Licznik kolarski Garmin Edge 520

Liczniki kolarskie Garmin Edge serii 5xx z założenia przeznaczone są dla kolarzy przedkładających dane treningowe ponad funkcje nawigacyjne. Nazewnictwo Garmina jest proste – seria 8xx oznaczała liczniki z mapami i funkcjami nawigacyjnymi, a seria 5xx ma te funkcje ograniczone. Pięćsetki są mniejsze od osiemsetek, ponieważ brak map pozwala na zastosowanie mniejszego ekranu. Z tego też względu pięćsetki są idealnymi licznikami treningowymi, o czym świadczy fakt, że używa ich wielu zawodowców (nawet tych niesponsorowanych przez Garmina). W 2014 roku Garmin wprowadził na rynek licznik Edge 1000, który miał być tym „naj”. Co prawda w porównaniu z wcześniejszymi modelami oferował wiele, ale dla niektórych był za duży i do facto nie traktowali go jako konkurencję, czy następcę popularnych pięćsetek. W połowie 2015 roku Garmin przedstawił model Edge 520, który ma szansę odebrać palmę pierwszeństwa modelowi Edge 1000. Zobaczmy.

Po rozdmuchaniu wymiarów licznika Edge 1000 do granic możliwości bardzo cieszy fakt, że 520-ka została maksymalnie odchudzona. Jest blisko centymetr krótsza od 510-ki, z większym wyświetlaczem, ważąca zaledwie 58 gramów (bez uchwytu) i będąca w stanie prezentować do 10 pól danych – idealne wymiary licznika treningowego. Edge 1000 nie zdobył zbyt dużej rzeszy fanów głównie ze względu na swoje wymiary. Mało kto chce wozić licznik wielkości smartfona na kierownicy, także projektując 520-kę ewidentnie kierowano się zasadą „less is more”.

Zasada ta nie miała jednak miejsca jeżeli chodzi o funkcje, którymi naszpikowano 520-kę. W stosunku do wszystkich funkcji znanych z modelu Edge 1000 (za wyjątkiem nawigacyjnych) dołożono kilka, na które z niecierpliwością czekała niejedna osoba. Bodaj najważniejszą z nowych funkcji jest integracja z segmentami platformy Strava. Garmin próbował przeciągnąć użytkowników Stravy na swoją platformę z segmentami, jednakże widząc fiasko tych starań rozpoczął bliską współpracę ze Stravą. Kolejnym udogodnieniem dla użytkownika jest wprowadzenie standardu komunikacyjnego ANT+ FE-C, czyli możliwości sterowania oporem kompatybilnego trenażera. W stosunku do pozostałych modeli pięćsetek 520-ka wzbogaciła się o możliwość prezentacji map topograficznych, podstawowe funkcje nawigacyjne, oraz obsługę nowych urządzeń Garmina, jak światła, radar i wyświetlacz Varia. Na szczęście większość z tych funkcji z czasem dodawana będzie do poprzednich modeli, ale nie wszystkie.

garmin

W porównaniu z poprzednimi modelami liczników Edge Garmin zrezygnował z dotykowego wyświetlacza i powrócił do koncepcji obsługi przyciskami. Tak więc osoby „przesiadające się” z innych modeli będą musiały poświęcić trochę czasu na przyzwyczajenie się do obsługi i układu menu, ale jest to w miarę intuicyjne. Jeśli chodzi o samą obsługę, to można by przyczepić się do ciężko chodzących przycisków, umieszczenia przycisku zatwierdzania wyboru po przeciwnej stronie obudowy niż „strzałki”, a przycisków START/STOP i LAP na obudowie pod wyświetlaczem, co może utrudniać ich użycie korzystając z niektórych uchwytów.

W przeciwieństwie do modeli Edge 510 i 810 zrezygnowano z definiowania profilów rowerów i zdecydowano się na rozwiązanie znane m. in. z zegarków Forerunner 920XT i Fenix3, czy licznika Edge 1000, czyli pulę czujników pracujących w standardzie komunikacyjnym ANT+. Pozostawiono jednak możliwość konfigurowania kilku profilów aktywności i w zależności od wybranego profilu różnić się one mogą m. in. polami danych, stronami z danymi, czy funkcjami automatycznymi, jak autolap, czy autopauza.

Podczas użytkowania licznik spisuje się bardzo dobrze. Wyświetlacz w porównaniu z poprzednimi modelami serii 5xx jest większy i czytelniejszy. Jeżeli dla kogoś 10 pół z danymi treningowymi to za mało, to może stworzyć więcej ekranów z danymi, pomiędzy którymi można się przełączać za pomocą przycisków na obudowie licznika, na kompatybilnym pilocie (Garmin Edge Remote), lub na klamkomanetkach Shimano ST-9070 (we współpracy z nadajnikiem Shimano SM-EWW01). Zasilania wystarczy na 15 godzin pracy korzystając z nawigacyjnych systemów satelitarnych GPS i GLONASS. Czas deklarowany przez producenta nie zakłada ciągłego podświetlenia ekranu i pracującej komunikacji Bluetooth Smart, wówczas czas pracy spada do niecałych 10 godzin i jest to wynik zadowalający. Mając licznik Edge 510 podczas jednego z obozów klimatycznych przytrafiło mi się wyczerpanie stanu baterii do zera, co zaowocowało utratą nie tylko danych z aktualnego treningu, ale i danych z jazd wcześniej zapisanych, a także ustawień w liczniku. Po prostu kompletne rozładowanie baterii oznaczało wyzerowanie licznika. Na szczęście w 520 taka nieprzyjemna niespodzianka na nas nie czeka. Nawet rozładowawszy całkowicie baterię nie stracimy wcześniej zapisanych danych. Miesiąc treningów z licznikiem Edge 520 pokazał, że na nawigacji satelitarnej w tym konkretnym modelu można polegać. Nawet wśród gęstej pokrywy leśnej zapisany ślad zgadzał się ze szlakiem, którym jechałem. Zdarzyło się jednak, że wjazd do wąwozu w gęstym lesie był „ponad jego siły”, ale ciężko polegać na nawigacji satelitarnej, skoro odbiornik nie „widzi” żadnych satelitów. Ilość dostępnych danych treningowych jakie możemy monitorować jest przytłaczająca i warto wiedzieć, które z nich mogą być dla nas istotne podczas treningu czy wyścigu. Mnie wystarcza 9 pół z danymi podstawowymi i drugi ekran z danymi informacyjnymi oraz sumarycznymi. Gdybym trenował bez pomiaru mocy na rowerze bez elektronicznej grupy osprzętu Shimano, to w zupełności wystarczyłby mi jeden ekran z danymi.

dane

To co miało być największą zaletą tego modelu, tj. możliwość rywalizowania na segmentach serwisu Strava, mocno mnie rozczarowało. Zacznijmy od teorii. Posiadając konto Strava Premium (przy zakupie licznika Edge 520 otrzymujemy trzymiesięczny darmowy okres próbny, następnie kosztować nas to będzie nieco ponad 20 złotych miesięcznie, lub nieco ponad 200 złotych rocznie) i po połączeniu kont w serwisach Garmin Connect i Strava przy następnej możliwej okazji do licznika przetransferowanych zostanie do stu segmentów (nasze ulubione, te w stosunku do których mamy ustanowione cele i idobrane przez Stravę). Podczas jazdy zabliżając się do segmentu zostaniemy o tym poinformowani, a po jego rozpoczęciu będą nam prezentowane dane jak daleko za, lub przed naszym celem jesteśmy. Celem tym może być nasz dotychczasowy najlepszy wynik, wynik wybranej osoby, lub lidera segmentu. Na koniec segmentu poinformowani zostaniemy o uzyskanym czasie i ewentualnym zdobyciu tytułu króla / królowej segmentu (KOM – king of mountain, QOM – queen of mountain). Podczas następnej łączności z internetem (poprzez USB lub Bluetooth Smart) nasz wynik zostanie wysłany za pośrednictwem serwisu Garmin Connect do platformy Strava. Tyle teoria. W praktyce wygląda to zdecydowanie gorzej. Już podczas pierwszej jazdy straciłem do tego cierpliwość i zatrzymałem się, aby wyłączyć wszystkie segmenty. Później jeszcze kilkakrotnie wracałem do tej opcji, jednak za każdym razem kończyło się tak samo. Dlaczego? Otóż już kilkaset metrów przed segmentem jesteśmy informowani o zbliżaniu się do niego, nawet jeśli musielibyśmy odbić z zaplanowanej w głowie trasy. Minąwszy go nadal będziemy o fakcie przebywania w jego pobliżu informowani. Realizując na treningu pewne zadanie nie będzie mnie interesował segment, priorytet ma realizowane zadanie. Na chwilę obecną aby z segmentów nie korzystać, to należy pojedynczo je deaktywować, więc przydałaby się opcja wyboru, czy chcemy korzystać ze śledzenia segmentów, czy nie. Gdybyśmy natomiast korzystali z opcji jazdy po z góry zaplanowanej trasie (poprzez wgranie pliku *.tcx do licznika), to w ogóle nie będziemy mieli możliwości korzystania z funkcji rywalizacji na segmentach. Komunikaty o segmentach w pobliżu są zbyt nachalne i zbyt długie, zabierając przy tym możliwość monitorowania danych. Na popularnych segmentach czasy są tak wyśrubowane, że o ile nie mamy nogi Piotrka Sagana czy Michała Kwiatkowskiego, to mało prawdopodobnym jest zdobycie KOMa z marszu. Zazwyczaj próby takie są zaplanowane i w pełni świadome i nie trzeba o tym w kółko być informowanym. W czasie samej jazdy na segmencie być może niektórym przyda się informacja o czasowej stracie lub zysku w stosunku do lidera i widok profilu segmentu z zaznaczoną pozycją naszą i lidera, ale przy dłuższych segmentach (kilkuminutowych) robi się to już mało czytelne. Wówczas warto skupić się na danych (na przykład wartości generowanej mocy) i na wysiłku per se niż na wizualizacji trasy. Owszem, pomiędzy ekranami można w prosty sposób przejść, ale podczas maksymalnego wysiłku nie ma miejsca na zabawę z licznikiem. Najgorszym, co się może jednak przytrafić, jest utrata pozycji satelitarnej (mnie się to przytrafiło w gęstym lesie w wąwozie) – wówczas licznik zgłupieje, a my zamiast możliwości monitorowania danych, bądź skupienia się na wysiłku rozpraszani będziemy komunikatami, że znajdujemy się poza segmentem. Nawet gdybym zjechał z segmentu, to nawet powrót na niego w 999 na 1000 przypadków nie pozwoli mi na osiągnięcie rekordowego rezultatu. Raz zdarzyło mi się też, że ominąwszy segment znajdujący się w pobliżu, licznik się zawiesił, a następnie wyłączył. Być może nie spodziewał się, że ośmielę się zrezygnować z segmentu. Na szczęście po uruchomieniu licznika okazało się, że nie straciłem danych z pierwszej części treningu i mogłem kontynuować zapis danych od momentu, w którym licznik się zawiesił i wyłączył. Za to wielki plus. Niemniej jednak cała funkcjonalność segmentów jest dla mnie niedopracowana i niesamowicie frustrująca, dlatego nawet w swoim prywatnym liczniku, po okresie testowym w ogóle z niej nie korzystam.

A co jeśli chcemy korzystać z funkcji rywalizacji na segmentach Stravy jednocześnie nie płacąc za kontro Strava Premium? Otóż jest sposób, żeby to obejść! Po dokładny opis krok po kroku jak to zrobić odsyłam na blog Macieja Hopa.

upload

Fabrycznie dołączona do licznika Edge 520 mapa nie jest warta przysłowiowego grosza. Jest to mapa generalna i żadnemu rowerzyście nie przyda się w innym celu, jak sprawdzenie z grubsza, czy jesteśmy bliżej Bałtyku, czy Tatr. Jednak jest sposób, aby cieszyć się dokładnymi mapami topograficznymi na pięćset dwudziestce. Niestety coś kosztem czegoś. Brak gniazda karty pamięci w połączeniu z małą pojemnością pamięci wewnętrznej powoduje, że do dyspozycji użytkownika na wgrywanie map pozostaje raptem około 50 Mb. Cała Polska się nie zmieści, bo na to potrzeba około 500 Mb, ale na obszar wielkości dużego województwa już wystarczy. Po darmowe mapy odsyłam do serwisu OpenStreetMap. Po wybraniu konturów, interesującego nas obszaru ściągamy plik z mapami i po rozpakowaniu zapisujemy go w pamięci licznika.

Pomimo braku możliwości wyszukiwania punktów i programowania trasy z poziomu licznika, istnieje możliwość bycia prowadzonym po wcześniej zapisanej trasie (na przykład plik *.tcx zapisany w pamięci urządzenia). Wówczas, licznik zamiast informować nas o zmianach kierunku w odniesieniu do rzeczywistych ulic czy ścieżek, będzie prowadził nas na podstawie zaprogramowanego śladu naniesionego na mapie. Wystarczające, aby się nie zgubić w nowym dla siebie rejonie, o ile dysponujemy zaplanowaną wcześniej trasą.

Podobnie, jak w przypadku modelu Edge 1000, w czasie aktywności możemy korzystać z funkcji wymagających pracy z kompatybilnym smartfonem. Funkcje te to m. in. LiveTtrack (czyli zdale śledzenie naszej aktywności w czasie rzeczywistym), czy prezentacja powiadomień z telefonu. Ze smartfona możemy wysłać do licznika trening, jaki zaprogramowaliśmy w serwisie Garmin Connect, lub wcześniej zapisaną trasę. Po treningu natomiast, za pomocą łączności ze smartfonem, możemy przesłać zapisany dane treningowe do serwisu Garmin Connect.

Po zakończonej aktywności zostaniemy zapytani o to, czy chcemy ją kontynuować (przydatne podczas postoju), zapisać, czy odrzucić, a po zapisaniu przedstawione nam zostaną sumaryczne dane z treningu, poinformowani zostaniemy o nowych rekordach, ilości czasu potrzebnej na regenerację, ilości czasu spędzonego w poszczególnych strefach treningowych, czy przybliżonych wartościach funkcjonalnej mocy progowej i maksymalnego pułapu tlenowego. Trzy ostatnie funkcje znane są użytkownikom zegarków Forerunner 920XT i Fenix3, jednakże dla kolarzy będzie to nowość. Niestety wartości tych danych są przybliżone i traktowałbym je z przymrużeniem oka. Co do czasu spędzonego w danej strefie, to mało kto będzie analizował takie parametry z poziomu licznika i raczej posłuży się specjalistycznym oprogramowaniem.

Największą zaletą licznika Edge 520 jest dla mnie możliwość sterowania obciążeniem kompatybilnego trenażera. Tutaj należy podkreślić „kompatybilnego”, czyli po pierwsze „inteligentnego” (z możliwością zdalnej regulacji obciążenia), a po drugie modelu komunikującego się za pomocą protokołu ANT+ FE-C. Na chwilę obecną do tego grona zaliczają się tylko niektóre trenażery  firmy Tacx, a firmy takie jak Elite, Wahoo i Bkool pracują nad dodaniem owej opcji do swoich trenażerów. Dotychczas pracą takich trenażerów sterowało się z poziomu smartfona, lub komputera. Garmin sprytnym ruchem obszedł wszystkich „pośredników” i w końcu można to robić z poziomu licznika. Po sparowaniu trenażera z licznikiem możemy skorzystać z kilku trybów regulacji obciążenia, tj. ręcznie ustawić poziom obciążenia (wg. nomenklatury producenta), lub moc (na podstawie pomiaru lub krzywej obciążenia trenażera, a nie w oparciu o dane z „zewnętrznego” miernika mocy sparowanego z licznikiem), automatycznie na podstawie zaprogramowanego treningu w serwisie Garmin Connect, automatycznie celem odwzorowania wcześniej zapisanej aktywności, lub trasy. Dzięki temu, od teraz objazd trasy zawodów możliwy jest z poziomu licznika! Trzeba przyznać, że rozwiązanie to jest genialne i znacznie upraszcza trening na kompatybilnym trenażerze, ponieważ wszystko jest w jednym miejscu, zarówno prezentacja i zapis danych treningowych, oraz sterowanie obciążeniem trenażera, czyli w liczniku Edge 520. Oczywiście nie zapomniano o kalibracji trenażera i też dodano taką opcję. Logicznym krokiem Garmina jest dodanie tej funkcji do modelu Edge 1000, ale na to jeszcze trzeba poczekać. A nuż widelec w międzyczasie zniecierpliwieni użytkownicy Edge 1000 zdecydują się na zakup Edge 520?

W połowie marca 2016 roku liczniki Edge 520 doczekały się aktualizacji oprogramowania wprowadzającej je do „rodziny” Connect IQ. Dzięki temu użytkownicy mogą dodawać do swoich liczników dodatkowe pola danych. Co prawda, na chwilę obecną bez możliwości zapisu tych danych, jednak jest podobno kwestią czasu. Connect IQ otwiera przed producentami czujników wszelkiej maści możliwość zapisu danych z czujników (np. poziomu natlenienia krwi, współczynników aerodynamicznych, ergospirometrów) wraz z pozostałymi danymi, co z kolei skutkuje brakiem konieczności posiadania kilku urządzeń zapisujących dane, oraz synchronizacji plików. Z czasem do tego dołączy możliwość instalowania dodatkowych aplikacji i widżetów. Aż prosi się o aplikację do zapisu danych z kilku mierników mocy jednocześnie – narzędzie idealne dla testera. W platformie Connect IQ drzemie wielki potencjał, ale od czasu jej uruchomienia, tj. od stycznia 2015 roku bardziej mnie ona rozczarowuje niż zaskakuje. Cały ten potencjał zdaje się na chwilę obecną ograniczać do setek tarcz zegarka i kilkunastu dodatkowych pól danych. Zupełnie jakby nikt nie widział potrzeby i zysku z pisania nowych aplikacji.  Być może skomercjalizowanie ich na kształt sklepów z aplikacjami na mobilne systemy operacyjne napędziłaby tą platfromę?

Średnio co miesiąc Garmin ukatualnia oprogramowanie licznika Edge 520 dodając nowe funkcje i poprawiając błędy. Dzięki jednemu z takich uaktualnień oprogramowania oprócz tradycyjnego sposobu (tj. po podłączeniu licznika do komputera i skorzystaniu z aplikacji Garmin Express) oprogramowanie licznika można uaktualnić także z poziomu kompatybilnego smartfona za pomocą komunikacji Bluetooth Smart. Funkcja ta ma na celu między innymi nadrobienie braku komunikacji z sieciami bezprzewodowymi WiFi.

Licznik Garmin Edge 520 dostępny jest w wersji standardowej (licznik i uchwyty) w cenie 1249 złotych, oraz w wersji rozszerzonej (dodatkowo z czujnikami tętna, kadencji, oraz prędkości) w cenie 1599 złotych. Dla porównania, przed wycofaniem ze sprzedaży model Edge 510 kosztował odpowiednio około 1100 i 1330 złotych, a topowy model Edge 1000 kosztuje obecnie odpowiednio około 1725 i 2070 złotych.

520

Wprowadzając na rynek model Edge 520 Garmin postawił na sprawdzony format licznika treningowego, do którego dołożył niemalże wszystkie możliwe funkcje. Edge 520 jest godnym następcą modelu Edge 510, ale nie wydaje mi się, żeby był aż na tyle rewolucyjny, aby dotychczasowi właściciele pięćset dziesiątek rzucili się do sklepów. Flagowy model Edge 1000 zyskał na debiucie pięćset dwudziestki sporo nowych funkcji i jego posiadacze także raczej nie zamienią posiadanych przez siebie liczników. Jest to więc raczej propozycja dla osób poszukujących nowego licznika. Jeśli nie zależy im na łączności z sieciami bezprzewodowymi WiFi i nieograniczonej liczbie map z rozbudowanymi funkcjami nawigacyjnymi, to wybierając model Edge 520 nie rozczarują się. To na prawdę solidny i bardzo dobry licznik. Gdyby tak jeszcze popracować na funkcjonalnością rywalizacji na segmentach Strava, to byłby licznik bliski ideału. Ja na chwilę obecną pozostanę przy swoim Edge 1000, ponieważ jako nawigator z wykształcenia i zawodu, który na dodatek często jeździ na rowerze w miejscach sobie nieznanych, zbytnio przywiązany jestem do nieograniczonej ilości map, a jeżdżenie z „deską do krojenia chleba” na kierownicy mi nie przeszkadza.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

6 komentarzy

  1. vucalur

    offtopic: Jak wygląda kwestia baterii w Edge 1000?
    Deklarowane 15h nawet by mi wystarczyło, ale czytałem tu i ówdzie, że przy korzystaniu z nawigacji może być
    problem z dotrzymaniem nawet 5h.

    A recenzja bardzo dobra, poruszone ważne kwestie pominięte na DCR, którego coraz mniej lubię.
    Kudos!

  2. el Kapitano
    el Kapitano

    Podczas swojej rocznej przygody z Edge 1000 zauważyłem, że jeżeli wiosną, latem i jesienią zmniejszę podświetlenie
    wyświetlacza do 20-30%, wyłączę łączność BT i WiFi, nie będę korzystał z prowadzenia po trasie, będę korzystał z czujnika
    mocy, tętna, modułu komunikacji z Shimano Di2, odbiornika GLONASS i okazjonalnie będę przełączał pomiędzy ekranami (w
    tym rzut oka na ekran mapy), to pobór energii nie przekracza 10% na godzinę. Przy ujemnych temperaturach może to byc nawet
    20% na godzinę. Obawiam się, że do 15 godzin możnaby się zbliżyć tylko w przypadku wyłączenia podświetlenia,
    jakiejkolwiek komunikacji (także z czujnikami), braku nawet sporadycznego spoglądania na ekran mapy i wyłączeniu
    odbiornika GLONASS, oraz w korzystnych warunkach temperaturowych. Im niższa temperatura, tym czas pracy na baterii
    mniejszy.

    Nie schodzę poniżej 10% baterii po przygodzie, jaką miałem z Edge 510, gdy po całkowitym rozładowaniu baterii została
    sformatowana jego pamięć i straciłem dane z całego 2-tygodniowego obozu treningowego.

    Po czasie nieco przeprosiłem się z segmentami, ale na moich warunkach, tj. ręcznie wgrywam do licznika segmenty i gdy jadę
    na konkretny segment, to włączam go, aby był widoczny dla licznika tuż po rozpoczęciu jazdy. Inaczej nadal nie ma to dla mnie
    sensu. Niemniej jednak już na segmencie ta marchewka na kiju czasem jest pomocna.

    Dzięki.

  3. vucalur

    A jak przy włączonej nawigacji?

    Co do segmentów, to miło, że poruszyłeś temat lepiej niż DCR, który w zasadzie przepisał „to co było na pisane na
    pudełku” – tzw. „marketing bullshit” i zrobił filmik.
    Również uważam, że komunikaty o segmentach są zbyt nachalne a przełączanie ekranu na mapkę segmentu to
    idiotyzm. Jedynie pola „time behind” i „distance to next” mogłbyby się wydawać pocieszeniem na tym ekranie, ale te
    można sobie dodać do zwykłego ekranu treningowego.

    Jeszcze zauważyłem sporadyczny brak płynności „marchewki”. Przykładowo: w kolejnych sekundach robienia
    segmentu strata/zysk czasowy do lidera nie odbiegają od siebie: „1 sec ahead”, „2 sec ahead” aż nagle: „30 sec
    behind”. Ładna mi marchewka.
    Być może to dlatego, że koszystam z konwertowania Stravowych segmentów na Garminowe (gniza).
    Bardziej jednak podejrzewam bug po stronie Garmina. Jak wychodziła 1000, to nie takie rzeczy się działy.

    Garmin powinien dostarczyć szczegółowych informacji jak działają te segmenty, np. czy „marchewka” porusza się po
    segmencie ze stałą prędkością, czy może odzwierciedla zmienną prędkość lidera segmentu.

  4. el Kapitano
    el Kapitano

    Kiedyś wybrałem się do Szwecji i zrobiłem 6-godzinną rundkę z włączoną nawigacją po wcześniej zaplanowanej trasie.
    Większość czasu byłem na ekranie z danymi liczbowymi, ale od czasu do czasu przełączałem się na widok mapy. Po
    zakończeniu aktywności stan baterii wynosił 30%. temperatura oscylowała w okolicy 20 stopni Celsjusza. Jeżeli zmniejszysz
    jasność i nie spędzasz za dużo czasu na ekranie mapy, to za dużej różnicy nie ma, ale jednak jest.

    Nie spotkałem się jeszcze z takim przypadkiem, ale zobaczę, czy jeżeli wrzucę przerobione segmenty Stravy, czy spotka mnie to
    samo.

  5. Wojtek

    el Kapitano orientujesz się czy
    520-stka może prezentować wynik
    pomiaru mocy osobno z prawej i lewej
    nogi (oczywiście jeśli mam takowy
    pomiar zamontowany na obu pedałach),
    czy zawsze pomiar ten będzie
    prezentowany jako suma obu nóg? No i
    drugie pytanie. Czy weryfikowałaś jak
    edge 520 sprawdza się w nocy. Niby
    rzecz oczywista, ale używając
    komputerek innej topowej firmy
    niestety wielokrotnie spotkałem się z
    tym, że licznik po zmroku załączał
    się w tryb transportu. Nie
    wspominając już o sytuacjach gdy na
    trening w miesiącach zimowych
    ruszałem już o ciemku.

  6. el Kapitano
    el Kapitano

    @Wojtek jedyną formą prezentacji podziału mocy na dwie nogi są pola BALANCE (chwilowe, średnia z 3, 10 lub 30 sekund, średnia i średnia okrążenia), ale nie są to dwie oddzielne wartości liczbowe tylko podział procentowy (prezentowany jako 48-52). Więcej o polach danych w 520 znajdziesz w poniższym linku:
    https://www8.garmin.com/manuals/webhelp/edge520/EN-US/GUID-D833DA3E-E3DD-4DEF-A0E9-802451B0604C.html
    Co do podświetlenia i pracy po zmroku to nie ma za tym problemów, ale bardziej podoba mi się podświetlenie liczników Wahoo.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *