Nie bądź tym frajerem ze sklepu rowerowego

Faktem jest, że sprzedaż internetowa w znacznym stopniu utrudnia życie stacjonarnych sklepów rowerowych, a dla niektórych wirtualna konkurencja okazała się gwoździem do trumny. Jak ze wszystkim, taka rywalizacja ma swoje dobre i złe strony, a od większości tradycyjnych sklepów wymaga zaadaptowania się do nowych warunków. Niestety my, tj. klienci, nie ułatwiamy życia sprzedawcom ze sklepów stacjonarnych, czym w dłuższej perspektywie strzelamy sobie sami w kolano.

kaski

Wirtualne zakupy podbiły serca Polaków. Ponad połowa z internautów co najmniej raz dokonała zakupów przez internet, a dla niektórych z nas jest to podstawowa forma zakupów. Główne powody, dla których wybieramy oferty sklepów internetowych to oszczędność zarówno czasu, jak i pieniędzy, oraz szerszy asortyment niż w sklepie stacjonarnym. Prowadzenie sklepu internetowego pozwala na zmniejszenie kosztów, a co się z tym wiąże zaproponowanie klientowi towaru w niższej cenie. Popularność serwisów oferujących porównanie cen poszczególnych towarów w dziesiątkach sklepów internetowych powoduje dodatkowe obniżanie marż przez sprzedawców, ponieważ klienci zazwyczaj kierują się ceną. Kolejnym tematem jest dostępność towaru. Tylko duże sklepy internetowe mogą sobie pozwolić na ponoszenie kosztów magazynowania towaru, a co się z tym wiąże jego natychmiastową wysyłkę. Natomiast mniejszym graczom na tym rynku, czy w realu, czy w internecie, pozostaje zamawianie towaru od dystrybutora już po złożeniu zamówienia (i najczęściej opłaceniu go) przez kupującego. Towar zakupiony w sieci trzeba także dostarczyć do klienta, zazwyczaj na jego koszt, co daje niektórym sprzedającym możliwość „odbicia sobie strat na marży” przez zawyżenie kosztu dostawy. Szczęśliwie wraz ze wzrostem popularności zakupów w internecie wzrosła ochrona interesów kupujących i bez problemu powinniśmy być w stanie towar zwrócić, bądź wymienić, co jednak rodzi kolejne koszty.

klocki

W tej nowej rzeczywistości zostaje coraz mniej miejsca dla tradycyjnych sklepów z akcesoriami sportowymi. Wpis ten poświęcam sklepom rowerowym, ale z powodzeniem można by go zastosować do sklepów z asortymentem biegowym, triathlonowym, czy ogólnie rzecz biorąc sportowym. Po pierwsze konkurencja ze strony sklepów internetowych wymusiła obniżenie marż. Nie ma co mydlić oczu. Marże sprzedawców wynoszą średnio około 25-30%, ale muszą z nich utrzymać między innymi lokal i pracowników, więc obniżając marże niebezpiecznie zbliżają się do granic opłacalności. Trzeba się więc przystosować do zmieniających się warunków. Wsparcie sklepu stacjonarnego sprzedażą internetową, usługami serwisowymi, programami lojalnościowymi, czy kawiarnią i organizowaniem wydarzeń pozwalają na oddalenie widma zamknięcia interesu.

kawa

W rozkroku pomiędzy sklepem internetowym, a stacjonarnym jest klient. Klient ma pieniądze, więc wymaga. Wymaga doradztwa, szerokiego asortymentu, niskiej ceny, dostępności, możliwości przetestowania, zwrotu, bądź wymiany, zniżek, serwisu i gwarancji. Takie są prawa klienta i nie ma co z tym dyskutować. Nie ma jednak nic za darmo. Niestety część tych praw rodzi wyższe ceny sprzedawanych towarów i choć niektórym może wydawać się to dziwne, taka jest prawda. Postawcie się w miejscu właściciela sklepu. On musi ten towar kupić, żeby go Wam później sprzedać. Musi zatrudnić pracowników, wyszkolić ich, wynająć lokal, opłacić media, reklamować się, itp. i nie może tego robić z przysłowiowej piwnicy, jak działają niektóre sklepy internetowe. A wszystko to kosztuje. Te dodatkowe koszty pokrywane są właśnie z marż, jakie zarabiają na nas sprzedawcy. My jednak chcielibyśmy zachować wszystkie swoje prawa zachowując przy tym minimalną cenę. Tylko że to jest zazwyczaj niemożliwe. Nasze zachowanie w sklepach stacjonarnych powoduje, że sklepów tych jest coraz mniej, a w tych, które utrzymały się na rynku wybór jest i owszem szeroki, ale tylko w ofercie internetowej.

tv

Dlaczego? Ponieważ zachowujemy się jak frajerzy! Tak, frajerzy. Najdelikatniej mówiąc. Jak inaczej można nazwać człowieka, który najpierw zabiera pół godziny sprzedawcy wypytując na temat powiedzmy wyższości rozwiązania zastosowanego w bucie modelu X nad modelem Y, przymierza obydwie pary, a po dokonaniu wyboru modelu i rozmiaru wyciąga smartfon, robi zdjęcie, wychodzi i buty zamawia przez internet? Cześć z Was być może nazwie go rozsądnym i oszczędnym człowiekiem, ale tacy klienci już następny raz mogą nie mieć okazji przymierzyć kolejnego zakupu, bo po prostu nie będą mieli gdzie. Jak inaczej nazwać człowieka, który powiedzmy chciałby elektryfikować swój rower, przychodzi do sklepu, prosi o poradę, zestawienie potrzebnych części i ich wycenę, po czym niemalże z gotową lista w ręku mówi, że jednak za drogo, zakupy robi przez internet, ale coś pokręcił i wraca do sklepu po brakującą część, bo rower rozgrzebany, słońce świeci, a jeździć trzeba? Następnym razem może już nie kupić jej na miejscu i czekać na dostawę, bo po prostu nie będzie miał gdzie tego dostać na miejscu. Jak inaczej nazwać człowieka, który przychodzi do sklepu stacjonarnego, wybiera produkt, udaje się z nim do kasy, po czym zaczyna się targować, a jego głównym argumentem jest „przecież mogę kupić to taniej przez internet”? Jak inaczej nazwać człowieka, który po zakupach w sklepie stacjonarnym zaczyna na forach, lub w mediach społecznościowych obrzucać błotem sprzedawcę, bo zorientował się, że w innym sklepie internetowym ten sam produkt można było kupić taniej i czuje się oszukany? Jak inaczej nazwać człowieka, który przy pierwszych zakupach za kilkanaście, albo kilkadziesiąt złotych wymaga tej samej zniżki, jak poprzedni klient, choć ten stały klient zostawił w sklepie już kilkanaście tysięcy złotych? Przykłady można mnożyć, ale sprowadzają się do jednego, klienci sklepów stacjonarnych nie szanują tego, co sklepy te są w stanie im zaoferować.

bieznia

Dlaczego to piszę? Ponieważ mnie to wkurza. Wkurza mnie to, że podstawowe dla mnie części muszę zamawiać przez internet. Idąc do sklepu rowerowego po spinkę do łańcucha kompatybilnego z 11-rzędowymi napędami ostatnie co chcę usłyszeć, to że „mamy tylko spinki pod dziesiątki”. Aż chce się zacytować pewnego twardziela z polskiej komedii – „Gdybym chciał bez frytek to bym chyba powiedział poproszę bez frytek, nie?!” Gdy jedynym napędem 11-rzędowym było Campagnolo Super Record, to mógł to być problem, ale jeżeli połowa rowerów szosowych ma takie napędy, to jakim problemem jest posiadanie na stanie takiej podstawowej części za kilka złotych? Podobnie było z poszukiwaniami rowerowych części (im wyższa grupa tym mniejsza dostępność i dłuższy czas oczekiwania), kolarskiej odzieży, kolarskich butów triathlonowych, kasków, rowerów… wyliczać mógłbym niemal w nieskończoność. O fachowości niektórych sprzedawców nawet nie wspominam. Powodem takiego stanu rzeczy jesteśmy my, konsumenci, a w szczególności opisani wcześniej frajerzy ze sklepu rowerowego. To właśnie ich zachowanie powoduje, że coraz mniej jest sklepów stacjonarnych z prawdziwego zdarzenia. Niestety frajerzy ci nie biorą pod uwagę, że w sytuacji awaryjnej, na przykład w piątek wieczorem, gdy w niedzielę mamy zawody, sklep internetowy nie uratuje ich z opresji. Wówczas na wagę złota okaże się sklep stacjonarny. Co jednak, jeżeli takowego nie ma w pobliżu? Rezolutniejsi odpowiedzą, że jest jeszcze expo przed zawodami i towarzyszące im niezawodne serwisy rowerowe. Jeśli jednak „zabijać” będziemy sklepy stacjonarne, to który z nich pozwoli sobie na „weekend pod namiotem” w ramach zawodów? Taki wyjazd musi im się zwrócić, więc nie mogą tego robić za przysłowiową czapkę gruszek. Pozwólcie więc, że raz jeszcze zaapeluję – nie bądźcie frajerami ze sklepu rowerowego i szanujcie swoich sprzedawców. A wy sprzedawcy, szanujcie nas, klientów.

zamkniete
el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

27 komentarzy

  1. Kamil

    farmazonisz facet, gdyby byli kumaci w sklepach mieliby wszystko i znaliby się na rzeczy tak jak powinni a przy okazji
    mieliby przyzwoite ceny to bym kupował od ręki ale skoro mam kupić sobie komplet x9 to sorry ale moje całe 100k
    miasto jest za głupie, pobliskie… oddalone o 40 km trójmiasto owszem ma sprzęt w jednym czy dwóch miejscach a
    koszta rozkładają się ciekawie. Allegro niecałe 800 internet średnio 900, niektóre strony w necie 1200, sklep
    stacjonarny niecałe 1500. No to powiedz mi jak mnie nazywasz ? Bo chyba coś ci się pomyliło…

  2. Michał

    „Faktem jest, że sprzedaż internetowa w znacznym stopniu utrudnia życie stacjonarnych sklepów internetowych” ??

  3. Tomek

    Brawo. W końcu ktoś napisał o tym,
    jak „dziko” wygląda u nas handel
    internetowy. Prowadzę dwa sklepy
    internetowe i stacjonarne w branży
    totalnie różnej od rowerów ale mam te
    same spostrzeżenia, jednak kilka uwag.
    1. Ja już dawno zauważyłem, że
    ludziom kojarzy się „w necie
    najtaniej” a jest tak (przynajmniej w
    mojej branży) coraz rzadziej. Przykład?
    Na sklepie stacjonarnym mam popularny
    i chodliwy produkt z marżą 8,5%, w
    necie wystawiam go z marżą min. 14%
    bo produkt wymaga dodatkowego
    zabezpieczenia do wysyłki kurierem.
    Do tego dochodzi allegro, które w
    moich kategoriach łupie aż 9% prowizji.
    2. Koszty sklepu internetowego są
    niższe niż stacjonarnego to mit. Co
    prawda za wynajem nie płacę, bo mam
    swój sklep i magazyny, ale koszt
    wynajmu podobnej powierzchni w mojej
    okolicy to ok. 60% kwoty, jaką wydaję
    na marketing internetowy i prowizje
    dla allegro.
    3. Bez magazynu jednak się nie da. Na
    rozruch trzeba mieć kapitał lub
    krechę kupiecką u dostawców, bo tylko
    szybka dostępność gwarantuje sukces i
    powrót klienta.
    4. Meritum artykułu: jak zajedziemy
    sklepy stacjonarne, to już nie
    przymierzymy, nie pomacamy i nie
    skonfrontujemy wielu produktów, bo
    sprzedawcy będą siedzieć ze słuchawką
    na głowie w swoim boksie i opowiadać
    nam o zaletach jedynie przez telefon.
    Mojej branży to nie grozi, ale wiele,
    tak jak rowerowo-odzieżowa mają kiepsko.

  4. Marek

    Witam,

    Mieszkam w niedużej miejscowości gdzie są „aż” dwa sklepy rowerowe. Zdanie o nich wyrobiłem sobie w dwóch
    podejściach…
    Sklep nr 1. Gdy kupiłem rower szosowy potrzebowałem na początek tej przygody „pedałów”. Obojętnie jakich.
    Zapłaciłem 50 złotych – potrzebowałem ich do czasu zakupu butów, przejechałem 200 km i przestały się obracać. Na
    rozpatrzenie reklamacji czekałem 3 miesiące. TRZY MIESIĄCE i nie myślcie że w takich UOKIK coś może zdziałać,
    ponieważ on (i tu cytat) „…nie wchodzi w relacje między kupującego a sprzedającego.”. Pi…@#$…ole nigdy już w
    nim nic nie kupię.
    Sklep nr 2. Pękła mi szprycha w tylnym kole. W sezonie miałem czekać na wycentrowanie miesiąc. No Urwa. Ręce
    opadają.

    Na wakacje byłem w Kudowie. Ciekawy jak tam działają serwisy oddałem koło no wycentrowania rano i do
    odebrania było popołudniu. W sezonie, zostałem obsłużony tak jakbym sobie tego życzył. Czy przy okazji kupię coś
    tam? A dlaczego nie? Są przecież w porządku. Nie jestem i nie byłem ich stałym klientem. Zrobili to uczciwie bez
    nadziei na dłuższą współpracę.
    Większość rzeczy kupuję w sklepach internetowych, bo na rowerowych frajerów za ladą ( w moim mieście) mi się
    patrzyć nie chce. Mam kilka swoich ulubionych sklepów stacjonarnych. Niestety 120 km od domu.
    Kupiłem zestaw narzędzi. Przy rowerze z pilnych rzeczy wszystko robię sam. Nauczyłem się nawet centrować koła
    co mi się niestety czasami w trasie przydawało.
    Na serwis posezonowy rower wożę 60 km w jedną stronę.
    Sprzedawcy też kreują profil klienta i mają wpływ na swoją klientelę. Jeżeli będę zadowolony z serwisu to niejedno
    w tym sklepie kupię. Siodełko przymierzę, może kask będę musiał zmienić, a może owijkę itd.

  5. Studnia

    Prowadzę sklepy stacjonarne z
    rolkami i coraz częściej
    zastanawiam się nad ich
    zamknięciem i pozostaniem
    tylko w necie. Zastanawiam się
    tylko jak moi ukochani klienci z
    kategorii „przymierzam w
    sklepie, kupuje w necie”
    zaadaptują ekrany swoich
    smartfonów, żeby w nich
    przymierzyć kilka modeli rolek i
    sprawdzić, które lepiej leżą na
    stopie? Bardzo trafny tekst.
    Pozdrawiam.

  6. Pablo

    Bardzo fajny tekst. Dużo w nim
    prawdy. Sam prowadzę sklep
    rowerowy i borykam się z
    podobnymi problemami. Choć
    mam wiernych klientów którzy
    pozwalają mi wciąż istnieć na
    rynku to o spektakularnym
    rozwoju czy spokojnym śnie
    mogę zapomnieć.
    Wyższa cena za towar to efekt
    zatrudniania fachowców w
    serwisie przez 12 miesięcy w
    roku i mojej wiedzy.
    Nie przepadam za ludźmi
    którzy oczekują rabatu czy
    promocji tylko dlatego że chcą
    kupić taniej. Nie stać Cię na XT
    to kup Deore, a nie oczekuj że
    ZUS owi, pracownikom, lub
    sobie wypłacę pieniądze ” z
    rabatem”. Niby dlaczego?
    Większość stałych klientów
    znam choćby z imienia. Kawą
    ich częstuję bo ich lubię. Dla
    nich potrafię obniżyć cenę lub
    zostać po godzinach.
    A dla fanów zakupów w
    internecie bo tam jest najtaniej
    mam propozycję: dobierzcie
    swój rower, buty i strój na
    forum internetowym. A potem
    jeszcze zróbcie tam serwis
    swojego roweru ( koniecznie z
    bikefitingiem).

  7. Marcin

    Ocena osoby piszącej artykuł jest bardzo subiektywna. Chciałbym podzielić się moją opinią na temat
    zakupów oraz sprzedaży w internecie. Prowadzę internetowy sklep z odzieżą damską ale to później.
    Mam dwa rowery jeden to Scott spark pro z 2012 a drugi to Scott Genius 910 z 2013 w obydwu są
    zamontowane koła DT swiss. Mieszkam w Katowicach gdzie nie powinno być problemu z serwisem
    czy częściami hmm. Klucz do odkręcenia śruby piaście DT za ratchetem aby wyciągnąć łożysko ma
    tylko Twomark w chorzowie i bielsku może chyba jeszcze jeden sklep w Bielsku już nie pamiętam
    nazwy. Mają klucz ale nie potrafią odkręcić tym kluczem hmm. Co robię? zamawiam w internecie
    klucz (na allegro) za 40zł i odkręcam sam tą śrubę. Przyjeżdżam jeszcze raz do Twomarku w
    Chorzowie i daje koło do zmiany obręczy i wymiany szprych z nyplami oraz łożysk w piaście już z
    odkręconą śrubą. Miły Pan z serwisu mówi że zamówi mi wybraną obręcz szprychy i będzie gotowe
    za 10 dni. Mówię ok mija dwa tygodnie telefon że jest problem bo nie ma na stanie wybranych
    modeli obręczy (wymieniałem przód i tył) Pytam czy są inne, miły Pan mówi że są to wybieram inny
    model i znowu informacja 10 dni. Mija dwa tygodnie Pan dzwoni iż ma dobrą wiadomość i złą.
    Przyszły zamówione przez Pana obręcze ale mamy drugą złą wiadomość obręcze są na 28 szprych a
    Pan ma 32 i aktualnie nie mają na 32 szprychy Zwaliło mnie z nóg… Jak myśicie co zrobiłem ? Na
    drugi dzień miałem wybrane obręcze zamówione na allegro w niższej cenie. Dostarczam więc do
    Twomarku obręcze Pan mówi że już jest wszystko i jutro góra dwa dni koła do odbioru. Mija dzień
    telefon.. Pan z Twomarku informuje mnie że nie mają czarnych szprych tylko stalowe. Bez słowa
    wahania otwieram stronę szukam szprych czarnych zaworze i w końcu poskładali koła. Drugorzędną
    kwestią było iż uszkodzili gwint w Bębenku i nie szło zakręcić kasety. Poprostu musiał im spaść a ja
    zauważyłem dopiero w garażu. w Scott genius 910 w kołach są szprychy dt Straight pull ( proste
    łebki) myślicie że jakiś sklep serwis stacjonarny ma 28 sztuk, lub może je sprowadzić?? Odsyłali
    mnie z każdego sklepu. Nawleką mi koło jak przyniosę swoje szprychy i co pomógł internet chłopak
    pod cieszynem ma chyba wszystkie dostępne szprychy każda długość to DT4You może się schować.
    Tak oto stałem się fanem zakupu w sieci i nie chodzi o cenę ale o podejście serwisu i obsługi.
    Jedynym sklepem godnym polecenia przynajmniej dla mnie jest Sklep AlpeBike z Tychów gdzie
    pracuje naprawde świetna obsługa kupiłem tam ze trzy rowery części akcesoria czy też odzież i buty
    które zgubiłem naprawdę jest ekipa co służy pomocą( szczególne pozdrowienia dla Arka Ł.) tam
    zawsze jak zamawiałem cały set czy też klamki albo wahacz do sparka bo się złamał:) to było szybko
    i ok. Pewnie nie tylko ten sklep ma dobre opinie lecz nie zgodzę się iż klient kupujący na internecie
    to Fr… bo nie zawsze chodzi o cene a raczej o czas w którym jestem w stanie kupić część której
    próżno szukać w sklepach. Wracając do tematu kosztów obsługi sklepu internetowego, przynajmniej
    w moim przypadku za reklame np na Facebooku wydajemy pięciocyfrowe kwoty miesięcznie
    Adwords pożera jeszcze więcej trzeba jeszcze dodać porównywarki Ceneo Nokaut Skąpiec czy też
    marketing szeptany. Więc koszt pokazania klienta w sieci jest niebotycznie większy niż dobrze
    trafiony punkt stacjonarny. Jeszcze jedna sprawa za kilka lat nie będzie problemem internet tylko
    duże sieci które będą miały dziesiątki sklepów i będą mogły walczyć ceną. Tak wypadły małe sklepy
    spożywcze a teraz lecą apteki. Pozdrawiam bikefanów.

  8. Wojt

    Znam z autopsji po 7 latach w
    rowerach, akurat asortyment
    miałem w przystępnych cenach,
    głównie polskie rowery, może
    nie najładniejsze ale solidne,
    niestety dla klienta rower polski
    za 800 zł to drogo, bo w necie
    chinczyk za 349 zl. Jak te
    truchła przynosili na serwis to
    ciężko było cokolwiek naprawić
    bo śruby chyba ze słomy
    ryżowej robili, koła z plasteliny
    a ramy z gównolitu. Ale w necie
    taniej 😉

  9. netToSzatanhihihi

    zasada jest jedna cena czyni cuda ceny są zróżnicowane i generalnie zakupy w sieci są i będą zawsze
    opłacalne bo jest ogromny wybór nie tylko allegro jest wiele innych portali jak sklepów które oferują
    wszystko od a do z jak i osoby prywatne które oferują rowery na części każdy lubi składać sobie sam to jest
    radość i zadowolenie a nie wciskanie kitu w sklepach za niebotyczne pieniądze jeśli w sklepie
    stacjonarnym będę miał wybór co włożyć w ramę to może się skuszę ale jak widzę przerzutki i kasety z
    dolnej półki w rowerze za 3000 pln wtedy uzmysławiam sobie że w danym sklepie chcą mnie oskalpować
    bo za 3000 pln oczekuję więcej ……dziś klienci wiedzą czego chcą i nie zadowolą się taniochą …….nikt nie
    kupi sprzętu taniego w kosmicznej cenie ………góral na przerzutkach Altus itd. hahaha

  10. Michał

    Po przeczytaniu komentarzy i własnych doświadczeniach wychodzi na to, że tego wpisu dokonał właściciel sklepu
    stacjonarnego (lub ktoś z nim zaprzyjaźniony) a nie mający pojęcia o prowadzeniu sklepu internetowego. Coraz
    częściej dobre , powtarzam dobre sklepy stacjonarne prowadzą też sprzedaż w internecie. I ceny mają te same. Nie jest
    tak różowo jak sobie autor wymyślił.

  11. drtom

    taaaa. a gdzie podpis „artykuł
    sponsorowany”???? wypadałoby co?
    a tak konkretniej – z punktu widzenia
    „frajera” – frajerem jest ten, kto
    płaci 2x więcej za to, co mógłby mieć
    2x taniej. tyle w temacie. a jak
    chcesz się chłopcze bawić w ideologię
    „ratowania sklepów”, to załóż własny.
    jest wolny rynek! powodzenia!

  12. Milosz

    Jesli jest profesjonalny serwis na miejscu to i sklep stacjonarny sie utrzyma. Dywersyfikacja uslug!

  13. Robert

    Bardzo fajny tekst! dzięki przyjemnie się go czyta i jest prawdziwy. Ja szanuję sklepy stacjonarne rowerowe i z nich
    korzystam i kupuję.

  14. el Kapitano
    el Kapitano

    @drtom i @michał – na szczęście mam za co żyć i nie muszę się utrzymywać z pisania, opisałem po prostu to, co mnie spotkało i przemyślenia z tym związane, z którymi macie pełne prawo się nie zgadzać

  15. właściciel sklepu

    Nie chodzi tu o to kto jest frajerem, a kto nie. Chodzi o zwykłą ludzką uczciwość. Jeżeli chcesz kupić najtaniej, Twoje
    święte prawo. Tylko ze zwykłej przyzwoitości, wypadałoby znaleźć najpierw sklep, który ma najtaniej i tam
    dopytywać o szczegóły. Zawracanie gitary w specjalistycznym sklepie (często nawet około godziny), a potem
    wypięcie się na ten sklep, bo gdzie indziej jest taniej jest po prosu nie fair. Sklepy to nie biura informacji czy
    charytatywne punkty pomocy, tylko źródło utrzymania właścicieli, pracowników itp. Sklep musi zarabiać! Klienci,
    wybierajcie zatem, gdzie chcecie kupić, ale nie róbcie takich rzeczy – tu się dowiem i przymierzę, a kupię gdzie
    indziej. Bądźcie uczciwi, tak jak chcecie, żeby sklepy byłe uczciwe wobec Was.

  16. Piotrek

    Co do rowerowego sklepu
    stacjonarnego: przez serwis do
    klienta. Klient kupujący w necie nie
    przeserwisuje roweru wysyłkowo, więc
    tak czy inaczej zrobi to sklep
    stacjonarny z DOBRYM serwisem i
    częściami w normalnej cenie. Co do
    kosztów sprzedaży: mam sklep
    internetowy i stacjonarny. Klient
    bywa diametralnie różny, nawet widząc
    czasem, że cena faktycznie jest
    najtańsza i tak pójdzie i kupi
    wysyłkowo bo trafi się inny kolor czy
    nietypowy rozmiar. Tych klientów nie
    zatrzymacie; zwyczajnie nie jest się
    w stanie mieć wszystkiego. Zawsze
    będzie coś czego nie sprzedasz. Tak
    polecam prowadzić biznes równolegle,
    macie reklamę na Allegro bo widać że
    macie normalne ceny, sprzedacie X
    części na Allegro i X na
    stacjonarnym. Mało tego, może okazać
    się, że na stacjonarnym będzie taniej
    bo przedmówca dobrze napisał na
    Allegro jest jeszcze prowizja od
    sprzedaży i koszty wystawienia.
    To co napisano w artykule to też
    prawda, zwyczajnie każdy chce taniej,
    po części też to rozumiem. Zwyczajnie
    ludzie nie nauczyli się jeszcze, że
    wiedza (w tym przypadku sprzedawcy),
    obsługa i czas to też pośrednio
    usługa za którą się płaci.

  17. PiotrK

    El Kapitano, czy przejmowałbyś się opinią magazynów rowerowych, że blogi odbierają im czytelników? 😀 Że jeszcze
    niedawno trzeba było w rowerowej gazecie reklamę kupić, żeby towar sprzedać, a teraz wystarczy ze 20 sztuk towaru
    do blogerów wysłać i modlić się o pochlebną opinię. Że kasy z reklam nie ma, że ludzie czytają wszystko w sieci i „nie
    kupujo”…

    Takie czasy. Ja idę do rowerowego i wiem, że nie będą mieli tego co chcę, np. buty tri w niechodliwym rozmiarze.
    Mówię: „mogę to kupić za X w necie, Wy tego nie macie i mieć nie będziecie. Jak się Wam opłaca za taką kasę mi to
    sprzedać, to jest deal”. I wiesz co? Ściągają. Choć nie zarobią tyle ile by chcieli, to przynajmniej zarobią.

    Nie widziałem takich co to pytają i idą do sieci. To znaczy słyszałem, że są tacy klienci, ale ich nie widziałem. Więcej
    mam takich znajomych, którzy się nie znają, pytają, ja im tłumaczę „co, gdzie, jak”, a oni i tak idą do sklepu i proszą
    o poradę i tam kupują często wciskanego gniota. Że lepiej im doradzono? Lepiej dla kogo?

    Dodatkowo, z każdym rokiem wchodzą nowe grupy, minimalne usprawnienia i inny numerek, żeby to potem
    ogarnąć, to trzeba znacznie więcej środków niż kilkadziesiąt lat temu. Teraz jeszcze dochodzą czasówki do tri, w ilu
    sklepach w PL można było coś takiego kupić 10 lat temu? Coraz więcej towaru, coraz węższa specjalizacja, a klientów
    z kasą coraz mniej.

  18. radek

    @kamil rozumiem że w standardowym rozliczeniu i twoim mniemaniu frajerem nie jest ten który kupuje najtaniej –
    to się zgadza. Myślę że czytając ze zrozumieniem 🙂 zrozumiałbyś że frajer to ten, który szuka porady u specjalisty
    (najczęściej znajdziesz w dobrym sklepie stacjonarnym) a zakupy robi w sieci bo tam jest taniej.
    Znam rynek internetowy dość dobrze i wiem że specjalistów w sieci jest mało a rywalizacja i wybór pod naciskiem
    głównego czynnika ceny jest debilizmem. Jeśli będziemy trwać nadal w tym maraźmie okaże się za jakiś czas że nie
    ma specjalistów bo wynieśli się w inne branże gdzie za swoją wiedzę i umiejętności nie będą dostawać tylko
    podstawy. Bez względu na to w jakich usługach pracujesz i działasz jeśli ogarniesz temat że sprzedaż i usługa to nie
    tylko cena a także wartość dodana w postaci technologi, rozwiązań czy fachowego doradztwa to zdasz sobie sprawę
    że kupujesz nie tylko rzecz ale także to co z jej sprzedażą się wiąże. Docenisz jak dorośniesz 😛

  19. Daniel

    Raz bylem wlasnie takim frajerem. Przymierzylem rower w sklepie, potem kupilem w internecie pare stow taniej.
    Rower przyszedl niewyregulowany i ze spuszczona glowa poszedlem… do tego samego sklepu, jedynego dystrybutora
    tej marki w Warszawie, zeby rower wyregulowali… Wstyd. Tyle ze przynajmniej sklep zarobil na serwisie. Wiecej tego
    nie zrobie!

  20. el Kapitano
    el Kapitano

    @PiotrK – no nie do końca, przykładem
    niech będzie „Szosa”, która na rynek
    weszła szturmem niedawno, podbiła go
    i raczej na dobre się na nim zadomowi

  21. Gienek

    Pracowałem w sklepie rowerowym kolego elkapitano, niestety podane przez Ciebie marże 30% dotyczą tylko rowerów,
    akcesoria i części to marże rzędu 50-60%

  22. Pioter

    Pozwolę sobie odgrzebac,
    natchnienie z autopsji 😉 A co
    jeśli właściciel jedynego
    rowerowego w małym
    miasteczku, mnoży ceny
    hurtowe przynajmniej ×2, co
    jeśli przychodzę do niego
    mówię „spokojnie, kupuję dużo
    więc poczekam, aż Pan mi
    ściągnie na sklep potrzebne mi
    części” a on mi mówi że „ale
    wysyłkę też będzie musiał Pan
    opłacić, ja na codzień nie
    kupuję nawet części pod 10s, o
    11 nie mówiąc”…. Człowiek
    żyjący z handlu rowerami marki
    burghardt i kasowaniem
    niebotycznych 30zl za
    nasmarowanie łańcucha i to
    najtańszym olejem, sam sobie
    strzela w kolano. Weźmy pod
    uwagę że takich małych mieścin
    jest w Polsce dużo, równie
    ch#jowych sprzedawców
    zapewne też nie tak mało
    wcale….

  23. el Kapitano
    el Kapitano

    W takich wypadku omijamy ten sklep szerokim łukiem. Przypomina mi to moje poszukiwania pierwszej pary butów Sidi, które sobie wymarzyłem. Rok 2009. Znalazłem w Gdańsku sklep, który nimi handlował, ale nie mieli rozmiaru. Spytałem, czy Pan mi zamówi dwa rozmiary, co do których nie miałem pewności i otrzymałem odpowiedź twierdzącą pod warunkiem, że jeszcze przed zamówieniem zapłacę za obydwie pary. Grzecznie podziękowałem i zamówiłem z UK, nawet w przypadku konieczności wymiany byłoby znacznie taniej.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *