Triathlon po kosztach

Wraz ze wzrostem popularności triathlonu zaobserwowałem przypięcie mu łatki drogiego sportu. Nawet ostatnio kilka razy zetknąłem się z takimi stwierdzeniami i obalałem mity narosłe wokół dyscypliny osobom, które w 2017 roku planują swój debiut w triathlonie, a w niektórych wypadkach hamowałem wręcz ich zapędy. Powodów tego zjawiska jest co najmniej kilka. Zacznijmy od tego, że zanim zapanowała moda na triathlon zarówno sami triathloniści, jak i osoby które zdawały sobie sprawę z tego, iż jest to sport niezwiązany z jazdą na nartach i strzelaniem, postrzegały go jako coś elitarnego. Wszak rywalizacji w połączonych ze sobą trzech dyscyplinach próbowali nieliczni, swego rodzaju crème de la crème. Statystycznemu Kowalskiemu przepłynięcie 1500 metrów, przejechanie 40 kilometrów i w końcu przebiegnięcie 10 km wydawało się co najmniej abstrakcyjne. A to przecież „zwykły” dystans olimpijski. Za krok milowy w dziedzinie popularyzacji triathlonu można uznać rok 2011 i zawody w Suszu, gdzie do udziału organizatorzy zaprosili popularne osoby w rolach ambasadorów tej imprezy, trzech aktorów i jednego dziennikarza – Piotra Adamczyka, Tomasza Karolaka, Bartłomieja Topę i Łukasza Grassa. Dzięki temu, jak się okazało genialnemu posunięciu, triathlon wypłynął na szersze wody i trafił do świadomości „zwykłych zjadaczy chleba”. Niejedna osoba mówiła sobie „skoro Karolak dał radę ukończyć połówkę, to ja też jestem w stanie to zrobić”. Kolejna lata to kolejni ambasadorowie, wzrost liczby uczestników i ilości organizowanych imprez triathlonowych. Nagle z niszowej „zabawy” zaczął się robić duży rynek, a gdzie rynek, tam pieniądze.

Stevie Rocco flickr CC BY 2.0
Stevie Rocco, flickr, CC BY 2.0

Patrząc na profil „statystycznego” triathlonisty zobaczymy mężczyznę w wieku od 30 do 44 lat (wnoszę po ilości osób startujących w danych kategoriach wiekowych), a więc można zaryzykować stwierdzenie, że jest to osoba niezależna finansowo, szukająca w triathlonie odskoczni od pracy, rodziny, a być może zdrowszego trybu życia. Złośliwi nazwaliby to gronem osobników z kryzysem wieku średniego, którzy zamiast drogich samochodów wybrali drogie rowery. Jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się kolejne sklepy ze sprzętem dla triathlonistów, kluby i trenerzy oferujący mniej lub bardziej profesjonalną opiekę nad zawodnikami, dietetycy, firmy cateringowe, biura podróży, itp., itd. Gdy zaczynałem swoją przygodę z triathlonem jednym z popularniejszych dowcipów w środowisku był ten o różnicy pomiędzy triathlonista i balkonem. Wiecie jaka to różnica? Otóż balkon w przeciwieństwie do triathlonisty jest w stanie utrzymać rodzinę. Śmiać się można do rozpuku, ale wówczas „zawodowym” triathlonistom nie było do śmiechu. Czasy się zmieniły i wiele przypadków pokazuje, że „z triathlonu” można dobrze żyć. Ad rem. Popularyzacja triathlonu pomimo swoich dobrych stron ma też kilka minusów. Nie zrozumcie mnie źle. Pod żadnym względem nie jestem jej przeciwnikiem. Chodzi o to, że gdzie są pieniądze, tam są także naciągacze, oportuniści, czy wręcz oszuści. Samozwańczy trenerzy, dietetycy i inni, którzy o specyficznym treningu triathlonowym, czy dietetyce triathlonowej pojęcia nie mają, ale znaleźli klientów na swoje usługi. Temat rzeka, do którego na pewno wcześniej, czy później wrócę. Wraz ze wzrostem popularności faktycznie wzrosły koszty potrzebne do jego uprawiania. Sam postęp techniczny, szczególnie w kolarstwie przyczynił się znacznie do tego, że w strefie zmian bez problemu wypatrzymy rowery droższe od nowych samochodów. Podobnie jest z opłatami startowymi. To, za co przykładowo dziesięć (czasem nawet pięc) lat temu płaciło się kilkadziesiąt złotych teraz kosztuje zazwyczaj powyżej 200 złotych, ale są też imprezy, za start w których należy zapłacić ponad 1000 złotych. Stąd nie ma się co dziwić tej łatce drogiego sportu, gdyż jakby tak dobrze policzyć, to nawet granie w golfa mogłoby się okazać tańsze. I teraz jak w tym wszystkim ma się odnaleźć osoba zarabiająca średnią krajową? Czy triathlon faktycznie jest sportem tylko dla bogatych?

Chris Hunkeler flickr CC BY 2.0
Chris Hunkeler, flickr, CC BY 2.0

Etap pływacki jest najkrótszą częścią triathlonu, ale dyscyplina sama w sobie może być w szczególności dla początkujących najtrudniejsza. Po pierwsze dlatego, że większość etapów pływackich zlokalizowana jest w wodach otwartych, tj. rzekach, jeziorach, czy morzu, aczkolwiek coraz częściej trafiają się imprezy z etapami pływackimi realizowanymi na basenach. Do tego dochodzi tzw. pralka, czyli masowy start etapu pływackiego, gdzie normalnym jest kontakt pomiędzy zawodnikami. Na pewno nie pomaga fakt, że woda jest środowiskiem obcym dla człowieka i nie jesteśmy przystosowani do poruszania się w nim. Pozycja w wodzie jest dla nas nienaturalna, woda stawia nam duży opór, a nogi i biodra ciągną nas w dół. Wszystko to jednak kwestia techniki i „opływania”. Droga do tego prowadzi przez basen i regularne treningi pływackie, a wraz z nastaniem odpowiednich warunków przez treningi w wodach otwartych. I tu pojawiają się pierwsze koszty. Przeanalizujmy zatem dwa warianty wydatków związanych z pływaniem – oszczędny i optymalny. W wariancie oszczędnym załóżmy dwie wizyty tygodniowo na pływalni i koszt podstawowego sprzętu treningowego, tj. strój kąpielowy, czepek i okularki. Serio. Większość z Was może się uśmiechnąć, ale więcej nie potrzeba. W zależności od lokalizacji basenu za jednostkowy wstęp zapłacimy od około 10 do 15 złotych. Owszem, są droższe baseny, ale przypominam, że rozpatrujemy wariant oszczędny. Miesięcznie wychodzi nam od 80 do 120 złotych, a na podstawowy sprzęt treningowy jednorazowo powinniśmy wydać nie więcej niż 100 złotych. W przypadku optymalnym możemy zwiększyć ilość wizyt na pływalni do 3 tygodniowo, powiedzmy dwa razy w miesiącu korzystać z pomocy instruktora pływania, oraz zwiększyć ilość sprzętu treningowego o ósemkę, wiosełka, płetwy i fajkę czołową. Zakładając te same koszta wstępu, co w przypadku oszczędnym miesięczne wydatki na wstęp nie powinny przekroczyć 200 złotych, dwie lekcje z instruktorem to średnio około 100 złotych, a jednorazowy koszt dodatkowego sprzętu treningowego to około 250 złotych. Zakładając, że przygotowania do triathlonu rozpoczniemy z 6-miesięcznym wyprzedzeniem, to w wariancie oszczędnym jednorazowo na sprzęt wydamy około 100 złotych, a miesięczne koszty stałe nie powinny przekroczyć 900 złotych, co daje razem kwotę do 1000 złotych. W wariancie optymalnym wydatki na sprzęt treningowy powinny się zamknąć w 350 złotych, a miesięczne koszty stałe nie powinny przekroczyć 1800 złotych, co daje razem kwotę 2150 złotych. Dodatkowo nieodłącznym atrybutem triathlonisty jest pianka triathlonowa, czyli neoprenowy kombinezon zapewniający komfort termiczny i wyporność. Koszt nowej pianki triathlonowej to co najmniej 300 złotych. Warto tutaj wspomnieć, że pianki triathlonowe są wymagane jedynie w przypadku temperatury wody poniżej określonego limitu. Limity te zależą od dystansu etapu pływackiego i znajdziemy je w przepisach Polskiego Związku Triathlonu. Co ciekawe, w Polsce rzadko się zdarza, aby było „za ciepło na pianki” i organizatorzy zawodów rzadko się decydują na całkowity zakaz pianek na imprezach dla amatorów, ale to już inna historia.

jolisoleil flickr CC BY 2.0
jolisoleil, flickr, CC BY 2.0

Cześć kolarska, i tu nie będzie niespodzianki, wymaga największych nakładów finansowych w związku z większą ilością wymaganego sprzętu. Zacznijmy od roweru. Jeśli nie posiadamy roweru szosowego, a start na posiadanym rowerze górskim lub miejskim nas nie interesuje i nie mamy od kogo pożyczyć roweru szosowego, to nie ma innego wyjścia, jak rower kupić. Dlaczego nawet nie wspominam o rowerze czasowym? Przede wszystkim dlatego, że moim zdaniem rower szosowy jest o wiele bardziej uniwersalny niż rower czasowy i nie ogranicza posiadacza do startu wyłącznie w imprezach z zabronionym podciąganiem, czyli bez draftingu, albo „jazdy na kole” jak kto woli. Po drugie, rowery czasowe są zdecydowanie droższe niż rowery szosowe, a rozpatrujemy tutaj warianty tańsze. Jestem zwolennikiem zakupu nowego roweru, ponieważ czasami wyższe grupy osprzętu w rowerach używanych ze względu na swój wiek są gorsze niż nowsze wersje tańszych grup. Ci więcej, wiekowy rower na ramie z włókna węglowego może być cięższy, a sama rama w gorszym stanie, niż nowy rower na ramie aluminiowej. No i w końcu niejednokrotnie stan techniczny używanego roweru pozostawia wiele do życzenia, a wydatki z tym związane mogą znacznie obniżyć atrakcyjność zakupu. W zależności od posiadanego budżetu możemy się pochylić nad jedną z najtańszych opcji, tj. rowerem z francuskiej sportowej sieciówki z liczbą 500 w nazwie za niecałe 1500 złotych, ale jeśli tylko jest szansa na naciągnięcie budżetu, to warto dołożyć 600 złotych do modelu 520, który z powodzeniem może nam służyć latami. Swoją drogą to właśnie na modelu 520 swoją triathlonową przygodę rozpoczynał Michał Podsiadłowski, obecnie najszybciej jeżdżący krajowy triathlonista amator, który niejednokrotnie uzyskiwał na etapach kolarskich czasy lepsze niż zawodowcy. Za około 3500 złotych kupimy bardzo dobry rower na ramie aluminiowej z 11-rzędową grupą osprzętu i na dobrych kołach treningowych. Jeżeli zakup nowego roweru jednak nie wchodzi w rachubę i chcemy usportowić posiadany rower górski, to wystarczy wymienić opony na węższe i bez bieżnika, co powinno nas kosztować nie więcej niż 150 złotych. W żadnych zawodach triathlonowych nie wystartujemy bez kasku, więc to powinien być kolejny punkt na liście zakupów. W tym przypadku powinniśmy się zmieścić w 100 złotych. Możemy jeszcze rozważyć wyposażenie roweru w pedały zatrzaskowe i buty kolarskie. Nie muszą to być od razu buty triathlonowe. Koszt zakupu butów kolarskich to około 250 złotych, a na pedały wydamy około 100 złotych. Nie musimy tych kosztów ponosić, bo możemy jechać na rowerze w butach biegowych. Jeśli jednak budżet na to pozwoli, to warto zainwestować w pedały zatrzaskowe i buty kolarskie, bo wówczas możemy nie tylko „przepychać” pedały, ale także je „ciągnąć”, co znacznie podnosi efektywność pedałowania. Doliczmy do tego koszt zakupu uchwytu na bidon i samego bidonu, czyli około 25 złotych. Założywszy zakup roweru za 2100 złotych, kask za 100 złotych, buty kolarskie za 250 złotych, pedały za 100 złotych i koszyk z bidonem za 25 złotych wychodzi nam sumaryczna kwota 2575 złotych. To jednak nie koniec wydatków. Trzeba się jeszcze jakoś ubrać. Można kupić komplet odzieży kolarskiej, albo od razu wyposażyć się w strój triathlonowy, w którym będziemy trenowali, oraz startowali. Odzież kolarska nie jest najlepszym pomysłem na start głównie ze względu na rozmiar wkładki w spodenkach kolarskich. Jest ona zbyt duża i bieganie z nią między nogami nie jest zbyt wygodne. W strojach triathlonowych stosuje się mniejsze i cieńsze wkładki, które nie przeszkadzają podczas biegania, oraz szybciej schną. Podstawowe modele strojów triathlonowych kosztują mniej niż 100 złotych, a za dobry strój zapłacimy około 250 złotych. Chcąc dodatkowo poprawić własne wyniki podczas etapu rowerowego warto jeszcze rozważyć zakup lemondki, czyli przystawki czasowej montowanej do kierownicy, która pozwala na przyjęcie bardziej aerodynamicznej pozycji. Ceny najtańszych lemondek nie przekraczają stu złotych. Trening zimą na szosie do łatwych i przyjemnych nie należy i chcąc trenować zimą możemy wybrać zajęcia spinningowe na siłowni, lub wyposażyć się w trenażer i trenować w domu. Przyjmijmy, że koszt zakupu trenażera to 350 złotych.

Chris Hunkeler flickr CC BY 2.0 photo 2
Chris Hunkeler, flickr, CC BY 2.0

Nabywszy już strój triathlonowy nie musimy się martwić o odzież do biegania podczas etapu biegowego. Do kompletu brakuje nam już tylko butów biegowych, ale to akurat nie musi być duży wydatek, jako że wraz ze wzrostem popularności biegania dobrej jakości buty biegowe można kupić nawet w sklepach sieci dyskontów spożywczych za kilkadziesiąt złotych. Oczywiście do biegania zimą i wiosną potrzebna będzie dodatkowa odzież, co kosztować nas będzie około 200 złotych. Chcąc monitorować swoje treningi biegowe (a także kolarskie) możemy korzystać z posiadanych przez większość z nas smartfonów, lub wyposażyć się w podstawowy zegarek sportowy. Nie dalej jak miesiąc temu widziałem (również w sieciówce), że można było kupić pulsometr za niecałe 60 złotych.

Dlaczego nie rozważam korzystania z usług trenera? Ponieważ nie wydaje mi się, aby były to usługi potrzebne początkującym amatorom. Zdrowy rozsądek, systematyczność treningu i podpieranie się planami treningowymi, jakie można znaleźć w internecie w zupełności wystarczą. Trening to jednak nie wszystko. Większość z nas trenuje po to, żeby móc startować w imprezach triathlonowych. Praktycznie bezpowrotnie minęły czasy, kiedy zapisy na imprezy triathlonowe miały miejsce w dniu startu i teraz z dużym wyprzedzeniem musimy planować starty, oraz co ważniejsze zapisać się na planowaną imprezę. Tutaj reguła jest prosta – im wcześniej to zrobimy, tym mniej zapłacimy. Można przyjąć, że koszt startu na dystansie olimpijskim lub ¼ IM to około 200 złotych, a na dystansie ½ IM około 300 złotych. Planując starty kilka razy w sezonie, warto rozważyć udzał w cyklu zawodów, gdyż częstą praktyką organizatorów są zniżki dla „lojalnych” zawodników. Do tego dochodzi jeszcze koszt dojazdu i ewentualnego noclegu przed startem, ale wybierając imprezy w pobliżu możemy wyeliminować potrzebę noclegu, a wykorzystawszy moc internetu znaleźć towarzyszy podróży i tym samym zmniejszyć koszt dojazdu.

Podsumujmy. Półroczny koszt treningu pływackiego w wariancie oszczędnym to 1000 złotych i zakup pianki to 350 złotych, czyli razem na etap pływacki mamy 1350 złotych. Zakup nowego roweru z niezbędnymi akcesoriami i strojem triathlonowym to wydatek rzędu 3000 złotych. Na sprzęt związany z bieganiem wydamy około 350 złotych. Razem daje nam to 4700 złotych. Jeżeli zaplanujemy starty w trzech imprezach na dystansie olimpijskim lub ¼ IM to doliczyć do tego będziemy musieli około 600 złotych. Wychodzi ponad 5000 złotych. Oczywiście na jednorazową fanaberię jest to duży wydatek. Jeśli jednak planujemy związać się z triathlonem na dłużej, to zwróćmy uwagę, że w kolejnych latach ponoszone koszty będą o wiele niższe. Po odjęciu kosztów zakupu sprzętu możemy bez problemu zmieścić się w dwóch tysiącach złotych rocznie. I to wliczając w to start w 3-4 imprezach triathlonowych. Najważniejsze, żeby w tym wszystkim nie stracić zdrowego rozsądku, o co niestety bardzo łatwo.

Bruno Cordioli CC BY 2.0
Bruno Cordioli, flickr, CC BY 2.0


Zdjęcie wyróżniające: Thomas Rousing, flickr, CC BY 2.0
el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *