akurat największy dystans i udzielając się nie sposób jej uniknąć.

Za kilka dni wyruszamy z Michałem Bogdziewiczem do Republiki Południowej Afryki na wyścig Cape Epic. O ile koszt wpisowego, całej logistyki i wielu innych rzeczy pokryliśmy z własnych kieszeni, to jednak znalazło się kilka osób, które chciały nas wesprzeć sprzętowo w tym przedsięwzięciu. I tu pojawił się dylemat natury moralnej, na który rok temu zwrócili mi uwagę Maciek Żywek i Marcin Konieczny. Podczas ubiegłorocznego obozu klimatycznego na Fuerteventurze po jednym z cięższych treningów kolarskich założyłem na uda i łydki udostępnione mi do testów opaski kompresyjne, wyciągnąłem się na tarasie pod palmami i regenerowałem w promieniach popołudniowego słońca. Nie omieszkałem owego faktu uwiecznić na fotografii i podzielić się ze światem owym momentem za pomocą Instagrama. Niewiele się nad tym zastanawiając pod zdjęciem wraz z innymi tagami dodałem ten z nazwą producenta. Maciek z Marcinem w przeciągu dosłownie kilku minut odezwali się do mnie z dobrą radą, abym więcej tak nie robił, bo przecież będąc testerem, moim zadaniem nie jest reklamować dany produkt, a rzetelnie opisywać jego wady i zalety. Zastanowiwszy się nad tym nie sposób było odmówić im racji i po tej „wpadce” nie zdarzyło mi się to ponownie.

Swoją wartość jako „billboardu”, czy „słupa reklamowego” oceniam nisko. Wyniki sportowe przeciętne i raczej w sporcie amatorskim niczego wielkiego nie osiągnę. Owszem, czasem się zakręcę koło pudła w kategorii wiekowej na nieco słabiej obsadzonej imprezie triathlonowej, ale mistrzem nie będę. Co innego mój kolega z drużyny na Cape Epic – Michał Bogdziewicz. Michał jest świetnym kolarzem, co najmniej o trzy, jak nie cztery klasy lepszym ode mnie, odnoszącym sukcesy od ponad dwudziestu lat i sponsorzy do niego lgną. Wcale mnie to nie dziwi. Mam nadzieję, że się na mnie nie obrazi, jak nazwę go wręcz wymarzonym „słupem reklamowym”. Jak już wspominałem w naszej przygodzie w Cape Epic postanowiło nas wspomóc kilka osób. Większość z nich, to nasi dobrzy znajomi. Część logotypów na naszych koszulkach i spodenkach to logotypy sponsorów Michała, ale dla przykładu umieszczenie logotypu sieci warszawskich sklepów Airbike, to już był mój pomysł, taka forma podziękowania Mikołajowi Pytlowi. Szukając roweru, na którym wystartuję dokładnie wiedziałem co to będzie za producent i model. Jako, że była jesień 2016 roku, a roweru jeszcze nie było w sprzedaży, to właśnie do niego zwróciłem się z prośbą o wysondowanie dystrybutora kiedy będzie dostępny. Jako, że znamy się nie od dzisiaj i to nie pierwszy rower jaki u Mikołaja kupiłem, to udało mu się ściągnąć ten rower jeszcze przed rozpoczęciem sprzedaży, a ja mogłem się szybko w niego „wjeżdżać”. Do tego dosłownie spod ziemi wyczarował dla mnie części zamienne, jak na przykład zapasowy hak do przerzutki, kilka zapasowych szprych, które ciężko w ogóle kupić. Jak tu więc nie być wdzięcznym? Chociaż tak mogę mu podziękować. Podobnie ma się sprawa z Krzyśkiem Machnickim z Butik Optique. Obydwoje z Michałem od lat jeździmy w okularach Oakley. Nie wiem, jak on, ale ja swoje kupowałem. Nie mieliśmy jednak okularów „pod kolor” strojów kolarskich i tutaj pojawił się Krzysiek. Wojtek Suchowiecki z Artneo zadbał o nasze ciuchy casualowe. Daniel Chądzyński w przeciągu dosłownie kilku dni wykonał dla nas odzież kolarską. A przecież ktokolwiek zamawiał personalizowaną odzież kolarską wie, że w „gorącym” okresie od momentu zatwierdzenia projektu do odebrania odzieży może minąć nawet i 12 tygodni. Thule zadbało o bezpieczeństwo naszych bagaży w podróży. Natomiast Szymon Kobyliński z 7Anna, nasz partner treningowy, zadbał o sprzęt dla Michała. Jak możemy im podziękować? Właśnie umieszczając ich logotypy na naszych koszulkach i tagując ich na naszych zdjęciach w portalach społecznościowych.

Mamy więc kilka przeciwieństw, kolarskiego średniaka i wysokiej klasy „golinogę”, testera starającego się być wolnym od sponsoringu i sponsorowanego zawodnika, itp. Czy taki układ zaburza wiarygodność testera? I tak, i nie. Mnie po dziś dzień nie udało się rozwiązać tego moralnego dylematu. Ktoś może powiedzieć, że El Kapitano się sprzedał, a jeśli moja wiarygodność spadnie w czyichś oczach z tego właśnie powodu, to nie spędzi mi to snu z powiek i jakoś będę musiał z tym żyć. Na szczęście nie jest to moje źródło utrzymania, więc większych problemów być nie powinno. Jedyne, co może mnie obronić, to moje dotychczasowe i przyszłe teksty oraz to, że ze swojej strony mogę zapewnić, iż ten obiektywizm nigdy się nie zmieni.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

3 komentarzy

  1. bobiko

    z testami to zawsze jest ten dylemat, jak podziekować za testy a zarazem podejsc do tego obiektywnie.

    Jednym z najczęściej stosowanych zabiegów jest umieszczenei informacji typu:
    – „wpis został przygotowany we współpracy z firmą xxx”
    – „testy odbyły się za moje pieniądze i żadna firma do tego nie dołożyła”.

    I pamietaj: zawsze taguj wpisy sponsorowane badz powstałe we współpracy.

  2. Kuba

    Zweryfikuj „odstępy” pomiędzy poszczególnymi logami na plecach. Niektórzy producenci mają ścisłe wytyczne co do
    „powietrza” wokół ich logotypów i jak na moje oko (pracowałem w temacie ponad 5 lat) jest trochę za gęsto.
    Powodzenia!

  3. 1Enduro

    Tak jak pisze bobiko – poza oczywistym, rzetelnym pisaniem, zawsze warto oznaczać materiały jakkolwiek
    „powiązane marketingowo” (takie są nawet wytyczne Google). Wtedy czytelnik sam oceni, czy chce Ci zaufać.

    No bo jeden pomyśli: „dostał na testy, więc nie jest rzetelny”, ale inny stwierdzi: „wydał całe oszczędności, więc
    teraz się nie przyzna, że kupił bubel”. Która sytuacja jest bardziej obiektywna? Żadna – od tego są blogi, żeby
    przekazywać *subiektywne* opinie.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *