„Mój czas” autorstwa Bradleya Wigginsa

Rok 2012 był pasmem sukcesów brytyjskiego kolarstwa. Jednym z największych aktorów tego spektaklu był Bradley Wiggins, który zwyciężył m. in. Tour de France, oraz olimpijskie złoto w indywidualnej jeździe na czas. Napisana przez Wigginsa wspólnie z Williamem Fotheringhamem biografia „Mój czas” pozwala nam zajrzeć za kulisy owego spektaklu.

Już sama lektura pięciostronicowego wstępu (co cieszy, nazwanego przez autorów prologiem) niemalże wbiła mnie w fotel. Nigdy jeszcze nie czytałem tak fenomenalnego rozpoczęcia książki. Raptem pięć stron, trzydzieści minut akcji, niby nic się nie dzieje, a jednak przedstawione ostatnie pół godziny przed startem przedostatniego etapu Tour de France 2012, czyli rozstrzygającej indywidualnej jazdy na czas, po prostu kipi od emocji.

Pięć sekund do startu: Przenieść ciężar ciała na rowerze do tyłu, oprzeć się na osobie trzymającej siodełko niczym na bramce startowej na torze.
Trzy: Głęboki wdech. Napełnić płuca.
Dwie: Głęboki wydech.
Jedna: Wdech, najgłębiej jak potrafię. Zwycięstwo w Tour de France jest oddalone o jedną dobrą jazdę.

Właściwa opowieść zaczyna się w 2009 roku, kiedy to po udanym występie w Tour de France Wiggins dostał angaż w brytyjskiej drużynie Team Sky. Oczekiwania były wysokie, a całą atmosferę podkręcał Dave Brailsford, który zapowiadał zwycięstwo swojego zawodnika w Tour de France w ciągu pierwszych pięciu lat działalności drużyny. Wiggins szczerze do bólu przyznaje sie do swoich słabości i kłopotów osobistych, które sprawiły, że rok 2010 był najgorszym w jego karierze. Z drugiej strony będąc na dnie możesz już tylko piąć się do góry.

Wiem, że w tym roku byłem pieprzoną pi*dą, ale oto co chcę zrobić w 2011 roku: chcę znowu zacząć się cieszyć ściganiem. Chcę wystartować w wyścigu Paryż – Roubaix i powrócić do pierwszej dziesiątki Wielkiej Pętli. I chcę zacząć tu i teraz.

Pomoc psychologa, zmiana trenera i co najważniejsze wparcie rodziny, oraz kierownictwa drużyny pozwoliły mu się podnieść z kolan. W Wigginsie zaszła zmiana, a on zdał sobie sprawę, że skoro ma być liderem, to musi się zachowywać jak lider. Co więcej, przybyły do Team Sky trener Tim Kerrison zaczął kwestionować odwieczne schematy treningu kolarskiego i cała drużyna zaczęła trenować inaczej niż do tej pory. Pierwsze efekty przyszły już na wiosnę, gdy Wiggins ukończył wyścig „w stronę słońca”, czyli etapówkę z Paryża do Nicei na trzecim miejscu. Niestety nie ukończył wtedy Tour de France z powodu złamanego obojczyka. Po krótkiej rekonwalescencji udało się jednak zakończyć rok na podium hiszpańskiej Vuelty. To pokazało, że cel, jakim jest zwycięstwo w Tour de France jest w zasięgu ręki.

Kolejne strony książki prowadzą nas przez obozy treningowe i starty, którym przyświecał jeden cel – optymalne przygotowanie do Tour de France. Najwięcej miejsca poświecono przebiegowi Wielkiej Pętli w 2012 roku. „Mój czas” doskonale przedstawia, jak wygląda francuski wyścig od środka. Odkrywa przed nami nerwowość pierwszych etapów, pomoc i poświęcenie drużyny dla swojego lidera (gdzie nawet mistrz świata podwozi liderowi bidony), chłodną kalkulację, a także napięcia między zawodnikami i sztabem szkoleniowym. Gdy na etapie do La Toussuire Chris Froome po dociągnięciu Wigginsa do grupy zasadniczej zaatakował wydawało się, że może odebrać prowadzenie Wigginsowi. Dopiero zdecydowana reprymenda i nakaz powrotu do grupy zasadniczej i ochrony Bradleya zakończyły tę szaleńczą szarżę. Do dziś dnia nie wiadomo, czy Froome nie poświęcił własnego zwycięstwa dla Wigginsa, ale przecież takie są zasady rządzące nie od dziś kolarstwem szosowym. Po tym etapie Wiggins był bliski rezygnacji z dalszego udziału w Tourze. Był to dla niego cios w plecy od najbliższego pomocnika, a przed nimi były jeszcze blisko dwa tygodnie walki. To jednak nie jedyne problemy z jakimi zmagał się nasz bohater w drodze do Paryża. Ostatecznie, jak pamiętamy, udało się dowieźć na Pola Elizejskie żółtą koszulkę i osiągnąć życiowy sukces.

Czasu na odpoczynek nie było za wiele, ponieważ zaledwie po tygodniu od ukończenia Tour de France Wiggins startował w wyścigu ze startu współnego na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Wybuch „wiggomanii” na Wyspach wcale tego nie ułatwił, a presja tylko wzrastała. Przebieg tego wyścigu i przyczyny porażki brytyjskich kolarzy są równie barwnie opisane i dają pogląd na różnice dzielące kolarstwo zawodowe od narodowego.

Na deser serwowany jest opis olimpijskiej indywidualnej jazdy na czas, która dała Wigginsowi kolejny w karierze złoty medal, oraz trudny czas, jaki nastąpił po tym paśmie sukcesów. Mało kto zdaje sobie jednak sprawę, jak ciężka potrafi być popularność, a Wiggins nie kryje się z tym, że wybitnie ciężko mu się z nią żyje.

„My Time” to świetna książka przedstawiająca transformację człowieka, który choć targany swoimi słabościami przemienia się w największą gwiazdę brytyjskiego kolarstwa. To prawdziwe kompendium wiedzy o zawodowym peletonie i działaniu jednej z najlepszych kolarskich drużyn. Zdradza tajniki treningu zwycięzcy m. in. Tour de France, a także przedstawia nam Bradleya Wigginsa jako osobę.

el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *