Napędy jednorzędowe w triathlonie

Napędy jednorzędowe przebojem wdarły się do kolarstwa górskiego i przełajowego i zyskują coraz szersze grono zwolenników. Doskonale pamiętam, gdy na początku lat 90. wśród osiedlowej gównarzerii w modzie było licytowanie się, kto ma lepszy rower, bo jak wiadomo najlepszy rower ma „27 przerzutek” i za nic w świecie nie dało się kogokolwiek przekonać, że przerzutki są dwie.

Początkowo założenie inżynierów projektujących napędy rowerowe było łatwe do uzasadnienia, bo w im cięższy teren wjeżdżamy, tym bardziej potrzebny może się okazać szeroki zakres przełożeń. Jeśli dodamy do tego odpowiednie stopniowanie kasety, to w dodatku do szerokiego zakresu otrzymamy płynne przejście pomiędzy kolejnymi przełożeniami. Z czasem napędy ewoluowały do wersji trzyrzędowych, tj. na mechanizmie korbowym znajdowały się trzy wieńce. Wraz z puchnięciem kaset, czyli ze wzrostem ilości zębatek początkowo do 9, a następnie do 10 i 11, a ostatnio nawet do 12, okazało się, że można uzyskać ten sam zakres przełożeń stosując mechanizmy korbowe tylko z dwoma wieńcami. Kosztem zmniejszenia płynności przejść pomiędzy kolejnymi przełożeniami uzyskiwaliśmy lżejszy napęd i jego większą kulturę pracy. Wraz ze wzrostem postępu technologicznego możliwe stało się produkowanie przerzutek obsługujących coraz większe zębatki i okazało się, że można całkowicie wyeliminować z napędu rowerowego przednie przerzutki. Liderem w tej dziedzinie była amerykańska firma Sram, a złośliwi twierdzą, że wszystko przez to, że praca ich przednich przerzutek pozostawiała wiele do życzenia. Amerykanom udało się przekuć swoją największą słabość w potężny atut!

mtb

Zastosowanie wieńca o rozmiarze 32 zębów ze standardowymi kasetami o stopniowaniu 11-42 pozwala na uzyskanie przełożeń o zakresie od 0,76 do 2,91. Gdybyśmy jednak wykorzystali mechanizm korbowy z wieńcami o rozmiarach 26 i 38 zębów, oraz tą samą kasetę, to zakres przełożeń wyniósłby od 0,65 do 3,45, ale pomijając dwa krańcowe wyniki (odpowiednio 26×42 i 38×11) otrzymalibyśmy zakres przełożeń od 0,74 do 2,92. Ten przykład pokazuje, że godząc się na poświęcenie najbardziej miękkiego i najbardziej twardego, oraz nieznaczne pogorszenie płynności przejść pomiędzy kolejnymi przełożeniami, możemy wyeliminować konieczność posiadania przedniej przerzutki.

W triathlonie rozwiązania takie pojawiają się coraz częściej i często z wielkim powodzeniem. W maju 2015 roku zwycięzca zawodów ITU World Triathlon London, Alistair Brownlee, ścigał się na rowerze z napędem 1x. W sezonie 2016 coraz większa liczba amerykańskich zawodowców specjalizujących się w dłuższych dystansach zaczęła też stosować napędy jednorzędowe. Stąd też zacząłem się zastanawiać, jaka byłaby zasadność stosowania napędów jednorzędowych w rowerach czasowych na rodzimej scenie triathlonowej.

rapp 1x

Miałem przyjemność startować, bądź trenować na zdecydowanej większości krajowych tras, na których rywalizują triathloniści. Jeżeli pominiemy w poniższych rozważaniach trasy górskie, znane m. in. z Garmin Iron Triathlon Radków, Triathlonu Karkonoskiego, Tatramana, czy Zaporowego Triathlonu, to uważam, że wszędzie indziej przednie przerzutki w zdecydowanej większości pozostają w stanie przysłowiowego uśpienia, a jeżeli już z nich korzystamy, to bardziej z przyzwyczajenia, niż z realnej potrzeby.

Męska część triathlonowej braci w przytłaczającej większości korzysta z tarcz o rozmiarach 50, 52, lub 53 zębów, oraz kaset o stopniowaniu od 11-23 do 11-28. Zakładając najpopularniejszy wariant, to jest 50 z przodu i 11-25 z tyłu mamy zakres od 2,0 do 4,55. W przypadku wyboru napędu jednorzędowego i z tym samym rozmiarem tarczy z przodu, ale z kasetą 11-36 mamy zakres przełożeń od 1,39 do 4,55, czyli w najbardziej miękkim wariancie odpowiadający przełożeniu najbardziej miękkiemu przełożeniu w wariancie dwurzędowym (34/25). A wszystko to kosztem tylko nieco pogorszonej płynności przejść pomiędzy kolejnymi przełożeniami (w szczególności pomiędzy zębatkami o rozmiarach 13, 15 i 17 zębów, gdzie skok wynosi od około 0,4 do 0,5 przy maksymalnym 0,3 w wariancie dwurzędowym). Jakie jednak mogłyby być potencjalne zalety stosowania napędy jednorzędowego w triathlonie?

szosa

Po pierwsze wyeliminowanie słabego ogniwa, jakim jest przednia przerzutka. Im mniej części, tym prawdopodobieństwo awarii mniejsze. Odpadają problemy z regulacją przedniej przerzutki, wymianą linki i pancerza, zminimalizowanie prawdopodobieństwa spadnięcia łańcucha niemalże do zera, oraz poprawienie kultury pracy napędu. Mówiąc o kulturze pracy mam na myśli nie tylko odgłos jaki wydaje łańcuch trący o wózek przedniej przerzutki, ale także o straty energii wynikające z przekosu łańcucha. Kolejnym bodźcem do wyeliminowania przedniej przerzutki może być obniżenie wagi roweru (niestety jedynie o około 200 gramów), jednak w kolarstwie czasowym, oraz w triathlonach na stosunkowo płaskich trasach może to mieć znaczenie tylko w przypadku przyśpieszania. Największą zaletą jest zwiększenie aerodynamiki roweru poprzez wyeliminowanie małej tarczy, przerzutki i haka, oraz przewodu. Do wspomnianej wcześniej wady, jaką jest pogorszenie płynności przejść pomiędzy kolejnymi przełożeniami należy doliczyć wyższą cenę niż w przypadku wariantu dwurzędowego. Wydaje się to mało sensowne, bo przecież im więcej części, tym grupa osprzętu powinna być droższa, ale tak nie jest. Jest to nowość, więc musi być droższa z samego założenia, ale też przerzutka tylna jest inaczej skonstruowana, kaseta jest większa, a tym samym są droższe w produkcji. Na chwilę obecną jedynie amerykański Sram produkuje homogeniczne szosowe jednorzędowe grupy osprzętu, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby w budowie roweru czasowego z napędem jednorzędowym posłużyć się częściami od różnych producentów.

sram force 1

Od blisko roku jeżdżę w terenie na rowerze z napędem jednorzędowym i nie zanosi się, abym powrócił do napędu dwurzędowego. Przełożenia dobrałem świadomie i rzadko mi się zdarza, aby mi „zabrakło pod nogą”, a jak już to tylko na asfaltowych zjazdach. W rowerze szosowym nie widzę na chwilę obecną zasadności takiego rozwiązania. Mógłbym się nad tym zastanowić, gdybym mieszkał na Mazowszu i nie zapuszczał się na szosie w rejony pofałdowane. Co innego rower czasowy. Biorąc pod uwagę moje doświadczenia z krajowymi trasami triathlonowymi, to bez problemu mógłbym dobrać przełożenia do większości z nich, a w przypadku gdybym sporadycznie wybierał się na zawody, gdzie potrzebny byłby większy zakres przełożeń zawsze mógłbym zmienić kasetę i tarczę (co jest banalnie proste, o ile wie się jak to zrobić i ma się odpowiednie narzędzia). Na pewno nie można się bać napędów jednorzędowych, bo są one bardzo dobrze przemyślane. Decydując się jednak na konwersję lub zakup roweru bez przedniej przerzutki, niezależnie od tego, czy będzie to rower czasowy, górski, czy przełajowy, to należy to dobrze przemyśleć, policzyć sobie stosunek przełożeń, zwizualizować je, a najlepiej przejechać się na tak wyposażonym rowerze. Gdy przyjdzie pora na wymianę roweru czasowego, to z pewnością będę rozglądał się za wersją bez przedniej przerzutki, gdyż dla mnie rachunek potencjalnych zysków i strat jest korzystniejszy dla napędów 1x.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

2 komentarzy

  1. Adam Ś.

    Rzeczywiście wygląda, że jest to rozsądny kierunek. Ostatnio w Sierakowie, ani razu nie użyłem
    przedniej przerzutki jadąc cały dystans na 52+10s(11-28), ze średnią kadencją 92, uzyskując średnią
    37km/h (1/4IM).
    Zakładam, że przy 1 blacie z przodu można by minimalnie polepszyć wynik, bo nie byłoby tarcia
    łańcucha o wózek i te kilka oszczędzonych watów przeszłoby na dodatkowe (może) 0,1km/h do średniej.

    Z tym, że w sytuacji, gdzie mam 1 rower na treningi i na zawody, trenuję na trasach wokół Gdyni i lubię
    miękkie przełożenia, to nie odważyłbym się zamontować 1 tarczy z przodu, bo to by oznaczało, że wiele
    lokalnych podjazdów musiałbym robić z kadencją 70 (lub niżej)…

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *