„Być liderem” – biografia Ryszarda Szurkowskiego

Ryszarda Szurkowskiego sympatykom kolarstwa przedstawiać nie trzeba, ponieważ chyba każdy o nim słyszał. Trzykrotny mistrz świata amatorów (raz indywidualnie i dwa razy drużynowo na czas), zdobywca dwóch srebrnych medali olimpijskich (drużynowa jazda na czas), pięciokrotny triumfator Wyścigu Pokoju, jedenastokrotny Mistrz Polski, dwukrotnie wybierany najlepszym polskim sportowcem w rankingu Przeglądu Sportowego (co istotne, w czasach „analogowych”), oraz dziewięciokrotnie wybierany najlepszym polskim kolarzem w rankingu Przeglądu Sportowego i PZKol. Blisko dwudziestoletnia kariera sportowa Ryszarda Szurkowskiego to kawał historii polskiego kolarstwa i jednocześnie kopalnia wiedzy. Na szczęście solidnie opisana wspólnie z Krzysztofem Wyrzykowskim w 1979 roku w książce „Być liderem”.

Urodzony w 1946 roku karierę rozpoczynał stosunkowo późno, bo w wieku 17 lat. Swoje ciężkie początki Szurkowski wspomina już w pierwszym rozdziale, czyli np. jak radził sobie z treningami w okresie dwuletniej obowiązkowej służby wojskowej oraz jak przebijał się z wrocławskiego Dolmelu do kadry narodowej. W której to jak już się zameldował, to zabawił niespotykanie długo, bo aż 11 lat.

Osobny rozdział w książce poświęcono osobie Henryka Łasaka, który był trenerem kolarskiej kadry narodowej i twórcą polskiej potęgi kolarskiej lat 70. ubiegłego wieku. Niestety ten legendarny trener zginął tragicznie w drodze na zgrupowanie kadry.

Największą cześć książki stanowią opisy Wyścigów Pokoju, mistrzostw świata i Igrzysk Olimpijskich. Oprócz przebiegu rywalizacji najciekawszych z tych wyścigów mamy okazję poznać towarzyszącą im atmosferę, zakulisowe informacje i ciekawostki, oraz jak wyglądało kolarskie rzemiosło i życie blisko pół wieku temu. Nie brakuje w tej biografii opisów relacji między zawodnikami (m. in. tarcia na linii Szurkowski – Szozda), kolarskich układów, stosunków z trenerami i działaczami, a także mitów o nagrodach, czy plotek. O wszystkim tym Szurkowski mówi otwarcie i dosadnie, nawet jest miejsce na – jakbyśmy to dziś nazwali – wirtualną księgowość objętości treningowych.

W przerwach między zgrupowaniami nie wykonywałem nigdy w stu procentach planu treningowego. Wiedziałem, że na obozie dostanę znów „w kość”, a zatem były to nieliczne okresy, kiedy mogłem sobie nieco pofolgować, choć na trening wyjeżdżałem zawsze, ale na przykład zamiast 50 kilometrów, jechałem 30, uważając, że to i tak wystarczy. Miałem zresztą swoją własną metodę na trenerów. W dzienniczku zapisywałem wykonanie „zadanych” 50 kilometrów, ale liczbę tę wpisywałem w kółku, co znaczyło, że w rzeczywistości przejechałem o dwadzieścia kilometrów mniej. W ten sposób prowadziłem niejako dwie ewidencje. Jedną dla trenerów, drugą dla siebie…

W kontraście z tym stoi tylko jeden temat, który został tylko wspomniany – „dopingowa wpadka” z mistrzostw świata w Kolonii w 1978 roku.

Oprócz sukcesów w „wyścigach amatorskich” Szurkowski miał szansę w swojej karierze zmierzyć się z zawodowcami (w tym z legendarnym Eddym Mercxem) podczas wyścigu Paryż – Nicea w 1974 roku. W książce opowiada o ściganiu się z gwiazdami światowego kolarstwa, oraz o tym jak blisko sam znalazł się zawodowstwa. Mało kto zdaje sobie sprawę, że po barcelońskich sukcesach (podwójne Mistrzostwo Świata) wspólnie ze Stanisławem Szozdą mogli zostać przybocznymi Kanibala w stajni Molteni, jednakże dzięki „staraniom” Polskiego Związku Kolarskiego nigdy do tego nie doszło.

„Być liderem” to niesamowicie ciekawa książka nie tylko o Szurkowskim i kolarstwie lat 70. ubiegłego wieku. To przede wszystkim historia chłopca, który uparcie dążył do celu, choć droga już na starcie nie była usłana pięknym i gładkim asfaltem. Gdy ojciec odprowadzał go na przystanek PKS-u przed wyjazdem z rodzinnego domu do Dolmelu usłyszał: „Wrócisz jeszcze szybciej niż wyjeżdżasz”. Później też nie było łatwo. Przez drugą połowę swojej kariery nieprzerwanie ciążyła na nim presja odejścia z kadry i zrobienia miejsca dla „młodych”. Jednak on miał to sobie za nic i po prostu robił swoje. Dzięki temu osiągnął ówczesny szczyt. Obok pozbawienia go możliwości przejścia na zawodowstwo brakowało mu tylko olimpijskiego złota. Mówi się, że naród, który nie zna swojej przeszłości nie ma szans na napisanie nowej historii i dlatego powinniśmy sięgać częściej po takie pozycje. A poza tym, jest to świetna lektura, idealna wręcz, jeśli potrzebujecie inspiracji na nowe/stare postanowienia Noworoczne!


el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

2 komentarzy

  1. el Kapitano
    el Kapitano

    Cierpliwość i polowanie na Allegro. Od ręki można dostać za 70-100 złotych, ale jak poczekasz, to trafiają się co jakiś czas egzemplarze wystawiane przez antykwariaty, które można kupić za mniej niż 20 złotych.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *