Calpe – kolarski raj

Bodaj każdy, kto interesuje się kolarstwem słyszał o Calpe, nie mylić ze Sralpe. Ta dawna osada rybacka rozrosła się do 20-tysięcznej miejscowości turystycznej, którą w większości zamieszkują obcokrajowcy. W miesiącach zimowych i wiosennych nie brakuje wśród nich kolarzy zawodowych oraz amatorów. Calpe jest corocznie wybierane na miejsce zimowych i wiosennych obozów klimatycznych przez takie kolarskie ekipy, jak Etixx – Quick-Step, Astana, Katusha, czy CCC Sprandi Polkowice. Co sprawia, że jest to jeden z najpopularniejszych w Europie inkubatorów formy kolarskiej (oprócz faktu, że Olsztyn i Calpe są miastami partnerskimi)?

panorama calpe

Po pierwsze klimat. O ile w grudniu, styczniu i lutym raczej nie powinniśmy liczyć na możliwość jazdy „na krótko”, to ważniejsza niż temperatura (w rzeczonym okresie średnia dobowa temperatura to około 11°C, a maksymalna temperatura to około 15°C) jest ilość dni z opadem, których jest góra cztery w miesiącu. Nie za zimno, nie za ciepło, z reguły nie pada i nie wieje za mocno – idealny kompromis pogodowy.

calpe1

Po drugie infrastruktura drogowa. Szerokie pobocza, asfalt dobrej jakości, bliskość gór, niezliczona ilość epickich podjazdów – przykłady można długo mnożyć. Jeżeli w planie treningowym zapisany jest luźny rozjazd, to jedziemy na kawę do Morairy lub do Benidormu. Jeżeli chcemy jeździć po płaskim, to ruszamy do Olivy. Natomiast gdy chcemy się powspinać, to trafiliśmy w odpowiednie miejsce. Calpe oferuje amatorom kolarskich wspinaczek istny park rozrywki w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Będąc tam przez miesiąc można codziennie odkrywać nowe podjazdy. Co najważniejsze, to nigdzie nie trzeba dojeżdżać, bo wszystkie te „uciechy” są niemalże pod nosem, a po przebyciu około 30 km wzniesiemy się z poziomu morza na wysokość ponad 1000 metrów. Dodajmy do tego zapierające dech w piersiach widoki, wąskie górskie dróżki, minimalny ruch drogowy i – jeszcze raz podkreślę – epickie podjazdy (m. in. Guadalest – 6,3 km / 4%, Puerto de Tudons – 15,3 km / 5%, Puerto de Confrides – 13,7 km / 3%, Val de Ebo – 8 km / 6%, Alto de Finestrat – 3,7 km / 5%, no i ten najsłynniejszy – Coll de Rates – 6.5 km / 5%), oraz szatańskie zjazdy i razem mamy idealną mieszankę składającą się na kolarski raj.

tarbena

Po trzecie jest stosunkowo blisko i podobnież nie drogo. Podróż samochodem na Costa Blanca to co najmniej 2500 km (dla mieszkańców Wrocławia) i blisko doba w samochodzie, ale już lot do pobliskiego Alicante trwa raptem trzy godziny i kosztuje około 200 złotych za bilet w jedną stronę. Do Alicante dolecimy z Modlina, Krakowa, Gdańska i Wrocławia (z tych dwóch ostatnich miast tylko w sezonie wiosennym i letnim) samolotami lini lotniczych Ryanair, oraz z Warszawy dzięki Wizzair. Koszt przewozu roweru samolotem w obie strony to około 500 złotych, niezależnie od wybranych linii. Z lotniska w Alicante do Calpe dostaniemy się bezpośrednim busem za 18 euro (wymaga wcześniejszej rezerwacji) lub autobusem z przesiadką w Benidormie za nieco ponad 8 euro. Czas transferu z lotniska to około 60 minut. Koszt wynajmu mieszkania na okres dwóch tygodni to około 1500-2000 złotych. Przy wyjeździe grupy 4-osobowej daje do raptem niecałe 500 złotych od osoby. Tak więc koszt budżetowego wyjazdu na dwa tygodnie to około 1500 złotych (nie wliczając w to wyżywienia, ale wiadomo „wytop”). Jeżeli nie chcemy lecieć z rowerem, to można go wypożyczyć na miejscu za około 15 euro dziennie (przy 2-tygodniowym okresie wypożyczenia). Gdybyście jednak woleli wyjazdy zorganizowane lub potrzebowali opieki trenerskiej, to możecie skorzystać z ofert obozów treningowych organzowanych przez Bike Academy, UAM Szpot Triathlon Poznań, czy TrainWithWatts. Koszt takiego wyjazdu to około 3 tysiące złotych plus koszt biletów lotniczych (i tu uwaga – we wszystkich przypadkach w cenie wliczony jest transport roweru, a niektóre z tych ofert zawierają w cenie wyżywienie).

calpe

Raz, dwa, trzy i chyba już wiecie, że każdy kolarz się tam odnajdzie, ale co z triathlonistami? Na tym polu już może nie jest tak różowo – przepraszam – madżentowo, ale też ta kolarska miejscówka nie ma się czego wstydzić. W Calpe mamy do dyspozycji basen miejski z 6 torami o długości 25 metrów (złośliwi twierdzą, że rzeczywista długość to 23 metry), który otwarty jest codzinnie w godzinach od 9 do 22. Po wykupieniu karty członkowskiej za 3 euro koszt jednorazowego wejścia to 4 euro (bez karty jest odrobinę drożej), kartetu na 10 wejść 30 euro, a karnetu miesięcznego 35 euro. O ile rano i w środku dnia nie ma problemów z dostępnością wolnych torów (ale wówczas większość osób będzie zapewne na rowerze), to wieczorami robi się ciaśniej. Ewentualny koszt rezerwacji całego toru to 30 euro. Bieganie? Co prawda w Calpe (jeszcze) nie ma stadionu lekkoatletycznego, ale biegać po płaskim można bulwarami wzdłuż południowej i wschodniej plaży, a pozostałe treningi robić na szutrowych ściżkach na południe od miasta.

calpe2

Czy warto tam jechać? Przeglądając zdjęcia na profilu Sralpe Polska można dojść do wniosku, że nie trzeba. Wszak dla kolarza nie ma złej pogody, ewentualnie złe ubranie. Czasem jednak warto sobie zadać pytanie, po co się męczyć, skoro można trenować w komfortowych warunkach? Na obozie klimatycznym uda nam się zrobić świetną bazę przed sezonem startowym, gdyż koncentrujemy się wyłącznie na treningu, a sprawy bieżące jak praca i rodzina zostawiamy na tę chwilę w Polsce. Niejeden powie, że to jednak za drogo wychodzi, ale jak się zacznie zawczasu odkładać przysłowiowe grosiki do skarbonki, to po roku powinna się zebrać wystarczająca kwota. Mam nawet jednego kolegę, który zwykł odkładać wszystkie piątaki, jakie wpadają mu do portfela i właśnie w taki sposób „z niczego” – jak sam mówi, ma zawsze odłożoną kasę na lwią część wyjazdu.

Naprawdę szczerze polecam taką formę przygotowań do sezonu, bo jeżeli choć raz spróbujecie, to będziecie to robić już co roku i Calpe świetnie się do tego nadaje. A jeśli byliście grzeczni w tym roku – zaraz Święta, więc marzenia się spełniają – albo jeśli będziecie mieli szczęście, to jest szansa, że pojeździcie w grupie ze swoimi kolarskimi idolami, albo z idolami Swoich rodziców. Tylko pamiętajcie! Zdjęcie, albo się nie wydarzyło 😉

szurkowski
el Kapitano

el Kapitano

editor

el Kapitano. Marynarz. Triathlonista. Więcej w zakładce "o mnie".

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *