Pies, najlepszy przyjaciel człowieka i największy wróg biegacza

Nie mam i nigdy nie miałem psa. Nie odczuwam potrzeby posiadania jakiegokolwiek zwierzęcia domowego. Rozumiem jednak to, że niektóre psy, czy koty, są śliczne, inteligentne i bez problemów akceptuję wolę posiadania zwierząt domowych przez inne osoby. Daleki jestem od utyskiwania na trzymanie czworonogów w mieszkaniach, na łańcuchu, czy szczekające psy sąsiadów. Nie przeszkadza mi to. Jest jednak rzecz, której nigdy nie zaakceptuję – wyprowadzanie psów bez smyczy i bez kagańca.

Miałem niespełna 6 lat, był piękny jesienny dzień i wybraliśmy się z mamą na spacer. Szliśmy chodnikiem trzymając się za ręce, a z naprzeciwka szedł mężczyzna z owczarkiem niemieckim na smyczy. Widać coś się owemu owczarkowi nie spodobało w mojej osobie, albo po prostu chciał się ze mną pobawić, ale efekt był taki, że nagle wyrwał smycz z dłoni właściciela i rzucił się na mnie. Przewrócił mnie, chwycił za rękaw i nieźle wytarmosił. Na szczęście zarówno właściciel psa, jak i moja mama szybko zareagowali i do nieszczęścia nie doszło. Jednak po dziś dzień utknął mi w pamięci obraz kłów owczarka niemieckiego.

Wychowywałem się w biegającej rodzinie, a mój dom odwiedzała masa biegaczy. W latach 80. i na początku lat 90. ubiegłego wieku biegacz był obiektem absolutnie abstrakcyjnym. Na wioskach wytykano ich niemalże palcami. „Kto to widział, żeby tak biegać?! Do roboty by się wzięli!” Uwielbiałem przysłuchiwać się wielogodzinnym rozmowom o bieganiu. Tematem, jaki często przewijał się w takich rozmowach, były spotkania z psami. Ludzie dzielili się swoimi obserwacjami i technikami odstraszania, czy wręcz walki z atakującymi psami. Wówczas nie potrafiłem zrozumieć dlaczego biegacze tak bardzo nienawidzą psów. Szczególnie zapamiętałem historię, gdy podczas treningu pewna osoba kopnęła atakującego kundla, a kopniak ten dosięgnął nieszczęsnego czworonoga w nos i okazał się być dla niego śmiertelnym. Świadkiem tego zdarzenia był właściciel psa i w akcie zemsty zaczął gonić z widłami za biegaczem. Strach myśleć, czym mogłaby się skończyć ta historia. Zabicie psa było karygodne i na pewno niepotrzebne, ale przecież można było temu w prosty sposób zapobiec.

W dniu wczorajszym poranny trening zakładkowy kończyłem 10-kilometrowym biegiem. Po przebiegnięciu drugiego kilometra moim oczom ukazał się czarny labrador w towarzystwie około osiemnastoletniej właścicielki. Pierwsze co zauważyłem, to brak smyczy i kagańca. Właścicielka była ewidentnie świadoma, co zaraz może się wydarzyć, dlatego kucnęła i złapała psa obiema rękami, aby jej nie uciekł. Niestety pies miał inne zamiary i udało mu się wyrwać z uścisku akurat jak przebiegałem obok nich, ale po drugiej stronie drogi gruntowej. Zdążyłem się odwrócić i zasłonić przedramieniem. Pierwsze co usłyszałem, to uspokajające i wypowiedziane z uśmiechem „Spokojnie, on nic nie zrobi, nie ugryzie. Pewnie chce się tylko bawić”. Być może pies chciał się tylko bawić, ale jednak skoczył na mnie i omal mnie nie przewrócił. Nie znając się na rasach psów i ich obyczajach odpowiedziałem „A gdyby jednak ugryzł? Pies powinien mieć kaganiec i być na smyczy”. Widać moja odpowiedź nie usatysfakcjonowała właścicielki i w odpowiedzi usłyszałem „Sam sobie kurwa załóż smycz i kaganiec pojebie”. Szczerze mówiąc oniemiałem. Pomijam kwestię różnicy wieku, kultury osobistej i ewidentnemu łamaniu prawa (art. 10a ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt , oraz art. 77 kodeksu wykroczeń). Pierwsze, o czym pomyślałem, to docelowy start sezonu oddalony o zaledwie kilka dni, miesiące przygotowań, które go poprzedzają, zainwestowane czas i środki, a wszystko to mogło lec w gruzach, gdybym został na przykład ugryziony w łydkę.

Sześć kilometrów dalej, gdy z naprzeciwka nadjechał samochód terenowy i uprzejmie ustąpił mi miejsca, abym nie musiał się zatrzymywać, czy wchodzić do rowu, moim oczom ukazał się kolejny czworonóg. Nie mogłem uwierzyć w tą dziwną zbieżność, zwłaszcza, że owczarek biegnący dwadzieścia metrów za samochodem był bez kagańca. Natychmiast się zatrzymałem i zamieniłem w słup soli, spokojnie czekając na rozwój wydarzeń. Szczęśliwie wymieniliśmy tylko mierzące spojrzenia, ale po raz kolejny najadłem się strachu.

Co powinien zrobić biegacz, którego atakuje pies? Nie ma jednego skutecznego rozwiązania. Czasami skutkuje zwykłe zatrzymanie się i przyjęcie spokojnej i opanowanej pozycji. Innym rozwiązaniem może być stosowanie akustycznych odstraszaczy, lub gazu pieprzowego. Czasem jednak jedynym rozwiązaniem jest skutecznie wymierzony kopniak, w takim wypadku pies zatrzymuje się i ale nie przestaje ujadać. Gdy duży pies atakuje nas od przodu, to zapewne będzie starał rzucić się nam do gardła. Wówczas należy zasłonić gardło przedramieniem i w momencie gdy pies ugryzie nas w przedramię należy wymierzyć mu kopniaka w okolice splotu słonecznego, lub genitalia. W przypadku ataku od tyłu również powinniśmy celować w splot słoneczny. Są to bardzo drastyczne metody, ale powszechnie uznawane za skuteczne w samoobronie przed atakującymi psami. Można jeszcze założyć ręce za głowę, przedramionami zasłonić uszy i twarz, przyciągnąć brodę do klatki piersiowej i uklęknąć, ale wówczas pozostaje nam tylko oczekiwanie na reakcję właściciela, lub innych osób będących w pobliżu.

Jak już wcześniej wspominałem nie mam nic przeciwko psom, ani ich właścicielom. Nigdy jednak nie zaakceptuję puszczania ich bez możliwości kontroli. Być może „one nie gryzą i chcą się tylko bawić”, ale ich zachowanie bywa czasem agresywne w stosunku do biegaczy. A gdybym ja przyszedł pod Twoje okno o dwudziestej, jeszcze przed ciszą nocną, z kolegami i rozpoczął „koncert pod wpływem”… gryźć nie będziemy i też chcemy się tylko bawić?

Wracając do tematu. Ucieczka wywołuje pogoń i rzucenie się na osobę w mniemaniu psa uciekającą jest jak najbardziej naturalne. Szczególnie, jeżeli pies nie był szkolony w zakresie obcowania z biegaczami, rowerzystami, czy rolkarzami. Rozwiązań jest kilka, można psy szkolić (ale proces ten trzeba rozpocząć odpowiednio wcześnie), albo po prostu trzymać je na smyczy i zakładać im kagańce. Szanujmy się nawzajem, a co ważniejsze dbajmy o bezpieczeństwo innych, oraz własnych czworonogów, aby nikt nie skończył treningu pogryziony, ani żeby żadnego psa nie trafił żaden kopniak. Ostatecznie nie każdy owczarek, to potomek sympatycznego Szarika z Czterech Pancernych.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

8 komentarzy

  1. dario

    Poruszyłeś dość ciekawy temat i od
    razu przypomniał mi się przypadek
    który miałem nie cały tydzień temu
    wracając z pracy biegiem- na Oruni
    przy ul Gościnnej (jak dla mnie mało
    gościnnej) biegnąc wałem mijałem 3
    chłopaczków w dresach w piwem w reku
    jeden z nich miał też smycz w ręku a
    ok 20 metrów biegał luzem pit bull
    terrier – na szczęście nie
    zainteresowany biegaczami ale tętno
    podniósł- ale awantury nie
    wszczynałem bo kto wie jak sie mogło
    skończyć:)

  2. Szymon Dolega

    Byłem, przeżyłem i mam podobne doświadczenia. Moim zdaniem problem jest z właścicielami bez wyobraźni i trzeba
    apelować do właścicieli o trochę większą rozwagę. Niestety (zabrzmię jak starty dziadek) ale do takiej 17/18 letniej
    osoby nie wiele dociera, dopóki nie zazna tego na własnej skórze.
    Może należało by poczekać, zmarnować trening, zadzwonić i poczekać na straż miejską, która wlepi mandat.

  3. Ada

    Kilka lat temu: mój pierwszy bieg w
    pobliżu swieżutko nabytej działki.
    Słońce, krowy, górki. miękkie podłoże.
    Bajka.
    Za zakrętem owczarek niemiecki
    zaczyna wściekłe ujadac na mój widok.
    Nie ma właściciela.
    Biegnie w moją stronę. Ja zatrzymuję
    się. On też, dalej ujadając. Robię kilka
    kroków na przód, on przybliża się na
    odległość10 metrów.
    Zasadniczo w mieście psów nie boję się
    zupełnie wychodząc z założenia że
    właściciele znają swojego zwierzaka i
    nie puszczą luzem jeśli pies może być
    groźny. Pies wiejski, w dodatku w
    pobliżu swojego gospodarstwa to inna
    para kaloszy.
    Stoję i krzyczę co sił w płucach mając
    nadzieję że w gospodarstwie ktoś
    usłyszy: ‚prooosze zawołać psaaaa’
    jakieś 5 razy. Nic.
    Pies ciągle ujada.
    Ja stoję bez ruchu. Serce mi wyskakuje
    uszami. Trwa to minutę.
    Nagle wilczur rzuca się na mnie. Ja
    jestem tak spanikwana że prawie
    mdleję. Wtem: blysk olśnienia.
    Cmokam.
    Pies zatrzymuję się. Cmokam i klepię
    się po udzie, a on merda ogonem i
    przychodzi się łasić.
    Głaszczę go chociaż ręce mi się trzęsą,
    mam kolana z waty i mam ochotę go
    tłuc.
    Po chwili wycofuję się wolnym
    krokiem. Wilczur też.

    Pomyślałam, że podpowiem, bo
    chociaż od tego czasu na każdy bieg
    zawsze biorę gaz pieprzowy to
    kilkakrotnie już z daleka widząc
    jakiegoś psa od razu cmokałam i
    mówiłam „doooooobry piesek”
    serdecznym tonem’ jedną ręką
    wydłubując gaz że stanika i nie było już
    więcej problemów.
    Chociaż oczywiście przy tamtym
    gospodarstwie już nie biegam :).

    Polecam zaczął od cmokania

  4. Jakub

    Mam to samo. Trauma od malego kiedy mnie przegonil nie jeden pies.
    Mam to szczescie ze mieszkam i trenuje w Londynie gdzie nie mialem ani jednej sytuacji gdzie pies by za mna pobiegl
    czy szczeknal. Oczy otworzyl mi urlop w rodzinnych stronach i zakladka na starym góralu i wybieganie gdzie… no
    wlasnie – psy.
    Jest na to sposób?

  5. wontek

    ja, w przeciwieństwie do Ciebie, mam bardzo wiele przeciwko psom ale zdecydowanie więcej mam przeciwko ich
    właścicielom. kopniak w nos właśnie im się należy, bo to oni odpowiadają za swoje zabawki, które sobie fundują za
    niemałe często pieniądze. bezczelność posiadaczy zwierzaków nie jest może większa niż niektórych kierowców
    samochodów ale odpowiedzialność za szkody identyczna.

  6. Marcin

    Jako właściciel psa, butów do
    biegania i roweru jestem po obu
    stronach tej barykady i po obu
    stronach moim zdaniem jest wiele do
    poprawy.

    Biegacze / rowerzyści:

    1. Dlaczego nabiegając / podjeżdżając
    od tyłu mijacie osoby na spacerach z
    psem w odległości 2 cm? Nie tylko nie
    zdążę zareagować i na czas skrócić
    smyczy, ale macie też jak w banku, że
    przestraszony / zaskoczony pies (a
    czasem też po prostu broniący swojego
    stada) was zaatakuje. – Wystarczy
    zwolnić nieco kroku mijając psa na
    spacerze z właścicielem. Poza waszym
    czasem na kilometr nic innego już nie
    ucierpi.

    2. Jeśli widząc psa puszczonego wolno
    nadal biegniecie jakby nie było
    jutra, często sami zapraszacie psa do
    ataku. Nie twierdzę, że to wasza
    wina, że pies was zaatakował, ale
    skoro już jest puszczony wolno
    zróbcie wszystko, by go nie
    prowokować. Trudno to zrobić biegnąc
    ile sił obok psa, sapiąc i tupiąc butami.

    3. Jeśli już pies jest puszczony
    wolno i do was podchodzi / podbiega
    to waszą reakcją nie powinna być
    próba bicia rekordu świata na
    dystansie stąd do najbliższego
    drzewa. W 90% przypadków pies obwącha
    i zostawi, ewentualnie poszczeka. Te
    kilka sekund to też czas, w którym
    właściciel, który was nie widział (bo
    sprawdzał coś na telefonie, albo
    wybiegliście z lasu, albo ma zaćmę)
    może zareagować i przywołać pupila,
    albo zapiąć mu smycz.

    Psiarze:

    1. Przepisy mówią jasno, że
    powinniśmy chodzić z psem na smyczy i
    w kagańcu. Psa w kagańcu widziałem
    ostatnio w czasie, kiedy Wałęsa był
    prezydentem i był to rysunek w
    książce historycznej, więc jeśli już
    celowo jedyną rzeczą powstrzymującą
    zęby twojego Reksia / Maksia / Azora
    od nogi lub nogawki biegacza jest
    smycz, staraj się z nią chodzić
    zawsze zapiętą. Świat poszedł do
    przodu i są dostępne smycze o
    długości nawet 20m, więc pies nie
    będzie narzekał na brak ruchu.
    2. Jeśli już puszczasz psa wolno bez
    smyczy (bo przecież łagodny, przecież
    nikogo nigdy nie ugryzł) rób to w
    miejscu możliwie odosobnionym. Nawet
    jeśli twój pies jest wyjątkowo karny
    i trzyma się nogi lepiej niż bolid
    Kubicy asfaltu.
    3. Kiedy z daleka widzisz, że za
    chwilę minie cię rowerzysta / biegacz
    i nie zanosi się na to, że zrobi to w
    odległości dalszej niż 2 cm, żeby nie
    zepsuć sobie czasu na endomondo czy
    innej stravie, skróć zawczasu smycz
    psa. Oszczędzisz w ten sposób nerwów
    sobie, psu, a może nawet parę
    elementów odzieży sportowej

    Proste?

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *