Licznik kolarski Wahoo ELEMNT

Zaczęło się niewinnie, bo od odbiornika ANT+ dedykowanego do telefonów firmy Apple. Następnie przyszła kolej na czujniki kadencji i prędkości, czujniki tętna, trenażery, itd. W przeciągu kilku lat z nikomu nieznanej firemki Wahoo udało się przebić do kolarskiego świata, „napsuć” krwi dużym graczom na rynku akcesoriów kolarskich i uszczknąć sobie niemały kawałek tego tortu. Trenażer Wahoo Kickr w dwa lata zrobił oszałamiającą karierę i pokazał, że walka z gigantami jest jak najbardziej możliwa, jeżeli tylko produkt jest innowacyjny i po prostu dobry. Jednak czy sukces trenażera jest w stanie zagwarantować sukces licznika? Czy ELEMNT ma szansę nawiązać walkę z topowymi licznikami Garmina?

Wahoo ELEMNT nie jest pierwszym licznikiem w dorobku amerykańskiej firmy. W 2013 na sklepowe półki trafił Wahoo RFLKT. To proste i tanie urządzenie było tak na prawdę wyświetlaczem danych zbieranych przez aplikację działającą na kompatybilnym smartfonie. Idea dobra, ponieważ sporo osób ma ze sobą telefon podczas jazdy, ale ograniczenie liczby modeli z nim współpracujących spowodowało, że spektakularnego sukcesu nie było. Minęły blisko 3 lata i na rynek trafił Wahoo ELEMNT. W tym przypadku nie powtórzono błędów poprzednika, gdyż urządzenie jest w pełni samowystarczalnym licznikiem kolarskim.

Spojrzawszy na licznik jedną z pierwszych myśli jaka przychodzi do głowy jest pytanie, czy faktycznie debiutował na rynku w 2016 roku. Monochromatyczny wyświetlacz, design rodem z lat 90. ubiegłego stulecia – czy aby na pewno mamy do czynienia z jednym z najbardziej zaawansowanych technicznie liczników na rynku? Okazuje się jednak, że obydwa te posunięcia były doskonale przemyślane. Monochromatyczny wyświetlacz bije większość wyświetlaczy w „nowoczesnych” licznikach jeśli chodzi o czytelność danych we wszystkich warunkach oświetleniowych. Nie chodzi mi tutaj wyłącznie o cyferki, ale także o czytelność map. Po co instalować w liczniku kolorowy wyświetlacz, jeśli będzie nieczytelny? Rezygnacja z dotykowego wyświetlacza na rzecz obsługi przyciskami to też nie jest przypadkowe posunięcie. Po doświadczeniach z dotykowym wyświetlaczem licznika Garmin Edge 820 z ulgą przyjąłem fakt, że w przypadku ELEMNTa takich przygód nie będzie. Zresztą przy temperaturach poniżej zera dotykowe wyświetlacze zawsze stoją na straconej pozycji. 6 przycisków, za pomocą których jestem w stanie zrobić wszystko. Niemalże. Ale o tym później. Nad wyświetlaczem, oraz po lewej stronie umieszczono po 5 diod, które wykorzystywane są do prezentacji w jakich strefach treningowych się znajdujemy (tętna, mocy, prędkości), oraz w celach nawigacyjnych. Wszystko to sprawia, że Wahoo ELEMNT jest zdecydowanie najbardziej przyjaznym użytkownikowi licznikiem kolarskim pod względem prezentacji danych. Wracając do wymiarów – kwestia gustu. Jedni wolą Mini, inni Hummera. Podobnie jest z rozmiarami liczników. Czy faktycznie jest taki duży? Wymiarami porównałbym go do licznika Garmin Edge 800, czyli większy niż liczniki Edge 520 i 820, ale mniejszy niż Edge 1000, czy Polar V650. Przy 9 cm wysokości, 6 cm szerokości i 2 cm grubości jest o 2 cm wyższy i 1 cm szerszy niż Edge 520, oraz 2 cm niższy niż Edge 1000. Co do masy, to bez uchwytu licznik waży 102 gramy. Dla porównania Edge 520 waży 60 gramów, a Edge 1000 waży 115 gramów.

Zakupiwszy licznik Wahoo ELEMNT w komplecie otrzymujemy trzy uchwyty – na mostek (z wykorzystaniem opasek zaciskowych), czasowy (do instalacji na lemondce), oraz umieszczający licznik przed kierownicą. Co prawda producent twierdzi, że pomimo podobieństwa system mocowania różni się od tego znanego z liczników lidera rynku, ale w rzeczywistości nie jest problemem umieszczenie licznika w uchwycie dedykowanym Garminowi. Warto jednak zwrócić uwagę, że jest on obrócony w stosunku do liczników Garmina o 90 stopni, tak samo, jak w przypadku szybkozłączki zegarka Forerunner 920XT. Przy montażu w nieoryginalnym uchwycie należy zwrócić uwagę, żeby najpierw umieszczać w nim górną część, następnie dolną i dopiero wówczas obrócić licznik zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Jeżeli macie dostęp do drukarki 3D, to nic nie stoi na przeszkodzie, abyście stworzyli swój własnych uchwyt, jako że producent udostępnił ku temu odpowiednie pliki.

Zanim jednak zaczniemy jeździć z licznikiem, to należy go sparować z kompatybilnym smartfonem (iPhone 4S lub nowszy, bądź telefon z systemem operacyjnym Android 4.3 lub wyższym). Parowanie ogranicza się do zeskanowania kodu QR przez darmową aplikację ELEMNT zainstalowaną na smartfonie, co jest proste, szybkie, bezproblemowe i niezawodne. To właśnie z poziomu aplikacji będziemy dokonywali większości zmian ustawień naszego licznika. Co prawda licznik do poprawnego rejestrowania treningów nie wymaga współpracy z telefonem, ale na samym liczniku możemy jedynie włączyć/wyłączyć nawigację satelitarną, włączyć/wyłączyć podświetlenie, dodawać, usuwać i kalibrować czujniki, wybrać trasę do nawigowania, sterować pracą kompatybilnego trenażera, oraz przeglądać segmenty, trasy i historię. To wszystko. Wszelkie inne działania realizowane są w aplikacji ELEMNT i przesyłane do licznika. Może się to wydawać kontrowersyjne, ale prawda jest taka, że zdecydowana większość z nas ma smartfony i jesteśmy do nich przywiązani, a zmiana ustawień licznika z poziomu aplikacji w telefonie jest o wiele prostsza i szybsza niż z poziomu licznika. Potwierdzi to każdy, kto chociażby edytował pola danych w swoim ukochanym Garminie.

Do prezentacji danych dostępnych jest kilka stron, przy czym użytkownikowi pozostawiono niemalże pełną dowolność w zakresie ich konfiguracji. Na jednej stronie danych może być umieszczonych jednocześnie do 10 pól. Oprócz strony prezentującej tylko dane liczbowe mamy kilka dedykowanych stron, jak chociażby z przewyższeniami (prezentującą między innymi profil wysokościowy trasy), z mapą, do obsługi trenażera, z podsumowaniem ostatniego okrążenia, z danymi segmentów Stravy, czy w końcu prezentującą dane z serwisu BestBikeSplit. Dwa przyciski umiesczone po prawej stronie licznika wykorzystywane są do przybliżania i oddalania widoku na poszczególnych stronach. Jeżeli są to strony z danymi liczbowymi, to przybliżając widok zmniejszamy ilość prezentowanych danych jednocześnie powiększając czcionkę. Odwrotne działanie zwiększa ilość prezentowanych danych i zmniejsza czcionkę. Może się to wydawać zbędne, ale przy braku osobnych profili dla jazdy na zewnątrz i wewnątrz pomieszczenia (bez GPS) wystarczy umieścić w dolnej części ekranu pola związane z danymi takimi jak prędkość i dystans i w czasie jazdy w przysłowiowych „czterech ścianach” za pomocą jednego kliknięcia pozbyć się z ekranu pustych pól. Co więcej, licznik wiedząc, że jesteśmy w pomieszczeniu (wyłączony GPS) automatycznie wyłączy strony z przewyższeniami oraz mapą (o ile nie korzystamy z funkcji odwzorowania zapisanej trasy przez trenażer), a po wykryciu trenażera KICKR lub KICKR Snap włączy stronę jego obsługi. Na stronie z mapą użycie wspomnianych wcześniej przycisków powodować będzie zmianę skali mapy. Diody po lewej stronie wyświetlacza służą do prezentacji strefy (tętna, mocy, bądź prędkości) w jakiej się aktualnie znajdujemy. Warto jednak zwrócić uwagę, że wyboru prezentowanej przez nie wartości oraz edytować strefy możemy tylko w aplikacji ELEMNT. Trzeba przyznać, że zastosowanie owych diod i odwzorowanie za ich pomocą strefy treningowych jest genialne, szczególnie jeśli trenujemy z mocą. Doceni to każdy, kto realizować będzie trening interwałowy i zamiast zapamiętywać wartości graniczne pomiędzy kolejnymi strefami kontrolował będzie po kolorach, czy znajduje się w odpowiedniej strefie. Oczywiście o ile odpowiednio je zdefiniował. Wraz z kolejnymi uaktualnieniami oprogramowania licznika rośnie ilość możliwych do wyboru prezentowanych danych oraz ich wariacji. Ciekawą opcją jest możliwość wyboru prezentacji aktualnej wartości wybranego parametru oraz jej stosunku do wartości średniej. Po prostu obok liczby umieszona jest strzałka. Jeśli skierowana jest w dół, to znaczy, że wartość aktualna jest mniejsza od wartości średniej. Niby nic, a jednak czasem przydatne.

Licznik Wahoo ELEMNT współpracuje z zewnętrznymi czujnikami komunikującymi się w trybach ANT+ i Bluetooth Smart, więc zapewnia nam szeroką dowolność w doborze czujników. W przeciwieństwie do programistów Garmina, którzy robią co w ich mocy, aby jak najbardziej oddalić w czasie obsługę zewnętrznych czujników, albo zmusić inne firmy do pisania aplikacji Connect IQ obsługujących „obce” czujniki, twórcy licznika ELEMNT są otwarci na współpracę z innymi firmami i umożliwiają niczym nieograniczone korzystanie z czujników zewnętrznych i zapis mierzonych przez nie wartości. Chodzi tu między innymi o czujniki takich firm jak Moxy, czy BSX Insight, ale także Shiamno, Sram i Campagnolo (chociaż w tym przypadku jeszcze bez zapisu, ale za to obsługuje napędy jednorzędowe). Czujniki zewnętrzne można parować z poziomu zarówno licznika, jak i aplikacji w telefonie, przy czym jeżeli nasz telefon nie posiada odbiornika ANT+, to do sparowania czujnika pracującego w tym trybie musimy wykorzystać licznik. Czujniki można kalibrować, oraz sprawdzać ich stan w liczniku i telefonie, ale ich nazwy zmieniać można tylko w aplikacji w telefonie. Co do czujników wewnętrznych, to licznik wyposażono w odbiornik nawigacyjnych systemów satelitarnych GPS i GLONASS (bez możliwości deaktywacji tego drugiego), łączność Bluetooth Smart (do komunikacji ze smartfonem) i WiFi, kompas i wysokościomierz barometryczny. Licznik ELEMNT na chwilę obecną nie współpracuje z pilotami Garmin, nie obsługuje kamer, czy świateł, aczkolwiek sterowanie licznkiem za pomocą klamkomanetek Shimano Dura Ace Di2 jest możliwe, a obsługa kamer GoPro i świateł Bontrager jest ponoć kwestią czasu.

Pomimo zgodności z trybem ANT FE-C tylko trenażery firmy Wahoo mogą być sterowane przez licznik ELEMNT. Producent zapewnia, że już niebawem otworzy się na obsługę trenażerów innych producentów, a patrząc na jego częstotliwość uaktualnień i otwartość można być tego pewnym. Wracając jednak do trenażerów KICKR i KICKR Snap należy przyznać, że ich obsługa za pomocą ELEMNTa jest bajecznie prosta. I znów doceni to każdy, kto próbował tego wyczynu z licznikami Garmina. Sterując pracą trenażera mamy do wyboru jeden z pięciu trybów, tj. poprzez zadanie określonej mocy (utrzymywanej przez trenażer niezależnie od przełożenia i kadencji), wybór % oporu, wybór poziomu oporu, odwzorowanie zapisanej trasy (a w szczególności jej profilu i automatycznie dobieranie pod niego oporu), oraz z aplikacji zewnętrznej (na przykład Zwift). Dwie rzeczy, do których można się przyczepić w trybach sterowania trenażerem, to brak obecności przycisku LAP na stronie kontroli trenażera, co znacznie utrudnia oddzielanie odcinków w zapisie danych, oraz konieczność korzystania z pomiaru mocy w trenażerze. Nawet mając sparowany z licznikiem inny miernik mocy będzie on rejestrował wartość mocy z trenażera. Dla jednych wydaje się to logiczne, ale moim zdaniem w przypadku obecności innego miernika to właśnie jego wskazania powinny mieć wyższy priorytet niż wskazania trenażera.

Wraz z zakupionym licznikiem ELEMNT otrzymujemy dość dokładne mapy rowerowe OpenStreetMap niemal dla całego globu (za wyjątkiem Chin i Rosji), które zajmują blisko 30 GB pamięci urządzenia. Co prawda nie są to mapy topograficzne, ale są tak samo dokładne, jak inne darmowe mapy, które instalowalibyśmy na licznikach pozostałych producentów. Chcąc zwolnić część miejsca, bądź pobrać nowe mapy możemy to zrobić z poziomu aplikacji w telefonie. Wielce ciekawiła mnie czytelność czarno-białych map i jak będzie z ich czytelnością podczas jazdy w praktyce. Okazuje się, że ilość prezentowanych danych (w zależności od skali) została dobrze przemyślana. Najgorsze, co można zrobić z mapami, to umieścić na nich za dużo znaków, nazw, co powoduje, że ilość danych zaczyna sprawiać iż mapa jest nieczytelna. W tym przypadku znaleziono idealny kompromis między czytelnością, a ilością prezentowanych danych. Z lepszą prezentacją map spotkałem się wyłącznie w liczniku Polar V650, ale tylko z tego powodu, że mapy były kolorowe. Użytkownik ma możliwość wyboru zorientowania mapy względem północy (zorientowanie mapy nieruchome), bądź kierunku ruchu (mapa obraca się, a kierunek ruchu pokrywa się z górną częścią licznika), ale wyboru tego może dokonać tylko w aplikacji na smartfonie. Na stronie mapy można także umieścić dwa dowolne pola danych. Niestety producent nie przewidział możliwości przesuwania mapy.

Analizując funkcje nawigacyjne licznika Wahoo ELEMNT nie sposób pozbyć się wrażenia, że mógłby o wiele więcej. Faktycznie prace na tym polu ciągle trwają i nie dalej jak pół roku temu umożliwiono prowadzenie po trasie krok po kroku, ale z ograniczeniami. Zasadniczo Wahoo pozostawia tworzenie tras innym serwisom. Z jednej strony można to nazwać lenistwem, bądź spychologią, ale według mnie większość użytkowników korzystać będzie z tras już stworzonych przez inne osoby, bądź tworzyć je w swoich ulubionych serwisach, więc po co wymyślać koło na nowo? Garmin zmusza nas do tworzenia tras na swojej platformie jeżeli chcemy je transferować do liczników i zegarków bezprzewodowo. Ściągnięte z innych serwisów pliki gpx musimy transferować z komputera za pomocą kabla. W przypadku licznika ELEMNT zostało to uproszczone. Jeśli połączymy aplikację ELEMNT z kontami na Stravie i RideMyGPS, to trasy z tych serwisów będą automatycznie synchronizowane z naszym licznikiem zarówno przez Bluetooth Smart, jak i przez WiFi. Możliwość kopiowania plików gpx z komputera przez kabel także jest, ale traktujmy ją jako awaryjną. Co prawda aby w pełni korzystać z funkcji transferu tras innych osób w serwisie Strava konieczne jest konto Premium, ale w przypadku tras z serwisu RideMyGPS wystarczy konto darmowe. Po przekopiowaniu tras nie pozostaje nic innego, jak wybranie tej, która nas interesuje i rozpoczęcie jazdy. Na stronie z przewyższeniami zaprezentowany zostanie profil wysokościowy trasy oraz oznaczone na nim nasze położenie. Jeżeli trasa nie pochodziła z serwisu RideMyGPS, to nie będziemy automatycznie po niej prowadzeni. Zostanie ona zaznaczona na mapie, a nam pozostanie śledzenia naszego położenia jej względem. Tylko w przypadku tras stworzonych w serwisie RideMyGPS będziemy prowadzeni po nich krok po kroku, to znaczy przed zakrętem zostaniemy poinformowani za ile metrów i w którą stronę mamy skręcić, a dodatkowo diody nad ekranem będą migały w sposób sygnalizujący kierunek skrętu. Jeśli z zaplanowanej trasy zjedziemy, to zostaniemy o tym fakcie poinformowani za pomocą odpowiedniego komunikatu, dźwiękowo, oraz za pomocą diod znajdujących się nad wyświetlaczem (zapalą się na czerwono), jednak nasza trasa nie zostanie przeliczona. To w naszej gestii jest odnalezienie drogi powrotnej na trasę. Niedawno umożliwiono wybór kierunku w jakim chcemy przejechać trasę, powrót po przejechanej do tej pory trasie, czy opcję „route me anywhere” (coś w stylu „zaskocz mnie”) dostępną z poziomu aplikacji w telefonie. W funkcjach nawigacyjnych doszukiwałbym się największego pola do ulepszeń. Konkurencja potrafi o wiele więcej. Nie znajdziemy tu możliwości wyszukiwania punktów, nawigowania do zadanej pozycji, bądź miejscowości, czy prowadzenia nas z powrotem na trasę z której zboczyliśmy. Absolutnym minimum jest dodanie prowadzenia krok po kroku dla tras pochodzących ze Stravy.

Korzystając z licznika ELEMNT po raz pierwszy doceniłem integrację z segmentami serwisu Strava. Aby jednak z niej korzystać należy posiadać konto Premium na Stravie. W pakiecie z licznikiem otrzymamy darmowy dostęp do konta Premium na okres testowy, abyśmy choć wypróbowali jak bardzo wciągającą może być zabawą. O ile funkcja ta w licznikach Garmina była dla mnie co najmniej irytująca, tak w tym przypadku często z niej korzystałem. Garmin najpierw próbował przejąć użytkowników Stravy tworząc własne segmenty, ale po fiasku tej operacji umożliwił rywalizację na segmentach Stravy, choć zrobił to po macoszemu. Programiści Wahoo z kolei podeszli do tematu kompleksowo i z dużym zrozumieniem. Po połączeniu aplikacji ELEMNT z kontem Strava mamy na liczniku dostęp do segmentów, które oznaczyliśmy jako ulubione na Stravie. Przy każdym połączeniu z siecią bezprzewodową WiFi segmenty te będą synchronizowane z licznikiem. Podczas jazdy poinformowani zostaniemy o zbliżaniu się do segmentu i odliczany będzie dystans do jego rozpoczęcia. Jeżeli nas to nie interesuje to klikamy Dismiss i kontynuujemy jak gdyby nigdy nic. W przeciwnym razie po przejechaniu wirtualnej kreski rozpoczyna się zabawa. Na stronie segmentu prezentowany jest jego profil oraz nasze położenie na nim, dystans do końca segmentu, czas lidera (lub nasz osobisty rekord), prognozowany czas zakończenia, oraz czas za/przed liderem w danym miejscu. Dodatkowo diody po lewej stronie wyświetlacza pokazują czy jesteśmy za, bądź przed liderem w danym miejscu, a diody nad wyświetlaczem pokazują jaką część segmentu przejechaliśmy. KOMy na niektórych segmentach są tak wyśrubowane, że są poza zasięgiem zwykłych śmiertelników (w tym miejscu chciałbym pozdrowić Michała Bogdziewicza i jego KOM na podjeździe na sopockiej pętli na ulicy Mikołaja Reja – KUDOS), więc dzięki kliknięciu przycisku „VS” zmienia się wynik względem którego się ścigamy na nasz osobisty rekord na danym segmencie. Działa to po prostu dokładnie tak, jak chciałbym żeby to działało, ale ma niestety jedną wielką wadę. Czasami trudno jest nie iść na całość przy takich powiadomieniach, więc wielce przydatna jest opcja wyłączenia śledzenia segmentów, lub nieprzełączania automatycznie na stronę segmentu po jego rozpoczęciu (pomimo powiadomienia o rozpoczynającym się segmencie). Ustawień tych dokonamy jak łatwo się domyślić w aplikacji ELEMNT. Licznik bez problemu radzi sobie z segmentami, które się na siebie nakładają i na stronie segmentu można przełączać się pomiędzy aktualnymi segmentami. Co więcej, w przeciwieństwie do liczników Garmina nie ma problemu z jednoczesnym śledzeniem segmentów, oraz nawigowaniem. Warto zaznaczyć, że zdobycie KOMa na liczniku nie musi oznaczać zdobycie KOMa w rzeczywistości. Pomiędzy synchronizacjami licznika ze Stravą ktoś mógł zrobić lepszy czas niż my na przykład przed chwilą, a dane te nie są uaktualniane w czasie rzeczywistym.

Funkcja Live Track pozwala na śledzenie pozycji licznika poprzez łącze internetowe. W aplikacji ELEMNT tworzymy stały link do śledzenia (bądź zdajemy się na tworzone każdorazowo dla rozpoczętej sesji), definiujemy odbiorców i jeżeli funkcja jest aktywowana, a nasz licznik sparowany ze smartfonem z włączoną transmisją danych, to po rozpoczęciu jazdy odbiorcy zostaną poinformowani, że rozpoczęliśmy jazdę, którą można śledzić pod podanym linkiem. Niestety obecnie nie ma możliwości śledzenia jakichkolwiek danych poza aktualną pozycją. Aż prosi się, żeby istniała możliwość śledzenia przebytej drogi, czy podstawowych parametrów (czas, dystans, itp.). Poza funkcją Live Track dostępna jest funkcja Group Track. Dzięki niej na ekranie mapy na naszym liczniku zobaczymy innych użytkowników (z którymi jesteśmy „znajomymi”) znajdujących się w pobliżu i korzystających z funkcji Live Track na swoich licznikach ELEMNT. Podobnie, jak w przypadku Garmina mamy do czynienia ze znacznym zawężeniem grona, do którego kierowana jest ta funkcja. Gdyby jednak rozszerzyć ją o naszych znajomych ze Stravy, to już byłoby coś.

Powiadomienia z telefonu działają bez zarzutów. W przypadku, gdy aktywujemy tą funkcję w aplikacji ELEMNT na wyświetlaczu licznika zostaniemy każdorazowo poinformowani o tym kto do nas dzwoni (z funkcją odrzucenia połączenia), oraz zobaczymy nagłówki otrzymanych SMSów i e-maili. Na listę życzeń można by wpisać możliwość otrzymywania powiadomień z innych aplikacji na telefonie, jak chociażby Facebook Messenger, czy WhatsApp, oraz w przypadku odrzucenia nadchodzącego połączenia automatyczne wysyłanie do dzwoniącego ustawionej wcześniej wiadomości (np. „Jestem zajęty. Oddzwonię później.”).

Funkcją, w której się zakochałem bez pamięci jest współpraca z planami startowymi opracowanymi na platformie BestBikeSplit. Jest to najbardziej zaawansowane narzędzie, dzięki któremu można tworzyć niesamowicie dokładne plany startowe kolarskich części triathlonu, czy odcinków jazdy na czas. W oparciu o biometryczne i aerodynamiczne dane zawodnika, jego roweru, profil trasy, historyczne i prognozowane warunki pogodowe, oraz w końcu w oparciu o profil mocy zawodnika można określić prognozowany czas, w jakim dany etap ukończy, a także stworzyć plan, który krok po kroku podpowie mu jakie wartości mocy powinien generować, żeby zrealizować założony cel czasowy. Stworzywszy plan wyścigowy na platformie BestBikeSplit i po połączeniu aplikacji ELEMNT z kontem BBS na licznik zostaną przetransferowane plany wyścigowe. Znajdziemy je pomiędzy zaplanowanymi trasami ze Stravy i RideMyGPS z adnotacją „BBS Race”. Aktywujemy je jak każdą inną trasę, ale pojawiają się nowe pola danych – „Target WATTS” i „Target KPH”, czyli docelowa moc i prędkość, a naszym zadaniem jest zbliżenie aktualnej mocy do wartości docelowej. Zaplanowana trasa podzielona jest na małe odcinki w zależności od jej przebiegu i ukształtowania terenu i dla każdego z tych odcinków oprogramowanie BBS zaplanowało inne wartości mocy. Funkcję tą możemy wykorzystać także w połączeniu z trenażerem Wahoo KICKR, lub Wahoo KICKR Snap do wirtualnego treningu na trasie zawodów zgodnie z założonym planem. Trenażer automatycznie będzie dobierał obciążenie w zależności od ukształtowania terenu, prognozowanych warunków atmosferycznych, czy wagi i danych aerodynamicznych zawodnika i roweru. Działa to bez zarzutu i jest w mojej ocenie jedną z największych zalet tego licznika. Teraz planu wyścigowego nie musimy już miec w głowie, czy na kartce przyklejonej na mostku. Licznik staje się naszą marchewką na kiju, aczkolwiek zawsze jest ryzyko, że tworząc nieco zbyt ambitny plan startowy, albo gdy warunki atmosferyczne są gorsze niż prognozowane, pojedziemy rower życia, ale na biegu będzie „chodzone”, czy w końcu licznik nam się rozładuje, a my nie będziemy pamiętali ile watów mamy generować. Prawo Murphy’ego. Ktoś może powiedzieć, że BestBikeSplit stworzył aplikację Connect IQ na liczniki Garmina, ale prawda jest taka, że aplikacja ta jest namiastką funkcjonalności BestBikeSplit na liczniki Wahoo ELEMNT. Niestety, podobnie jak w przypadku Stravy, aby w pełni korzystać z dobrodziejstw BestBikeSplit konieczne jest posiadanie płatnego kontra Premium, ale na pocieszenie kupując licznik Wahoo otrzymujemy testowy dostęp do tej opcji, aby chociaż ją wypróbować.

Wspomniałem już o tym, że licznik wyposażono w odbiorniki nawigacyjnych systemów satelitarnych GPS i GLONASS, a użytkownik nie ma możliwości deaktywacji tego drugiego (jak to jest w przypadku liczników firmy Garmin). Dwa nawigacyjne systemy satelitarne to dwa razy więcej satelitów i realna szansa na zwiększenie liczby linii pozycyjnych wykorzystywanych do określenia pozycji, a co się z tym wiąże wzrost jej dokładności. W umiarkowanych szerokościach geograficznych, a w takiej położona jest Polska, jest to tym bardziej wyraźne. Do pracy odbiornika nawigacyjnych systemów satelitarnych licznika Wahoo ELEMNT nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Po uruchomieniu licznika akwizycja satelitów jest błyskawiczna, a pozycja przez niego określana wystarczająco dokładna jak na potrzeby użytkownika cywilnego. Owszem, czasem się zdarzy, że w gęstym lesie podczas jazdy na zaplanowanej trasie zostaniemy poinformowani o zboczeniu z niej, ponieważ pozycja określona przez odbiornik znajduje się w odległości więcej niż 10 metrów od trasy, ale po 2-3 sekundach poinformowani zostaniemy, że jesteśmy z powrotem na trasie. Takie „skoki” nie są niczym nadzwyczajnym. Pamiętajmy, że odbiorniki nawigacyjnych systemów satelitarnych to urządzenia radiowe, a wysokie budynki, formacje skalne, czy gęstwina leśna mogą skutecznie stawać na drodze pokonywanej przez fale radiowe pomiędzy satelitami, a odbiornikiem. Dokładność cywilnych odbiorników satelitarnych systemów nawigacyjnych to teoretycznie 22,5 metra (z prawdopodobieństwem 95%), a praktycznie w Polsce około 6-7 metrów. Nie oczekujmy więc do urządzeń sportowych decymetrowej dokładności. Mając to na uwadze, stwierdzam, że Wahoo ELEMNT jest co najmniej tak samo dokładny, jak urządzenia konkurencji.

Licznik Wahoo ELEMNT wyróżnia się brakiem problemów z łącznością. Zarówno połączenie ANT+, Bluetooth Smart, jak i WiFi są stabilne i ani razu przez okres testowy nie miałem z nimi problemów. Transfer danych z i do licznika jest szybki, a docenią to przede wszystkim użytkownicy zegarków Forerunner 920XT, których treningi kolarskie synchronizują się wieczność. Jeżeli w trakcie jazdy licznik był połączony przez Bluetooth Smart z telefonem, to już podczas treningu synchronizowana była część danych z aplikacją i po zakończeniu zapisu trwa to dosłownie sekundy zanim cały trening zostanie zrzucony. Przeglądając zapis treningu w aplikacji możemy go wyeksportować do zewnętrznych platform (połączonych z aplikacją), ale nie do Garmin Connect, ponieważ Garmin zablokował możliwość transferu aktywności z zewnętrznych platform. Zimna woja trwa. Jeśli z jakichkolwiek powodów (na przykład przeciążony serwer) pliku nie udało nam się wyeksportować, to zawsze możemy go wysłać jako załącznik do wiadomości e-mail w postaci pliku fit. Po zakończeniu treningu licznik wyszukuje znane sieci WiFi i w przypadku ich odnalezienia synchronizuje zapisany trening. W przypadku gdy żadna ze znanych sieci nie zostanie odnaleziona, bądź po zakończeniu synchronizacji łączność WiFi zostanie wyłączona, aby zmniejszyć zużycie baterii. Uaktualnienia oprogramowania licznika dokonamy tylko przez sieć WiFi.

Producent deklaruje 17-godzinny czas pracy na jednym ładowaniu baterii. Gdybyśmy wyłączyli podświetlenie wyświetlacza, diody otaczające wyświetlacz, nie korzystali w czasie jazdy z łączności Bluetooth Smart i ANT+, to mając włączony odbiornik nawigacji satelitarnej jest to wynik jak najbardziej realny do uzyskania. Jednak w rzeczywistości będziemy korzystać z łączności z telefonem i czujnikami zewnętrznymi, a wówczas baterii starczy nam na mniej czasu. Korzystając z licznika w styczniu miałem możliwość sprawdzić, jak będzie sobie radził w warunkach niekorzystnych dla baterii, tj. w temperaturach poniżej 0 stopni Celsjusza. W takim wypadku możemy spodziewać się spadku rzędu 8% pojemności baterii na każdą godzinę jazdy. W przypadku kręcenia „w 4 ścianach” z wyłączonym odbiornikiem GPS i GLONASS, wyłączonym podświetleniem, ale korzystając z komunikacji Bluetooth Smart i ANT+ zużycie baterii wynosi około 5%. Naładowanie całkowicie wyczerpanej baterii zajmie mniej niż 3 godziny.

Czy miałem z licznikiem ELEMNT jakieś problemy? Oczywiście. Dwukrotnie zdarzyło mi się, że przy próbie kalibracji miernika mocy wyskakiwał mi błąd, ale restart licznika rozwiązywał ten problem. Kilkukrotnie zauważyłem, że pomimo uaktualniania średniej wartości mocy generowanej podczas danego okrążenia wartość NP na danym okrążeniu się nie zmieniała, jednak nie udało mi się znaleźć żadnego schematu według którego to występowało. Po prostu czasem tak było i już, ale zgłosiłem ten problem do Wahoo i pod wymianie kilku maili okazało się, że powodem tego była „dziura” w oprogramowaniu licznika, która ma w najbliższej przyszłości zostać załatana. Mnie akurat to za bardzo nie przeszkadza, ale dla niektórych użytkowników problemem może być brak możliwości ustawienia języka polskiego w urządzeniu. Jeżeli korzystacie z funkcji wcześniejszego programowania treningów (na przykład tworzenie treningów interwałowych) i chcielibyście, aby licznik prowadził Was przez ten trening, to na chwilę obecną Wahoo ELEMNT Wam w tym nie pomoże. Ponoć z czasem funkcja ta ma się pojawić. Nie znajdziemy w funkcjach licznika także funkcji alertów, czyli informowania nas jeśli wykroczymy poza założone progi, bądź strefy. Czy z czasem się to pojawi? Nie wiem. Wiem natomiast, że Wahoo bardzo solidnie podchodzi do uaktualniania oprogramowania licznika i co rusz pojawiają się jego nowe wersje z nowymi funkcjami. Co prawda nie doczekałem się jeszcze możliwości sterowanie pracą trenażerów innych producentów, kamerami GoPro, czy oświetleniem Bontrager pomimo, iż do jesieni 2016 roku miały być już dostępne, ale wierzę, że jest to kwestią najbliższej przyszłości.

Licznik Wahoo ELEMNT w wersji podstawowej (bez czujników zewnętrznych) kosztuje 1499 złotych, co w hierarchii cenowej stawia go nieco ponad licznikiem Garmin Edge 520. Owszem, brakuje mu części funkcji, jakie znajdziemy w licznikach Garmina, ale w zamian oferuje inne podejście do tematu konfiguracji licznika i co mnie osobiście ujęło bardzo przyjazny i intuicyjny system operacyjny. Funkcje kontroli pracy trenażera i realizacji planów startowych BestBikeSplit są absolutnie fenomenalne. Nie jest to nic nowego, ale w końcu jest to proste i klarowne. Można mieć mieszane uczucia co do jego wyglądu, ale moim zdaniem jest to fantastyczny licznik. Na tyle, że pozbyłem się swojego Garmina Edge 1000 i kupiłem Wahoo ELEMNT. Jedno, czego nie jestem pewien, to serwis gwarancyjny. Na tym polu Garmin postawił poprzeczkę bardzo wysoko, ale od 2010 roku, tj. odkąd korzystam z urządzeń produkowanych przez Wahoo (a kilka ich jest), to ani razu nie miałem potrzeby, żeby jednak o tej gwarancji pomyśleć.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

13 komentarzy

  1. bobiko

    Bardzo rzeczowa recenzja urządzenia Wahoo, którego jeszcze nie miałem okazję przetestować – podobnie jak Polara. 😉
    Jdynie co mnie drażni to ten ekran i brak kolorowych map.

    BTW. map to Wahoo jakiego typu mapy wspiera? chodzi o format (garmin ma *.img) plików.

  2. el Kapitano
    el Kapitano

    Jeszcze prawie 2 tygodnie jestem na statku i nie mam go ze sobą. Jak wrócę, to sprawdzę, ale przypomnij się proszę na początku marca.

    Co do ekranu, to w moim odczuciu jest to zmiana na lepsze.

  3. Bolek

    Na stronie producenta zawiedzeni użytkownicy pisali o zerejestrowaniu prędkości rzęczy 300km/.h lub 1000km/h co
    później rzutowało na wiele wartości czyniąc urzędzenie bezużytecznym. Czy zauważyłeś tego typu symptomy?

  4. el Kapitano
    el Kapitano

    Nie miałem takiego przypadku. Pytanie na której wersji oprogramowania. Ja miałem tą najnowszą i nie spotkałem się z tym ani razu.

  5. Adam

    Orientujesz się czy ten licznik może być mostem pomiędzy ant+ a BT? Chodzi mi o podłączenie do niego pedałów
    bePro i jak jest możliwość to konwersja sygnału na BT dla V800.

  6. Radek

    Cześć, mam pytanie, bo próbuje i
    walczę z tym tematem ale coś nie
    wychodzi. Sezon kolarski w pełni, ale
    na północy kontynentu pogoda sprzyja
    trenażerowi, no i tu pojawił się
    problem, jak ustawić Wahoo, żeby nie
    pokazywał prędkości ponad 100km/h w
    Elite TurboMuin, czytałem że
    testowałeś, a może jesteś w
    posiadaniu, z Garminem nie ma
    problemu, dzielę wielkość koła,
    wpisuje i działa, na Wahoo pojawiają
    się dwa osobne czujniki z trenażera
    od mocy i od kadencji i koła, ale za
    nic nie mogę zmienić wartości w
    manualnym ustawieniu, może
    przerabiałeś temat? Pozdrawiam

  7. Radek

    I jeszcze pytanie o pliki do druku
    3D, bo nie widzę na stronie
    producenta, może podeślesz link?

  8. Wojtek

    Świetny tekst. Mam pytanie co
    wybrać garmin 1000 czy
    wahoo? Chodzi mi przede
    wszystkim o nawigację, lubię
    się czasem zgubić, odkrywać
    nowe trasy. Który licznik
    będzie lepszy?

  9. el Kapitano
    el Kapitano

    @Wojtek na takie pytanie ciężko
    odpowiedzieć obiektywnie. Ja po
    blisko dwóch latach jazdy z Edge 1000
    przesiadłem się na ELEMNTa i nie
    żałuję. Niestety żaden z nich nie
    jest idealny jeśli chodzi o
    nawigację. Jeżeli chodzi Ci o trasy i
    czytelność map, to moim zdaniem
    ELEMNT jest lepszy, bo mapy
    monochromatyczne są wyraźniejsze.
    Jeśli jeździsz z telefonem, to bez
    problemu możesz wrzucić trasę na
    prędce stworzoną na przykład w
    RideMyGPS do ELEMNTa i być
    prowadzonym nie tylko na mapie, ale
    też z ostrzeżeniami za pomocą diod.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *