Praca, życie i trening na morzu

Jednym z najczęściej zadawanych mi pytań jest to dotyczące godzenia treningu triathlonowego z pracą na morzu, a dokładniej o sposoby, w jakie można trenować pływanie, kolarstwo i bieganie na pokładzie statku. Tak, jak nie ma dwojga takich samych osób, tak nie ma dwóch takich samych statków, więc opis mojego życia, pracy i treningu na morzu może się diametralnie różnić od treningu moich „pływających” znajomych. Różne statki, różne systemy pracy, niejednakowy sprzęt, którym dysponujemy, to tylko niektóre części składowe toru przeszkód stojących na drodze wilków morskich ze sportowym zacięciem.

saipem_bridge

Pracuję na statku wiertniczym na stanowisku oficera wachtowego. Oznacza to, że moim stanowiskiem pracy jest mostek nawigacyjny, a ja odpowiadam za prowadznie wachty nawigacyjnej. Pojęcie to może być nieco mylące, poniważ sugeruje jakoby statek, na którym pracuję poruszał się po morzach i oceanach, jednakże jego zadaniem jest wykonywanie otworów poszukiwawczych złóż ropy naftowej i gazu ziemnego. Tak więc więcej stoimy w miejscu, niż się poruszamy, a ja odpowiadam za obsługę systemu dynamicznej stabilizacji pozycji, czyli koputerowo wspomaganego systemu manewrowania statkiem wykorzystującego pędniki do utrzymywania zadanej pozycji, lub poruszania się zgodnie z wytycznymi operatora z decymetrową dokładnością. Wachta nawigacyjna prowadzona jest każdego dnia, przez 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę i dzielona jest pomiędzy oficerów wachtowych. Na większości statków handlowych panuje system trzywachtowy, tj. oficerowie pełnią wachtę nawigacyjną przez 4 godziny, następnie mają 8 godzin przerwy i tak w koło Macieju. Na mniejszych jednostkach (z mniejszą liczbą oficerów) wachta nawigacyjna trwa 6 godzin, po której następuje 6 godzin przerwy. Na statkach wiertniczych wachta nawigacyjna trwa 12 godzin, po której przysługuje 12 godzin przerwy. Piszę o tym, ponieważ ten system pracy ma podstawowe znaczenie dla mojego treningu podczas rejsu. Zanim jednak przejdę do konkretów, to kilka słów o okresie pobytu na statku. Na zdecydowanej większości statków wiertniczych obowiązuje czterotygodniowy system pracy, co oznacza, że po 4 tygodniach spędzonych na statku przysługuje czterotygodniowy okres urlopu. Ma to swoje wady i zalety, ale moim zdaniem jest to system bliski ideału, o czym później.

dryland_swimming

Z pozoru najłatwiejszym wydaje się być trenowanie pływania, ponieważ statki mają to do siebie, że poruszają się po wodzie, jednakże trenowanie pływania poza statkiem, tj. w morzu, jest praktycznie niemożliwe. Przede wszystkim dlatego, że w przypadku, gdy statek się porusza, to jego dogonienie jest niemożliwe ze względu na prędkość statku. Bardzo dobrzy pływacy są w stanie przepłynąć około 4 kilometry w ciągu godziny. Z dużym przybliżeniem można założyć, że statki handolwe poruszają się z prędkością około 10 węzłów, czyli przebywają nieco ponad 18,5 km w ciągu godziny. Pisałem jednak, że pracuję na statku, który stoi w miejscu, więc w teorii nie powinno być to dla mnie problemem. Fakt, że statek „stoi” w zadanej pozycji, nie oznacza, że jego pędniki nie pracują. W zależności od panujących warunków atmosferycznych i stanu morza lokalne prądy generowane przez pędniki moga osiągąc taką siłę, że nawet bardzo dobry pływak miałby problemy z ich pokonaniem. Niezależnie od tych rozważań teoretycznych pozostaje kwestia zgody kapitana na podobne praktyki i nie sądzę, aby którykolwiek kapitan wydał zgodę na pływanie w morzu bez zabezpieczenia w postaci łodzi ratowniczej. O rekinach, czy innych mieszkańcach mórz i oceanów, które mogą zagrażać zdrowiu i życiu pływaka nawet nie wspominam. Na niektórych statkach spotyka się małe baseny rekreacyjne wypełniane wodą morską i w teorii możnaby je wykorzystać do treningu pływackiego pod warunkiem przywiązania się do ściany basenu. Jeszcze innym rozwiązaniem są trenażery pływackie, jak chociażby Vasa Swim Trainer, czy Triton Swim Trainer. Ja niestety takimi dobrodziejstwami nie dysponuję i mój trening pływacki podczas pobytu na statku ogranicza się do treningu oporowego z wykorzystaniem gum StrechCordz z wiosełkami. Taka namiastka treningu pływackiego nie jest w stanie zastąpić pływania w basenie, czy na wodach otwartych, ale pozwala mi choć w niewielkim stopniu spowolnić regres spowodowany zaprzestaniem pływania. Będąc na statku trenuję z gumami 3-4 razy w tygodniu po 30-40 minut. W tym czasie wykonuję serie 200 pociągnięć (trwających około 120 sekund) rozdzielając je 30-sekundowymi odpoczynkami. Intensywność serii zmieniam poprzez oddalenie, bądź przybliżenie się do punktu zaczepienia gum. Długotrwały tening oporowy z wykorzystaniem gum zaburza technikę i po powrocie na basen zazwyczaj dopiero po 2-3 treningach pozbywam się złych nawyków. Mogę przez 4 tygodnie pływać nawet 20 kilometrów tygodniowo, ale poźniej większość z tego stracę podczas pobytu na statku. Połączenie czterotygodniowego okresu treningu oporowergo z 4 tygodniowym okresem pływania na basenie od 4 do 5 razy w tygodniu pozwala mi na osiąganie czasów w granicach 31-32 minut na dystansie 1900 metrów. Tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Pogodziłem się z tym, że pewnych rzeczy nie przeskoczę, a pływanie będzie moją najsłabszą stroną dopóty, dopóki nie przestanę pracować na morzu, a na to w najbliższym czasie się nie zanosi.

sapiem_bike

Trening kolarski na statku ogranicza się właściwie do dwóch opcji – trenażera i roweru spinnigowego. Na lądzie trenażer jest pierwszy wyborem jeśli chodzi o trening w czterech ścianach, jednakże posiada on jedną wadę, a mianowicie do korzystania z niego potrzebny jest rower. O ile na niektórych statkach handlowych można znaleźć rowery, które wykorzystywane są przez członków załogi w portach, to już ze znalezieniem trenażera może być ciężej. Choć raz w mojej karierze zawodowej zdarzyło mi się pracować na statku, na którym posiadaliśmy rower szosowy podpięty do trenażera firmy CompuTrainer, to zdecydowanie częściej na statku można spotkać się ze stacjonarnym rowerem treningowym. Na statku mam do dyspozycji rower spinningowy firmy Kettler i to na nim trenuję ponad 6 miesięcy w ciągu roku. Do sierpnia 2015 roku będąc na statku trenowałem w oparciu o pomiar tętna. Pomimo kilku prób nie udało mi się znaleźć miernika mocy, który mógłbym z powodzeniem zainstalować na owym rowerze spinngowym. Do czasu aż na rynek trafił miernik PowerTap P1. Dzięki pedałom P1 mogę dokładnie monitorować intensywności treningu kolarskiego w oparciu o pomiar generowanej mocy. Niestety brak wentylatora powoduje, że zdarza mi się przegrzewać podczas treningów kolarskich i wówczas bardziej niż na generowanej mocy skupiam się na aktualnej wartości tętna. Jestem zdania, że człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do każdych warunków i nie inaczej jest z treningiem na rowerze spinningowym. Kluczem do sukcesu jest odpowiednie zajęcie głowy, do czego idealnie nadają się filmy, seriale, książki i muzyka – w innym wypadku usiedzenie 3 godzin na rowerze spinnogowym byłoby wielkim wyzwaniem mentalnym.

saipem_run

Pomimo tego, że statek, na którym pracuję ma długość całkowitą 233 metry, to nie ma możliwości, aby biegać po pokładzie niczym Kazimierz Musiałowski, człowiek który w 1987 roku na pokładzie statku Palm Enterprise przebiegł maraton. Po pierwsze dlatego, że na pokładzie znajduje się znaczna liczba rurociągów i wzmocnień konstrukcyjnych utrudniająych bieganie, a po drugie ponieważ poza nadbudówką obowiązuje odzież i obuwie ochronne, które nie nadają się do biegania. Co prawda lądowisko dla helikopterów mogłoby nadawać się do wolnego truchtania, gdyby nie instalowana na nich siatka zwiększająca bezpieczeństowo podczas lądowania helikopterów w trudnych warunkach pogodowych. Pozostaje więc bieżnia mechaniczna. Trening na niej nigdy nie stanowił dla mnie problemu i podobnie, jak w przypadku trenażera, czy roweru spiningowego kluczem do sukcesu jest odwrócenie uwagi od faktu, że biegniemy w miejscu. W moim przypadku idealnie sprawdza się muzyka. Każda bieżnia mechaniczna jest inna i nawet ten sam model bieżni tego samego producenta może byc inaczej skalibrowany, dlatego ważne jest, aby biegać z poprawnie skalibrowanym footpodem. W moim treningu biegowym intensywność najczęściej wyrażona jest tempem biegu, a tętno wykorzystwane jest jako dana pomocnicza. Bez poprawnie skalibrowanego footpoda niemógłbym liczyć na odwzorowanie warunków rzeczywistych. Niemniej jednak bieganie na bieżni mechanicznej różni się od biegania w terenie, jako że nie oddziałują na nas siły zewnętrzne (wiatr i opór powietrza), a pas bieżni nieco ułatwia bieganie, dlatego też aby utrudnić sobie życie i zbliżyć warunki na bieżni do warunków zewnętrznych zawsze ustawiam bieżnię pod katem 1 stopnia. Dobrej klasy bieżnia mechaniczna pozwala na realizację większości zadań treningowych w szerokim zakresie prędkości (nawet powyżej 20 km/h).

saipem_helideck

Sposób, w jaki trenuję poszczególne dyscypliny podczas pobytu na statku byłby niepełny, gdybym nie przedstawił go w kontekście mojego dnia. Pracując nieco ponad 12 godzin dziennie pozostaje mi niecałe 12 godzin na sen, trening i toaletę. Na szczęście nie tracę czasu na dojazdy do pracy, ponieważ dojście z kabiny na mostek zajmuje mi mniej niż minutę. Zakładając 8 godzin na sen pozostają mi maksymalnie 3 godziny na trening. Gdybym chciał jeść śniadanie w mesie, tj. statkowej jadalni, to czas jaki mógłbym poświęcać na trening  musiałby zostać odpowiednio skrócony. Dlatego też śniadanie jem już w pracy w postaci płatków owsianych z dodatkami zalanych mlekiem. Opuszczenie kolacji to dodatkowe kilkadziesiąt minut, jakie moge poświęcić na trening. Nie muszę chyba wspominać, że reżim treningowy znacznie ogranicza czas, jaki spędzam z kolegami i często patrzy się na mnie jak na odludka, ponieważ codziennie po pracy nie integruję się z resztą załogi. Taki system pracy powoduje, że zazwyczaj jestem ograniczony do jednego treningu rowerowego, biegowego, lub rowerowo-biegowego dziennie, wykonywanego przed pracą. Wyjątkiem są pływackie ćwiczenia na gumach, które robię po pracy. W tygodniu treningowym zazwyczaj mam jeden dzień wolny, jeden dzień, w który tylko biegam (zazwyczaj jest to dłuższy bieg, powyżej 18 km), a w pozostałe dni realizuję zakładki rowerowo-biegowe. Trenując rano nie mam czasu na zjedzenie śniadania, ale staram się nie trenować na czczo. W większości przypadków musi wystarczyć zjedzenie przed treningiem banana. Po treningu, jak wspomniałem, już w pracy zjadam płatki na śniadanie. Marcin Waniewski porównuje czas, jaki spędzam na statku do obozu treningowego, ponieważ pomimo ograniczonej ilości czasu, jaki mogę poświecić na trening, to jest on regularny, powtarzalny i zazwyczaj realizowany w 100%, podczs gdy będąc w domu zdarza się, że rodzinne obowiązki wpłyną na realizację jednostek treningowych, bądź wymuszają skrócenie snu. Po prostu na statku nie ma „treningowych rozpraszaczy”, których nie brakuje podczas pobytu w domu.

saipem_bearing

Czasami zastanawiam się, jak wyglądałoby moje życie i moje treningi, gdybym nie pracował na statku, tylko miał normalną pracę na lądzie. Szczerze mówiąc ciężko mi sobie wyobrazić połączenie pracy zawodowej, dojazdów do niej i życia rodzinnego. Będąc w domu w teorii i w praktyce nie pracuję, a i tak ledwo starcza mi czasu na trening i nadrobienie zaległości w życiu rodzinnym i towarzyskim. Dlatego tak bardzo podziwiam wszystkich, którzy na co dzień łączą pracę, rodzinę i trening. Życie każdego z nas jest inne, każdy z nas ma własne sposoby na godzenie treningu z otaczającą go rzeczywistością. To, co działa u jednej osoby może nie mieć zastosowania u innych, ale i tak warto zwracać uwagę na to, jak z balansowaniem pomiędzy rodziną, pracą i trenowaniem radzą sobie inni, bo być może uda nam się podpatrzeć choć jedną mała rzecz, dzięki której nasze hobby stanie się mniej uciążliwe dla naszych bliskich.

saipem_view
el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *